Mentionsy Mentionsy
Reportaże | Radio Katowice
Reportaże | Radio Katowice

Reportaż: Po prostu Wiesia

29.01.2026 ·16 min 43 s

Jagoda wiedziała, że kiedyś nastąpi ten dzień. Pochłonięta jednak pracą nie decydowała się jeszcze na sfinalizowanie planu. A potem przyszedł sylwester i ...To będzie opowieść o miłości od pierwszego wejrzenia, przywiązaniu, nadziei i wspaniałych ludziach, którzy wciąż potrafią bezinteresownie pomagać. O oddaniu, przywiązaniu i odpowiedzialności za życie istoty, którą się przygarnęło.Zapraszamy do wysłuchania reportażu, w którym główna bohaterka nie zabierze  jednak głosu... "Po prostu Wiesia" - to nagranie Jadwigi Woźnikowskiej w realizacji dźwiękowej Jacka Kurkowskiego.

Gdybym mogła, to chyba bym miała jakieś schronisko albo 20 psów. Myślę, że tak będzie wyglądało moje życie, jak kiedyś skończę pracę na etat. Miłość do psów mam gdzieś już od dziecka wpojoną. To jest takie dla mnie po prostu naturalne. Więc nie wyobrażam sobie, żeby nie mieć psa. I to uczucie do każdego z tych piesków jest ogromne. Do Wiesi jest szczególne przez jej też trudną historię. Nowe miejsce, nowe zapachy. Nowi koledzy gdzieś tu byli. Ona się trochę boi. Wiesia, chodź tu. Pieśko, chodź. O, widzisz, to jest taki... Kolegów ma tak naprawdę niewiele. Właściwie ma dwie koleżanki i to jest Brenda i Grappa, czyli psy moich rodziców.

Generalnie podchodzi z taką dozą nieufności do pozostałych piesków. Tak właśnie ma Wiesia. Taki piesek pustynny. Trochę taki pies w typie sarenki, często się tak mówi, ale trzeba zwrócić uwagę, myślę, przede wszystkim na jej duże uszy. Duże, starczące uszy, które są jej taką cechą charakterystyczną. Poza tym jest to piesek raczej nieufny i na pewno obojaźliwy. To są takie jej najważniejsze cechy. Natomiast myślę, że już dla domowników jest takim pieszczochem niesamowitym. Piesek jest kochany. Po śląsku mówiąc wołam do niego nasza szczyrkówka, bo ma obruszkę taką i grzechocze nam.

To był Sylwester. Jechaliśmy do kuzyna mojego chłopaka na wieś. No i tam jadąc po drodze zauważyłam, że coś przez drogę pełznie. Mówię, jakieś zwierzątko pewnie. Mówię, najprawdopodobniej jest potrącone. Stanęliśmy. Okazało się, że to piesek, który najprawdopodobniej dostał w tylną część tułowia. Było to spotkanie z samochodem. No i ktoś ją po prostu zostawił, albo ona spod kół uciekła, tak sądzę. I zobaczyłam po prostu w ostatniej chwili, jak pełznie przez drogę postanowiłam się zatrzymać i złapałam Wiesię tak w ramiona. I to już była miłość od pierwszego wejrzenia i od tego momentu. Jesteśmy już razem. Piesek był naprawdę zabiedzony, potrącony przez samochód i wydawało się, że trzeba go będzie uśpić.

Wiedziałam, że chcę mieć psa, ale nie wiedziałam, że coś tak szybko wydarzy. Jeszcze tryb życia, który prowadzę i mnóstwo wyjazdów służbowych i moich i też mojego chłopaka, poskutkowało taką dosyć szybką, spontaniczną decyzją, ale nie ukrywam, że to też nie działoby się bez wsparcia moich rodziców, którzy z nią w tych momentach zostają. Dlaczego ona się tak wabi? Przyznam, że tutaj inspiracją była Zosia Zborowska, którą bardzo lubię. Uwielbiam jej zaangażowanie w adopcję przede wszystkim piesków, kundelków. Ona ma psa w jesie. To jakby cała historia jej wiesi i mojej wiesi. Może nie jest super podobna, ale oba te psy są ze wsi. I to jest właśnie inspiracja dotycząca imienia Wiesława.

Pasuje do niej niesamowicie i tak już sobie nie wyobrażam, że miałaby mieć imię inne. Zresztą wzięłam ją wtedy na ręce i mówię, to będzie Wiesia, to na 100% będzie Wiesia. I tak zostało. Wiesia u nas zamieszkała na tysiącleciu i rok później ją straciliśmy. Przed Sylwestrem Jagoda miała przywieźć nam pieska, bo było wiadomo, że się bardzo, bardzo boi głośnych strzelanin, petard i różnych innych odgłosów sylwestrowych, hucznych zabaw. No ale jako, że trudno się jej było z nim rozstać, to opóźniła przyjazd o jeden dzień. Mocno ufaliśmy Wiesi.

Wychodziła bez smyczy. Po prostu wychodziła przy nodze. I akurat Przemek wyszedł z nią na spacer. Właściwie on nie wrócił, tylko zadzwonił i w takim totalnym szoku i powiedział, że Wiesia mu w sekundę po wystrzale uciekła. Także już w tym momencie wróciliśmy razem dopiero dwa dni później, ponieważ od tego momentu szukaliśmy Wiesię praktycznie cały dzień i noc. Łącznie z tym, że dwa dni spaliśmy w samochodzie pod klatką, ponieważ czekaliśmy na nią. Myśleliśmy, że po prostu wróci. Natomiast 27 tak naprawdę te wystrzały, fajerwerki zaczęły być coraz częstsze i częstsze, więc ona już chyba tak bardzo się bała albo nie potrafiła znaleźć drogi powrotnej na tysiąclecie.

