"Magnat z Pałacu Prasy" - Nieregularnik literacki - 16.11.2025 r.
Dlaczego Marian Dąbrowski jest postacią zapomnianą? Co zawdzięcza mu Zakopane, a co Melpomena? Czym charakteryzował się na niwie polityki? W jaki sposób funkcjonował największy koncern prasowy II RP? To jedynie niektóre kwestie, o których opowiada Piotr Legutko, autor książki pt. "Magnat z Pałacu Prasy".
Z jakiej on się rodziny wywodził? Czy coś on odziedziczył? Czy zupełnie był takim, że rzeczywiście wszystko zawdzięczał sobie? Czy jakiś bakcyl dziennikarski to mógł w genach wynieść? Nie, jego ojciec był kancelistą, jak to się mawiało w Mielcu, w bardzo prowincjonalnym miasteczku. Jeszcze nam się Mielec kojarzy w tej chwili z taką dynamiczną, gospodarczą, gospodarczym wizerunkiem, ale to jest Mielec dopiero z okresów copu i z okresów późniejszych. Natomiast w czasach austriackich to była tak zwana zapyziała prowincja. No i on tylko tyle, że dorastał w bardzo takiej porządnej rodzinie, w której bardzo dbano o intelektualny rozwój dzieci, o edukację.
Zresztą miał pięcioro rodzeństwa i właściwie wszyscy, jak to się mawia, wyszli na ludzi. No właśnie, właśnie. Każdy osiągnął jakiś wysoki status. Co prawda dwóch braci... Robiły te kariery pod jego skrzydłami, czyli w Ikatsu, ale jeden z nich, Kazimierz, już bardzo wcześnie wyrwał się spod tych skrzydeł i wyjechał do Wielkopolski i tam kontynuował karierę dziennikarską. Coś braci poróżniło do dzisiaj, nie wiadomo dokładnie co. No ale drugi, Mieczysław, był podporą i kaca, był wybitnym znawcą, był profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, takim, można powiedzieć, artystycznym i kulturalnym guru w tamtejszym Krakowie.
w ogóle całej kadry, że jak tylko ukończył to gimnazjum, od razu go poproszono, by został tam jako taki nauczyciel, to się nazywało suplent bodajże, który tam po prostu uczył, nie mając do tego odpowiednich papierów, ale mając zaufanie szkoły. No i to był też bardzo ciekawy przykład takiej kariery przez sport. Coś, co było wtedy nowością, ale przywiezioną ze Stanów, głównie przez doktora Henryka Jordana, który w Krakowie upowszechniał właśnie taki amerykański styl wychowania poprzez sport, wychowania patriotycznego, oddajmy. Bo to było połączenie takiej koloska agatos, czyli to i duch, i ciało, i wszystko się wspólnie rozwijało. Dąbrowski był zresztą świetnie...
On wygrywał mnóstwo zawodów. Zbyszko Cyganiewicz, czyli taki legendarny zapaśnik, dzisiaj mówimy wrestler tamtych czasów, wspólnie trenowali. On nawet wspominał, że... Dąbrowskiego kład na matę, czyli potrafił naprawdę dobrze się w tych zawodach sprawować. Więc był bardzo takim, zresztą ten baksyl sportowy pozostał Dąbrowskiemu do końca życia. On mnóstwo takich sportowych inicjatyw podejmował już jako szef i kaca. Był właściwie pomysłodawcą wielu rajdów samochodowych, Kraków Zakopane, rajdów rowerowych, fundował nagrody. rozwijał sport, także to wychowanie przez sport mu zostało, ale sport na początku był dla niego niezwykle istotny i myślę, że dla niego, jak i dla większości Polaków takim momentem, takim game changerem był rok 1910 i
że Ikaz był takim czerwoniakiem, takim właśnie, dzisiaj powiedzielibyśmy tabloidem. No tak nie było. To od początku było pismo, które oczywiście bardzo prostymi środkami, bo starając się dotrzeć do jak największych rzecz czytelników, ale jednak było to pismo bardzo mocno formacyjne, takie patriotyczne. tożsamościowe i na długo jeszcze przed odzyskaniem niepodległości ten patriotyzm, to miłowanie polskiego dziedzictwa było przez IK skultywowane. Ale nim założył ten swój produkt flagowy, to terminował jeszcze w innych redakcjach. Może dwa słowa wypadałoby chyba o tym też powiedzieć. Tak, on się od początku bardziej sytuował po prawej stronie sceny politycznej.
