Zbigniew Ziobro: Bez Czarzastego nie byłoby afery Rywina
Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro z okazji objęcia przez Włodzimierza Czarzastego funkcji marszałka Sejmu wspomina czasy afery Rywina, w której polityk Lewicy grał pierwsze skrzypce.
byli narzucani nam i im, którzy sprzeciwia się polityce klimatycznej, którzy sprzeciwia się budowie tego państwa, które miałoby być skonstruowane na ruinach państw narodowych i o tożsamości lewacką, jak i genderowej, a nie chrześcijańskiej. Natomiast... Atakowanie jest taką zaciekłością głównego sojusznika prezydenta Trumpa, przywódcę największego państwa na świecie, który jest jedynym gwarantem naszego bezpieczeństwa wobec Rosji, Putina, bo taka jest prawda, z militarnym Putin się tylko z nim liczy, a to przecież Donald Trump własnymi wypowiadanymi publicznie słowami określił pana premiera Orbanego, swojego najbardziej lojalnego i najbliższego mu przyjaciela w Europie. Więc czy to nie jest tak, że te ataki są tak samo atakami na Donalda Trumpa, jego politykę w końcu?
On definiuje, jak widzi swoich przyjaciół i nie są pełną koncynuacją tej linii, którą Donald Tusk wyrażał tymi haniebnymi insynuacjami, nazywając Donalda Trumpa, czy wręcz opisując jakieś zdarzenia, które miały prowadzić do zwerbowania przez rosyjskie służby prezydenta Stanów Zjednoczonych, wtedy jeszcze też kandydata republikanów, w wyborach prezydenckich, a dziś ponownie prezydenta Sądu Zjednoczonych. Więc krótko mówiąc, ta nienawiść do Donalda Trumpa i jego polityki, a w każdym razie brak rozsądku, jeżeli nawet by się Tłuszcz nie zgadzał z Donaldem Trumpem, to brakiem rozsądku z punktu widzenia odpowiedzialnego polskiego premiera jest atakowanie linii politycznej, naszego głównego waranta bezpieczeństwa przed imperialną Rosją.
I to była rola czterdziestego. No a przy okazji ta rola też wiązała się z realnymi pieniędzmi, czyli z możliwością podejmowania decyzji, które dorzutują na środki finansowe i z możliwością też wymuszania ewentualnie pieniędzy, jeżeli był taki interes. No i tak można powiedzieć, operację podjął się rywin współpracy. jak wynikał z raportu, nie robił to indywidualnie, w każdym razie nie była to jego, można powiedzieć, wyskok rywina, to jego znany reżyser, człowiek, właściciel tego świata, ale czuli się tak bezkarni i pewni, że postanowili wymusić łapówkę od znanego raczej z oszczędności, mówiąc o swoim bardzo oględnie miśnika i gazety wyborczej Agory.
czyli w zamian za łapówkę oraz w zamian za gwarancję, że Rywin zostanie prezesem Polsatu, bo tu chodziło o to, że Agora chciała kupić Polsat, chciała kupić telewizję. Na szczęście Pan Bóg nas uratował i pokłócili się, stoczyli sobie do gardeł i tej telewizji Michnik nie dostał. Bo byłoby to już ogromne nieszczęście dla Polski. Ale w każdym razie ten ich wewnętrzny konflikt, gdzie poszło już o pieniądze, o takie, można powiedzieć, najniższe pobudki związane z rządu posiadania władzy, nie tylko przekładając się na wpływy polityczne, ale też na konkretne, proszę wybaczyć za moje słowo, na kasę. Na to, kto będzie ile zarabiał i kto będzie kierował tym Polsatem. To zburzyło Michnika, uznał się tym, poczuł się urażonym. I początkowo to jest dość znamienne jak dla Michnika, bo to wyjątkowo jest człowiek moralnie dwulicowy, można powiedzieć, bardzo delikatnie go opisując, że stało się on wejść w takie relacje korupcyjne z tym układem, czyli szantażował członków grupy trzymającej władzę tym, że może nagłośnić i użyć jako pistoletu, czy mocniejszej amunicji nawet informacji, czy nagrania,
którym się posługiwał, że wymuszano od niego łapówkę. No ale te zabiegi zastraszania też i ówczesnego premiera Leszka Millera jednej z osób scharakteryzowanych w raporcie jako członka grupy czełownictwa i władzy nie przyniosło żadnego efektu i Michnik wywalił, przepraszam za to sformułowanie, tekst w Gazecie Wyborczej w okresie międzyświątecznym, pamiętam to jak dziś, informując, że w swoim i wobec usiłowano wymusić na nim łapówkę w zamian za ten proces koncesyjny związany z nabyciem ewentualnym telewizji. To chyba był tekst, przyszedł Rywin do Michnika, chyba coś takiego, tytuł, ale głowy już nie dam, że tak było ujęte. Tak było. No właśnie.
