Mentionsy Mentionsy
Rap Story
Rap Story

Gdzie zniknął Jimson?

01.09.2026 ·50 min 29 s · 7 rozdziałów

📲 Jeśli chcesz wesprzeć moją twórczość zostań patronem mojego podcastu! 🫡✅ https://www.patronite.pl/rapstory☕️ https://buycoffee.to/rapstoryJimson to raper, którego spora część sceny stawiała w ścisłej czołówce w kraju, a który w szczycie swojej popularności sam odłożył mikrofon i zajął się czymś zupełnie innym. W tym odcinku opowiadam jego historię, od nastoletnich nagrań na słupskim osiedlu, przez najgłośniejszą rapową wojnę tamtych czasów, aż po płytę, która zrobiła z niego legendę podziemia.Trochę o tym, jak chłopak z Pomorza trafił na kultową składankę, skąd wzięła się jego ksywka, jak powstawały jego najważniejsze numery razem z bitami, i dlaczego ktoś tak zdolny świadomie wybrał ciszę. Rozbieram na czynniki pierwsze kilka jego najlepszych kawałków, sprawdzam ukryte w nich sample i nawiązania, i pokazuję, na czym właściwie polegał jego warsztat.Źródła:1. „Dzień z... Jimsonem #2", zestawienie ulubionych numerów (blogosiaka.icef.pl, Mateusz Osiak) 2. „Inspiracje czerpiemy z jazzu", wywiad z Miejskim Klasykiem (InteriaMuzyka, 2004) 3. „Jimson: Fejm sam w sobie jest fajny tylko do pewnego momentu", wywiad (Popkiller.pl, 2014) 4. „Jimson wypuścił nowy kawałek", sylwetka i podsumowanie kariery (newonce.net, 2020) 5. „Jimson z cyklu Parszywa 13", wywiad (Popkiller.pl, 2010) 6. „Klasyka beefów: Jimson vs VNM", analiza beefu (FollowRAP, Robert Fevowy Połomski, 2021) 7. „Króciutko: Lagastyl & Przyjaciele - Real Deal", recenzja (BRAK KULTURY, 2021) 8. „Lagastyl: Nie porównasz nas z nikim", wywiad ze składem (FollowRAP, 2021) 9. „Nowa EP-ka Jimsona", recenzja „Ucieczki" (CGM.pl, 2011) 10. „Odpowiedź jest krótka i prosta: Wieszocochodzi", wywiad (AxunArts, Mateusz Kołodziej, 2005) 11. „Oko za oko, rym za ząb #8: Królowie internetu", felieton o beefie (CGM.pl, Maciek Kancerek, 2014) 12. „Płyta tygodnia: Jimson - Gorączka w Parku Igieł", recenzja (muzykanowaka.wordpress.com, Krzysztof Nowak) 13. „Przeoczone/Zapomniane Perły #36: Ucieczka z Wesołego Miasteczka", felieton retrospektywny (rapowo.pl, 2023) 14. „Przystanek Ziemia", nota o singlu Jimsona i Me?How? (Blenderrap) 15. „Rap z podziemia", rekonstrukcja nielegalowej dyskografii i beefu (niezaleznie.blogspot.com) 16. „Strefa Klasyków: Jimson - Gorączka w parku igieł", omówienie płyty (Rap MATTers, wideo) 17. „Tradycja i bunt", esej o historii polskiego podziemia (zaiks.org, Krzysztof Nowak, 2024) 18. „Ucieczka z wesołego miasteczka - recenzja" (Popkiller.pl, Daniel Wardziński, 2011) 19. „VNM o beefie z Jimsonem", rozmowa (RAP PO GODZINACH, pomorska.tv, wideo) 20. Wywiad z Dinalem, wątek beefu (skan magazynu Ślizg, 2006) 21. Nota biograficzna i dyskografia nielegali (Last.fm) 22. Podsumowanie dekady: TOP 100 polskich płyt 2010-2019, miejsce „Ucieczki" (newonce.net)

0:00 · Wprowadzenie i historia Jimsona 3

Nazywał się Jimson. Przez dobrych kilka lat był w Polsce kimś, o kim mówiono nie ksywką, tylko tytułem. Król podziemia. To jest historia najwyższego rapera, jakiego miał ten kraj. Dosłownie i w przenośni. Zanim jednak rozłożymy tę postać na części pierwsze, króciutkie ogłoszenia parafialne. Kliknij ładnie, proszę, przycisk podbij na telefonie, żeby algorytm, jak to się ładnie mówiło w Bydgoszczy, pchał ten syf. W sensie, żeby, wiecie, pokazywał go kolejnym osobom. Zaraz potem jeszcze zostaw lajka, suba i propozycję na kolejne odcinki w komentarzu. No i jeżeli ktoś ma ochotę zostać widzem typu Prono, to link do Patronite'a znajdziecie w opisie. I co? Chyba tyle? Także tak, jeszcze zanim to upraszczę się o zgarnięcie ulubionej kawy, ja mam znowu yerbę.

