Piotr Trudnowski: Rok bez wyborów to początek gry o 2027.
Rok 2026 – pozbawiony ogólnopolskich wyborów – wcale nie oznacza politycznej ciszy. Jak przekonywał w Radiu Wnet Piotr Trudnowski, będzie to czas intensywnych przygotowań do wyborów parlamentarnych w 2027 roku oraz sporów o przyszłe konfiguracje polityczne.„Bardzo dużo będziemy rozmawiali o tym, w jakich konfiguracjach różne formacje pójdą do wyborów w roku 27” – zapowiadał publicysta. Jego zdaniem po stronie liberalno-lewicowej powróci dyskusja o jednej liście, znana sprzed wyborów w 2023 roku. „Znów zobaczymy spór, czy wszystkie formacje dzisiejszego rządu powinny startować samodzielnie, czy razem”.Po prawej stronie sceny politycznej – jak wskazywał Trudnowski – napięcia będą jeszcze większe. „Będzie bardzo gorąca dyskusja o pakcie senackim i o tym, czy i na jakich zasadach PiS oraz Konfederacja wyobrażają sobie współpracę z formacją Grzegorza Brauna” – mówił. Jak dodał, dla wyborców mogą to być tematy zastępcze, bo niewiele miejsca zostanie na realną debatę programową.Szczególną uwagę publicysta zwracał na zmieniający się sposób prowadzenia polityki. Jego zdaniem jednym z najważniejszych doświadczeń 2025 roku był powrót długich, konfrontacyjnych debat. „Polakom spodobały się długie, pogłębione dyskusje programowe. Chcieliby oglądać ich więcej” – zauważył, powołując się na badania opinii publicznej.Trudnowski przypominał, że to właśnie takie formaty – debaty Krzysztofa Bosaka z Adrianem Zandbergiem czy Mateusza Morawieckiego z Katarzyną Pełczyńską – przyciągały uwagę odbiorców. „Jeśli PiS chciałby odzyskać inicjatywę sondażową, to odpowiedzią mogłaby być seria debat programowych, pokazujących różne wizje prawicy” – oceniał.W tym kontekście rozmowa zeszła na polityczną odbudowę Mateusza Morawieckiego, którą Trudnowski uznał za jedno z najbardziej zaskakujących wydarzeń 2025 roku. „To była odbudowa wynikająca z gotowości do debat i rozmów poza własną bańką” – mówił. Jak podkreślał, były premier, wcześniej uznawany za „chłopca do bicia”, dzięki konfrontacjom stał się znów realnym graczem wewnątrz PiS.Publicysta odnosił się także do wyborów prezydenckich 2025 roku i kampanii Karola Nawrockiego. „Dopiero gdy pojawił się w dwu- czy trzygodzinnych rozmowach, pokazał swoje prawdziwe oblicze. To był pierwszy moment zwrotny kampanii” – oceniał Trudnowski. Jego zdaniem to doświadczenie potwierdziło, że w epoce nadmiaru marketingu wyborcy szukają autentyczności.Wbrew popularnej opinii Trudnowski nie przeceniał roli TikToka i krótkich form wideo. „Rolki są od zarządzania algorytmem – żeby się wyświetlać i przypominać. Ich realny wpływ na zmianę poglądów jest marginalny” – przekonywał. Jak dodał, decydujący głos należał w 2025 roku do wyborców niezdecydowanych, podejmujących decyzję na ostatniej prostej. „To długie formaty trafiają do tych, którzy naprawdę się wahają”.Na zakończenie Trudnowski podkreślał, że rok 2026 będzie czasem testów: zarówno dla formacji rządzących, jak i dla opozycji. „W krótkich formatach można dowiedzieć się, że polityk istnieje. Ale poglądy zmienia się po długiej rozmowie” – podsumował.
My jako Klub Jagielloński na Krynica Forum mieliśmy przyjemność na przykład organizować debatę Krzysztofa Bosaka i Adriana Zandberga, ale też na przykład Mateusza Morawieckiego i Katarzyny Pełczyńskiej na Łęcz. One też cieszyły się dużym zainteresowaniem. No ale przecież tych debat było więcej. Morawiecki z Mencenem, prawda? No tych konfrontacji trochę było. I prawdę mówiąc, wydaje mi się, że jeżeli Prawo i Sprawiedliwość chciałoby odzyskać trochę tą inicjatywę sondażową, która wygląda bardzo kiepsko i jakoś zarządzić tą różnorodnością, która się objawiła w ostatnich tygodniach, to żeby ona nie miała takiej... wymiaru negatywnego jak dotychczas wzajemnych oskarżeń, to po prostu pomysłem dla prawej strony sceny politycznej byłyby takie serie debat programowych, by po prostu odpowiedzieć na pytanie, jak wyglądają te różne wizje konkretnych środowisk na przyszłość prawicy.
Czy to możliwe? Zobaczymy. No ale myślę, że szczerze mówiąc bardziej prawdopodobne po prawej stronie sceny politycznej. niż w obozie rządzącym, bo tam chyba nawet kiedy te różnice się objawiają, to właśnie w taki sposób, by jak najmniej o nich dyskutować, by jak najmniej je pokazywać. Opinie publiczne jest, prawdę mówiąc, zawsze zrozumiałe w przypadku obozów rządzących. Nikt nie miał za czasów PiSu specjalnego pretensji o to, że nie stają do debaty Mateusz Morawiecki ze Zbigniewem Ziobrą, choć pewnie prawicy by to na dobre wyszło. Panie redaktorze, a właśnie te debaty pozwoliły na trochę odżyć politycznie Mateuszowi Morawieckiemu. Najpierw Jacek Bartosiak, potem ta duża i robiąca wrażenie także medialne z tymi zasięgami debata ze Sowmirem Mencenem, a potem jeszcze na innym forum z Adenem Zandbergiem też nie przegrana, zdaniem części wygrana.
