Mentionsy Mentionsy
Reportaże | Radio Katowice
Reportaże | Radio Katowice

Reportaż: Wszystko musi się zgrać

08.09.2025 ·13 min 42 s

Mieszka w Mysłowicach i ma już na swoim koncie kilka medali i wyróżnień, także tych międzynarodowych. Wszystko zaczyna się od miłości jeźdźca do konia i odwrotnie. Dziś kolejna okazja do rozmowy, a to za sprawą zdobytych właśnie medali. Na spotkanie z Agnieszką Helbik-Kuśmierz i jej mamą Celiną Nierodkiewicz zaprasza Wojciech Skowroński. Realizacja: Jakub Hyrja.

Dzień dobry. Dzień dobry. Jestem oczywiście bardzo dumna i nie spodziewaliśmy się takiego sukcesu dla Polski i dla koni arabskich, bo Agnieszka startowała tam, bardzo dużo tych startów miała na dwóch koniach. Miała na El Zahrze, na której zdobyła, jak powiedziała, medalę. El Zahra jest seniorem i na Hiro, który stał się czempionem Europy, ale o tym chciałabym, żeby bardziej powiedziała dokładniej Agnieszka. A czy my możemy w ogóle zobaczyć tego konia, który zdobył medal? Oczywiście, możemy zobaczyć oba konia. One w tej chwili odpoczywają. Alzachra, ponieważ jest koniem starszym, odpoczywa sobie w tej chwili w swoim ulubionym towarzystwie na pastwisku, a Hiro, ponieważ jest ogieram, stoi teraz w boksie.

Tak. Tata też jest medalistą i Europy, i Polski. Przede wszystkim tata to jest koń, gdzie nasi juniorzy na nim wygrywali. Ja Agnieszka też na nim zdobyła brązowy medal Europy, kilka medali Polski. No i koń taki jak on, czyli ogier i wydawałoby się, że to jest wielkie przerażenie dla niektórych, ale on potrafi nosić w damskim siodlepa tą klasę i jest spokojny. Jeżeli bym powiedzmy miała tutaj małe dziecko, to w pierwszej kolejności weszłabym do niego z dzieckiem, czyli do taty Eliad. Eliad jest synem Janowskiego ogiera.

A etogram jest synem El Paso, koń, który w czasach komunistycznych został sprzedany za milion dolarów. Konie trzeba kochać, o tym mówiliśmy, ale to jest chyba tak, że trzeba kochać wszystkie zwierzęta, prawda? U Was tak jest, Wy tak macie. Tak, my tak mamy. Ostatnio... No powiem, że to jest trochę smutne, ale te zwierzęta znalazły u nas dobre miejsce. Pierwszy jesienią został wyrzucony mały piesek, Agnieszka go przygalnęła, a dwa tygodnie temu biegała śliczna mała suczka, zginęła pod kołami samochodu, mieszka u nas w domu. A to jest kozioł. Tak, to jest akurat różyczka, ale faktycznie koziołek też jest, ale w tej chwili go nie widzimy.

Pozyskaliśmy wielu przyjaciół, bardzo tutaj... Zaprzyjaźniliśmy się z ekipą niemiecką, z ekipą Włochów, jak i z ekipą z Belgii. Także mam nadzieję, że nas odwiedzą w Polsce. Wyjeżdżając na zawody można spotkać różnych ludzi i na przykład w Janowie Podlaskim były osoby i ze Stanów Zjednoczonych i była też pani z Dubaju, księżniczka zresztą. No i są różne osoby, których się tam poznaje, pozyskuje w jakiś sposób ich sympatię albo nie, bo to różnie bywa, bo czasami jest Agnieszka traktowana jako wielka... konkurencja, no ale później jak się już to wszystko rozkręci, to już jest dobrze.

I też dodam, że sama Agnieszka nigdy by nie mogła wyjechać na zawody, bo sobie nie poparadziła. Bo jeżeli miała tyle startów, ktoś jej musiał podstawić tego konia jednego albo drugiego, pomóc szybko się przebrać. I taką dziewczyną jest pani instruktor nasza, Nicole, której naprawdę trzeba chylić czoło za to, co zrobiła. A mama temu wszystkiemu się przygląda. Poucza też, czy nie? Nie, niestety to ja nic nie pouczam, to ja kiedyś popełniłam błąd, nie słuchając swojej córki, czyli instruktora jazdy. No i niestety zapłaciłam ciężkim wypadkiem, dlatego kocham konie, ale chcę się tylko na nich wozić i przyglądać, i podziwiać.

Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.