Reportaż: Po prostu Wiesia
Jagoda wiedziała, że kiedyś nastąpi ten dzień. Pochłonięta jednak pracą nie decydowała się jeszcze na sfinalizowanie planu. A potem przyszedł sylwester i ...To będzie opowieść o miłości od pierwszego wejrzenia, przywiązaniu, nadziei i wspaniałych ludziach, którzy wciąż potrafią bezinteresownie pomagać. O oddaniu, przywiązaniu i odpowiedzialności za życie istoty, którą się przygarnęło.Zapraszamy do wysłuchania reportażu, w którym główna bohaterka nie zabierze jednak głosu... "Po prostu Wiesia" - to nagranie Jadwigi Woźnikowskiej w realizacji dźwiękowej Jacka Kurkowskiego.
To był Sylwester. Jechaliśmy do kuzyna mojego chłopaka na wieś. No i tam jadąc po drodze zauważyłam, że coś przez drogę pełznie. Mówię, jakieś zwierzątko pewnie. Mówię, najprawdopodobniej jest potrącone. Stanęliśmy. Okazało się, że to piesek, który najprawdopodobniej dostał w tylną część tułowia. Było to spotkanie z samochodem. No i ktoś ją po prostu zostawił, albo ona spod kół uciekła, tak sądzę. I zobaczyłam po prostu w ostatniej chwili, jak pełznie przez drogę postanowiłam się zatrzymać i złapałam Wiesię tak w ramiona. I to już była miłość od pierwszego wejrzenia i od tego momentu. Jesteśmy już razem. Piesek był naprawdę zabiedzony, potrącony przez samochód i wydawało się, że trzeba go będzie uśpić.
Pasuje do niej niesamowicie i tak już sobie nie wyobrażam, że miałaby mieć imię inne. Zresztą wzięłam ją wtedy na ręce i mówię, to będzie Wiesia, to na 100% będzie Wiesia. I tak zostało. Wiesia u nas zamieszkała na tysiącleciu i rok później ją straciliśmy. Przed Sylwestrem Jagoda miała przywieźć nam pieska, bo było wiadomo, że się bardzo, bardzo boi głośnych strzelanin, petard i różnych innych odgłosów sylwestrowych, hucznych zabaw. No ale jako, że trudno się jej było z nim rozstać, to opóźniła przyjazd o jeden dzień. Mocno ufaliśmy Wiesi.
Także potem już zaczęły się takie bardzo intensywne poszukiwania, ogłoszenia i inne działania nasze. To było wielką tragedią i wszyscy zaangażowali się w jego poszukiwanie, ale im dłużej to trwało, tym wydawało się, że szanse są coraz mniejsze. Determinacja Jagody była niesamowita, spenetrowała całe południowe Katowice, rude, wszystkie okolice graniczne. Wysyłałam męża, wiedziałam, że jest Przemek. Też jak tylko mogłam, podsyłałam ciepłe posiłki, obiadki. Wzięłam samochód, też pojechałam, też objeździłam.
No ale najbardziej chyba Przemek na rowerze mógł najszybciej ją znaleźć. No ale potem żeśmy zresztą stwierdzili, że skoro ludzie ją widzieli w tak różnych miejscach, to trzeba poszerzyć obszar poszukiwań. No dużo mąż jeździł z Jagodą. Co się okazało, że nieprawdopodobne miejsca są w Katowicach. Mieszkam tutaj na Śląsku 61 lat. Pierwszy raz poznałem Katowice od tej innej strony. Od strony niezagospodarowanych terenów, od strony hektarów ogródków działkowych, chałt, od strony giełdy rybnej, warzywnej. I wszędzie tam szukaliśmy tego psa, no było to dramatyczne, bo codziennie pojawiały się komunikaty, bo kilka tysięcy ulotek zostało rozesłanych, Facebook plus inne media, że ten pies gdzieś był widziany, ale po tygodniu przestawaliśmy wierzyć i tak...
Tylko duch i siła wiary Jagody była duża, że tego psa nie znajdzie. Przecież ona nie chodziła do pracy, ona nigdzie się nie pokazywała od rana do wieczora, nawet w godzinach, to był styczeń, czyli w godzinach już takich, że nic nie było widać, to jeszcze jeździli po różnych miejscach i szukali psa. No i kiedy się wydawało, że to już jest troszeczkę na siłę, podziwialiśmy ją przede wszystkim za upór, nagle okazało się, że pies się znalazł i to jeszcze w takiej sytuacji, że to wyglądało jak naprawdę w takim czystej relacji, którą potem usłyszeliśmy, jak w takim filmie, którego scenariusz jest bardzo, bardzo mocno naciągany. Zaczęło się od drukowania ogłoszeń z numerem telefonu, z zdjęciem, więc od tego zaczęliśmy.
Ten pies naraz się zrobił wcale nie chudy, trochę zadbany, z kapitalną sierścią i naraz zginął drugi raz. I ta determinacja, no przede wszystkim Jagody, Przemka, no wszystkie, ale Jagody doprowadziła do tego, no w co myśmy już, no chyba nikt nie wierzył, że on się po dokładnie dwóch tygodniach w zimie znalazł w bardzo złym stanie, ale dostał, pierwsze życie miał swoje, potem drugie w jednego Sylwestra i trzecie życie po następnym Sylwestrze. Myślę, że już teraz Jagoda go przywiezie wcześniej i nikt się nie będzie wypuszczać, a tutaj z naszego ogrodu na pewno nie zwieje. Może jak kot ma się domrzeć? Oby. Jest to tak fajny, tak pogodny, tak wesoły, taki żywy piesek, że ja się nie dziwię, że oni się do niego tak przywiązali i był dla nich więcej niż maskotką, bo funkcjonowanie z psem pracując i mieszkając na dużym osiedlu, w bloku, wysoko.
Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
To będzie opowieść o miłości od pierwszego wejrzenia, przywiązaniu, nadziei i wspaniałych ludziach, którzy wciąż potrafią bezinteresownie pomagać. O oddaniu, przywiązaniu i odpowiedzialności za życie istoty, którą się przygarnęło.
Zapraszamy do wysłuchania reportażu, w którym główna bohaterka nie zabierze jednak głosu... "Po prostu Wiesia" - to nagranie Jadwigi Woźnikowskiej w realizacji dźwiękowej Jacka Kurkowskiego.