może nie tak spektakularnie jak z Bencenem, ale jednak przez byłego premiera, to jest jakaś nadzieja dla Prawa i Sprawiedliwości, pokazać, skonfrontować się, wyjść z jakichś wewnętrznych sporów, żeby ta partia, tak jak Mateusz Morawiecki nabrał przynajmniej chwilowo takiego szwungu, pokazując, że można nim psy wieszać, jak go nie ma, ale jak się pojawia do debaty, to się okazuje, że... że już argumenty, w tym przypadku lidera Konfederacji, Sławimira Mencena, nie są już tak mile słuchane, jak się je skonfrontuje z byłym premierem. Zanim do tych debat, to może krótko o tym, że w ogóle ta odbudowa polityczna Mateusza Morawieckiego, to w ogóle było jedno z bardziej zaskakujących wydarzeń 25 roku i chyba właśnie odbudowa, która właśnie była efektem tej gotowości do debat, gotowości do rozmowy
poza bańką występowania w różnych formatach, w różnych podcastach, w tej nowej rzeczywistości internetowej, niekoniecznie tylko tej, w której politycy Prawa i Sprawiedliwości czują się w miarę bezpiecznie i w której potrafią sobie dobrze poradzić. Myślę, że to był taki, taka seria, tak? która trochę jedno wydarzenie napędzało kolejne i rzeczywiście jest polityka, który cieszył się zdecydowanie najgorszymi wynikami zaufania, który był trochę takim chłopcem do bicia dla wielu środowisk w Prawie i Sprawiedliwości, ale przede wszystkim dla Konfederacji. Nagle okazało się, że stając do tych konfrontacji, dobrze w nich wypadając, znowuż Morawiecki stał się realnym zagrożeniem dla swoich kolegów z PiSu i musieli ten pakt przeciwko niemu zawiązać, co pokazuje, że w polityce od determinacji i gotowości do dyskusji wiele...
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Rok 2026 – pozbawiony ogólnopolskich wyborów – wcale nie oznacza politycznej ciszy. Jak przekonywał w Radiu Wnet Piotr Trudnowski, będzie to czas intensywnych przygotowań do wyborów parlamentarnych w 2027 roku oraz sporów o przyszłe konfiguracje polityczne.
„Bardzo dużo będziemy rozmawiali o tym, w jakich konfiguracjach różne formacje pójdą do wyborów w roku 27” – zapowiadał publicysta. Jego zdaniem po stronie liberalno-lewicowej powróci dyskusja o jednej liście, znana sprzed wyborów w 2023 roku. „Znów zobaczymy spór, czy wszystkie formacje dzisiejszego rządu powinny startować samodzielnie, czy razem”.
Po prawej stronie sceny politycznej – jak wskazywał Trudnowski – napięcia będą jeszcze większe. „Będzie bardzo gorąca dyskusja o pakcie senackim i o tym, czy i na jakich zasadach PiS oraz Konfederacja wyobrażają sobie współpracę z formacją Grzegorza Brauna” – mówił. Jak dodał, dla wyborców mogą to być tematy zastępcze, bo niewiele miejsca zostanie na realną debatę programową.
Szczególną uwagę publicysta zwracał na zmieniający się sposób prowadzenia polityki. Jego zdaniem jednym z najważniejszych doświadczeń 2025 roku był powrót długich, konfrontacyjnych debat. „Polakom spodobały się długie, pogłębione dyskusje programowe. Chcieliby oglądać ich więcej” – zauważył, powołując się na badania opinii publicznej.
Trudnowski przypominał, że to właśnie takie formaty – debaty Krzysztofa Bosaka z Adrianem Zandbergiem czy Mateusza Morawieckiego z Katarzyną Pełczyńską – przyciągały uwagę odbiorców. „Jeśli PiS chciałby odzyskać inicjatywę sondażową, to odpowiedzią mogłaby być seria debat programowych, pokazujących różne wizje prawicy” – oceniał.
W tym kontekście rozmowa zeszła na polityczną odbudowę Mateusza Morawieckiego, którą Trudnowski uznał za jedno z najbardziej zaskakujących wydarzeń 2025 roku. „To była odbudowa wynikająca z gotowości do debat i rozmów poza własną bańką” – mówił. Jak podkreślał, były premier, wcześniej uznawany za „chłopca do bicia”, dzięki konfrontacjom stał się znów realnym graczem wewnątrz PiS.
Publicysta odnosił się także do wyborów prezydenckich 2025 roku i kampanii Karola Nawrockiego. „Dopiero gdy pojawił się w dwu- czy trzygodzinnych rozmowach, pokazał swoje prawdziwe oblicze. To był pierwszy moment zwrotny kampanii” – oceniał Trudnowski. Jego zdaniem to doświadczenie potwierdziło, że w epoce nadmiaru marketingu wyborcy szukają autentyczności.
Wbrew popularnej opinii Trudnowski nie przeceniał roli TikToka i krótkich form wideo. „Rolki są od zarządzania algorytmem – żeby się wyświetlać i przypominać. Ich realny wpływ na zmianę poglądów jest marginalny” – przekonywał. Jak dodał, decydujący głos należał w 2025 roku do wyborców niezdecydowanych, podejmujących decyzję na ostatniej prostej. „To długie formaty trafiają do tych, którzy naprawdę się wahają”.
Na zakończenie Trudnowski podkreślał, że rok 2026 będzie czasem testów: zarówno dla formacji rządzących, jak i dla opozycji. „W krótkich formatach można dowiedzieć się, że polityk istnieje. Ale poglądy zmienia się po długiej rozmowie” – podsumował.