Karolina Szulęcka zdradza sekrety Ferrari. "To jest samochód na polskie drogi"
Kto jest lepszym kierowcą: kobiety czy mężczyźni? Czy Ferrari to samochód na polskie drogi? Dlaczego tor wyścigowy to dobre miejsce na pierwszą randkę? Karolina Szulęcka, pilotka, kierowczyni radiowa i szefowa marketingu salonu Ferrari Katowice opowiada nie tylko o seksizmie w motosporcie, ale też sekretach luksusowych marek aut i jedynym na świecie maluchu pomalowanym w barwy Ferrari.
Pojechałam na kawę ze znajomymi, oni przyjechali akurat Ferrari, ja przyjechałam maluchem. I ludzie robili zdjęcia temu maluchowi. Ferrari to jest samochód na polskiej drogi jak najbardziej. Karolina Pańczyk i Przemek Kubera prezentują Radiowóz, podcast drogi. Witamy bardzo serdecznie w podcaście Radiowóz. Waszymi prowadzącymi są dzisiaj niezmiennie Przemek Kubera i Karolina Pańczyk. Będzie o motoryzacji, ale jak zwykle inaczej, czyli emocje, indywidualizm, ludzka twarz. I obiecuję, że będziemy mówić bardzo mało o liczbach, o parametrach, a te emocje... No, ty to tak lubisz obiecywać, a potem... No wiem, postaram się. Emocje wyjdą na pierwszy plan, a najwięcej emocji w motoryzacji na pewno w tym studiowie nasza gościni, Karolina Szulęcka.
Dzień dobry, cześć. Cześć Karolina, ja muszę cię przedstawić w taki sposób, w sensie nawiążę do tego, jak rozmawialiśmy jeszcze przed naszym nagraniem, bo bardzo mi urzekło, jak nazywasz... Samochody, z którymi na co dzień obcujesz ferka. Ferka, ferki, Ferrari. To jakby takie słodkie, takie urocze. No właśnie, Karolina jest dyrektorem marketingu salonów i to jest i Ferrari, i Maserati, i Pagani, Bugatti, i Koenigsegg, mam nadzieję, że wszystkie nazwy wymienię w miarę. Rimazinger, Kimera. A tak, dokładnie. Jeszcze kilka dodatkowych, więc no co, praca marzeń, prawda? Mówią tak od 13 lat i pamiętam, że jak 13 lat temu w Katowicach otwierał się salon Ferrari Katowice, to pojawiło się w mediach takie artykuły.
Praca marzeń, otwierają się w Katowicach. Tak ja ją dostałam. To ty, to ty jesteś tą osobą. A powiedz, ja mam takie pytanie. Czy takie marki, jak na przykład Ferrari, czy one w ogóle potrzebują marketingu? Czy ktokolwiek nie wie, czym jest Ferrari? To jest odwieczne pytanie, z którym często się spotykam faktycznie, bo często się pojawia teza, że marki tego typu nie potrzebują marketingu. A według mnie to właśnie marketing powoduje, że marki stają się luksusowymi, bo to działania komunikacyjne, budowanie marki, a to robi marketing, to takie, ja to nazywam takim nęceniem, takim pożądaniem, takim drapaniem po pleckach, kuszeniem, tak.
To to jest to, za czym właśnie stoi marketing. I to jakby marketing w ogóle w markach luksusowych jest zupełnie innym marketingiem niż marketing marek wolumenowych. Narzędzia są takie same, analizy są takie same. Natomiast my trochę, ja w ogóle jak zaczynałam pracować w Ferrari, to ja musiałam odwrócić swoje myślenie o marketingu. I oczywiście muszę doskonale znać, jakie są możliwości, doskonale znać narzędzia, ale muszę z nich korzystać w trochę inny sposób. Więc odpowiadając na pytanie, uważam, że nie ma marki luksusowej bez marketingu. Mnie na przykład ciekawi takie rozróżnienie, bo mówimy o samochodach, o marki wolumenowe, w ogóle to określenie mi się bardzo spodobało. Mamy także marki, które nazywamy markami premium, marki luksusowe, mówimy też o super samochodach, hiperbrandach i tak dalej.
