Mentionsy Mentionsy
Rozmowy w Radiu RMF24
Rozmowy w Radiu RMF24

Jak wygląda wyprawa na Mount Everest? "Jesienią pada tam dużo śniegu"

25.09.2025 ·9 min 29 s

"Jesienią pada tam dużo śniegu, zanim przyjdzie zima i zacznie go zwiewać. Na wiosnę, gdy odsłaniają się płaszczyzny czarnego lodu, bardzo trudno jest zjechać" - mówił himalaista i taternik Janusz Gołąb. Gość Krzysztofa Urbaniaka w Radiu RMF24 komentował sukces Andrzeja Bargiela, który jako pierwszy w świecie wszedł na Mount Everest i zjechał z jego wierzchołka na nartach do bazy położonej ponad 3500 m niżej bez wspomagania tlenem. A obaj wspinacze w 2022 roku próbowali zdobyć najwyższą górę świata.

Szukasz nowego samochodu? Na OTOMOTO szybko i łatwo znajdziesz wiele ofert nowych samochodów w jednym miejscu. Na przykład BIKE 5 już od 99 900 zł z 5-letnią gwarancją. W wieczornym programie w Radiu RMF24 mamy teraz temat z górskiej półki. Andrzej Bargiel dokonał niemożliwego, zdobył Mont Everest i jako pierwszy człowiek w historii zjechał na nartach ze szczytu do bazy bez korzystania z dodatkowego tlenu. To jest przełomowy moment nie tylko dla polskiego, ale i światowego ski alpinizmu. Piszemy o tym na naszej stronie rmf24.pl. Gorąco Wam wszystkim polecam. A o tym, jak tego rodzaju wyprawa wygląda, porozmawiam teraz z moim gościem, którym jest himalaista, taternik Janusz Gołąb.

Dobry wieczór, witamy. Dobry wieczór, witam. Cześć. Cześć. Co Pan pomyślał, gdy dowiedział się Pan o sukcesie Andrzeja Bargiela? Pomyślałem sobie, że postawił kropkę na T. Wiadomo, to była trzecia próba do trzech razy sztuka. Na pewno wiedziałem, że zrobił to szybko i bezpiecznie. Mniej więcej trzy lata temu uczestniczył Pan razem z Andrzejem Bargielem w wyprawie na Mount Everest. Zacznijmy od początku. Na czym polega przygotowanie takiej drogi? No... Powiem tak, że jesienią tam pada dużo śniegu, zanim przyjdzie zima i zacznie go zbiewać. To jest walka o to, żeby utrzymać ten szlak.

To nie jest tak jak na wiosnę, że te opady są dużo mniejsze, mocniejsze promieniowanie słoneczne, więc ten śnieg się topi, wywiewa go. Jesienią generalnie torowanie, torowanie, torowanie i nie jest to łatwa sprawa. Bardzo wymagająca kondycyjnie. To specjalnie właśnie wybrany był ten termin? Tak, no bo na wiosnę, gdyby się odsłoniły płaszczyzny takie zmarzniętego śniegu, albo no śniegu zmarzniętego to jeszcze nic, ale lodu, po prostu czarnego lodu twardego, byłoby bardzo trudno zjechać. Poza tym na wiosnę tam działają wyprawy komercyjne. związane z tą Turcyką Wysokogórską i tam byłoby bardzo trudno się gdzieś prześlizgiwać pomiędzy, a jesienią tam nie ma nikogo, po prostu nikogo. Góra była pusta dla Andrzeja.

Tylko do góry wchodzić. Jakie jest największe zagrożenie tam w tych rejonach? Jak to wygląda? Tych zagrożeń na pewno jest kilka. To są zagrożenia obiektywne, związane z sarakami w dolnej części Icefallu. Wyżej, również przy dużej ilości śniegu, może być to zagrożenie lawinowe. A na grani szczytowej z kolei to są nawisy, które są tworzone przez śnieg i wiatr wijący. Więc trzeba być bardzo ostrożnym. Czy ten śnieg nawiany to jest też takie duże zagrożenie dla Andrzeja, dla skialpinisty? Jeżeli się tworzą nawisy na niszczytowej, a tak tam jest, jest to bardzo niebezpieczne stanąć czy wjechać.

