"Magnat z Pałacu Prasy" - Nieregularnik literacki - 16.11.2025 r.
Dlaczego Marian Dąbrowski jest postacią zapomnianą? Co zawdzięcza mu Zakopane, a co Melpomena? Czym charakteryzował się na niwie polityki? W jaki sposób funkcjonował największy koncern prasowy II RP? To jedynie niektóre kwestie, o których opowiada Piotr Legutko, autor książki pt. "Magnat z Pałacu Prasy".
Dzień dobry, kłania się radiosłuchaczkom i radiosłuchaczom Tomasz Zaperd. Mam honor gościć na antenie pana Piotra Legutkę. Dzień dobry, witam. Porozmawiamy o jego najnowszej publikacji, niezwykle wyczerpującej i odkrywczej, zatytułowanej Magnat z Pałacu Prasy, opublikowanej nakładem wydawnictwa Esprit. Panie Piotrze, kim jest ten bohater Pana książki? Bo odnoszę wrażenie, że dla współczesnych Polaków jest to postać anonimowa niestety. No niestety, to rzeczywiście jest dobre pytanie, kim jest Marian Dąbrowski. Ja mam wielką nadzieję, że ta książka trochę się przyczyni do popularyzacji jednej z najważniejszych postaci Polski międzywojennej. To jest w ogóle coś niebywałego.
Ale przecież zostało jego dziedzictwo, które w bardzo wielu mediach, w bardzo wielu sytuacjach, w ogóle w stylu redagowania polskiej prasy, zaryzykuje twierdzenie, że jest obecny do dziś. Więc na pytanie, kim jest Marian Dąbrowski, kim był Marian Dąbrowski, mogę powiedzieć, to była jedna z najważniejszych postaci polskich mediów, nie tylko mediów międzywojennych. Czy takie amerykańskie określenie self-made man pasuje do opisywanej przez ciebie postaci, bardzo znaczącej rzeczywiście figury Interbellum? To jest dokładnie to, self-made man. U nas się mawia od zera do milionera.
Dąbrowskiemu nikt nie pomagał, naprawdę. To jest człowiek, który do wszystkiego doszedł absolutnie sam, dzięki swojemu geniuszowi, kreatywności i umiejętności poruszania się po tych niezwykle trudnych, realia, jakim była przecież Polska po I wojnie światowej, a także i przed I wojną światową, bo warto wiedzieć, że jego flagowy tytuł, ilustrowany kurier codzienny, został założony w 1910 roku, czyli jeszcze przed I wojną światową. Oczywiście było to możliwe tylko dlatego, że była to Galicja, że był to Zabór Austriacki, że był to Kraków. No właśnie, Kraków miał w herbie, nosił w sercu, ale zacznijmy trochę ab owo.
No ale miał też brata aptekarza, miał też brata adwokata, więc to są wszystko przykłady tego takiej dobrej... jakby dbałości o to, żeby właśnie rodzina dobrze się wyedukowała i rozwijała. No on przyjechał do Krakowa jeszcze jako licealista. Uczył się w znanym w Krakowie gimnazjum Sobieskiego, tak zwanej dwójce. To jedno z dwóch najlepszych gimnazjów w Krakowie, oprócz Nowodworskiego, o ile pamięć nie myli. Tak, bo jeszcze wtedy sława piątki, która dziś uchodzi za najważniejszą i taką kuźnię kadr w Krakowie, jeszcze wtedy piątki gwiazda nie zajaśniała. I jedynka i dwójka to były rzeczywiście dwa najważniejsze gimnazja. Dąbrowski musiał na tyle się w tym gimnazjum dobrze wpisać w pamięć...
w ogóle całej kadry, że jak tylko ukończył to gimnazjum, od razu go poproszono, by został tam jako taki nauczyciel, to się nazywało suplent bodajże, który tam po prostu uczył, nie mając do tego odpowiednich papierów, ale mając zaufanie szkoły. No i to był też bardzo ciekawy przykład takiej kariery przez sport. Coś, co było wtedy nowością, ale przywiezioną ze Stanów, głównie przez doktora Henryka Jordana, który w Krakowie upowszechniał właśnie taki amerykański styl wychowania poprzez sport, wychowania patriotycznego, oddajmy. Bo to było połączenie takiej koloska agatos, czyli to i duch, i ciało, i wszystko się wspólnie rozwijało. Dąbrowski był zresztą świetnie...
