"Prezydent Nawrocki poszedł zdecydowanie za daleko"
"Wizyta (do Kijowa) powinna odbyć się na początku kadencji prezydenta Nawrockiego. Obecnie to jest rodzaj siłowania dyplomatycznego - tego, kto postawi na swoim" - ocenił w Rozmowie o 7:00 w Radiu RMF24 Michał Kobosko, eurodeputowany Polski 2050, zapytany o zaproszenie prezydenta Karola Nawrockiego przez prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Jego zdaniem pan prezydent w swojej antyukraińskiej polityce "poszedł zdecydowanie za daleko".
Nie chcę powiedzieć nienormalne, ale trudno to zrozumieć. Mnie też jest trudno to tłumaczyć kolegom w Parlamencie Europejskim z innych krajów, dlaczego Polski nie ma przy stole, gdzie jest kanclerz Niemiec, gdzie jest prezydent Francji, gdzie jest premier Wielkiej Brytanii. A Polski tam nie ma. Uważam, że Polska powinna być obecna. Niestety jeden z powodów, który często słyszę i który jest podawany także publicznie jest taki, że właściwie to Polska najpierw powinna między sobie, ze sobą, sama, polskie ośrodki władzy dogadać się co do tego, jaką my mamy politykę zagraniczną i jaka ona de facto jest. No ale za politykę zagraniczną odpowiada rząd, panie pośle. I w związku z tym, czy to rząd ponosi odpowiedzialność za to, że nie ma nas przy tym stole w Londynie? To powinno być oczywiste, że odpowiada rząd i ja uważam i wiem, że takie zaproszenie powinno się pojawić dla pana premiera, który odpowiada za sprawy europejskie, bo taki nieformalny bardziej podział mamy, że pan prezydent zajmuje się relacjami ze Stanami Zjednoczonymi dzisiaj, czy ONZ, czy NATO, to są te domeny pana prezydenta i tak było za czasów pana prezydenta Dudy.
Nikt nie widział rozmowy z udziałem koalicjantów europejskich. Nikt nie wie dokładnie, jak ten pokój miałby wyglądać i jakby miał zostać zagwarantowany. Nie ma dzisiaj bardzo konkretnych rozmów o udziale konkretnych armii jako sił rozjemczych na granicy między... No ale my już mówimy otwarcie. Przepraszam, że wejdę w słowo. My już mówimy otwarcie. Nie ma mowy o polskich żołnierzach w Ukrainie, nawet jeżeli dojdzie do jakiegoś zawarcia, czy to zawieszenia ognia, czy... czy porozumienia pokojowego. Uważa pan, że powinniśmy przemyśleć tę sprawę jeszcze raz? Jeszcze raz powtórzę, powinniśmy przede wszystkim być częścią, być uczestnikiem aktywnym rozmów pokojowych. Natomiast pozycja polskiego rządu, naszego rządu koalicyjnego jest tutaj jednolita.
No, to jest tutaj, można powiedzieć, trochę emocji związanych z tym, że rzeczywiście to do jutra, do końca dnia kandydatury muszą być zgłoszone. Zgłoszone to znaczy, że także kandydaci zbiorą odpowiednią liczbę podpisów członków naszej partii. Ja takie podpisy w nadmiarowej wręcz ilości już liczbie zebrałem i zgłosiłem swoją kandydaturę. Nie wiem, nic mi nie jest wiadomo o tym, czy pan marszałek zbiera również podpisy pod swoją kandydaturą. Ale jeszcze raz powtórzę, nie będę zaskoczony, jeżeli okaże się, że w ostatecznym gronie tych, którzy chcą w styczniu kandydować na przewodniczącego naszej partii, będzie także pan marszałek i rozumiałbym w jakimś stopniu jego decyzję. A pan mówi tak, jakby pan już wiedział, co zrobi, gdy Szymon Hołownia zdecyduje się jednak na kandydowanie.
Uważam, że wszystko może się wydarzyć, zdarzyć w zależności od tego, jak te wybory pójdą. Ja sobie wyobrażam również taki scenariusz, w którym to Szymon Hołownia będzie kandydował i być może zostanie wybrany na przewodniczącego naszej partii. I w tym momencie z mojej perspektywy najbardziej logiczne będzie, że to pan Szymon Hołownia znajdzie się w rządzie na funkcji wicepremiera. Ale jeszcze raz powtórzę, to nie będzie moja decyzja. Przedstawiłem swoją ocenę sytuacji. Wróćmy teraz jeszcze do Brukseli, Panie Pośle. Chodzi o pieniądze, zamrożone pieniądze rosyjskie na kontach w Belgii, przede wszystkim w Belgii. Unia Europejska proponuje tak następujący mechanizm. Chce dać zabezpieczenie rządowi Belgii. Na te gwarancje mają się zrzucić różne rządy, w tym Polski. Polska ma to kosztować 10 miliardów euro.
Powinniśmy dołożyć się do tych gwarancji? To nie jest, panie redaktorze, żeby być absolutnie ścisłym, to nie jest tak, że Polska ma wyłożyć teraz... Tak jest. To ma być gwarancja polskiego rządu. To jest gwarancja. Mamy Belgię, na terenie której można powiedzieć fizycznie znajduje się ogromna część... ponad 180 miliardów euro tych zamrożonych rosyjskich aktywów i Belgia cały czas stawia opór przeciwko temu, żeby te pieniądze uruchomić na rzecz Ukrainy, bo obawia się, że kiedyś przed jakimś Trybunałem Międzynarodowym Federacja Rosyjska może ją pozwać i zażądać zwrotu tych pieniędzy, które z perspektywy Rosji byłyby nielegalnie zabrane. Jest rzeczywiście ten opór dużym problemem, bo mamy w przyszłym tygodniu 18-19 grudnia szczyt europejski, szczyt unijny i jest oczekiwanie, że na tym szczycie zapadnie wreszcie decyzja o przeznaczeniu właśnie tych pieniędzy rosyjskich, które nie zostały skonfiskowane do tej pory, tylko zostały zablokowane.
na pomoc Ukrainie, dlatego że Ukraina absolutnie krytycznie wymaga dofinansowania, wymaga pieniędzy na możliwość wprowadzenia działań obronnych, obrony przed rosyjskim okupantem w przyszłym roku. I ja jestem gorącym zwolennikiem tego, żeby te aktywa wykorzystać. Cała strona polska mówi o tym od wielu miesięcy. Mamy opór Belgii i mamy konkretną propozycję ze strony Komisji Europejskiej, żeby stworzyć takie wspólne wspólnotowe gwarancje. To znaczy, że każdy kraj, który się na to zgadza, unijny, bierze, partycypuje w jakiejś części ewentualnych kosztów, które byłyby z tego tytułu ponoszone. Ja nie wierzę, że kiedykolwiek takie koszty... czy kiedykolwiek, że w dającej się widzieć przyszłości takie koszty moglibyśmy ponieść, bo który Trybunał dzisiaj zasądziłby zwrot pieniędzy na rzecz Rosji, która jest jedynym winowalcą prowadzenia tej strasznej wojny, ogromnych szkód i zniszczeń w Ukrainie?
Pięknie dziękujemy za spotkanie, panie pośle. Dziękuję, kłaniam się. Miłego dnia.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.