Mentionsy Mentionsy
Rozmowy w Radiu RMF24
Rozmowy w Radiu RMF24

"Niesamowity humanizm i współczucie". Jak Piesiewicz zapisał się w historii kina?

14.05.2026 ·7 min 25 s

Zmarł Krzysztof Piesiewicz - scenarzysta, prawnik i wieloletni senator. Współtworzył scenariusze do 17 filmów Krzysztofa Kieślowskiego. Łukasz Muszyński, redaktor naczelny portalu Filmweb, w Radiu RMF24 nazwał go postacią "nieprawdopodobnie ważną" dla polskiego kina.

W Radiu RMF24 wracamy teraz do smutnej wiadomości. W wieku 80 lat zmarł Krzysztof Piesiewicz, senator, prawnik, ale i twórca filmowy. Był jednym z najważniejszych współtwórców polskiego kina autorskiego. Choć wielu widzów kojarzy przede wszystkim nazwisko Krzysztofa Kieślowskiego, to właśnie duet Kieślowski-Piesiewicz. Stworzył filmy, które do dziś są analizowane na całym świecie. A teraz moim gościem jest pan Łukasz Muszyński, redaktor naczelny portalu Filmweb. Witamy. Dzień dobry, witam serdecznie. Jak ważną postacią dla polskiego kina był Krzysztof Piesiewicz? Nieprawdopodobnie ważną. Mówimy o człowieku, który współpracował z jednym z najważniejszych reżyserów w historii polskiego, europejskiego, światowego kina, czyli oczywiście mowa o Krzysztofie Kieślowskim.

Panowie napisali razem 17 scenariuszy i kiedy zacznę teraz wymieniać... Tytuły tych filmów, przy których pracowali, to są tytuły, które zapisały się po prostu złotymi zgłosnakami w historii dziesiątej muzy. Myślę sobie oczywiście o całej serii Dekalog, myślę o Trzech Kolorach, myślę o podwójnym życiu Weroniki. Przypomnijmy, że za jeden z tych scenariuszy do Trzech Kolorów Czerwonego Krzysztof Piesiewicz razem z Kieślowskim otrzymali nominację do Oscara. Te wszystkie rzeczy, które by mi nie mówią same za siebie. Czy można powiedzieć, że bez Piesiewicza nie byłoby tego późnego Kieślowskiego, którego zna i podziwia świat? No bez wątpienia panowie stworzyli niesamowity tandem artystyczny, który pięknie się uzupełniał. Nadawali absolutnie na tych samych falach. No i stworzyli kino, które...

potrafiło pokonać granice późnego, smutnego, szarego PRL-u i zawędrować pod dachy na całym świecie. Kiedy dzisiaj jedzie się gdzieś, nie wiem, do Włoch, do Francji, do Stanów Zjednoczonych czy do Azji, dorzuca się nazwisko Kieślowski, Piesiewicz i one, absolutnie wszyscy je znają. Te filmy ciągle żyją. ciągle wzbudzają niesamowite emocje. Widzowie i widzki przeżywają je. Kieślowski z Pieśniewiczem pokazali, że można opowiedzieć o smutnym, szarym, betonowym osiedlu w Warszawie, jednocześnie Pokazać historie, które są bardzo uniwersalne, dotykające ludzkich przeżyć, ludzkich losów, opowiadające o etyce, dotykające metafizyki. Coś niesamowitego. Na tym polegała wyjątkowość jego scenariuszy?

Krzysztof Piesiewicz był prawnikiem. Czy to doświadczenie było widoczne w jego sposobie budowania bohaterów i tych moralnych dylematów? Bez wątpienia ten zasób wiedzy prawniczej Krzysztofa Piesiewicza też widać w tych scenariuszach. Przypomnijmy, że te najważniejsze teksty, one zawsze dotykają właśnie jakichś takich rozterek moralnych. czy można zrobić coś, ale zamiast za to poświęcić się coś innego. Więc ewidentnie tutaj ten gen prawniczy był obecny, ale oprócz twardych faktów, twardego prawa, był przede wszystkim humanizm, niesamowity humanizm i współczucie dla człowieka w całej jego złożoności, zarówno w tych najgorszych, jak i najlepszych jego momentach.

Filmy Piesiewicza i Kieślowskiego były mocno zakorzenione w Polsce, jak pan mówił, ale jednocześnie bardzo uniwersalne. Jak udało mu się to osiągnąć? Taki efekt na cały świat? To już jest czasami taka magia. Myślę, że gdybym teraz odpowiedział na to pytanie, równie dobrze bym sam zacząć pisać takie historie jak Piesiewicz i Kieślowski. Ewidentnie Trafili w jakieś takie zapotrzebowanie też widowni, która z jednej strony być może trochę odrzucała chrześcijaństwo, katolicyzm, ale jednocześnie nie odrzucała duchowości, która poszukiwała czegoś więcej, zwłaszcza kiedy myślę o Zachodzie. zlaicyzowany bardzo mocno, gdzieś tam na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, nagle się okazało, że to widzenie Kieślowskiego i Piesiewicza, z jednej strony no właśnie pozbawione religijności, ale nie duchowości, jest czymś, co ewidentnie trafia zapotrzebowania i głód, głód duchowości właśnie widza.

Mam wrażenie, że jego filmy bardziej zadawały pytania niż dawały odpowiedzi. Czy to właśnie było ich siłą? No bez wątpienia. Kieślowski i Piesiewicz nigdy nie mówili, że będą nas raczyć prawdami objawionymi. Oni mówili, że ja tylko szukam. I byli też niesamowici w znajdywaniu jakiejś takiej właśnie niesamowitości, znajdywaniu duchowości, znajdywaniu metafizyki w bardzo prostych, prozaicznych sytuacjach. I myślę, że to też sprawiło, że te filmy tak głęboko oddziaływały na widzów i potrafiły naprawdę zmieniać życie. Ja sam pamiętam swoje seanse, no chociażby Trzech Kolorów czy Dekalogu. Kiedy byłem akurat licealistą, no to po prostu moje nastoletnie serce, te filmy bardzo mocno trafiały, otwierały jakieś takie szufladki i w głowie, i w sercu.

Kazały zastanawiać się inaczej, przewartościowywać swoje dotychczasowe widzenie świata. Za wspomniany przez Pana film Trzy kolory czerwony, za scenariusz był nominowany do Oscara. Czy Pana zdaniem świat doceniał Krzysztofa Piesiewicza równie mocno jak samego Kieślowskiego? Myślę, że jednak Krzysztof Kieślowski był frontmanem tego duetu, ale też chyba Krzysztof Piesiewicz nie miał problemu z tym, żeby stać trochę z boku jako współautor scenariusza. Przypomnijmy, że oprócz tego, że zajmował się sztuką, był prawnikiem, był też politykiem. i łączył wszystkie te zajęcia. Krzysztof Kieślowski tutaj absolutnie poświęcał się tylko i wyłącznie sztuce, ale jak myślę sobie o polskim kinie, w ogóle całej jego historii, no to naprawdę bardzo mało można by wskazać tak świetnie współpracujących ze sobą duetów właśnie scenarzysta, reżyser.

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.