Oczywiście było tam po drodze kilka różnych zakrętów i zwrotów akcji, bardzo zresztą ciekawych, bo mających też i polityczne tło, ale rzeczywiście ten głos narodu to był jego początek. Zresztą tutaj jedną rzecz warto zauważyć, bo ona z dzisiejszej perspektywy dzisiejszego rynku prasowego wydaje się taka trochę jak z innej bajki zupełnie. On miał ogromny szacunek dla konkurentów, z którymi walczył na rynku prasowym. W swojej długiej karierze kilka razy przejmował tytuły inne, ale nigdy nie odbywało się to na tej zasadzie, że... redaktorzy, dziennikarze tamtych tytułów coś na tym tracili.
U Dąbrowskiego zawsze było bezpiecznie i ludzie o innych poglądach mieli możliwość pracy i komentowania. Był bardzo lojalny wobec tych, którzy byli wobec niego lojalni, tak bym to nazwał, ale darzył też szacunkiem przeciwników i konkurentów na rynku prasowym. A na ile pomogła mu w tym realizacja tego swojego marzenia, tego swojego przedsięwzięcia? Na ile pomógł mu posag małżonki? No jakby to powiedzieć, bez niej nie założyłby tego interesu, ponieważ tak jak już mówiliśmy, on przyjechał do Krakowa z ogromną energią, talentem i chęcią do życia, ale bez pieniędzy zupełnie.
Natomiast bardzo się dobrze ożenił. Jego żona Michalina Dobijanka była córką bardzo zamożnego rzemieślnika krakowskiego z Podgórza i on dostał w posadzie 20 tysięcy koron, to ogromne pieniądze jak na tamte czasy. I te pieniądze, ten posad posłużył mu najpierw do inwestycji w głos narodu, a później do założenia IKAC-a. Zresztą to było bardzo, bardzo dobre małżeństwo, udane. Właściwie z Michaliną spędził całe swoje życie. Co jest dość ciekawe, no przecież on był cały czas na, tak powiem, na pierwszym planie i pod lupą i...
Ale jeśli chodzi o żonę, to rzeczywiście bez niej prawdopodobnie No trudno powiedzieć, że nie rozwinąłby skrzydeł, ale pewnie byłoby to dużo trudniejsze. Tak i z pomocą też służyli jej bracia. Tak, tak, no bo to w ogóle można powiedzieć, że Ikaz był w pewnym sensie taką firmą rodzinną. Właśnie, do tego zmierzam. Tak jak już mówiliśmy, zatrudniał tam swoich braci, ale także swoich szagrów. i bracia Dobijowie, czyli dwaj bracia żony Michaliny, to w ogóle byli, można powiedzieć, na pierwszej linii frontu zarządzającego staffów i fikacji. Bardzo zresztą, nie było to na pewno, nie były to posady, które były...
W związku z tym dzięki temu pozyskiwali, jak wiadomo, Kraków już od tamtych czasów był mocno podzielony, spolaryzowany świętą wojną pomiędzy kibiców Wisły a Krakowi. A dzięki temu, że jeden z braci zasiedł w zarządzie Wisły, a drugi w zarządzie Krakowi, to mieli wszystkie krakowskie elity zaprzyjaźnione, jak nie z lewej strony, to z prawej, jak nie z... Mówię oczywiście, tak powiem, horyzontalnie jeśli chodzi o Błonia, bo Krakowie to jest po jednej stronie Błonia, a Wisła po drugiej. A czy wiadomo, jakie były preferencje samego Dąbrowskiego, jeśli chodzi o kibicowanie? Czy Wisła, czy Krakowie, a może Garbarnia? No on tego właśnie nie ujawniał i na tym polegał jego... Bo myślę, że Jutrzenka to raczej wątpię.