On wygrywał mnóstwo zawodów. Zbyszko Cyganiewicz, czyli taki legendarny zapaśnik, dzisiaj mówimy wrestler tamtych czasów, wspólnie trenowali. On nawet wspominał, że... Dąbrowskiego kład na matę, czyli potrafił naprawdę dobrze się w tych zawodach sprawować. Więc był bardzo takim, zresztą ten baksyl sportowy pozostał Dąbrowskiemu do końca życia. On mnóstwo takich sportowych inicjatyw podejmował już jako szef i kaca. Był właściwie pomysłodawcą wielu rajdów samochodowych, Kraków Zakopane, rajdów rowerowych, fundował nagrody. rozwijał sport, także to wychowanie przez sport mu zostało, ale sport na początku był dla niego niezwykle istotny i myślę, że dla niego, jak i dla większości Polaków takim momentem, takim game changerem był rok 1910 i
jubileusz grunwaldzki, czyli ten słynny moment, kiedy do Krakowa zjechało 150 tysięcy ludzi z całej Polski i świętowano okrągłą rocznicę zwycięstwa grunwaldzkiego. Tam była ta słynna przemowa Paderewskiego, tam były te niebywałe pokazy gimnastyczne na krakowskich błoniach. No i to jest właśnie ten moment, kiedy coś tam można powiedzieć, że i w Dąbrowskim przeskoczyło i on postanowił wejść na ten na ten wyższy poziom wziąć sprawy we własne ręce i zainwestować we własną gazetę, która od początku, to trzeba bardzo mocno podkreślić, bo często panowała taka opinia, być może upowszechniona przez taką słynną książkę profesora Władyki, krew na pierwszej stronie.
Głos Narodu został kompletnie zaskoczony tym odejściem Dąbrowskiego i założeniem spółki wspólnie z inwestorami pochodzenia żydowskiego, co było wtedy skandalem. No wiadomo, Głos Narodu niespecjalnie przepadał za tą częścią biznesu krakowskiego, a tutaj... A tutaj właśnie Dąbrowski tą spółkę wspólnie założył. Z tym, że on miał takie założenie, że jakby jeśli na początku działalności, tutaj przywołam takie znane też żydowskie powiedzenie, jeśli na początku takiej spółki jeden ma pieniądze, a drugi możliwości, to dobrze jest, jeśli ten, który ma możliwości, na końcu przejmie i pieniądze. I tak się też stało z Dąbrowskim, który... dość szybko stał się jednoosobowym właścicielem ilustrowanego kuriera codziennego i później całego konserwatu.
Oni zawsze byli przez niego traktowani albo zapraszani do współpracy, albo osobiście odprawiani, a redaktorzy naczelni zawsze do końca jakby ich dni dosłownie byli przez Dąbrowskiego utrzymywani, traktował ich z wielkim szacunkiem i takim docenieniem ich dorobku też na tym rynku. To zresztą była taka w ogóle specyfika I Kaca, który miał na swoim pokładzie zawsze komentatorów od lewa do prawa i bez względu na sytuację polityczną, czy to przed przewrotem majowym, czy to po zamachu, czy też w czasie procesu brzeskiego, czy też tuż przed wojną, kiedy już tak powiem w Polsce była taka miękka dyktatura.
U Dąbrowskiego zawsze było bezpiecznie i ludzie o innych poglądach mieli możliwość pracy i komentowania. Był bardzo lojalny wobec tych, którzy byli wobec niego lojalni, tak bym to nazwał, ale darzył też szacunkiem przeciwników i konkurentów na rynku prasowym. A na ile pomogła mu w tym realizacja tego swojego marzenia, tego swojego przedsięwzięcia? Na ile pomógł mu posag małżonki? No jakby to powiedzieć, bez niej nie założyłby tego interesu, ponieważ tak jak już mówiliśmy, on przyjechał do Krakowa z ogromną energią, talentem i chęcią do życia, ale bez pieniędzy zupełnie.
