Prof. Mielczarski: Polska nie może porzucać węgla
Premier Donald Tusk zapowiedział duże inwestycje w energetykę – od OZE i morskich farm wiatrowych po atom, sieci przesyłowe i magazyny energii. Prof. Władysław Mielczarski ocenił jednak na antenie Radia Wnet, że same deklaracje nie rozwiązują podstawowego problemu: Polska wciąż nie ma jasno określonego, realistycznego modelu transformacji.„Ten bilion to jest trochę taką obietnicą właściwie, że będzie dobrze, a nawet jeszcze lepiej. System ma olbrzymie problemy, bo nie wiadomo właściwie, w którym kierunku mamy iść”– powiedział prof. Władysław Mielczarski.
Proszę zobaczyć, Chiny starają się przede wszystkim uzależnić od importu energii, bo rzeczywiście, szczególnie ropy nie mają, gazu też również nie mają. I Polska też nie ma zasobów energii oprócz węgla. Oprócz węgla, bo nie mamy ani gazu, no mamy tam gaz rzędu 20% zapotrzebowania, a ropy to tam nawet 5% nie mamy. Ale mamy jedno zasób, to jest węgiel. Ja wiem, że dla niektórych ten węgiel został tak obrzydzony, że mówią, nie, to niemożliwe. Tylko proszę Państwa, teraz przez całą zimę węgiel wytwarzał po 70-80% energii. W 2025 roku, po 20 latach ETS-u, bo ETS jest symbolem transformacji energetycznej, właśnie jest 20 ponad lat, bo w 2005 został wprowadzony, my w dalszym ciągu 60% energii wytwarzamy z węgla.
Także tutaj trzeba patrzeć na ten rachunek całościowo. A jeszcze na sekundę wyprowadziłbym pana profesora na pole europejskie. Dzisiaj apel dziesięciu krajów Unii Europejskiej o rewizję funkcjonowania systemu ETS. To zdaniem wielu, no czy to nawet nie zdaniem, to jest po prostu prawda. Ten system w sposób istotny obniża rentowność elektrowni opalanych węglem brunatnym i kamiennym również. To nie tylko. Ten system działa przeciwko całej gospodarce. I my obserwujemy, że system ETS jest takim rzeczywiście zabójczym dla europejskiej gospodarki, który traci konkurencyjność między innymi. Dlatego są to apele, pomysły różne, co zrobić z ETS-em.
Tutaj we Włoszech premier Meloni przerzuca to na rząd, który ma płacić. Prezydent Macron próbuje jakieś widełki wprowadzić. Natomiast problem jest taki, ETS Przez 20 lat wrósł się jakby w gospodarkę, w całą ekonomię i funkcjonowanie europejskiej gospodarki. I my tego z dnia na dzień nie zmienimy. Opowieści o tym, że odejdziemy od ETS-u, to są naprawdę opowieściami takie... Ale dlaczego nie? Nie można po prostu uznać, że polski premier podpisuje wewnętrzne rozporządzenie, nie stosujemy ETS-u, nie pobieramy tych opłat, bo te opłaty są przecież pobierane przez polskie urzędy i część trafia do polskiego budżetu, to przecież jak...
I ma pan dziurę budżetową, którą trudno jest załatwiać, bo proszę zobaczyć, że ETS to jest nie tylko sama opłata ETS-u, ale ETS pompuje do góry VAT. Bo przecież od ETS-u płaci się VAT. W związku z tym likwidacja ETS-u oznaczałaby gwałtowne zmniejszenie przychodów VAT-owskich, a przecież na VAT-ie opiera się budżet państwa. To nie jest takie proste. Ale Panie Redaktorze, jest znacznie proste rozwiązanie. Wystarczy popatrzeć na historię ETS-u. Który został wprowadzony w 2005 roku. Na początku to była taka sytuacja, że te pozwolenia były dawane za darmo, więc tam do roku 2010-2011 nic się nie działo. Później ceny ETS-u przez długi okres, około 8 lat, były na poziomie 7-8 euro za tonę.