Bo trzeba wiedzieć jedno, ten chłopak ze Słupska po prostu hipnotyzował swoim niskim głosem i darem opowiadania. Miał w gardle najgłębszy, najbardziej charakterystyczny ton, jaki wtedy chodził po polskim rapie. Głos, który sam w sobie robił po owe roboty, zanim jeszcze dotarło do ciebie, co on właściwie mówi. Zresztą, jak nie wierzycie, to sprawdźcie sami. Do tego dorzućcie jeszcze prawie dwa metry wzrostu i zamiłowanie do koszykówki i macie postać, która już na wejściu nie mieściła się, powiedzmy, że w standardowej szufladce rapu. Najlepiej całą tę anomalię oddaje pewne porównanie. Które kiedyś padło o jego umiejętnościach. Wyobraźcie sobie karty piłkarzy z Fify. U przeciętnego rapera z drugiego czy trzeciego obiegu zawsze jakiś tam jeden wskaźnik świecił się na czerwono, ktoś miał flow, ale słabe teksty, ktoś odwrotnie.

U Jimsona wszystkie te słupki stały na co najmniej dobrym poziomie, a część z nich na naprawdę wysokim i to jest w sumie sedno tego, o czym będzie dzisiejszy odcinek. Bo przez najbliższe minuty rozbierzemy dokładnie z czego ten gość był zbudowany. Tylko też żeby nie było, że robimy laurkę i klękamy przed pomnikiem. Może trochę. Sam zainteresowany studził takie zapędy, gdy ktoś podsunął mu tezę, że jest w ścisłej czołówce polskich raperów wszechczasów. Odpowiedział z rozbrajającą szczerością. Chyba niewystarczająco dużo osób uważało mnie za ścisłą czołówkę polskich raperów. Trzeba patrzeć na rzeczy realistycznie, nie przesadzajmy. I to jest ten smak, bo mówimy o legendzie, która sama do końca nie kupowała własnej legendy. Skoro już przy tej właśnie ksywce jesteśmy, to jest w niej drugie dno, które większość ludzi przegapia.

5:13 · Kariera Jimsona 2

Klasyczna zagrywka, żeby owinąć coś tajemnicą i mieć z tego ubaw. Za to konkrety pojawiły się dość szybko i podwójnie. W 2003 roku ta słupska ferajna zgarnęła dwa konkursy na najlepsze demo w kraju. Jeden na północy i drugi na południu. Najpierw jako Melfi Fam wygrali konkurs szczecińskiego Radia w Voodoo. A chwilę później jako Miejski Klasyk pierwsze miejsce w polskim nielegalu magazynu Hip Hop. Ten sam zespolony gang, dwie różne nazwy, dwa trofea. Nasz raper komentował to wtedy z mieszanką dumy i typowego dla siebie luzu. To bardzo podbudowujące wygrać dwa konkursy na najlepsze demo w przeciągu pół roku i na północy i na południu kraju. Po czym od razu dorzucał gorzko śmieszną refleksję. My Polacy mamy talent do marnowania swoich talentów.

Słowo Pulitzer owszem zna każdy, ale jednak nie każdy wie o co biega do końca. Jest to najbardziej prestiżowa amerykańska nagroda dziennikarska, przyznawana między innymi za wybitny reportaż, coś jak taki dziennikarski Oscar. Wrzucając ją na swój blog, raper mówi w zasadzie, to co widzę z tej ławki to gotowy materiał reporterski, wart najwyższego wyróżnienia w fachu. Sam siebie ustawia nie jako uczestnika tego świata, tylko jako kronikarza. I jest tutaj też patent, który u niego wraca dosyć często. Najpierw rzuca, że... Czyli po prostu Hollywoody, a chwilę później, że dzisiaj leją wodę przy swoich dziewczynach. I lać wodę to idiom, który raczej wszyscy znają, że to jest po prostu gadać, co silna na język przyniesie. I ten sam czasownik, dwa różne znaczenia. Dosłownie o alkoholu i drugi raz o pustym gadaniu, żeby zaimponować laską.