tak powiem ofiarowane im na zasadzie nepotyzmu, na zasadzie takiego, no bo to szwagier, no to proszę bardzo. Tylko to byli ludzie, którzy rzeczywiście mieli ogromny talent. Dąbrowski miał zresztą nosa do ludzi, potrafił doskonale dobierać sobie współpracowników. Akurat do Bijowi panują takie opinie, można je przeczytać w różnych monografiach dotyczących Ikaca, że właściwie bez nich nie byłoby tego koncernu, bo oni rzeczywiście doskonale się sprawdzili jako menedżerowie, jako ludzie zarządzający firmą. Zresztą przytaczam w książce taką anegdotyczną historię, która jest znamienna dla sposobu też prowadzenia biznesu przez Dąbrowskiego, mianowicie bracia Dobijowie się podzielili. Jeden był w zarządzie Wisły, a drugi w zarządzie Krakowi.
W związku z tym dzięki temu pozyskiwali, jak wiadomo, Kraków już od tamtych czasów był mocno podzielony, spolaryzowany świętą wojną pomiędzy kibiców Wisły a Krakowi. A dzięki temu, że jeden z braci zasiedł w zarządzie Wisły, a drugi w zarządzie Krakowi, to mieli wszystkie krakowskie elity zaprzyjaźnione, jak nie z lewej strony, to z prawej, jak nie z... Mówię oczywiście, tak powiem, horyzontalnie jeśli chodzi o Błonia, bo Krakowie to jest po jednej stronie Błonia, a Wisła po drugiej. A czy wiadomo, jakie były preferencje samego Dąbrowskiego, jeśli chodzi o kibicowanie? Czy Wisła, czy Krakowie, a może Garbarnia? No on tego właśnie nie ujawniał i na tym polegał jego... Bo myślę, że Jutrzenka to raczej wątpię.
W ogóle sukces całego koncernu w dużej mierze był sprzężony z takim wydarzeniem, o którym pewnie wszyscy wiemy i znamy je choćby z filmu, czyli sprawa gorgonowej. To był proces, który przez dwa lata w ogóle elektryzował całą Polskę i zdobył praktyczny monopol na relacjonowanie tego procesu najpierw we Lwowie, potem w Krakowie. I na tym procesie też wyrósł tajny detektyw, czyli tygodnik, który był poświęcony właśnie sprawom kryminalnym. Ale dwie rzeczy, które warto podkreślić. Po pierwsze, był to niezwykle nowatorsko i efektownie robiony tygodnik pod względem graficznym. Dąbrowski specjalnie ściągnął z Paryża Janusza Marię Brzeskiego, chyba najlepszego polskiego grafika okresu międzywojennego.
A po wojnie też twórcę graficznej szaty przekroju. Tak jest, a właśnie to jest a propos tego dziedzictwa, który pozostawił poseł Dąbrowski. Więc Brzeski wymyślił sposób, który właściwie dzisiaj moglibyśmy powiedzieć, że to były wręcz komiksy takie filmowe. Zresztą było to na tyle nowatorskie, że jakby nie wszyscy się na to załapali. Na przykład Słonimski kpił z tajnego detektywa, że relacje zbrodni okrasza zdjęciami aktorów warszawskich teatrów. Ale to był pewnego rodzaju zabieg, tak powiem, artystyczny. To jest pierwsza rzecz, czyli bardzo efektowna szata graficzna, a druga to jest język, bo... Jak ktoś poczyta tamte numery tajnego detektywa, to właściwie można powiedzieć, że to jest napisane naprawdę bardzo dobrym językiem literackim.
To nie była grafomania. To były bardzo efektowne, z taką oczywiście myszką, jak to się dzisiaj czyta, to z pewnym uśmiechem, ale na pewno nie można tam zarzucić jakiegoś epatowania zbrodnią, jakichś wulgaryzmów. No ale i tak na tamte czasy było to na tyle mocne, że... że oczywiście zwłaszcza polityczni przeciwnicy Dąbrowskiego tutaj, myślę głównie jednak o pismach endeckich, no przypuścili, no właściwie zorganizowali coś w rodzaju ogólnopolskiej krucjaty przeciwko tajnemu detektywowi. Tam był wręcz bunt kioskarzy, którzy odmawiali sprzedaży tego tygodnika. No a w Krakowie, no... Bardzo się po wydaniu, po uruchomieniu tego tygodnika ochłodziły relacje między ulicą Franciszkańską, gdzie urzędował właśnie arcybiskup krakowski Sapieha, a Wielopolem, a chociaż to jest pięć minut spaceru, bardzo bliska odległość.
