NIEDBALSTWO URZĘDNIKÓW MISZALSKIEGO może wyrzucić Kraków z UNESCO
Czy Kraków – pierwsze miasto w historii wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO – może z niej wylecieć? Niestety: tak. I to z hukiem. A wszystko przez urzędniczą nonszalancję, zignorowany list od dyrektora UNESCO i kładkę, której budowa może zagrozić unikatowemu krajobrazowi centrum Krakowa. W tym materiale opowiadam Wam całą historię: od wpisu na listę UNESCO w 1978 roku, który otworzył miastu drogę do renowacji zabytków i światowego prestiżu, przez wieloletnie zaniechania, po dramatyczne wydarzenia ostatnich miesięcy. Pokazuję, jak urzędnicy Aleksandra Miszalskiego zignorowali pismo z UNESCO, które nakazywało natychmiastowe wstrzymanie budowy kładki między Kazimierzem a Ludwinowem — i jak to pismo trafiło do szuflady, zamiast do odpowiedzi. To mieszkańcy, nie prezydent ani urzędnicy, ujawnili sprawę i pokazali ją światu. Gdyby nie oni i jeden wpis na Facebooku, o aferze nikt by się nie dowiedział. Władze zaczęły działać dopiero, gdy zostały przyparte do muru. I to też tylko trochę - wciąż ignorując wytyczne i zalecenia UNESCO, grając na nosie instytucji, której logiem Kraków chwali się na wszystkich wjazdach do miasta. W materiale znajdziesz nie tylko analizę całej sytuacji, ale też wypowiedzi mieszkańców, którzy sprzeciwiają się tej inwestycji, a także dokumenty, które władze Krakowa wolałyby raczej schować. Pokazuję też, jak manipulowana jest narracja wokół budowy, jakie triki stosuje się w PR-ze i dlaczego kładkę buduje się nawet wbrew obowiązującemu pozwoleniu budowlanemu.Czy to nieudolność, czy celowe działanie?Czy Kraków straci miejsce na liście UNESCO przez arogancję lokalnej władzy?Czy to wszystko dzieje się tylko po to, by dogodzić turystyce imprezowej i interesom branży gastronomicznej?A może chodzi o coś więcej?Zapraszam Was na materiał o tym, jak łatwo można zaprzepaścić dorobek pokoleń. I jak w Krakowie – perle dziedzictwa – można mieć dziedzictwo głęboko w nosie. Komentuje Grzegorz Krzywak.
Ale jak krakowski samorząd dba o te relacje? Świadczyć może to, że plan zarządzania miastem w ramach tego, że jesteśmy na liście światowego dziedzictwa powstał dopiero w 2022 roku, a więc 44 lata po wpisie na tę listę. Ale olewanie i granie na nosie UNESCO na pełnej zaczęło się dopiero przy budowie kładki na Ludwinów. Pierwszy raz o tym, że planowana jest budowa kładki łączącej Ludwinów z Kazimierzem, mieszkańcy dowiedzieli się w 2006 roku, czyli na pograniczu pierwszej i drugiej kadencji Jacka Majchrowskiego. Wtedy ogłoszono konkurs architektoniczny na kładkę. Wygrał go zespół Kazimierz Łatak, Piotr Lewicki. I to miał być początek tej inwestycji. Ale jak to w Krakowie, takich świetnych pomysłów, które kończą się jedynie wizualizacjami, jest mnóstwo i wiele wskazywało na to, że ten także tak się skończy.
Jednak jej starania spełzły na niczym. Próby unieważnienia pozwolenia zaskarżyło miasto i budowa kładki była nadal formalnie możliwa. Jednak wtedy mało kto w to wierzył. Miasto zarządzane przez Jacka Majchrowskiego było już w zasadzie bankrutem i niemal wszyscy w mieście traktowali rozpoczęcie budowy tej kładki jak rozpoczęcie budowy metra, czyli w kategoriach science fiction. Wszystko zmieniło się w momencie organizowania Igrzysk Europejskich przez Jacka Majchrowskiego oraz Prawo i Sprawiedliwość. To właśnie w tym czasie obiecano Krakowowi wsparcie finansowe dla tej inwestycji. Jak na razie tej obietnicy nie dotrzymano, ale o tym później. A to z kolei spowodowało, że budowa w końcu ruszyła w 2024 roku. Jak to w Krakowie bywa, rozpoczęciu dużych inwestycji towarzyszą zazwyczaj dwie rzeczy.
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W tym materiale opowiadam Wam całą historię: od wpisu na listę UNESCO w 1978 roku, który otworzył miastu drogę do renowacji zabytków i światowego prestiżu, przez wieloletnie zaniechania, po dramatyczne wydarzenia ostatnich miesięcy. Pokazuję, jak urzędnicy Aleksandra Miszalskiego zignorowali pismo z UNESCO, które nakazywało natychmiastowe wstrzymanie budowy kładki między Kazimierzem a Ludwinowem — i jak to pismo trafiło do szuflady, zamiast do odpowiedzi.
To mieszkańcy, nie prezydent ani urzędnicy, ujawnili sprawę i pokazali ją światu. Gdyby nie oni i jeden wpis na Facebooku, o aferze nikt by się nie dowiedział. Władze zaczęły działać dopiero, gdy zostały przyparte do muru. I to też tylko trochę - wciąż ignorując wytyczne i zalecenia UNESCO, grając na nosie instytucji, której logiem Kraków chwali się na wszystkich wjazdach do miasta.
W materiale znajdziesz nie tylko analizę całej sytuacji, ale też wypowiedzi mieszkańców, którzy sprzeciwiają się tej inwestycji, a także dokumenty, które władze Krakowa wolałyby raczej schować. Pokazuję też, jak manipulowana jest narracja wokół budowy, jakie triki stosuje się w PR-ze i dlaczego kładkę buduje się nawet wbrew obowiązującemu pozwoleniu budowlanemu.
Czy to nieudolność, czy celowe działanie?Czy Kraków straci miejsce na liście UNESCO przez arogancję lokalnej władzy?Czy to wszystko dzieje się tylko po to, by dogodzić turystyce imprezowej i interesom branży gastronomicznej?A może chodzi o coś więcej?Zapraszam Was na materiał o tym, jak łatwo można zaprzepaścić dorobek pokoleń. I jak w Krakowie – perle dziedzictwa – można mieć dziedzictwo głęboko w nosie.
Komentuje Grzegorz Krzywak.