To jest trochę takie tradycjonalne podejście do luksusu, ale uważam, że to właśnie czas weryfikuje, czy coś pretendowało do bycia, a czy coś faktycznie jest luksusowe pod kątem jakości, pod kątem... Okej, czyli trochę tradycja taka. Tak. Tak, uważam, że to jest nieodzowny element produktów luksusowych. Chociaż tak naprawdę, mówiąc o tradycji w ofercie aut, którymi się zajmujesz, to są też marki, które nie mają za sobą właśnie wieloletniej tradycji. Łatwo tutaj powiedzieć o Ferrari, o Maserati, o markach, które się wywodzą z dawnych lat. Niektórzy twierdzą lat świetności motoryzacji, ale są też te marki, które mają kilkuletnią, kilkunastoletnią historię, a mimo wszystko zaliczamy je do aut luksusowych. No właśnie, dlaczego?
Czy czerwony to jest najszybszy kolor? Ustalmy, że tak. Niech tak zostanie. Natomiast faktycznie to jest też taki, wiecie, bardzo często spotykam się z tym, że czerwony jest najszybszy. Czerwony jest, ja tak mam do tego takie podejście, że czerwony jest najszybszy dla pierwszych właścicieli Ferrari. W sensie dla osób, które kupują Ferrari po raz pierwszy, o tak to stylistycznie jest poprawione. Ale to chyba też trochę się kojarzy, tak? W sensie, że to tak klasycznie mam wrażenie, że to jest trochę... No tak, tak. Kolor Ferrari, kolor emocji, kolor, wiecie... To jest tak w takim razie, bo to mnie zaciekawiło, czy w takim razie, bo nie będziemy oczywiście mówili o nazwiskach, ale znasz klientów, którzy kupują te samochody, na przykład Ferrari, to oznacza, że kiedy kupują drugie, trzecie, czwarte, są bardziej skożni do tego, żeby ten samochód już nie był czerwony? Tak, tak. To w ogóle, wiecie, znowu wrócę do tego, że pracuję dla tej marki akurat 13 lat i początkowo, jak sprzedawaliśmy samochody, najczęściej były to czerwone, więc tych
Czerwonych Ferrari było po prostu praktycznie co tam co chwila Ferrari czerwone, czerwone, czerwone. I to tak było, tak już się kojarzyło, że Ferrari to czerwony. Natomiast faktycznie jak rynek w miarę dojrzewa też, klienci wiecie, kupują jedno, drugie, trzecie, no to ile można mieć czerwonych Ferrari w garażu? Ja ci mogę podać liczbę. Natomiast faktycznie to się zmienia i jak ktoś już kupuje drugi, trzeci samochód, to najczęściej już zmienia, bo chce mieć trochę inny, już zauważa te możliwości doboru barw, są nieograniczone. Wiecie, to jest kolejny aspekt tych marek od premium w górę, a marki luksusowe i hiperluksusowe to już w ogóle nie ma praktycznie granic, jeśli chodzi o na przykład dobór koloru, ale wytworzenie własnego koloru.
I jakby ciężko odkupić auto w nieswoim odcieniu granatu, tak mi się wydaje. Ale to jest też ciekawe, co mówisz o tych indywidualnych elementach. Moja sąsiadka na przykład sobie zrobiła drążek wysadzany diamentami Swarowskiego. Kryształami Swarowskiego. O, jest też ciekawe. A w jakim modelu? Czy możemy zapytać? Pytaj się mnie, a ja ci też nie mam pojęcia. Zrób zdjęcie. Tak, sprawdzimy to, ale dam sobie uciąć rękę, że to na pewno nie było Ferrari. W takim razie, czy jest... Ale że można takie rzeczy robić właśnie, to jest super ciekawe. Czy jest coś ponad to? No bo powiedziałaś, to się ładnie nazywa TaylorMade, tak? To jest samochód, no właśnie, można powiedzieć, szyty na miarę, odcień granatu i tak dalej. Czy zdarzają się w twoim przypadku, czy miałaś do czynienia z klientem, który chciał pójść jeszcze krok dalej i zmienić coś?
Czego w takim basicowym założeniu wzięć nie można. Przyczepić coś na dach. No właśnie, czy ta kierownica może być w kształcie trójkąta. Dorobić te rogi Renifera. Nie no, takich wiecie, to jest też tak, że Ferrari bardzo, skupiamy się teraz o Ferrari, więc głównie mówię o Ferrari i z tą marką też jednak mam najwięcej doświadczenia, bo jesteśmy dealerem. No właśnie, oni chyba pilnują tego. Bardzo. To jest tak, że wiecie, jakby sky is the limit, ale z drugiej strony to nie może być przekroczenie granic estetyki, bo jakby no nie ma takiej możliwości, Ferrari sobie na takie rzeczy nie pozwoli. To jest jedna rzecz, ale jest też taki program one-off, gdzie faktycznie klienci mogą sobie trochę już w ogóle stworzyć swój samochód, bo on bazuje powiedzmy na jakimś konkretnym modelu. Ale można dokonać zmian w nadwoziu i to takich, które to praktycznie wygląda jak zupełnie inne samochód.