12:26 · Pierwsze sukcesy i nagrody 1

Chłopak rozkłada świat na czynniki pierwsze, pierwsza zwrotka. To atak na media i manipulacje, a jej najlepszy patent trzeba rozłożyć powoli, bo to jest majstersztyk. Jimson rzuca, że ktoś postanowił rzeczywiście coś zrobić w trąbę jak Saczmo. Zrobić kogoś w trąbę, w sensie oszukać kogoś, a Saczmo to pseudonim Louisa Armstronga, jednego z najsłynniejszych trębaczy w historii. Czyli w jednym słowie masz oszustwo, trąbę, czyli instrument Armstronga i trzeba przyznać, że to jest bardzo ciekawa składnia. I zaraz potem pada druga połowa zagrywki. Ten drugi Armstrong to już Neil, czyli pierwszy człowiek na Księżycu. A raper przemyca tutaj popularną teorię spiskową, że lądowanie sfingowano, żeby wygrać z ZSRR kosmiczny wyścig zimnej wojny.

16:36 · Rap jako sztuka 3

Najpierw cynk w klasę polityczną. A zaraz potem obrazek. Bolesław Bierut to stalinowski prezydent PRL-u, a graffiti wołające o jego powrót to gorzki znak, że komuś żyło się za komuny lepiej niż teraz. Zaraz obok pada cios wymierzony w kościół i pieniądz naraz. Nowym bóstwem jest gotówka, a wiara ma swój cennik. Zapłacić możecie na tacy. A na sam koniec raper robi coś, na co mało kto w rapie wtedy wpadał. Mianowicie schodzi do ludzi, o których wszyscy zapomnieli. Nawija o wyrzutkach. PGR, czyli Państwowe Gospodarstwa Rolne, czyli takie wielkie, kolektywne gospodarstwa, które po 1989 roku zamknięto niemal z dnia na dzień, zostawiając całe wsie bez pracy i bez perspektyw.

Kombinaty to z kolei przemysłowe molochy PRL-u, które podzieliły podobny los. O tych ludziach mówi się, że kapitalizm obiecali wolność i dobrobyt, a zostawili na lodzie. I to jest ta empatia, która odróżniała go od kolegów walących puste slogany. Prawdziwe współczucie dla przegranych transformacji. I tutaj ciekawostka o jego metodzie, bo on wcale nie chciał uchodzić z rapera politycznego. Mówił wprost, że nie politykowałem, bo to niebezpieczna furtka. I że woli działać przez świadomość i własne zdanie, niż przez wykrzykiwanie haseł. Do tego oddycha i przemyca te wszystkie ciężary pod chwytliwym, powtarzanym w kółko refrenem.

Brzmi sensacyjnie, tyle że sam autor rozbroił to jednym zdaniem, a przy okazji pokazał swoje poczucie humoru. Nie. To był tylko dobry sposób na kontrowersje. Po czym dorzucił szczerze, że Byłem prawdopodobnie trochę zbyt młody, aby moralizować w tym numerze. Tyle w temacie. Legenda kontra słowa samego zainteresowanego i wygrywają słowa. Bo widzicie, im głośniej robiło się o tym słupskim gościu i im pewniej przyklejano mu koronę króla podziemia, tym większy cel malował sobie na plecach. A w Elblągu rósł już właśnie młody raper, który tę koronę postanowił mu zrzucić z głowy. Ten młody raper nazywał się Tomasz Lewandowski, A świat znał go jako VNM. I działał wtedy w ekipie 834.

21:20 · Konflikt z VNM 3

Mało tego, chwilę później na swoim blogu wprost naśmiewał się z młodego kolegi. I zaznaczam tutaj, że to ponoć, bo tego wpisu nikt już nie widział na oczy. Po prostu zginął gdzieś w czeluściach sieci, więc traktujmy to, wiecie, z przymrużeniem oka. Wersja druga przenosi nas do 2007 roku i numeru CHWWD. Jestem raperem, co masz do moich wpisów? Składu Projekt Nasuch i tutaj jest smaczek, o którym mało kto pamięta, bo w tym kawałku w VNM-a faktycznie leciały jakieś tam zaczepki, tyle że ani jedna jakaś specjalnie mocna nie wyszła spod pióra naszego bohatera. Głównie rzucał je jego kolega z ekipy Orzeł i mimo to elbląski MC uderzył akurat w tego większego, bo bardziej rozpoznawalnego rywala. Widać przez te dwa lata nosił w sobie tę pierwszą odmowę i po prostu czekał na Ej, Tomuś!

