Największy pożar w historii miasta. "Dym i płomienie zasłoniły całe niebo"
W połowie XIX wieku Kraków przeżył coś, czego nikt się nie spodziewał.Wystarczyło kilka dni, by ogień pochłonął 10% zabudowy miasta. Rozszalały żywioł, podsycany potężnym wiatrem, wziął swój początek w młynie — od tamtej chwili płomienie rozprzestrzeniały się z prędkością, której mieszkańcy nie potrafili nawet pojąć.Domy, kościoły, bezcenne zbiory i archiwa — wszystko stawało się ofiarą płomieni. Na ulicach panował chaos, płacz i rozpacz. Ludzie chwytali, co mogli unieść: pierzyny, srebra, klatki z ptakami i kotami. Świadkowie tego koszmaru zostawili opisy tak przejmujące, że nawet dziś potrafią wywołać ciarki.A najdziwniejsze w tej historii? To, że wszystko mogły zapoczątkować… wybuchające orzechy.Dziś patrzymy na obraz, który przez lata uważano za scenę rzezi Pragi. Dopiero niedawno odkryto, że przedstawia skutki wielkiego pożaru Krakowa z 1850 roku — twarze pogorzelców, których życie w ciągu kilku dni zmieniło się w popiół.To nie jest zwykła opowieść o dawnym pożarze. To historia o tym, jak żywioł zmienił Kraków na zawsze.Opowiada: prof. Monika BogdanowskaRealizacja/Montaż: Mateusz Jaśko, Grzegorz Krzywak
Wyobraźmy sobie, co by było, gdybyśmy stracili te zbiory, najcenniejsze dokumenty, jakie mamy związane z historią, z rozwojem Wszechnicy Krakowskiej. Pożar powstrzymano po prostu w ten sposób, że zaczęto zrzucać gond z dachów sąsiednich domów. Ocalono Bibliotekę Jagiellońską, ale w tym momencie w pożarze stanął Pałac Biskupi i zaobserwowano pożar już na ulicy Grodzkiej oraz na południowej Pierzei Rynku. To nieprawdopodobne wydarzenie zostało dość mocno i dokładnie opisane przez naocznych świadków, w związku z czym wiemy, jak wszystko wyglądało. Pozwólcie Państwo, że przeczytam wspomnienia kilku autorów. Pisze Ambroży Grabowski.
Musimy pamiętać, że w tych domach, które były w rynku, gromadzono kolekcje. Bardzo często były to kolekcje ogromnie wartościowe. Ksiąg, rycin, obrazu starej broni, to wszystko zostało zniszczone. Uległy spaleniu dwa kościoły, dwa największe krakowskie gotyckie kościoły, czyli Kościół Świętej Trójcy Dominikanów oraz Kościół Franciszkanów. Spaliły się biblioteki. Podobno w Wieliczce znajdowano Stetlały karty ksiąg z czytelnymi jeszcze napisami, które oczywiście rozpadały się przy dotknięciu. Obraz miasta był przerażający. Pisze Grabowski. Mury przepalone i oczerniałe. Kominy sterczą w górę i boleśnie przypominają, że w tych pustkach, w tych zwalistkach, niegdyś mieszkały zamożne rodziny, a dziś ze szczątkami swego mienia szukają poddasza, gdzie by mogli się schronić.
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Wystarczyło kilka dni, by ogień pochłonął 10% zabudowy miasta. Rozszalały żywioł, podsycany potężnym wiatrem, wziął swój początek w młynie — od tamtej chwili płomienie rozprzestrzeniały się z prędkością, której mieszkańcy nie potrafili nawet pojąć.
Domy, kościoły, bezcenne zbiory i archiwa — wszystko stawało się ofiarą płomieni. Na ulicach panował chaos, płacz i rozpacz. Ludzie chwytali, co mogli unieść: pierzyny, srebra, klatki z ptakami i kotami. Świadkowie tego koszmaru zostawili opisy tak przejmujące, że nawet dziś potrafią wywołać ciarki.
A najdziwniejsze w tej historii? To, że wszystko mogły zapoczątkować… wybuchające orzechy.
Dziś patrzymy na obraz, który przez lata uważano za scenę rzezi Pragi. Dopiero niedawno odkryto, że przedstawia skutki wielkiego pożaru Krakowa z 1850 roku — twarze pogorzelców, których życie w ciągu kilku dni zmieniło się w popiół.
To nie jest zwykła opowieść o dawnym pożarze. To historia o tym, jak żywioł zmienił Kraków na zawsze.
Opowiada: prof. Monika Bogdanowska
Realizacja/Montaż: Mateusz Jaśko, Grzegorz Krzywak