Rogi Renifera. Z tymi rogami to bym nie przesadzała, ale faktycznie można trochę, powiem to brzydko, podłubać, ale może to nie jest brzydko, bo to jest takie kreacyjne, takie artystyczne też, że dłubać dłutem coś tam, więc to jest ten kierunek. Więc faktycznie tutaj Jakby takie możliwości kreowania są bardzo, bardzo duże. Ja chciałam podpytać o to, co rozmawiałyśmy za kulisami, czyli jak to się stało, że twój maluch wygląda jak Ferrari trochę? To jest moje baby Ferrari. Ja też mojego malucha tak nazywam. Very baby. Tak, w każdym razie no miałam przygodę tym samochodem, bo jechałam do pracy któregoś pięknego dnia, poniedziałek rano, piękne słońce, majowy dzień i niestety miałam wypadek pod salonem Ferrari.
Wjechał w nas duży samochód i to była taka dla mnie bardzo traumatyczna sytuacja, a z drugiej strony trochę tak wiecie komiczna, chociaż mi nie było do śmiechu. Maluch pod salonem Ferrari i w ogóle koledzy i koleżanki z pracy w ogóle wybiegli do nas, bo to było tuż przed salonem i oni usłyszeli straszny huk i nie wiedzieli, co się stało. A tam wiecie, ja nagle w tym maluchu z moim mężem siedzimy, maluch zgnieciony. Ja w ogóle z tego malucha wyszłam, jak już się ocknęłam. Zaczęłam w ogóle płakać, że ten mój maluch jest zniszczony, a ja tego mojego malucha uwielbiam. I faktycznie jakby mam sentyment duży do tego samochodu. Natomiast mam też super ludzi w pracy i oni wiedzieli, że mi tak bardzo zależy na tym samochodzie. Zresztą na moje urodziny w marcu przygotowali mi ten samochód na Karspa, więc w ogóle tak go wiecie, wypieścili.
On był taki błyszczący, no i nagle bęk, pod samym salonem. Więc wzięli ten samochód i go mi oczywiście naprawili, tam wiecie, doprowadzili go do stanu perfekty i pomalowali mi go w Ferrari Rosso Corsa, tak. Więc jedyny na świecie maluch pomalowany barwami Ferrari. Powiedziałaś też, że to on zwraca uwagę, jak stoi obok Ferrari. To ludzie jemu robią zdjęcia. I czy coś się jakby zmieniło w tym, że może te luksusowe marki samochodów trochę nam powszednieją, a mamy takie o, jakiś ciekawy klasyk, to jest coś, co nas interesuje. Ja myślę, że to chodzi, wiecie, z jednej strony tak, natomiast wiecie, gdyby nie było tego potencjalnie w tej sytuacji, o której opowiadałam, że faktycznie pojechałam na kawę ze znajomymi, oni przyjechali akurat Ferrari, ja przyjechałam maluchem.
I ludzie robili zdjęcia temu maluchowi. To było fajne, ale to też wiecie, gdyby nie było tego malucha, a stało Ferrari i inne marki wolumenowe obok, no to pewnie zdjęcia miałoby Ferrari. Natomiast to chyba chodzi o tą rzadkość, też trochę sentyment. Właśnie taki nieoczywisty samochód. No jednak maluch aktualnie jeszcze w takim stanie i w tym kolorze, no to nie jest oczywista rzecz. Więc myślę, że to o to chodziło. Ja mam takie pytanie o... No bo to jest jasne, że maluch, ustalmy, był, jest i będzie samochodem na polskiej drogi. To jest jasne. Sam dwa maluchy... Chodzimy na ciekawe rejony. Sam dwa maluchy. To chciałem powiedzieć rozjechałem, ale to chyba powinienem użyć jeszcze gorszego słowa. Po prostu ich już nie ma ze mną. Natomiast czy... No właśnie, ciekawe jak odpowie dyrektor marketingu. Teraz się tak zacząłem zastanawiać, czy Ferrari to jest samochód na polskie drogi.