Tylko uczciwie zaznaczam, tę ostatnią historię trzeba brać w cudzysłów, bo nawet ludzie opisujący biw przyznają, że nie wiadomo na ile jest prawdziwa. Więc plotka, a nie fakt, aczkolwiek zabawne. Jest jeszcze jeden wątek, który cudownie podważa cały ten spór o to, kto komu odmówił. Otóż nasz subski gwiazdor, ten sam, który odprawił V&M'a z kwitkiem, kiedyś sam dostał identycznego kosza. Vangs ze składu Dinal, pytany o młodych raperów, rzucił bez ogródek. Jimson też wysłał dymówkę i też dałem mu znać, by dał sobie spokój. Życie potrafi być złośliwe, nie sądzicie? A skoro już dobrnęliśmy do finału, czas na numer, który dla wielu jest szczytem polskiej sztuki dissowania.

Sam Venom rozstrzyga to najzgrabniej, bo w rozmowie stwierdził, że bifów się nie rozstrzyga, że to jak pytać kto wygrał między dwoma dobrymi bokserami. Jedno jest pewne. Ta wojna wypchnęła obu panów bardzo wysoko. VN-em parę lat później trafił do warszawskiego prosto, a nasz bohater dostał kopa, który poniósł go prosto ku jemu... A ta nagonka była całkiem realna, bo zanim powstała ta płyta, trójka raperów zwarła szyki i nagrała wspólny kawałek wymierzony w jednego gościa.

33:05 · Maloria i koncept 8

I nie jest to żaden wybryk ani przypadek. To świadomy koncept, wpisany w tę filmową spod znaku urodzonych morderców płytę. Jeden ze słuchaczy dostając ten kawałek na wypalonej płycie ostrzegał kumpla słowami, które były wszystko. Trochę strach tego słuchać, ale zajebista. I dokładnie o taki efekt chodziło. Sam tytułowy bohater przedstawia się bez ogródek. I to nie jest zmyślana postać, bo owy Peter to autentyczny morderca z pierwszej połowy XX wieku nazywany wampirem z Düsseldorfu. Jeden z najgłośniejszych zbrodniarzy w historii kryminalistyki. Raper od pierwszych sekund wkłada więc na siebie kostium konkretnego potwora, a nie jakiegoś abstrakcyjnego zła. Prawdziwa siła tego kawałka to jednak sposób w jaki chłopak maluje obrazy, bo robi to jak malarz z atlasem geograficznym pod ręką.

Opisując ciało nawija... I rozłóżmy sobie te trzy porównania, bo każde z nich trafia w punkt. Australia na mapie to okrągły ląd, stąd biodra. Półwysep skandynawski jest długi i wąski, więc pasuje do nóg, a Amudaria to wielka rzeka w Azji Środkowej, czyli oczy skute lodem, to zamarznięta, nieruchoma tafla wody. Facet buduje człowieka z mapy świata i wyrabia się z tym w kilka sekund. Zaraz obok pokazuje, jak jednym przestawionym słówkiem można powiedzieć dwie zupełnie różne rzeczy. Krew zastygła na nie jak burgun. Burgundz to ciemno-czerwona barwa, kolor wina, więc krew na skórze zastyga jak plama czerwieni, ale w drugim wersie raper zmienia tylko przyjmek z na niej na w niej i podmienia porównanie na Wezuwiusza, czyli słynny wulkan, bo krew w środku zastyga tak jak twardnie jest tygnąca lawa.

Dzikich róż nad rzeką. Jednym obrazkiem raper przywołuje więc całą tradycję pięknych piosenek o zbrodni i od razu ustawia klimat. Technicznie to jego najczystszy popis tego, co umiał najlepiej, czyli malowania obrazu słowem i to dosłownie. Statyczne kadry zamiast rozgadanej akcji, gęste aliteracje i ten głos niski, który sam z siebie dokłada numerowej grozy. Przy gorącej ofierze najlepiej słychać, że mamy do czynienia z rzemieślnikiem z absolutnie najwyższej półki. Nawet jeśli materiał, który tutaj obrabia, I właśnie w chwili, gdy podziemie ostatecznie namaściło go na swojego króla, gdy miał już na koncie płytę, o której mówiło się jak o klasyku, nasz bohater zrobił coś, czego nikt się nie spodziewał. Po prostu zniknął. Znaczy, no dobra, może nie do końca zniknął, bo w 2011 wypuścił jeszcze taką powrotną epkę Ucieczka z Wesołego Miasteczka.