Nie, na pewno nie Jutrzenka, natomiast rzeczywiście on chyba bardziej się skłaniał jednak ku Wiśle, chociaż nie znalazłem jakiegoś bardzo jednoznacznego określenia na ten temat. Myślę, że on rzeczywiście jakby miał coś, czego wydaje mi się brakuje dzisiaj też wielu celebrytom, mianowicie miał świadomość, że jednoznaczne opowiedzenie się po jakiejś stronie traci przez to część rynku. Więc tym się zajmowali szwagrowie, a on unosił się jakby ponad tym, był przede wszystkim ogromnym patriotą Krakowa, więc można powiedzieć, że na takie pytanie odpowiadał kibicuje Krakowi i Wiśle, a jak są derby, to jadę do Zakopanego na narty. Dyplomatycznie.
A po wojnie też twórcę graficznej szaty przekroju. Tak jest, a właśnie to jest a propos tego dziedzictwa, który pozostawił poseł Dąbrowski. Więc Brzeski wymyślił sposób, który właściwie dzisiaj moglibyśmy powiedzieć, że to były wręcz komiksy takie filmowe. Zresztą było to na tyle nowatorskie, że jakby nie wszyscy się na to załapali. Na przykład Słonimski kpił z tajnego detektywa, że relacje zbrodni okrasza zdjęciami aktorów warszawskich teatrów. Ale to był pewnego rodzaju zabieg, tak powiem, artystyczny. To jest pierwsza rzecz, czyli bardzo efektowna szata graficzna, a druga to jest język, bo... Jak ktoś poczyta tamte numery tajnego detektywa, to właściwie można powiedzieć, że to jest napisane naprawdę bardzo dobrym językiem literackim.
To nie była grafomania. To były bardzo efektowne, z taką oczywiście myszką, jak to się dzisiaj czyta, to z pewnym uśmiechem, ale na pewno nie można tam zarzucić jakiegoś epatowania zbrodnią, jakichś wulgaryzmów. No ale i tak na tamte czasy było to na tyle mocne, że... że oczywiście zwłaszcza polityczni przeciwnicy Dąbrowskiego tutaj, myślę głównie jednak o pismach endeckich, no przypuścili, no właściwie zorganizowali coś w rodzaju ogólnopolskiej krucjaty przeciwko tajnemu detektywowi. Tam był wręcz bunt kioskarzy, którzy odmawiali sprzedaży tego tygodnika. No a w Krakowie, no... Bardzo się po wydaniu, po uruchomieniu tego tygodnika ochłodziły relacje między ulicą Franciszkańską, gdzie urzędował właśnie arcybiskup krakowski Sapieha, a Wielopolem, a chociaż to jest pięć minut spaceru, bardzo bliska odległość.
No i rzeczywiście Dąbrowski na skutek tego niekorzystnego dla niego, bo jemu bardzo zależało na dobrych relacjach z krakowską kurią, Po prostu się wycofał, co zresztą było jedynym, można powiedzieć, takim nierynkowym zachowaniem Dąbrowskiego, bo on generalnie zawsze doskonale czuł rynek i wszystkie decyzje podejmował tak, że przynosiły mu dobre efekty. Wiemy na pewno, bo o tym wspomina jego najbliższy współpracownik Jan Stankiewicz, że były duże naciski wewnątrz firmy na Dąbrowskiego, żeby tego nie robił, żeby nie zamykał, żeby trochę złagodził, może inaczej. ale on stwierdził, że skórka nie warta za wyprawkę, on nie będzie narażał tutaj reputacji swojej i swojej firmy i po prostu z dnia na dzień zamknął tajnego detektywa, mimo że był to ogromny sukces rynkowy i doskonały pomysł marketingowy też, jeśli chodzi o tytuły, które wydawał.
Natomiast wrócę jeszcze tutaj do jego redakcji. On zainwestował też w gmach redakcyjny, w którym Piotrze też miałeś honor pracować po wojnie. No tak, właściwie kto dorastał w Krakowie nie mógł nie wiedzieć, gdzie znajduje się Pałac Prasy, chociaż wtedy mówiono w PRL-u, jak dorastałem, mówiono krążownik Wielopole. Krążownik, bo rzeczywiście to jest budynek, który ma kształt takiego wielkiego statku i tam się po prostu mieściły wszystkie redakcje. Koncert został po wojnie znacjonalizowany i wszystkie redakcje krakowskie przez pół wieku mieściły się właśnie tam.
