Mentionsy Mentionsy
Rynek Krakowski
Rynek Krakowski

NIEDBALSTWO URZĘDNIKÓW MISZALSKIEGO może wyrzucić Kraków z UNESCO

09.08.2025 ·18 min 59 s

Czy Kraków – pierwsze miasto w historii wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO – może z niej wylecieć? Niestety: tak. I to z hukiem. A wszystko przez urzędniczą nonszalancję, zignorowany list od dyrektora UNESCO i kładkę, której budowa może zagrozić unikatowemu krajobrazowi centrum Krakowa. W tym materiale opowiadam Wam całą historię: od wpisu na listę UNESCO w 1978 roku, który otworzył miastu drogę do renowacji zabytków i światowego prestiżu, przez wieloletnie zaniechania, po dramatyczne wydarzenia ostatnich miesięcy. Pokazuję, jak urzędnicy Aleksandra Miszalskiego zignorowali pismo z UNESCO, które nakazywało natychmiastowe wstrzymanie budowy kładki między Kazimierzem a Ludwinowem — i jak to pismo trafiło do szuflady, zamiast do odpowiedzi. To mieszkańcy, nie prezydent ani urzędnicy, ujawnili sprawę i pokazali ją światu. Gdyby nie oni i jeden wpis na Facebooku, o aferze nikt by się nie dowiedział. Władze zaczęły działać dopiero, gdy zostały przyparte do muru. I to też tylko trochę - wciąż ignorując wytyczne i zalecenia UNESCO, grając na nosie instytucji, której logiem Kraków chwali się na wszystkich wjazdach do miasta. W materiale znajdziesz nie tylko analizę całej sytuacji, ale też wypowiedzi mieszkańców, którzy sprzeciwiają się tej inwestycji, a także dokumenty, które władze Krakowa wolałyby raczej schować. Pokazuję też, jak manipulowana jest narracja wokół budowy, jakie triki stosuje się w PR-ze i dlaczego kładkę buduje się nawet wbrew obowiązującemu pozwoleniu budowlanemu.Czy to nieudolność, czy celowe działanie?Czy Kraków straci miejsce na liście UNESCO przez arogancję lokalnej władzy?Czy to wszystko dzieje się tylko po to, by dogodzić turystyce imprezowej i interesom branży gastronomicznej?A może chodzi o coś więcej?Zapraszam Was na materiał o tym, jak łatwo można zaprzepaścić dorobek pokoleń. I jak w Krakowie – perle dziedzictwa – można mieć dziedzictwo głęboko w nosie. Komentuje Grzegorz Krzywak.

Czy Kraków wyleci z UNESCO? Z listy światowego dziedzictwa, na której znalazł się jako pierwsze miasto? Wiele wskazuje na to, że tak. I to z wielkim hukiem. A wszystko przez niedbałość urzędników Aleksandra Miszalskiego. Bo nie uwierzycie, ale jakiś czas temu wkurzony dyrektor UNESCO napisał do władz Krakowa, aby ci wstrzymali budowę w centrum historycznego Krakowa. Urzędnicy wyrzucili ten list do kosza i udawali, że nic nie słyszą. Dopiero mieszkańcy ujawnili to pismo wkurzonego dyrektora UNESCO, no i wtedy dopiero władze Krakowa zaczęły udawać, że coś robią. I wiecie, co jest najlepsze? Że na ten list od wkurzonego dyrektora UNESCO do dziś nikt nie odpisał.

Pracą wielu ludzi, między innymi profesora Krzysztofa Pawłowskiego, udało się pokazać światu, że za żelazną kurtyną jest taka perła jak Kraków. Piękne średniowieczne miasto, które nie zostało zburzone po wojnie. Miasto, które wygląda cały czas tak samo i ma jedyne w swoim rodzaju dziedzictwo, które trwa pod Wawelem od wieków w niemal niezmienionej formie. I tak, udało się. Kraków wszedł do tego prestiżowego klubu i jest takim oczkiem w głowie całego świata. Podobnie jak Puszcza Amazońska, stare miasto w Dubrowniku. Centrum Pragi, Katedra Notre Dame czy wyspy Galapagos. No po prostu trafiliśmy do takiego klubu najcenniejszych skarbów świata. I co ważne, miejsce wpisane na taką listę UNESCO staje się dziedzictwem całego świata, dziedzictwem ludzkości.