I nagle w roku 2018 one wystrzeliły najpierw do 30 euro za tonę, A następnie, czyli czterokrotny wzrost, a następnie do 70-80, jaka jest dzisiaj. Co się stało w 2018 roku? Do wojny nie było, nic się nie działo. Została wprowadzona dyrektywa w Unii, która się nazywa MI-FIT2. To jest dyrektywa, która uczyniła z pozwoleń na emisję, z tych pozwoleń ETS-u, normalne prawo majątkowe, które poddała prawom rynkowym spekulacji rynkowej. I weszły do ETS-u, bo poprzednio ETS był tylko sprzedawany firmom, które potrzebowały, elektrowniom, elektrociepłowniom, nie był poddany obrotowi finansowemu.
Weszły banki, weszły olbrzymie fundusze, I podkręciły tą cenę. Wykupiły, przytrzymały te pozwolenia i one wywindowały to na rzędu w tej chwili 70 euro. ETS nie będzie szkodliwy, jak będzie 6 czy 7 euro, taki jaki był przed 2018 rokiem. Proszę zobaczyć, w Chinach też jest ETS. On kosztuje tam 8 dolarów za to. I się nic nie dzieje. Gospodarka jest konkurencyjna. Więc wystarczy zrobić jedną rzecz. Ograniczyć spekulację pozwoleniami ETS, która jest cały czas prowadzona. I Unia to może zrobić, no może nie z dnia na dzień, ale jeżeli na przykład ogłoszono by dziś, panie redaktorze, że od przyszłego roku wycofujemy spekulację rynkową ETS-em, to ceny natychmiast spadną.
I nie będzie tej wysoko zabójczej ceny ETS-u, bo sam ETS możemy przeżyć. Pod warunkiem, że to będzie poniżej 10 euro za ton. Ale w pana profesora kalkulacji pan profesor nie ujął trudnego wtedy losu tych, którzy na tym instrumencie spekulowali. No to tak nie można, panie profesorze. Co oni teraz zrobią? Tak, Panie redaktorze, to niestety banki by straciły. Mnie się wydaje, że w tej chwili instytucje finansowe w Europie mają chyba więcej do powiedzenia, bo rzeczywiście instytucje finansowe, które spekulowały na tym i spekulują w dalszym ciągu, poniosłyby straty. Ale wie pan, to jest sytuacja, że coś musimy zrobić. Albo zdusimy gospodarkę, bo ETS dusi gospodarkę nie tylko polską, ale europejską i dalej będziemy to robili.
Albo zdecydujemy się na to, że instytucje finansowe poniosą pewne straty. Ale ja myślę, że instytucje przeżyją, nie takie finansowe, nie takie kryzysy. Nie wiem, czy pan pamięta, był taki kryzys dot.comów, później przyszedł kryzys primesów, no i jakoś to wszystko przeżyli, jako dalej jest. Więc to bym się nie martwił, wystarczy... Stanowcza wola polityczna, żeby obniżyć ceny ETS-u. Niech ten ETS sobie będzie, bo to jest tak skomplikowane odejście od ETS-u od strony prawnej, że trudno sobie wyobrazić. Ale odejście od spekulacji jest bardzo proste. Trzeba tylko woli politycznej. Rzeczywiście tak jest. Nikogo nie obrażając, że rzeczywiście może tylko karaluchy i bańki przetrwają apokalipsem jakiejś wojny jądrowej.
Karaluchy jestem pewien, ale bańki z pewnością. A gospodarka polska systemu ETS, jak rozumiem, na dłuższą metę może nie przetrwać. To i może warto się o ten przemysł i o naszą gospodarkę zatroszczyć. Panie profesorze, dziękuję bardzo za rozmowę. Dziękuję bardzo, panie redaktorze. Dziękuję państwu. Wszystkiego dobrego. Do widzenia. Do zobaczenia. Do usłyszenia.
Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Premier Donald Tusk zapowiedział duże inwestycje w energetykę – od OZE i morskich farm wiatrowych po atom, sieci przesyłowe i magazyny energii. Prof. Władysław Mielczarski ocenił jednak na antenie Radia Wnet, że same deklaracje nie rozwiązują podstawowego problemu: Polska wciąż nie ma jasno określonego, realistycznego modelu transformacji.
„Ten bilion to jest trochę taką obietnicą właściwie, że będzie dobrze, a nawet jeszcze lepiej. System ma olbrzymie problemy, bo nie wiadomo właściwie, w którym kierunku mamy iść”– powiedział prof. Władysław Mielczarski.