W norze Hobbita – Tolkieniada 07.02.2026 r.
Ryszard Derdziński oprowadza redaktora Konrada Mędrzeckiego po swojej tolkienowskiej bibliotece!Oprócz rzadkich wydawnictw znajdują się tam też liczne tolkienowskie artefakty i grafiki.
Witam bardzo serdecznie. To jest specjalne wydanie Tolkieniady z domu Ryszarda Derdzińskiego. Witam serdecznie. Witam panie Ryszardzie. Witam serdecznie i bardzo się cieszę, że mogę gościć was w mojej hobbickiej norce. Jesteśmy tutaj zresztą Małgosia jest. Dzień dobry Małgosiu. Dzień dobry. Bardzo miło. Nawet patrzę na dom muminków. Jedzie na rowerze. Dzień dobry. Ja nie jadę na rowerze. Pani Tosia, jesteśmy tutaj całą ekipą i stoimy przed kominkiem i wspaniałe książki od razu widzę, ale to są Katowice, to nie jest Tolkien. Dobra. No właśnie, będziemy tutaj... Musimy tam kiedyś pojechać. To jest Obuson we Francji.
Czy są listy starego diabła do młodego? Bo to jest ostatni. Oczywiście. Nie wiem nawet, czy nie w jakichś wydaniach, ale w każdym razie tutaj mam takie różne starsze wydania Luisa. Ja to w ogóle zacząłem od tego, jak byłem chłopcem. Bóg na ławie oskarżonych i ziarna paproci i słonie. Takie małe książeczki apologetyczne, które bardzo pięknie tłumaczą Takie podstawy chrześcijaństwa do dyskusji, bo jak byłem licealistą, to bardzo się dużo wdawałem w dyskusję broniąc właśnie wiary katolickiej i to mi się bardzo przydawało. Ale to bo jesteśmy, przypominam, w bibliotece Ryszarda Derdzińskiego i tutaj nie tylko Tolkien, którego jest mnóstwo, ponad 300 tytułów, 300 książek, natomiast mamy też na przykład takie zupełnie niespodziewane nazwiska jak Jacek Dechnell.
No i Jacek Deinel był koło Ryszarda Derdzińskiego. Także tak nas kiedyś właśnie można powiedzieć. Ale zamieniliście dwa słowa? Tak, jasne. O, z jakimi ja tam osobami siedziałem przy jednym stole. No to właśnie jest piękne też w tolkienistyce, że można spotykać ludzi, których by się może w bańce swojej własnej nawet by się o nich nie wiedziało. A tak przez tolkina można ich też spotkać. A jakby pan tak miał taki moment taki, że pan jeden dzień ma, nie musi pan nic zrobić, nie musi pan pracować, którą książkę wziąłby pan tak właśnie dlatego, żeby sobie ją przeczytać tak bez żadnego, że tak powiem takiego przymusu, żeby ona nie była koniecznie związana z pana pracą, z tłumaczeniem, z aktualnymi rzeczami, tylko dla siebie samego, którą z tych książek by pan wybrał?
No mam ciągle jeszcze wielkie marzenie, żeby tak się wgłębić w tą poezję Tolkina, czyli te trzy tomy, bo tylko tak można powiedzieć przejrzałem, niektóre rzeczy przeczytałem, ale poezję to trzeba czytać po prostu sobie stale, wracać do niej. Ja kilka mam też w drugiej biblioteczce w sypialni, mam dużo poezji. To bardzo lubię właśnie... Może przejdźmy chwilę. Idziemy, proszę Państwa, do sypialni Ryszarda Derdzińskiego. Uwaga, to jest sytuacja nieprawdopodobna. Przechodzimy przez wielkie korytarze. Jest lustro i tutaj mamy sypialnię Ryszarda Derdzińskiego z poezją. A tutaj mamy też wspaniałe ilustracje na małym takim sekretarzyku Gandalf. I Lucien Tinowiel.
No jeszcze jesteśmy, przypominam, w sypialni Ryszarda Derdzińskiego i tutaj też druga ściana, tutaj jest linia po kądzieli i czy to są tolkie? Nie, to są moi przodkowie, ja drzewo genealogiczne, to akurat jest tylko tak do poziomu prapradziadków, ale znam też w wielu wypadkach moich pra, pra, pra, pra, pra, pradziadków. A tu mam ciekawą kolekcję. Książeczki do nabożeństwa moich prababć. Niesamowite. Jest ich wiele. Wiele, bo miałem prababcię Domicele Derdzińską, której mam tutaj taką piękną przedwojenną polską książeczkę do nabożeństwa, ale miałem też prababcię Magdalenę Markiewkę, która mówiła po niemiecku i ona tylko korzystała z książeczki Weich zum Himmel, czyli tutaj w Szopienicach.
Które są też dziełem Małgorzaty Derdzińskiej, mojej mamy właśnie. To wszystko tworzyła moja mama. Piękne. Naprawdę tu jest niesamowity klimat. Idziemy teraz popatrzeć sobie w lustro i wracamy do naszej kuchni. Tu jest ciekawy obraz. Ewald Gawlik, jeden z tych głównych malarzy śląskich z Janowa, z tej grupy tak zwanej janowskiej, tak zwanych prymitywistów, ale to akurat był taki malarz, który był po szkołach malarskich i on jest nazywany śląskim Van Goghiem. Tworzył właśnie taki jakby postimpresjonizm, prawda, z tymi ciemnymi konturami obrazów i tak dalej. No i to jest Janów, to jest okolice Szopieńc w Katowicach. Przepiękny obraz, naprawdę taki dużo zieleni bardzo i błękitu i ciemne chmury.
Naprawdę taki Van Gogorski troszeczkę. Tu mamy Gandalfa. To jest znowu obraz naszego twórcy Grzegorza Hudego, który tworzy beboki. Czy pan Konrad już widział jakiegoś beboka? Beboka? Widziałem mnóstwo beboków. Właśnie. No to to jest specjalnie z okazji tłumaczenia Hobbita na śląski. Stworzył on właśnie taką grafikę z Gandalfem patrzącym się na huty, na kopalnie i jest napisane jakże niezwykłą moc ma język śląskiego ludu. Usuń czy z kołocza, a stworzysz rower. No bo po śląsku rower to jest koło, nie? Także jak się z kołocza odetnie czy, to mamy koło i jest rower. Wspaniale. Panie Ryszardzie, dziękuję bardzo za tą cudowną opowieść. Byliśmy w domu i jesteśmy jeszcze w domu Ryszarda Derdzińskiego.
My siadamy przy kominku, więc... I będziemy jeść kołocz. I będziemy jeść kołocz. Naprawdę cudowna sytuacja. Dziękuję bardzo. Bardzo dziękuję i cieszę się, że mogłem was ugosić i mam nadzieję, że będziecie do mnie regularnie przyjeżdżać. Będziemy, jak najbardziej. A my też zapraszamy do Warszawy. Bardzo. Ja będę już niedługo w Warszawie, bo za dwa tygodnie. Super. Także może się spotkamy. Na pewno się spotkamy. No ale na pewno się spotkamy na wyprawie tolkienowskiej w maju. Na pewno się spotkamy na wyprawie tolkienowskiej w maju. Dziękuję bardzo. Konrad Mędrzecki, to była Tolkieniada. Ryszard Derdziński uciekł już do kuchni. To pa.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Ryszard Derdziński oprowadza redaktora Konrada Mędrzeckiego po swojej tolkienowskiej bibliotece!
Oprócz rzadkich wydawnictw znajdują się tam też liczne tolkienowskie artefakty i grafiki.