Dla Krakowa to był punkt zwrotny, bo wpis na listę światowego dziedzictwa odkręcił kurek z pieniędzmi na odnowę zabytków z różnego rodzaju dofinansowań. Bycie na liście UNESCO to coś, czym miasto się chwali, szczyci i czym przyciąga turystów. Na każdym wjeździe do miasta mamy takie oto tabliczki. A na swoją pierwszą międzynarodową wizytę nowy prezydent Krakowa, Aleksander Miszalski, udał się właśnie na Kongres Organizacji Miast Światowego Dziedzictwa, który odbył się w hiszpańskiej Kordobie. A więc mówiąc w skrócie. UNESCO wpisuje na swoją listę klejnoty. I takim klejnotem jest Kraków, o który powinniśmy dbać, aby w tym elitarnym klubie pozostać. I co zaraz okaże się ważne, dbać należy także o relacje i nie olewać kluczowego dla Krakowa partnera.

Ale jak krakowski samorząd dba o te relacje? Świadczyć może to, że plan zarządzania miastem w ramach tego, że jesteśmy na liście światowego dziedzictwa powstał dopiero w 2022 roku, a więc 44 lata po wpisie na tę listę. Ale olewanie i granie na nosie UNESCO na pełnej zaczęło się dopiero przy budowie kładki na Ludwinów. Pierwszy raz o tym, że planowana jest budowa kładki łączącej Ludwinów z Kazimierzem, mieszkańcy dowiedzieli się w 2006 roku, czyli na pograniczu pierwszej i drugiej kadencji Jacka Majchrowskiego. Wtedy ogłoszono konkurs architektoniczny na kładkę. Wygrał go zespół Kazimierz Łatak, Piotr Lewicki. I to miał być początek tej inwestycji. Ale jak to w Krakowie, takich świetnych pomysłów, które kończą się jedynie wizualizacjami, jest mnóstwo i wiele wskazywało na to, że ten także tak się skończy.

Sprawa memłała się przez długie lata, ale w 2018 roku ruszyła z kopyta. Ówczesny wojewódzki konserwator zabytków prof. Jan Janczykowski tuż przed swoim odejściem podpisał pozwolenie konserwatorskie na budowę kładki. Taka ostatnia przysługa bramkarza. Z tą decyzją zostawił swoją zastępczynię, która podobno wpadła w panikę widząc to kukułcze jajo i poprosiła o opinię Narodowy Instytut Dziedzictwa. Gdy na miejsce przybył ekspert tej instytucji, zobaczył na miejscu, jak miałaby wyglądać ta kładka, to od razu powiedział, że w takiej formie, jak przedstawia to projekt, kładka nie może powstać. I w tym mniej więcej czasie nowy już Wojewódzki Konserwator Zabytków prof. Monika Bogdanowska postanawia unieważnić pozwolenie wydane przez jej poprzednika.

Jednak jej starania spełzły na niczym. Próby unieważnienia pozwolenia zaskarżyło miasto i budowa kładki była nadal formalnie możliwa. Jednak wtedy mało kto w to wierzył. Miasto zarządzane przez Jacka Majchrowskiego było już w zasadzie bankrutem i niemal wszyscy w mieście traktowali rozpoczęcie budowy tej kładki jak rozpoczęcie budowy metra, czyli w kategoriach science fiction. Wszystko zmieniło się w momencie organizowania Igrzysk Europejskich przez Jacka Majchrowskiego oraz Prawo i Sprawiedliwość. To właśnie w tym czasie obiecano Krakowowi wsparcie finansowe dla tej inwestycji. Jak na razie tej obietnicy nie dotrzymano, ale o tym później. A to z kolei spowodowało, że budowa w końcu ruszyła w 2024 roku. Jak to w Krakowie bywa, rozpoczęciu dużych inwestycji towarzyszą zazwyczaj dwie rzeczy.