No i rzeczywiście Dąbrowski na skutek tego niekorzystnego dla niego, bo jemu bardzo zależało na dobrych relacjach z krakowską kurią, Po prostu się wycofał, co zresztą było jedynym, można powiedzieć, takim nierynkowym zachowaniem Dąbrowskiego, bo on generalnie zawsze doskonale czuł rynek i wszystkie decyzje podejmował tak, że przynosiły mu dobre efekty. Wiemy na pewno, bo o tym wspomina jego najbliższy współpracownik Jan Stankiewicz, że były duże naciski wewnątrz firmy na Dąbrowskiego, żeby tego nie robił, żeby nie zamykał, żeby trochę złagodził, może inaczej. ale on stwierdził, że skórka nie warta za wyprawkę, on nie będzie narażał tutaj reputacji swojej i swojej firmy i po prostu z dnia na dzień zamknął tajnego detektywa, mimo że był to ogromny sukces rynkowy i doskonały pomysł marketingowy też, jeśli chodzi o tytuły, które wydawał.
A jeszcze nawiązując do pytania, powiem tak, że Dąbrowski szukając jego zasług i które do dzisiaj trzeba docenić, to jest to, że on właściwie faktycznie pierwszy dokonał segmentacji rynku prasowego w Polsce. Przed nim nie było tak dobrze sprofilowanych wydawnictw. On wydawał 13 tygodników dokładnie każdy dla innego odbiorcy. Były tam satyryczne tygodniki, sportowe, kobiece, podróżnicze, kulturalne, wszystko było. Oczywiście był proces, bo zaczynało się od tego, że IKZ miał swoje dodatki. Dzisiaj też właściwie każdy dziennik ma swoje dodatki, ale wtedy on to zrobił pierwszy i zrobił to doskonale pod względem...
No ale rzeczywiście tak było, że że w momencie, kiedy Dąbrowski trochę przeinwestował i miał rzeczywiście poważne problemy z Urzędem Skarbowym i powinien tak naprawdę zostać zamknięty, no to na najwyższych szczeblach, bo zachowały się notatki z Ministerstwa Skarbu, Ministerstwa Finansów ówczesnego, podjęto decyzję, że tak powiem nie mogą zamknąć Dąbrowskiego, bo jest już za duży, żeby upaść, pociągnąłby za sobą katastrofę gospodarczą w ogóle Polski, ponieważ na przykład Polskie Koleje Państwowe bez Dąbrowskiego miałyby ogromne problemy, ponieważ budżet PKP w dużej mierze zależał od zamówień właśnie Odikaca.
No właśnie, wspomniał pan tutaj o warszawskim oddziale i kaca, którym w latach 30 szefował Witold Giełżyński. Moje wspomnienie o Dąbrowskim pochodzi od jego syna Wojciecha Giełżyńskiego, reportera, który mnie trochę uczył na dziennikarskim oddziale. On zdążył poznać Mariana Dąbrowskiego jako mały chłopiec w roku 38 czy 37. I miał wspaniałą opinię. On zapamiętał go jako takiego właśnie człowieka z innej epoki, bardzo przedsiębiorczego, bardzo operatywnego, a też bardzo życzliwego. I miłośnika łakoci też. Nie wiem czy Adama Piaseckiego firmy, czy Krakowski, ale zapewne skoro był takim sympatykiem Krakowa, to myślę, że przedkładał Piaseckiego na wszystkie inne firmy cukiernicze z Warszawy, z Wedlem także na czele.
Tam rzeczywiście... W tej książce zresztą też pozwoliłem sobie pro domosu zaproponować zamieszczenie ostatniego zdjęcia, ostatniej redakcji, która w Pałacu Prasy pracowała, ponieważ w 2012 roku wszystkie redakcje już wyprowadziły się z tego budynku i dzisiaj jest to tylko i wyłącznie siedziba urzędów, biur, pozbawiona już takiego wymiaru, jaki miał przez właściwie cały XX wiek jakie miało to miejsce. To absolutnie wyjątkowe punkty na mapie Krakowa i wydaje mi się, że też taki wyjątkowy punkt na mapie polskiej kultury i takiego dziennikarstwa związanego właśnie bardzo mocno z Dąbrowskim jako takim ojcem założycielem.