Niczym nie sterowaliśmy z domu, ponieważ oboje zaangażowaliśmy się. Od pierwszego dnia jeździliśmy po prostu z samochodem po Katowicach, Chorzowie, po wszystkich okolicznych miastach, skąd tylko mieliśmy sygnały, gdzie ktoś widział Wiesię. Również chodziliśmy sporo. Mogę powiedzieć, że autem zrobiliśmy 1500 kilometrów w tym czasie. Nie ukrywam, że tutaj też bardzo pomogli przyjaciele. Przede wszystkim pomógł Instagram, publikacja tego ogłoszenia jeszcze na Instagramie. Celebroci też się włączyli. Tak, włączyła się wspomniana już przeze mnie Zosia Zborowska, która na swoim profilu udostępniła ogłoszenie dotyczące wiesi. Kate Borkowska i również Basia Pasek. Także to są takie osoby, które dzięki właściwie zaangażowaniu moich przyjaciół właśnie przede wszystkim Agnieszki i Karola udostępniły to ogłoszenie.

Nasi przyjaciele szukali. I tutaj też tolerancja osób z mojej firmy i też niesamowita pomoc, ponieważ wsparł mnie niesamowicie mój szef, który zaakceptował to wolne i mój przyjaciel z pracy, Marek, któremu też dziękuję, który stał on rodziną, przez kilka dni jeździł i szukał wiesi. Już wszyscy się martwili i moi rodzice niesamowicie, i przyjaciele. Sąsiad z naprzeciwka, wielki szok i wielkie podziękowanie dla Marcina, również właściciela psa. Marcin nam pomógł niesamowicie od takich drobnych rzeczy, jak latarka porządna, którą nam pożyczył za mnóstwo pieniędzy zupełnie obcym ludziom, a dodatkowo włączył się i szukał po prostu codziennie z nami, nie w grupie, tylko sam z psem, obchodził tereny tysiąclecie, chorzów, wszędzie, gdzie tylko, skąd mieliśmy sygnały, tam chodził i sprawdzał.

Pierwszą osobą, która zauważyła Wiesię w Rudzie Śląskiej, bo tam ona ostatecznie się znalazła, był kierowca autobusu, który ją zobaczył na przystanku, skojarzył z ogłoszeniem, przede wszystkim poznał ją po uszach. To jest ta cecha charakterystyczna, moim zdaniem, pozwoliła Wiesię odnaleźć i dokładnie była w jednym z bloków, który tam jest, pod schodami. Okazało się, że tam sobie znalazła kryjówkę i tam czekała na nas. Właściwie znalazł ją chłopczyk chyba siedmio czy ośmioletni, który skojarzył ogłoszenie z OLX i po prostu powiedział mamie, żeby zadzwoniła, bo to jest chyba ten piesek z ogłoszenia. Dał jej swój kocyk. Ona się znalazła w takiej luce pod schodami, często tak jest w takich starszych blokach.

Tam często są suszarnie, tam po prostu jest takie miejsce, w którym jest ciepło. I ona sobie tam czekała, już troszkę chudsza, taka wymęczona. Chudsza niż teraz? Tak, trzy kilo, jedną trzecią wagi zgubiła podczas tej wędrówki. Miała opuszki, wszystkich łapek miała pościerane. Jak ona zareagowała, gdy cię zobaczyła? Znowu tak przypełzła. Tam było strasznie mało miejsca pod tymi schodami. Ja tam tak starałam się wejść i mówię, Wiesiu, wracaj do mnie, chodź tu. Ona po prostu tak przypełzła, ale historia jest jeszcze o tyle ciekawa, że to był 13 stycznia i właściwie to był ostatni dzień, w którym myślę, że mogliśmy ją znaleźć, ponieważ po 13 stycznia zaczynały się ogromne mrozy. Pogoda była taka nieciekawa, pokazywała tam minus chyba 20 stopni Celsjusza.

A więc już bardzo się bałam, że z tej całej akcji poszukiwawczej, jeśli nie znajdziemy jej 13 stycznia, to już może nic nie być. Ponad dwa tygodnie się nie było. Była taka ścieżka od tysiąclecia, ponieważ tak jak dostawaliśmy stopniowo sygnały tysiąclecia, potem widziana była w okolicach Witosa, potem Obroki, Niedźwiedziniec, czyli Chorzów i Kochłowice, czyli trasa, która ma około 20 kilometrów. Wiesia jest niewielkim pieskiem. Na zdjęciu, które było dołączone do ogłoszenia o poszukiwaniach Wiesi, na tym zdjęciu ona podobno wyglądała na większego pieska, natomiast Wiesia jest drobnym, małym, zdecydowanie pieskiem w typie sarenki.

To jednak wymaga sporo zaangażowania i poświęcenia, w związku z tym to pokazuje, że do takiego stworzenia można je bardzo, bardzo pokochać. Wiesia jest cierpliwa, czeka, musi mieć swoje trzy wyjścia na podwórko i jest w tym jeden taki porządny, dłuższy spacer. I nie ukrywam, że ona po prostu spędza czas sama na drzewce, którą bardzo lubi na kanapie czy w łóżku. No tam też lubi leżeć. Jest tolerancyjna wobec tego braku czasu mojego i Przemka. Byłyśmy w parku z Wiesią na lodach i zatrzymała nas pani i mówi, to jest ta Wiesia, tak? To jest ta Wiesia, której tak długo szukaliście.

Ja mówię, tak, to jest ta Wiesia. Wiesia już taką jest psią celebrytką. Jego dowyra. I Wiesia. Nieobecna głosowa. To prawda.

Pokazano wszystkie 13 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.