Wycinka zieleni i wkurzenie okolicznych mieszkańców. To mieszkańcy Kazimierza, ale tej części, która jeszcze nie została kompletnie sturystyfikowana i zmieniona w imprezownię. Zobaczcie na mapę. Tutaj Kazimierz i biegnąca przez jego środek ulica Krakowska. Mówi się tutaj, że po prawej stronie ulicy Krakowskiej jest Kazimierz, a po lewej Święty Spokój. I właśnie skierowanie strumienia turystów chodzących od imprezowni po prawej stronie na Kazimierzu do imprezowni pod hotelem Forum właśnie poprzez kładkę BOJĄ SIĘ MIESZKAŃCY. Bojemy się kolejnej fali turystów, którzy oczywiście są potrzebni w mieście, natomiast nie w takiej skali. Miasto ma coraz większy z nimi problem.

I boimy się, że tutaj się zrobi kolejne Mielno, tak jak mamy koło Forum. Jeden wielki, świecący, hałasujący jarmark. Tu nad Wisłą, a już nie mówiąc o weekendach, ulice po zmroku są zapełnione właśnie obcokrajowcami. Teraz doszli też jeszcze zarabi, też bardzo głośni. Cierpimy. Właściwie to ja dzisiaj wyjątkowo wyszłam nad Wisłę, ale w weekendy staram się nie wychodzić, bo jest tłoczno i bardzo głośno. A już nie mówię o zbroku. Krakowianie z Kazimierza są też wściekli na to, że nikt ich nie spytał o zdanie. Bez żadnych konsultacji profesjonalnych, bez opinii profesjonalistów miasto stwierdziło, że będzie budować kładomost.

Myślę, że Kładka jest przykładem tego, jak w Krakowie powstają różne rzeczy. To znaczy bez pytania mieszkańców, w takim zaklętym kręgu, w którym wszystkie pozwolenia są wydawane, więc jak potem padają pytania, zawsze jest odpowiedź, że przecież wszystko jest zgodnie z prawem, na wszystko mamy pozwolenia. Strasznie mnie wkurza to, że jesteśmy kompletnie ignorowani przez tzw. władzę. Na każdym kroku czujemy, że odpędza się od nas jak od natrętnej muchy, że nie traktuje się nas poważnie, nie odpisuje się nam tygodniami na nasze listy oraz nie informuje się nas jako mieszkańców jako rzeczywiście drugą stronę, z którą się prowadzi dialog.

O wszystko musimy pytać, o wszystko musimy się dopraszać. Żyjemy w mieście, w którym mieszkańcy są spychani na dalszy plan. Jako mieszkańcy Kazimierza mamy tego coraz większą, narastającą świadomość. I właściwie to, że miasto ignoruje te sprawy jest bulwersujące, ale niestety coraz mniej nas to dziwi. Samą układkę, no to ona zawsze znajdzie swoich zwolenników i przeciwników. My jesteśmy emocjonalnie związani z tym miejscem, więc siłą rzeczy nie możemy ukrywać tego, że jesteśmy jej przeciwni. Natomiast bulwersuje nas to, w jaki sposób się proceduje wokół niej. To znaczy brak transparentności, brak otwartości i to, że miasto właściwie lawiruje, jeżeli chodzi o argumenty. Druga rzecz, która też pokazuje, jak traktowana jest w ogóle... Nawet nie wiem, czy mieszkańcy, jak traktowana jest sama sprawa. To jest wypowiedź głównego architekta miasta, który najpierw wpisał się prywatnie na Facebooku naszej koleżanki, widząc jej post przeciwny kładce z komentarzem, kładka jest super, a jak ktoś mówi inaczej, znaczy, że się nie zna.

Dostał od nas odpowiedź, że rozumiemy, że to jest weekend, że to jest jego prywatna, spontaniczna, nieprzemyślana opinia. I cóż się stało trzy dni później? Główny architekt miasta udziela wywiadu w Gazecie Wyborczej i powtarza właściwie tę samą tezę. Opowiadają też o tym, że przy powstawaniu tej kładki głównie płaczą, ale także są elementy humorystyczne. Pozwolenie, które ma świadczyć o tym, że kładka jest dostępna dla osób niepełnosprawnych, jest podpisane przez pana, który zaiste jest niepełnosprawny, ale tak się składa, że jest niewidomy. Więc jego tekst, że nie widzi przeszkód w budowie tej kładki, no... Myślę, że nie musimy go komentować. I teraz dochodzimy do najważniejszego.

