Chaos we Francji. "To kryzys tożsamościowy"
Protestujący we Francji są przeciwko rosnącym kosztom życia, a uliczne demonstracje w wielu miejscach przekształciły się w zamieszki zakończone podpalaniem sklepów, restauracji i urzędów. Prezydent Emanuel Macron mówił w orędziu do rodaków, że kraj potrzebuje obecnie spokoju, a nie eskalacji. Zapowiedział, ze wszyscy winni poniosą konsekwencje. "Ta radykalizacja, która przybiera antypaństwowy wydźwięk w formie walki z siłami porządkowymi, atakami wandalizmu, czy palenia, to nie jest nic nowego. To wyraz niezadowolenia społecznego, frustracji, która narasta od wielu lat. To się wiąże z kontekstem drożyzny, wysokich kosztów życia, słabnącej siły nabywczej, a uważam to jest głębszy kryzys, taki kryzys tożsamościowy. Francja generalnie musi zbudować nowy model gospodarczo-socjalny. To oznacza reformy i zaciskanie pasa, a tego nikt nie chce" – przyznał w rozmowie z Tomaszem Terlikowskim w Radiu RMF24 politolog prof. Tomasz Młynarski z Uniwersytetu Jagiellońskiego, były ambasador RP we Francji.
I prezydentowi Macronowi nie udało się, nie był w stanie zaadaptować jego linii społeczno-gospodarczej do oczekiwań Francji peryferyjnej, nazwijmy to. I często właśnie te oczekiwania Francji peryferyjnej później były manifestowane na ulicach. I kto korzysta, jak pan redaktor pyta? No oczywiście korzysta opozycja. Przede wszystkim pamiętajmy, że mamy kontekst wyborów prezydenckich za kilka miesięcy i te manifestacje też odbywają się w środku debaty budżetowej, gdzie parlament rozpatruje projekt budżetu oszczędnościowego na poziomie miliardów oszczędności, zamrożenia zasiłku, wynagrodzeń i to wszystko radykalizuje reakcje społeczne.
Pokazano wszystkie 1 dopasowanie. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.