Monika Malec "Doktor Anielski"
Życiorys doktora Jana Danielskiego mógłby posłużyć do napisania scenariusza filmu sensacyjnego. Ten wykształcony w Charkowie, przedwojenny lekarz, został wrzucony w wir wojny polsko-bolszewickiej, a potem drugiej wojny światowej. W jakiej sytuacji by się nie znalazł, zawsze pomagał ludziom. O doktorze Janie Danielskim opowiada wnuk Zygmunt Barszczewski.Fot. Pamiątka z obozu - w zbiorach Archiwum Państwowego w Lublinie. Dar od Zygmunta Barszczewskiego wnuka Jana Danielskiego.
Ja opowiadam coś o moim dziadziu, że był na Syberii lekarz, na co niesłychanie zainteresował się mój przyszły teść. O, ja też byłem w obozie. A jak się dziadzie nazywał? Jan Danielski. Jezus Maria, mówi. Toż to przecież on mi życie uratował. A ja jemu walizeczkę taką piękną zrobiłem. Ja tu mam coś. I wyciągnął mi dokument. Jury nagrodziło pierwszym medalem pracy, projektu i wykonania obywatela Szefczyka Zdzisława. Walizkę z blach puszek konserwowych. Okazuje się, że więźniowie robili konkursy na rękodzieło.
On był trzy lata starszy od niej. Chłop 1,90 m, przepiękny. Ona piękna, to była piękna para. To dziadek na granicy. Na fotografii, którą pokazuje mi Zygmunt Barszczewski, Jan Danielski stoi wraz z kolegami służącymi w drugim pułku strzelców granicznych. Zdjęcie wykonano w 1919 lub 1920 roku. Proszę zobaczyć, właśnie zwracali na to uwagę, jak różnie są umundurowani żołnierze.
To jest też OPWP, Charków 45. I to jest, proszę, wydłubane ręcznie pudełeczko na jakieś drobne rzeczy panu doktorowi Danielskiemu, którego tam nazywano Anielski, w dowód pamięci. Nazywano go doktor Anielski, bo ratował tam więźniów. Chciałem pokazać o tym doktorze, bo to jest rzecz, która niesłychanie a propos jest. Jak bardzo przygnął do niego ten przydomek. Proszę sobie zobaczyć. W pewnym momencie moja mama, która należała do rodziny Riazańskiej, otrzymała zaproszenie na uroczystość Riazańczyków, bo takie się odbywały, z tekstem apelu, który każdorazowo jest odczytywany.
I dostała tekst. Delegaci Krajowi Podziemnego Państwa Polskiego. Janie Anielski. Nie Danielski, tylko Anielski. To jest dowód właśnie, jak bardzo ten przydomek utkwił w sercach ludzi. Jestem w posiadaniu jego notatek, gdzie on właśnie notuje dezenteria, pobyt w Lazarecie. Zaczął bardzo ciężko chorować na serce. W każdym razie babcia go summa summarum wyreklamowała, to znaczy stosunkowo wcześnie, bo już w 1947 roku pojechał w 1944, a już w 1947 się znalazł tu w Lublinie. Z tym, że oczywiście musiał wiele po powrocie przeszkód. i prawie że upokorzeń, zwłaszcza na początku po powrocie z zesłania.
działalność również towarzystw i Towarzystwo Przeciwgruzicza sprawozdawało się regularnie, tym bardziej, że te więzi pomiędzy Urzędem Wojewódzkim a Towarzystwem były dość ścisłe, bo Jan Danielski, który był przewodniczącym już w latach 30. okresu międzywojennego, był równocześnie kierownikiem Wydziału Zdrowia przy Urzędzie Wojewódzkim. W związku z tym rzeczywiście było to dobrze połączone, że jednocześnie on prowadził tą profilaktykę I wiedział, co też można od województwa uzyskać. Bardzo szybko dostrzeżono, że owszem, działania w mieście Lublinie są bardzo ważne, ale nie mogą być podejmowane tylko i wyłącznie w Lublinie. Powinny być rozszerzone na inne ośrodki powiatowe. I tutaj bardzo szybko powiaty zaczęły się włączać, tam gdzie były szpitale.
W drugim dniu obradom przewodniczył docent dr Jan Danielski, któremu uczestnicy konferencji jednogłośnie postanowili za jego wielkie zasługi w pracy nad podniesieniem zdrowotności mieszkańców wsi przyznać tytuł Lekarz Wiejski Honoris Causa. Jest to pierwsze tego rodzaju wyróżnienie w Polsce. Nadanie go docentowi Danielskiemu jest nie tylko wyrazem uznania dla jego 40-letniej pracy na tym polu, ale równocześnie świadczy o tym, jak wysoko ceni się piękny, ale trudny i wymagający wyrzeczeń oraz ogromnej ofiarności zawód lekarza wiejskiego. Jeśli chodzi o, tam padło docenta, otóż z niezbyt przychylnym powitaniem z zesłania mój dziadzio się spotkał, czego obrazem było to, że już w 50. roku, a pracował w czasie wojny na tym, złożył pracę habilitacyjną przez koła naukowe fantastycznie przyjętą.
Pogrzeb był oczywiście przez cały Lublin, od Bernardynów, przez Osterwy, Krakowskie, do Lipowej. Jak ja, bardzo dumny, bo szedłem zaraz za trumną, była potem w Instytucie Medycyny Wsi, wtedy to się nazywało Higieny Wsi. To ono się mieściło teraz, gdzie jest fundusz na czwartku. Były uroczystości wielkie, przemowy, to, tamto. Myśmy siedzieli jako rodzina zaproczona oczywiście. Także tak się dziadka skończyła. A babcia jeszcze długo, długo, długo, długo żyła. To jest moja babcia. Moja babcia Zasia. Piękna staruszka potem była. Miała przepiękne siwe włosy. Bawiła moje dzieci przecież. Profesor Danielski był tak znaną postacią w świecie medycznym.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Życiorys doktora Jana Danielskiego mógłby posłużyć do napisania scenariusza filmu sensacyjnego. Ten wykształcony w Charkowie, przedwojenny lekarz, został wrzucony w wir wojny polsko-bolszewickiej, a potem drugiej wojny światowej. W jakiej sytuacji by się nie znalazł, zawsze pomagał ludziom. O doktorze Janie Danielskim opowiada wnuk Zygmunt Barszczewski.
Fot. Pamiątka z obozu - w zbiorach Archiwum Państwowego w Lublinie. Dar od Zygmunta Barszczewskiego wnuka Jana Danielskiego.