Prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej: polski rynek aptek jest przejmowany!
Rynek apteczny w Polsce jest wart około 60 mld zł rocznie, ale – jak przekonuje Marek Tomków – nie chodzi tylko o pieniądze. Prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej ostrzega, że stawką jest bezpieczeństwo lekowe państwa.
I drodzy Państwo, jest godzina 11.10 na naszych zegarach, a my dalej kontynuujemy temat związany z rynkiem farmaceutycznym, z rynkiem aptek w Polsce, bo jest to rynek, który jest warty niebagatela około 60 miliardów złotych rocznie, więc jest o co walczyć, jest o co się bić, a naszym gościem jest pan Marek. Tomków, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. Dzień dobry, panie prezesie. Dzień dobry, pani redaktor. Dzień dobry państwu. Ostatnio dużo się rozmawia na temat aptek, na temat tego, co dzieje się w polskim prawodawstwie, a to za sprawą posła Jerzy Mejsztowicz i projekt, który zaproponował.
Ale prawda jest taka, że demolka, o tak należy to określić, polskiego systemu dystrybucji leków byłaby wówczas, gdyby zniesiono te przepisy, które obowiązują od kilku lat. Tak się jednak nie stanie, przynajmniej na razie. Te propozycje, które pan Mejszczowicz przyniósł, nie wejdą w życie. Był to tylko zespół, chociaż to już na pewno budzi niepokój, że taka, a nie inna forma. Ale czy tak do końca jest? Czy ten rynek wcale nie może być przejmowany przez duże podmioty, przez tych największych graczy? No bo mamy jednak wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2024 roku, panie prezesie. I tutaj pojawia się problem. Czy te przepisy, które zostały uchwalone rok wcześniej, właśnie ta apteka dla aptekarza 2.0, która miała chronić rynek,
I robi to. No to to pokazuje, gdzie my jesteśmy jako kraj. Mamy w tej chwili pozew od innego kraju wobec Polski o kilka sedaptyk. Powiedzmy, że ich było 100 plus tam jakieś apteki franczyzowe 300. Ten pozew jest liczony w miliardach. I proszę sobie wyobrazić dzisiaj szantaż naszego kraju przez podmiot, który miałby 2200 aptek. A tyle w najłagodniejszej formie zakładał projekt pana Mejszczowicza, a właściwie nie pana Mejszczowicza, przeniesiony przez pana Mejszczowicza. Co więcej, gdyby jeden podmiot zrobił dobre połączenia, a my je widzimy dzisiaj na Kajmanach, widzimy je na antylach holenderskich, na Cyprze i tak dalej, to ten jeden podmiot mógłby przejąć cały rynek. Czy wyobrażasz sobie, pani redaktor, jak można szantażować wtedy Polskę?
Ale z drugiej strony, panie prezesie, pan Mejszczowicz mówi o tym, że powinien być wolny rynek, swoboda gospodarcza i nie powinno się odgórnie aż tak mocno narzucać jakiś obostrzeń. Panie redaktor, zanim wprowadzono aptekę dla aptekarza, z Polski wyjeżdżały leki na 2 miliardy złotych. Zresztą powiedziałem to wprost w Sejmie, że dla mnie ten projekt, który pan poseł przyniósł, to jest tak naprawdę zaproszenie dla mafii lekowej po raz kolejny. Tam jest absolutna bezkarność zapewniana. I ja pamiętam, jak w roku 2014-2015, stojąc w aptece, nie miałem dla pacjentów nawet pasków do pomiaru glukozy. Nie miałem insulin, nie miałem leków onkologicznych dla dzieci i brakowało mi antybiotyków. Z Polski wyjeżdżały leki na 2 miliardy złotych. Tak wygląda wolność gospodarcza. Przypomnę, kilkanaście lat temu, zanim wprowadzono rygorystyczny zakaz reklamy aptek, w aptece za chorobę mogła Pani dostarczyć patelnię, wygrać drabinę albo dostawać wędliny dokładane do poszczególnych zakupów.
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Rynek apteczny w Polsce jest wart około 60 mld zł rocznie, ale – jak przekonuje Marek Tomków – nie chodzi tylko o pieniądze. Prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej ostrzega, że stawką jest bezpieczeństwo lekowe państwa.