W związku z powyższym uprzejmie proszę Pana oraz odpowiednie polskie władze o współpracę i zapewnienie, że wytyczne operacyjne zostaną w pełni uszanowane. Zdecydowanie apeluję o wstrzymanie realizacji projektu, by możliwe było przeprowadzenie dokładnej oceny jego potencjalnych skutków dla wyjątkowej uniwersalnej wartości obiektu. Zgodnie z dokumentem Guidance and Toolkit for Impact Assessments in a World Heritage Context taka ocena oddziaływania na dziedzictwo wraz ze szczegółową dokumentacją projektową powinna zostać przekazana Centrum Światowego Dziedzictwa do analizy przez ciała doradcze przed podjęciem jakichkolwiek decyzji, których skutki mogłyby okazać się trudne do odwrócenia. Tak, dyrektor UNESCO jest wściekły, że w kluczowym miejscu klejnotu zwanego Kraków buduje się ogromny żelbotenowy most i nikt ich o tym nie poinformował.

Wkurzył się tak bardzo, że nakazał wstrzymanie budowy do czasu dostarczenia kluczowego dokumentu, czyli wpływu kładki na OUV. Po polsku – wyjątkowa, uniwersalna wartość. Czyli, mówiąc po ludzku, w tym wypadku chodzi o sprawdzenie, czy przeprawa przez Wisłę nie przysłoni jedynych w swoim rodzaju krakowskich zabytków i układu urbanistycznego, który trwa w sercu miasta od wieków. I wiecie, co się okazało? Że na to pismo od UNESCO nikt nie odpowiedział. Urzędnicy olali wkurzonego dyrektora UNESCO. Po prostu schowali list do szuflady i udawali, że nikt nic nie napisał. Udawajcie, że nie słyszycie, co do was mówię. Że nic nie słyszycie. Hurra! To jest wspaniała rada!

Wyobrażam sobie jego minę. Na światło dzienne to schowane do szuflady pismo wyszło dopiero wtedy, gdy opublikował je na Facebooku wiceprzewodniczący Rady Miasta Łukasz Maślona. Tak, otrzymałem pismo od mieszkańców i postanowiłem sprawdzić, czy władze i co w ogóle zrobiły w tej sprawie. No i jak się okazało, trzy miesiące od otrzymania pisma, żadnej reakcji ze strony władz miasta. Albo to pochwała ignorancji, albo zwykłe niedopełnienie obowiązków i nie wiem, który scenariusz jest mniej korzystny dla władz, ale w każdym razie nie zrobiono nic, aby odpowiedzieć na pismo dyrektora generalnego UNESCO. A sprawa jest poważna, ponieważ w języku dyplomacji trudno użyć bardziej radykalnych słów niż tych, które

Wybuchła afera w mediach. I tutaj miasto, postawione pod murem przez facebookowy post, zaczęło się gęsto tłumaczyć i udawać, że wszystko jest w porządku i że już szykują ekspertyzę, której wymaga UNESCO. Tylko, że jest tu jeden problem. Jak ustaliłem, pytając o to urząd, miasto wystąpiło do Politechniki o ten dokument? Dzień po facebookowym wpisie radnego Maślony. Czyli gdyby nie ludzie, gdyby nie to, że wynik ich dociekań opublikował miejski radny, no to pewnie to pismo od UNESCO nadal leżałoby w szufladzie i nikt by nie wiedział o tym, że miasto nie dość, że buduje kładkę bez zgody UNESCO, To jeszcze to UNESCO ordynarnie ignoruje. Ale co z drugim i chyba najważniejszym wskazaniem UNESCO, czyli wstrzymaniem inwestycji? Tutaj władze Krakowa mówią, że nie ma takiej opcji, bo jak powiedział Dariusz Nowak, słynny rzecznik krakowskiego magistratu, przepadłoby dofinansowanie unijne.

Tylko, że Kraków ma dostać dofinansowanie nie z Unii Europejskiej, ale od rządu. Nie zmienia to jednak faktu, że takie stawianie sprawy to szantaż. Kraków, zadłużony na miliardy bankrut, jak na razie w całości finansuje tę inwestycję i nie dostał jeszcze grosza z obiecanych rządowych pieniędzy. Wyciągnąłem tę informację z krakowskiego magistratu. Budowa kładki finansowana jest ze środków własnych Gminy Miejskiej Kraków oraz ze środków z rządowego funduszu Polski Ład Program Inwestycji Strategicznych. Dofinansowanie rządowe wynosi 65 mln zł i zgodnie ze specyfiką sposobu rozliczeń tego programu pieniądze te wypłacone zostaną za dwa ostatnie etapy realizacji inwestycji, czyli etap czwarty i piąty. Do tej pory rozliczono etap pierwszy i etap drugi inwestycji.