Tutaj padło nazwisko Brzeskiego i przekrój, który się ewidentnie którego źródłem, źródło bijewikacu, ale także i późniejsze takie tygodniki jak Życie Literackie, no i sam Dziennik Polski na początku, w którym przecież dorastali tacy twórcy jak Szymborska czy Mrożek, no to wszystko się nie wzięło znikąd. To wszystko wynikało z czegoś, co się określa mianem denislocji. Stąd też ten Pałac Prasy trafił do tytułu tej książki, bo wydaje mi się, Jest on cały czas takim pomnikiem Dąbrowskiego, nawiasem mówiąc, jedynym.
No właśnie, bo takim drugim ulubionym miastem w Polsce to było Zakopane. Oprócz Krakowa. No właściwie można powiedzieć, że Gdy tylko spadł pierwszy śnieg, Tom Dąbrowski przenosił się właściwie do Zakopanego i mieszkał tam całą zimę. Jak już miał dobrze ustawioną pracę w IKAC-u, to mógł w ten sposób funkcjonować, bo jego szwagrowie pilnowali biznesu, a Jan Stankiewicz, jego prawa ręka był de facto takim... quasi redaktorem naczelnym i Kaca. I chyba ten Stankiewicz nawet wspomina, że obowiązywały zawsze pomyślne prognozy pogody dla Zakopanego w mediach Domrowskiego. Tak, to Zygmunt Nowakowski, który bardzo zresztą bardzo...
nostalgicznie w swoich wspomnieniach odnosi się do Dąbrowskiego, mimo że był, znaczy jest taki wobec niego bardzo czasem brutalny w różnych postrzenieniach, na przykład jak wspomina o tym, że Dąbrowski kompletnie nie miał talentu dziennikarskiego, znaczy nie potrafił pisać, no ale to też jego chwała, bo znamy wielu dziennikarzy, którzy nie przyjmują tego wiadomości. Nie potrafił pisać, nie potrafił przemawiać też. I nie potrafił przemawiać. Zresztą podobno w Sejmie też w ogóle praktycznie nie, mimo że był posłem kilku kadencji, to jego wystąpienia nigdzie się nie zachowały. Tak, a z kolei przemówienie na pobrzegach były katorgą dla żołobników, jak ktoś tam napisał. Tak, tak.
wówczas takiego sporu i podziału i wojny pomiędzy ochroniarzami, jak to się wtedy mówiło, czyli ludźmi, którzy uważali, że zbudowanie kolejki na Kasprowy jest zbyt wielką ingerencją w Park Narodowy, którego jeszcze wtedy nie było, bo nie ustanowiono jeszcze wtedy Parku Narodowego. Budowa Krokwi to też jest w dużej mierze jego zasługa, skoczni narciarskiej, budowa stadionu zimowego. Wszystko to są albo pieniądze, albo polityczno-medialny lobbying Dąbrowskiego. Więc tutaj akurat Zakopane się bardziej odnalazło niż Kraków, bo przynajmniej uczyniło go honorowym obywatelem Zakopanego i ufundowało mu bezpłatny bilet na kolejkę, dożywotni bilet na kolejkę
z której, jak wiadomo, nie mógł specjalnie skorzystać, ale Zakopanego doceniało i rzeczywiście ogromne zasługi ma dla rozwoju Zakopanego także. A skąd się wzięła antypetia czeska Mariana Dąbrowskiego? To jest właściwie nie do końca jasne. Najprawdopodobniej w takiej literaturze fachowej, monografiach i karce najczęściej pada argument, że Dąbrowski miał ogromne problemy z dystrybucją IKC na teren Czech. Pamiętajmy, że to jest dziennik, który wystartował w 1910 roku. Czasy CK Monarchii jeszcze, tak. Więc jeszcze za czasów CK Monarchii. I tam ewidentnie jakoś nie bardzo się układała współpraca, a wiadomo, że teren Zaolzia to tam...