Resztę udawało mi się wygrać lub nie na zakładach. Czy wczytajcie się w to jeszcze raz, bo mówimy o gościu, którego pół sceny uważało za najlepszego rapera w podziemiu, a on ledwo wiązał koniec z końcem, ratując budżet zakładami bugmacherskimi. W takim momencie trzeba wybierać i on wybierał. Odstawił muzyczne mrzonki na rzecz drugiej rzeczy, na której się znał, bo trzeba zrozumieć jego podejście do całej tej sławy, które było kompletnie nierapowe. Kiedy pytano go, czy nie żałuje, że ominął go większy fame, sukcesy sprzedażowe, prawdziwa kariera, odpowiadał z filozoficznym spokojem. What must go up must fall down. Czyli co się wzniesie musi w końcu upaść, a do tego dorzucał jeszcze kluczowe zdanie, które w sumie tłumaczy wszystko. Fame sam w sobie jest fajny tylko do pewnego momentu.

To był człowiek naprawdę spełniony, który o swojej pracy potrafił powiedzieć, że relaksuje się zajmując się pracą i że ma chyba najlepszą pracę na świecie. Ilu raperów może uczciwie powiedzieć to samo? I zanim pożegnamy jego rapowy Dobry rozdział na dobre, zatrzymajmy się jeszcze przy numerze, który jest jak jego autoportret, czyli Arabskie Noce z tej właśnie epki, o której wspomniałem. Zabit odpowiada Michał, co zresztą raper potwierdza wprost w samym tekście. I tekst właśnie to prawdziwa kopalnia, bo to numer o byciu prorokiem, którego nikt nie słucha, utkany z nawiązań, które aż się proszą o rozszyfrowanie. Zaczyna się od klimatu bezcennej nocy w bloku. I zaraz pada linijka, przy której trzeba się zatrzymać.

To potwór wymyślony przez pisarza grozy HP Lovecrafta, przedwieczny kosmiczny stwór, który drzemie na dnie oceanu i czeka. Wrzucając go pod słupski blok, raper mówi w zasadzie, że pod codzienną blokowiskową szarością czai się coś znacznie mroczniejszego i starszego niż nam się wydaje. Potem robi coś odważnego, bo sięga po prawdziwe postacie historyczne, żeby opisać samego siebie. Nawija, że jest A chwilę później ten przewodni głos słyszał już Mahatma Gandhi oraz I tu jest sedno, bo zarówno Gandhi jak i Joanna Dark twierdzili, że słyszą wewnętrzny głos, który prowadzi ich do wielkich rzeczy. Raper stawia się w jednym szeregu z ludźmi, których świat najpierw brał za wariatów, a potem uznał za bohaterów i dokłada do tego gorzką puentę.

Wielu podziemnych raperów zresztą wtedy to zrobiło. I wróciło wtedy, żeby nagrać jeszcze swoje być może ostatnie w życiu zwrotki i przez pewien moment zrobiło się tak jak dekadę wcześniej. Tyle, że przy tym jednym numerze się nie skończyło. Chwilę później zaczął wrzucać kolejne kawałki, a w 2021 roku doczekaliśmy się całego albumu zatytułowanego Real Deal. Historia tego składu jest resztą urocza w swojej zwyczajności. I tak się złożyło, że wrócił wtedy ze Szczecina i też jego kolega z Koszalina i nagle cała trójka znajomych znalazła się w jednym miejscu i czasie, aż nasz bohater miał domowy studio, w którym od zawsze coś dłubał, padła prosta propozycja. Zaproponował, żebyśmy wpadli do niego na nagrywkę. Nawet geneza nazwy jest tutaj na luzie, bo laga to w ich słowniku po prostu totalna olewka, jak kładzenie na wszystko lachy.

Do rapera, którego półscenę okrzyknęło najlepszym w kraju. Ten sam człowiek w momencie, gdy mógł przekuć to wszystko w prawdziwą karierę, po prostu odłożył mikrofon i poszedł pisać o koszykówce. I nie zrobił tego dlatego, że przegrał. Names mentioned, Miejski Klasykiem. Jeśli nie wyjdzie mu w Polsce, to wyniesie się na drugą połowę życia na Alaskę albo do północnej Skandynawii, żeby ochłonąć.

Pokazano wszystkie 20 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.