I znalazłem perełkę, która mnie kompletnie rozbroiła. Otóż, aby zakryć te protesty krakowian, władze Krakowa zaczęły, jak zwykle, produkować pełne PR-owej nowomowy teksty. I znalazłem w nich taki oto fragmencik. Co ważne, aby zminimalizować ingerencję w bulwary oraz ograniczyć uciążliwość dla okolicznych mieszkańców, szczególnie po stronie Kazimierza, dostawa ciężkiego sprzętu odbywała się drogą wodną z pominięciem układu ścieżek i chodników. Rozumiecie? Ludzie nie chcą kładki. Boją się, że stracą ukochane miejsce. W zamian pojawią się pijani turyści. Co odpowiada miasto w medialnej ofensywie? Że dbają o nich jak ojciec najlepszy, bo elementy kładki przypłyną barkami. Kyrie eleison.

Druga rzecz, która jest niby małym, ale istotnym szczegółem, to korekta, którą wykonano już w momencie, kiedy ludzie się wkurzyli, a UNESCO węszyło przy sprawie. Otóż urzędnicy zmienili projekt i obniżyli kładkę w tym projekcie o 4 metry. Ktoś pomyśli, o, ładnie z ich strony. I może faktycznie ładnie, tylko tutaj mamy do czynienia z kuriozum, jak nie z kryminałem. Bo wprowadzono dość istotne zmiany w projekcie, ale inwestycja toczy się na starym pozwoleniu budowlanym. No i nie trzeba być ekspertem, żeby wiedzieć, że tak nie można. Że nie można na pozwoleniu na pięciopiętrowy budynek wybudować czteropiętrowego budynku. Co by było, gdybyście wybudowali coś niezgodnie z pozwoleniem? Nawet byście się pewnie nie odważyli. A władze Krakowa? Heja, jedziemy! No ja domyślam się, dlaczego tak robią.

Nowe pozwolenie to rozpoczęcie całej długiej i żmudnej procedury. Trochę jakby powiedzieli, dobra, obniżcie im tą kładkę, żeby się nie rzucali, ale tak, żeby przypadkiem nie wstrzymało to budowy ani o sekundę. I wyłania się tu dość klarowny obraz, taki, że władze Krakowa chcą zbudować tę kładkę nie tylko na przekór UNESCO. Nie tylko na przekór mieszkańcom, ale nawet wbrew prawu budowlanemu. I może wy macie pomysł, dlaczego ta inwestycja, budowa tej kładki jest dla władz miasta tak ważna, że dążą do jej zrealizowania z taką determinacją i wbrew wszystkiemu. Na pierwszy rzut oka wydaje się to nieracjonalne, ale może jest tu jakieś wytłumaczenie. Piszcie w komentarzach, jak jest naprawdę waszym zdaniem. I już na sam koniec.

Może kładka Ludwinów-Kazimierz jest potrzebna? Może. Ale już nigdy się tego nie dowiemy, bo miasto po prostu nie spytało o to mieszkańców Krakowa. Co do UNESCO? Może mieszkańcy nie chcą, aby pytać tej instytucji o to, jak i co mamy w Krakowie budować? Może. W Dreźnie mieliśmy trochę podobną sytuację. Tam władze miasta chciały wybudować most, aby odkorkować miasto i nie zgodziło się UNESCO. Rozpisano referendum i mieszkańcy sami uznali, że wolą mniejsze korki niż bycie członkiem elitarnego klubu zrzeszającego piękne miejsca. I to jest okej, ja to rozumiem. No ale właśnie, to była wspólna decyzja, poważny proces, no i wyważono. Korki czy UNESCO? A u nas jest tak, że jak kiedyś mieszkańcy chcieli posadzić kilka drzew na rynku, bo jest tam betonowa patelnia, to wtedy im mówiono, że nie, nie można, bo UNESCO.

A teraz, jak trzeba zrobić dobrze turystom i knajpiarzom, no to urzędnicy mają UNESCO w d***.

Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.