I widać w nich faktycznie ogromną taką niechęć do Czechów, lekko zahaczającą obsesję. bo rzeczywiście jak na dyplomatę to trochę za dużo było w tym emocji antyczeskiej. On wydawał specjalne numery dla polskich braci gnębionych pod czeskim butem na Zaolziu i mnóstwo tego typu rzeczy. Był faktycznie spośród takich jego trudnych do racjonalnego wytłumaczenia zachowań i emocji, no to jego antyczeskość najniewątpliwie trzeba umieścić na pierwszym miejscu, abstrahując od różnych powodów, dla których taka emocja się w IKAC-u i w samym Dąbrowskim pojawiła.
To zresztą obserwujemy w Polsce, zwłaszcza w trzeciej RP, na choćby na przykładzie Gazety Wyborczej czy wielu innych pism, które próbowały na fali swoich wpływów budować jakieś polityczne stronnictwa. To się Dąbrowskiemu nie udało. I on, można powiedzieć, po tych dwóch nieudanych próbach wyciągnął wnioski, tak jak na dobrego biznesmena przystało i po prostu uznał, to była bardzo racjonalna rachuba, że w tak młodym państwie, który się dopiero buduje i tworzy, nie da się budować biznesu na taką skalę, jeśli nie ma się politycznych wpływów. A polityczne wpływy można mieć tylko będąc w Sejmie, blisko władzy, mając dobre kontakty.
Ten mandat poselski za wszelką cenę chciał uzyskać i kiedy go wreszcie uzyskał z listy PSL-u, to właściwie nie odpuścił do połowy lat 30., przeskakując potem po zamachu majowym na listy BBWL-u. No tak, bo najpierw miał dobre relacje z Wincentem Itosem. Tak, z Wincentem Witosem miał bardzo dobre relacje, one były na tyle, zresztą bardzo charakterystyczne są notatki, które się zachowały z posiedzeń sejmowego klubu PSL-u, gdzie Witos wprost mówi, że... Posłowie PSL-u byli bardzo niezadowoleni z tego, że IKAC nie jest właściwie takim organem PSL-u, jak być powinien, skoro jego właściciel i redaktor jest posłem PSL-u.
A Dąbrowski te rzeczy jednak bardzo zdecydowanie oddzielał. On uważał, że gazeta nie jest po to, żeby służyć jednej partii. On chciał być głosem milionów, jak mówił, i faktycznie tak było. Natomiast zupełnie co innego to jest korzystanie z polityki jako lewaru do tego, żeby swoje interesy robić. I tutaj on rzeczywiście traktował politykę bardzo instrumentalnie. Był oportunistą, był człowiekiem, który równie dobrze mógł rzeczywiście... Być z Witosem, mógł być z Piłsudskim. Może nie mógłby być w żaden sposób z żadną partią lewicową, bo to już byłoby dla niego za daleka koncesja. On nigdy tego by nie zrobił, o czym świadczy całe jego życie i wszystko, co pisał i to, co robił.
Natomiast jeśli chodzi o wybór między właśnie różnymi obozami prawicy, centroprawicy, to byłoby dla niego właściwie wszystko, nie chcę powiedzieć, że obojętne, ale mało istotne. Polityka służyła tylko i wyłącznie jego interesom. Na pewno można powiedzieć, że on nie służył żadnej partii politycznej i żadnemu politykowi, nawet tak mocnemu jak WITOS, nawet... obozowi sanacyjnemu, chociaż był posłem BBWR-u. I też zachowało się mnóstwo notatek i zapisków politycznych, w których najważniejsi politycy sanacji wieszali psy na Dąbrowskim, że nie służy im jak trzeba i że kąsa rękę, która go karmi.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Dlaczego Marian Dąbrowski jest postacią zapomnianą? Co zawdzięcza mu Zakopane, a co Melpomena? Czym charakteryzował się na niwie polityki? W jaki sposób funkcjonował największy koncern prasowy II RP? To jedynie niektóre kwestie, o których opowiada Piotr Legutko, autor książki pt. "Magnat z Pałacu Prasy".