Ja przypomnę, że Herman Bull, pierwszy zdobywca Nangi Parbat, odpadł. właśnie wchodząc na taki nawiz, więc no jest to niebezpieczne. Natomiast Andrzej z Szerpą szli do góry, że tak powiem, jak my to w żargoniu mówimy, z buta, więc mieli okazję przyjrzeć się dobrze temu terenowi i ustalić tą linie, bezpieczną linię zjazdu. I jak wygląda wyprawa na Monte Verste? Jak to wyglądało trzy lata temu? Proszę nam o tym opowiedzieć. Zaczynamy od karawany. W zasadzie zaczynamy w Polsce od opakowania się, pakowania, wysyłania tego wszystkiego. Potem tam na miejscu to jest karawana.

I zaparańczowanie tego odcinka, ubezpieczenie linami, jest w pewnym sensie kluczowe. Dopiero potem można, jak gdyby, już działać w pewnym sensie samemu. Wygląda to kompletnie inaczej niż na wiosnę, dlatego że tak jak wspomniałem te góry są puste, ślad z każdym opadem jest zasypywany, on się nie utrzymuje, więc trzeba wychodząc z bazy na nowo go przecierać, więc tutaj jak gdyby szybkość działania jest kluczowa i odpowiednia kondycja. No a tą kondycję, Andrzej, trzeba przyznać, ma nieprawdopodobną. To tutaj naukowcy się głowią, jak to jest w ogóle możliwe, że on ma taką wydolność. No tak, ja pamiętam z wyprawy przez trzech lat, to jak jesienią w obozie drugim, to już jest wysokość 6400 metrów, powiedzieliśmy, że pójdziemy...

w jeden dzień na Przełęcz Południową, czyli to jest ten ostatni, czwarty obóz, z którego się idzie na wierszołek, to szerpowie, którzy byli wynajęci przez Andrzeja, pracowali jak gdyby z nami, no nie mogli uwierzyć, jak to, że my chcemy tam dojść w jeden dzień. Ja to rozumiałem w ten sposób, że oni na wiosnę pracując mają do czynienia z turystami i jak gdyby... Nie do wszystkich dociera, że Andrzej jest sportowcem, jest alpinistą, ski-alpinistą i że też tacy tam przyjeżdżają w zawodnictwo. I jak to mówi Andrzej, no ski, no fun. Czy kontaktował się Pan z Andrzejem? Już? Nie, nie miałem okazji. Poczekam na spokojnie. Wydaje mi się, że ma urwanie głowy w tej chwili, więc myślę, że spokojnie.

Więc tak jak powiedziałem, no tam rozdają karty, karty rozdaje przyroda. A który? Nie uszczęście teraz. Aha. No uszczęście zawsze sprzyja najlepszym, ale który moment tej wyprawy, tej trzeciej wyprawy był najtrudniejszy? Teraz u Andrzeja myślę, że śniegi, do przetarcia śniegi, żeby ustalić trasę zjazdu. Atak szczytowy zawsze jest tym momentem chyba najtrudniejszym. Tym bardziej, że to było wejście bez tlenu, plus te... Tutorując drogę ku wierzchołkowi na pewno to było trudne. A jak zareagował na to świat skialpinistów, himalajstów?

Jakie już są teraz echa tej wyprawy? No my generalnie śmiechamy, że Andrzejowi udało się zrealizować, jak gdyby, to swoje marzenie. Generalnie wszystko dzieje się. Ja przypomnę, że nie tak dawno temu nasz kolega z Manaslu, też jesienią teraz, więc to są super osiągnięcia. Natomiast Andrzej wydaje mi się, że jak najszybciej chciał na ten Everest wejść i zjechać z niego. No bo potem już tylko będzie łatwiej i niżej.

Czy Pan też zamierza wziąć narty i pójść spróbować czegoś podobnego w najwyższe góry świata? O nie. Nie, aż tak dobrze nie jest. To zostawiamy Andrzejowi w takim razie. Czy będzie świętowanie wspólne po powrocie Andrzeja do Polski? Myślę, że na ognisko się spotkamy albo tutaj nad rzekę, nad Czarny Dunajec pójdziemy posiedzieć, popatrzeć na chmurki, góry. To na pewno. Bardzo panu dziękuję za tę rozmowę. Gościem Radia RMF24 był himalaista pan Janusz Gołąb. Jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję. No i miłego świętowania, jak już Andrzej Bargiel wróci do Polski. Bardzo dziękuję. Pozdrawiam serdecznie. Wszystkiego dobrego. Pozdrawiamy.

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.