Jeżeli chcesz się uchylić od odpowiedzi... Nie, nie, ja bardzo chętnie odpowiem na to pytanie, dlatego że to w ogóle... Ja trochę czekałam na to pytanie, mówiąc szczerze. To nie było umówione. Jak zaczynałam pracować, jak zaczęłam pracę w ogóle w Ferrari, to ja sobie, wiecie, zrobiłam analizę. Największe bolączki marki na rynku. Oczywiście, to nie jest samochód na polskie drogi. Okej, to ja wam pokażę. I tak powstała Corsa Baltica, czyli taka największa kawalkada, największy event, który organizuje dla właścicieli marki Ferrari. I założeniem tego wydarzenia jest przejechanie... Południa na północ albo z północy na południe, bo tak też robiliśmy. I zwiedzanie naszego kraju naprawdę nieoczywistymi drogami. Ferrari to jest samochód na polskie drogi jak najbardziej.
Naprawdę. Aktualnie w ogóle, jakby w zależności też oczywiście od modelu, te samochody są ultrakomfortowe. To już nie są... Ja pamiętam też jak zaczynałam, jak przejechałam się po raz pierwszy 430. To pamiętam, jakby mi, jak mi kamienie... Miałam takie poczucie, że mi tak, wiecie, w tyłek trochę tłuką, nie? Po drodze. I tak mówiłam, kurczę, faktycznie twarde to auto. Jedziesz Ferrari 430 i znasz to uczucie, prawda? Zdarza mi się to codziennie. Kamienie tłuką w hotel. Możemy sobie wyobrazić, że... To wiecie, to było takie, że tak mówię, kurczę, faktycznie, no ale nie, no jakby była super przyjemność. Natomiast teraz one są bardziej wygładzone te samochody. Faktycznie to jest też tak, że w zależności od modelu, bo każdy model też ma powiedzmy trochę inne przeznaczenie.
Są samochody bardziej daily, gdzie ten komfort jazdy naprawdę jest... Bardzo, bardzo na wysokim poziomie. No i oczywiście są też samochody bardziej takie trackowe, racingowe, zwał jak zwał, gdzie jakby trochę komfort jazdy nie jest kluczowy, bo są po prostu inne ważniejsze rzeczy. A skoro jesteśmy już przy takich tematach, w ogóle to jest świetne hasło. Daily, Ferrari, to mi się strasznie podoba. Wiesz, że będziemy troszkę z tego śmieszkowali, no bo dla nas to jest zupełnie obcy świat. Dla nas to nie jest daily. To wynika z czystej sympatii. Natomiast taki kontrowersyjny być może temat, przynajmniej w świecie motoryzacji swego czasu był kontrowersyjny. Chciałbym zapytać, co o tym myślisz? To znaczy marki premium albo może już nie premium, tylko te luksusowe, które produkują albo wprowadzają na rynek SUVy.
Chodzi mi o człowieka, który ci na pierwszy rzut oka po prostu do tego samochodu nie pasował. Czyli sytuacja z Pretty Woman? Tak, to jest trochę tak wejście do sklepu... Tak, tak, tak. To jest też kolejny bardzo ciekawy wątek. Czy jest jakiś taki core'owy wizerunek klienta tych marek? Nie. Nie, znowu wrócę do matematyki, statystyka kłamie, to jest jedna rzecz, ale podstawowa rzecz i naprawdę tak było, jak zaczynałam pracować w Ferrari w Katowicach i miałam taką jedną z pierwszych rozmów w ogóle z moim szefem, Obydwoje w ogóle, jakby to wyszło naturalnie, że uznaliśmy, że nie ma czegoś takiego, że jakby w ogóle oceny ludzi przez pryzmat tego, nie wiem, jak są ubrani, jak wyglądają, jakby w ogóle to jakby było dla nas absurdalne, że takie rzeczy w ogóle się zdarzają, więc nigdy czegoś takiego nie było.