Tutaj padło nazwisko Brzeskiego i przekrój, który się ewidentnie którego źródłem, źródło bijewikacu, ale także i późniejsze takie tygodniki jak Życie Literackie, no i sam Dziennik Polski na początku, w którym przecież dorastali tacy twórcy jak Szymborska czy Mrożek, no to wszystko się nie wzięło znikąd. To wszystko wynikało z czegoś, co się określa mianem denislocji. Stąd też ten Pałac Prasy trafił do tytułu tej książki, bo wydaje mi się, Jest on cały czas takim pomnikiem Dąbrowskiego, nawiasem mówiąc, jedynym.
Może jeszcze jest platan przed tym budynkiem, na którym jest tabliczka, że to jest platan Mariana Dąbrowskiego. Ale sam fakt, że Kraków nie uczcił tak wielkiej i ważnej postaci, nawet ulicą czy skwerem, to jest takie, powiedziałbym, zawstydzające dla mojego kochanego miasta. No właśnie, tym bardziej, że miał też zasługi dla krakowskiej Melpomeny niemałe. No właśnie, przecież oczywiście ja rozumiem, że Teatr Bagatela, który Dąbrowski założył z własnych pieniędzy, sfinansował jego, trudno powiedzieć budowę, ale w tym budynku mieściła się knajpa wcześniej, więc przerobił ten przybytek na przybytek kultury.
I Teatr Bagatela dziś jest teatrem imienia Tadeusza Boja-Żeleńskiego. No ale wydaje mi się, że trochę inny patron by się należał temu teatrowi. Zwłaszcza, że Kraków tutaj... Ostatnio rozmawiałem z dyrektorem Muzeum Narodowego, prof. Andrzejem Szczerskim, który z entuzjazmem się odniósł do tego, że wreszcie jest książka o Marianie Dąbrowskim, Nie byłoby też Muzeum Narodowego, gdyby nie Marian Dąbrowski, o czym pewnie mało kto w Polsce wie. To z jego funduszy, po pierwsze prywatnych, w ogóle budowa ruszyła i po drugie to dzięki ogromnej, gigantycznej kampanii, którą prowadził IKAD pod koniec lat 30., można było tę budowę finansować, bo polskiego państwa nie było stać wtedy na tego typu inwestycje.
Zresztą znamienne jest to, że do wybuchu wojny Muzeum Narodowe zostało prawie wybudowane tak w 70%, a następne 30% budowano przez kolejne 20 lat. Więc to świadczy o tym więcej, bo to dopiero w latach 70. tak naprawdę ukończono Muzeum Narodowe. Więc zasługi Dąbrowskiego dla kultury, już nie mówię o tym, że ufundował płytę na grobie nieznanego żołnierza w Krakowie. Nie wspominam o pracach wykopaliskowych na kopcu Krakowa. Było dziesiątki jego takich fundacji. inwestycji. Inwestycją była na pewno Zakopianka, bo on też własne fundusze włożył w drogę do Zakopanego.
No właśnie, bo takim drugim ulubionym miastem w Polsce to było Zakopane. Oprócz Krakowa. No właściwie można powiedzieć, że Gdy tylko spadł pierwszy śnieg, Tom Dąbrowski przenosił się właściwie do Zakopanego i mieszkał tam całą zimę. Jak już miał dobrze ustawioną pracę w IKAC-u, to mógł w ten sposób funkcjonować, bo jego szwagrowie pilnowali biznesu, a Jan Stankiewicz, jego prawa ręka był de facto takim... quasi redaktorem naczelnym i Kaca. I chyba ten Stankiewicz nawet wspomina, że obowiązywały zawsze pomyślne prognozy pogody dla Zakopanego w mediach Domrowskiego. Tak, to Zygmunt Nowakowski, który bardzo zresztą bardzo...
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Dlaczego Marian Dąbrowski jest postacią zapomnianą? Co zawdzięcza mu Zakopane, a co Melpomena? Czym charakteryzował się na niwie polityki? W jaki sposób funkcjonował największy koncern prasowy II RP? To jedynie niektóre kwestie, o których opowiada Piotr Legutko, autor książki pt. "Magnat z Pałacu Prasy".