W każdym razie... Efektem tego był wniosek o powołanie Komisji Śledczej. Byłem chyba jednym z pierwszych, wspólnie z Bartkiem Jurkiem, podjęliśmy taką inicjatywę. Ja złożyłem zawiadomienie o przestępstwie, no a potem już rzeczy się podziały. Pojawiła się Komisja Śledcza i pokazywała, meandry polskiej polityki, zakłamania, cynizmu, nie tylko grupy trzymającej władzę, ale również zakłamanego na skrość zepsutego moralnie Michnika z jego środowiska Gazety Wyborczej, która uczestniczyła w pertraktacjach korupcyjnych. Świetnie to Jan Maria Rokita ujmował w swoich wówczas wystąpieniach i zresztą w swojej części raportu. Więc można powiedzieć, że zginęła rzeczywistość, obłuda synic, podwójne standardy ludzi, którzy mieli na ustach pełne frazesy o najwyższych standardach, etyce, państwie, lojalności prawie, a tak naprawdę pod stołem dogadywali się za jakieś korupcyjne propozycje czy wzajemne szantaże, jak przejąć Telewizję Polską.
i szantaży, a z drugiej strony upadek jednych i drugich w jakimś sensie. I wtedy wydawało się, że jest coś takiego jak blok Solidarności i ramię w ramię Jarosław Kaczyński, Lech Kaczyński i Donald Tusk i Jan Maria Rokita stworzą tę grupę, która zmieni tę władzę, która po wyborach parlamentarnych zmieni Polskę, zmieni Konstytucję. I będziemy już dalej maszerować wygodną autostradą, którą sami sobie urządzimy. Tak się nie stało. Jak pan przyjął wczorajszy wybór marszałka Czarzastego? No, panie redaktorze, ma to swoje, jak wszystko, dobre i złe strony.
Jeżeli chodzi o dobre, od tych zacznę, to chodzi o Buda, Donalda Tuska i prawdziwe oblicze, pychy, właśnie taki pogardy, pewności siebie, środowiska postkomunistycznego. I w tym sensie, jeżeli to możemy pokazać Polakom ze sprawą tej decyzji, to dobrze, bo dlatego, że... Dobrze, jeśli ludzie widzą, co dzieje się naprawdę, bo czasami ta prawda wychodzi na jaw, tak jak w przypadku afery Rywina. Co to za towarzystwo, z kim mamy do czynienia i na co ich stać. Pamiętajmy też, że sam Czarzasty to jest też symbol nomenklaturowej prywatyzacji, czyli krótko mówiąc, według dzisiejszych standardów prawdy, jakby to określić, to jest zwykłe złodziejstwo, grabienia, rozgrabienia majątku. państwa polskiego, który po PRL-u był w którymś stopniu, można powiedzieć, wyrzucony na ulicę, pozostawiony bez nadzoru na tak naprawdę rozrywanie przez grupy wpływów postkomunistów, którzy rządzili i postanowili się w ten sposób uwłasnić, czyli dorobić, czyli za bezcen, kompletnie za bezcen przyjmowali różne fragmenty majątku narodowego i wśród tych beneficjentów, którzy w ten sposób
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro z okazji objęcia przez Włodzimierza Czarzastego funkcji marszałka Sejmu wspomina czasy afery Rywina, w której polityk Lewicy grał pierwsze skrzypce.