I pamiętam taką sytuację, która faktycznie wydarzyła się, bo Kiedyś jak jeszcze salon Ferrari Warszawa należał do innego, jakby kto inny prowadził ten salon, on znajdował się też w centrum Warszawy, tam faktycznie funkcjonowanie tego salonu było utrudnione, dlatego że cały czas wchodzili ludzie, jakby wiecie, non stop. Wchodzili, dotykali samochodów, bo niestety nie ma takiej kultury w Polsce, albo nie było, że jak to jest nie twoje, to nie dotykaj, nie siadaj na tym, nie opieraj się, nie rób zdjęć, wiecie o co chodzi. To jednak jest problematyczne. Więc tam drzwi też, zakładam z tego powodu, były zamykane i można było się dostać dzwoniąc przez dzwonek i tam wpuszczali przez domofon. Jeden z naszych klientów w Katowicach, pamiętam to jak dzisiaj, przyjechał do nas pan, który przyjechał takim, wiecie, ubłoconym w ogóle samochodem, SUV-em zresztą, wszedł do nas do salonu i mówi, że on chce kupić Ferrari.
No to fajnie, no to jaki model, coś tam zaczęła się rozmowa, turururu. I po jakimś czasie, jak on już faktycznie odbierał ten samochód, bo to trochę czasu minęło, zanim ten samochód się wyprodukował, ten pan kupił takiego naprawdę wypasionego FF-a. Topowa w ogóle, topowa konfiguracja i nawet nie zająknął się, żeby zapytać o rabat i powiedział, kupiłem to Ferrari, spełniłem swoje marzenie, w Warszawie mnie kiedyś nie przyjęli, bo byłem źle ubrany, kupiłem to u was. I to była taka historia faktycznie, że kiedyś... Czyli jednak to się dzieje. Nie, to się kiedyś wydarzyło i to było faktycznie, to było... Tak jak mówię, to był salon, który był kiedyś prowadzony, jakby wiecie, ktoś inny za to odpowiadał, być może też takie były standardy, jakby wiecie.
Generalnie uważam, że powinniśmy tak działać i tak działamy. I to jest moje założenie, jeśli chodzi o sprzedawanie samochodów. Jeśli chodzi o jazdy testowe w kontekście właśnie procesu zakupowego auta, w Ferrari to też i w ogóle w superbrandach, im wyżej, tym w ogóle jazda testowa jest mniej osiągalna. I to jest tak, że jazda testowa jest jednym z elementów procesu zakupu samochodu. To nie jest tak, że ktoś wchodzi do salonu i mówi, ja bym się chciał przejechać, a to proszę bardzo. To w ogóle tak nie działa. My musimy poznać, co to jest za osoba, też czym jeździ, z jakimi samochodami ma do czynienia. Bo nie sztuką jest, wiecie, wsiąść do samochodu i zrobić krzywdę sobie lub komuś, albo komuś lub sobie. Więc do tego też podchodzimy bardzo odpowiedzialnie. I to jest tak, że czasami, wiecie, ludzie mają o to pretensje, ale to wynika z tego, że ktoś po prostu tego nie rozumie.
Więc ja też chętnie tłumaczę. Wow. To mi się trochę skojarzyło, że to nie jest taki prosty proces, tak jak przy adopcji psiaka. To jest chroniska, że to ma ileś etapów i nie każdy dostanie. No tak, no ale to przede wszystkim wymaga jakiegoś takiego poczucia odpowiedzialności i ciekawe jest to, że w przypadku tych marek, o których tutaj rozmawiamy, ktoś jednak po stronie sprzedającego też o tym myśli. Bo są też... To nie jest tak, że można sobie zrobić krzywdę tylko w Ferrari, bo można sobie zrobić krzywdę także w dużo mniej... No i pytanie, czy inne marki o tym w ogóle myślą? Dokładnie. Czy ten proces też zawiera takie przemyślenie i taki moment refleksji nad tym, co będziemy robić z tym samochodem, jak go używać faktycznie? Nie kierownica, hamulec, gaz, okej, możesz jechać.
Karolina Szulęcka, Ferrari Katowice. 30% załóg to są kobiety. Pilotki, kierowczynie, załogi kobiece w ogóle. I tam widać naprawdę duże takie wsparcie też biznesu w ogóle w motorsporcie. W Polsce to jest zupełnie na innym poziomie. Natomiast tam też w ogóle widać, że te firmy, wiecie, One są dumne, że one pomagają tym kobietom i że to kobiety chcą, bo to jednak naprawdę jest wyzwanie. To jest ciężka orka, żeby w takim na przykład rajdzie wystartować, bo to nie jest tak, że wsiadasz do samochodu, dobra, to jadę.
Pokazano wszystkie 22 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
kupiłem to u was.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„kupiłem to u was."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.