Mentionsy Mentionsy
Rozmowy w Radiu RMF24
Rozmowy w Radiu RMF24

Chaos we Francji. "To kryzys tożsamościowy"

19.10.2026 ·12 min 24 s

Protestujący we Francji są przeciwko rosnącym kosztom życia, a uliczne demonstracje w wielu miejscach przekształciły się w zamieszki zakończone podpalaniem sklepów, restauracji i urzędów. Prezydent Emanuel Macron mówił w orędziu do rodaków, że kraj potrzebuje obecnie spokoju, a nie eskalacji. Zapowiedział, ze wszyscy winni poniosą konsekwencje. "Ta radykalizacja, która przybiera antypaństwowy wydźwięk w formie walki z siłami porządkowymi, atakami wandalizmu, czy palenia, to nie jest nic nowego. To wyraz niezadowolenia społecznego, frustracji, która narasta od wielu lat. To się wiąże z kontekstem drożyzny, wysokich kosztów życia, słabnącej siły nabywczej, a uważam to jest głębszy kryzys, taki kryzys tożsamościowy. Francja generalnie musi zbudować nowy model gospodarczo-socjalny. To oznacza reformy i zaciskanie pasa, a tego nikt nie chce" – przyznał w rozmowie z Tomaszem Terlikowskim w Radiu RMF24 politolog prof. Tomasz Młynarski z Uniwersytetu Jagiellońskiego, były ambasador RP we Francji.

I prezydentowi Macronowi nie udało się, nie był w stanie zaadaptować jego linii społeczno-gospodarczej do oczekiwań Francji peryferyjnej, nazwijmy to. I często właśnie te oczekiwania Francji peryferyjnej później były manifestowane na ulicach. I kto korzysta, jak pan redaktor pyta? No oczywiście korzysta opozycja. Przede wszystkim pamiętajmy, że mamy kontekst wyborów prezydenckich za kilka miesięcy i te manifestacje też odbywają się w środku debaty budżetowej, gdzie parlament rozpatruje projekt budżetu oszczędnościowego na poziomie miliardów oszczędności, zamrożenia zasiłku, wynagrodzeń i to wszystko radykalizuje reakcje społeczne.

I korzysta opozycja. Jeśli chodzi o lewicę, przede wszystkim Jean-Luc Mélenchon, który z jednej strony Potępił grabieże, ale z drugiej strony popiera postulaty społeczne i jakby obarcza odpowiedzialność za tą sytuację społeczno-gospodarną. Państwo, siły policyjne, które reagują na zbyt brutalnie, więc próbuje zbić pewien kapitał korzyści politycznych w tym ważnym momencie. A z drugiej strony jest Marine Le Pen, która również na fali protestów, zamieszek przedstawia się jako obrończyni zapomnianych Francuzów, przeciwniczka elit politycznych.

I te zamieszki przesuwają, co jest ciekawe, debatę publiczną z kwestii programowych, z kwestii siły nabywczej na kwestie bezpieczeństwa. I na tym będzie niewątpliwie korzystać francuska prawica i Marine Le Pen, bo dla tej części sceny politycznej kwestia bezpieczeństwa jest kwestią kluczową. Więc kryzys, A z trzeciej strony, jakby jeszcze szerzej patrząc, to kryzys na pewno może doprowadzić do erozji i tak już niewysokiego poparcia obozu prezydenckiego, ale też osób związanych z nim. Były premier Filip czy były rzecznik Atal zwiększa to niewątpliwie szanse dla

Opozycji na przejęcie władzy w Pałacu Elizejskim. Czyli te protesty, jako dowód niezadowolenia ze sytuacji społeczno-gospodarczej szeroko rozumianej, przerzucając dyskusję na sprawy bezpieczeństwa, utrzymania porządku publicznego i braku zdolności obecnej władzy do tego, Mogą wzmocnić właśnie te środowiska i z lewej, i z prawej strony. Panie profesorze, pan mówi o Francji peryferyjnej, mówi pan o protestach przeciwko sytuacji ekonomicznej, natomiast oczywiście część i francuskiej, a bardzo mocno także polskiej prawicy, tej szczególnie tej radykalnej, mówi o tym, że to są protesty Migrantów albo potomków migrantów, mówiąc inaczej, że one mają ten wymiar starcia, jak to się mówi, po tej stronie czy po tamtej stronie etnicznych Francuzów z migrantami.

To rzeczywiście tak wygląda? To jest temat skomplikowany, ale można powiedzieć tak. Ci, którzy niszczą, to po prostu zwykli chodzigani. Problem w tym, że w debacie politycznej pojawiają się takie interpretacje łączące przemoc uliczną z problemem migrantów, potomków, mieszkańców przedmieści w Anglii, fiaskiem procesu asymilacji we Francji i pewnym procesem, problemem kryzysu tożsamości republikańskiej. I takich argumentów używa Marine Le Pen. Tutaj się nie da inaczej zinterpretować, bo większość z tych, którzy protestują pokojowo, to w dużym stopniu są wśród nich potomkowie imigrantów.

Ale to jest problem szerszy. Trudności integracyjne, rosnąca przestępczość. Marine Le Pen wielokrotnie właśnie łączy to z problemem błędnie prowadzonej wieloletniej polityki migracyjnej. Natomiast tak wśród tych ludzi są ludzie z przedmieści, młodzi ludzie, którzy zderzają się we Francji z trudnościami, z rynkiem pracy, brakiem pracy albo niechęcią do pracy i oczekiwaniem ze strony państwa wielkiej pomocy społecznej. Także niewątpliwie Jest jakiś element wśród protestujących, ale to nie jest jakby główny źródło i główna przyczyna. Głównym problemem, główną przyczyną jest niezadowolenie społeczne, drożyzny, kosztów życia, poziomu życia, słabącej siły nabywczej.

I brakiem zdolności państwa do przeprowadzenia reform. Francuzi po prostu chcą nowoczesnej Francji, a nie chcą reform, nie chcą zaciskania pasa. Wśród nich są również migranci, tak. I to oni też stanowią część tej masy protestującej, wyrażającej często agresję. Ale to nie jest tylko wprowadzanie do tego jakby aspektu. Panie profesorze, to jeszcze pytanie, czy z Panem zdaniem rząd Le Corny zdecyduje się wprowadzić stan wyjątkowy i czy to rzeczywiście już jest ten moment, w którym politycy, słabnący politycy związani z Emmanuelem Macronem będą chcieli to zrobić? No, we Francji służby policyjne od wielu lat na ulicach są i są w dużych ilościach, więc mogę per analogia w stosunku do

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.