Kuczyński o planach Putina. „Mowy nie ma o pokoju”
Donald Trump zapowiadał szybkie zakończenie wojny Rosji z Ukrainą, ale droga do porozumienia wciąż pozostaje daleka. Grzegorz Kuczyński, dziennikarz portalu i.pl, ocenia, że działania Kremla wskazują na eskalację konfliktu, a zmienne stanowisko amerykańskiego prezydenta nie tworzy realnych warunków do rozpoczęcia negocjacji.
Pan Grzegorz Kuczyński, dziennikarz, portal i.pl jest naszym gościem. Dzień dobry panie redaktorze. Witam, dzień dobry. No i może komentarz do najnowszych wiadomości. Prezydent Ukrainy Włodymar Załęski poinformował, że jego kraj znosi zakaz ataku na rosyjskie rafinerie. Mówi, mamy dość w wywiadzie dla Financial Times. Czy my mamy do czynienia z przemyślaną zmianą strategii Ukrainy, czy raczej reakcją na kolejne rosyjskie ataki? To jest powrót do strategii, która dość skutecznie jest realizowana od kilku miesięcy. Fakt, że Ukraina jakby wstrzymała te ataki na kilka dni wynikał z presji prezydenta Donalda Trumpa.
I to się wiązało z tak zwanym rozejmem energetycznym. Tak naprawdę generalnie założenie tego rozejmu było niekorzystne dla Ukrainy, Tak naprawdę chodziło w nim tylko i wyłącznie o unikanie ataków na rafinerię ropy naftowej. Ukraina właściwie miała jedną rafinerię, która właściwie nie działa, natomiast uderzała skutecznie w wiele rafinerii na terytorium Rosji. W ogóle pomysł, żeby to był tylko rozejm w atakach na rafinerię wynika z kalkulacji politycznych, wyborczych prezydenta Trumpa. Jak wiemy zawarł chwilę wcześniej przed ogłoszeniem tego rozejmu energetycznego, do którego tak naprawdę Rosja nie przystąpiła.
Ogłosił umowę z Rosjanami w sprawie dostaw oleju napędowego do Stanów Zjednoczonych. Oczywiście to nie są takie ilości, które miałyby skutecznie obniżyć ceny paliwa na stacjach benzynowych w Stanach tuż przed wyborami, więc Więc generalnie trudno się dziwić Ukrainie, że po kilku dniach, kiedy ona wstrzymała ataki na rafinerię, a tymczasem uderzenia rakietowo-dronowe Rosji były kontynuowane na infrastrukturę energetyczną Ukrainy, że Kijów tutaj jakby sobie po paru dniach odpuścił ten tak zwany rozejm. Także to nie jest nic zaskakującego. Zapewne efekt będzie taki, że
że Amerykanie, obecna administracja będzie krytykowała Kijów za to, że nie przestrzega tego rezygnu, ale podkreślę raz jeszcze, że trudno na dłuższą metę godzić się z tym, że wstrzymuje się uderzenia bolesne dla gospodarki i wroga. Jednocześnie przyjmując tego typu ataki na własną infrastrukturę. Także tutaj to było do przewidzenia. Czyli też pewnego rodzaju presja. Czy Załęski próbuje wywrzeć presję na Donaldzie Trumpie? Może nie tyle presję. Po prostu pokazuje, że Ukraina na dłuższą metę nie jest w stanie godzić się na jakieś ustalenia.
Których ona się tylko trzyma, natomiast druga strona je ignoruje. Także to mówię, ten rozejm tak naprawdę działał tylko w jedną stronę. I trudno się dziwić tej decyzji Zeleńskiego. Oczywiście będzie krytyka ze strony, tu raczej będziemy mieli do czynienia z presją amerykańską. Bo Trump błędnie oczywiście zakłada, że głównym problemem i czynnikiem, który powoduje wzrost cen paliw, chociażby właśnie tych przysłowiowych amerykańskich stacjach benzynowych, co jest jak wiemy dość ważnym czynnikiem, zwłaszcza w okresie przedwyborczym, Że to właśnie ataki Ukrainy na rafinerie rosyjskie doprowadzają do tego wzrostu cen. Jak wiadomo, generalnie tym głównym powodem jest jednak wojna z Iranem prowadzona przez Stany Zjednoczone.
Ale to w jakim punkcie znajduje się Ukraina? Czy możemy też mówić o jakimś pacie, bo właściwie czy te decyzje Zeleńskiego skądinąd uzasadnione, co pan podkreślił, przybliżają Ukrainę do pokoju, czy bardziej oddalają tę perspektywę negocjacji? Znaczy to ja powtórzę po raz kolejny, bo powtarzam to już od dłuższego czasu. Tutaj nie ma mowy o jakimś przybliżaniu się do pokoju, bo po prostu Moskwa nie chce tego pokoju. I tutaj Różnego rodzaju rozejmy czy umowy. A Stany Zjednoczone chcą tego pokoju? No, to oczywiście to był, przypomnę, jeden z postulatów, punktów też w kampanii wyborczej Donalda Trumpa, że jeśli zostanie prezydentem, to bardzo szybko do tego pokoju doprowadzi, więc jest oczywiste, że Waszyngtonowi, białemu administracji Donalda Trumpa zależy na pokoju w wojnie Rosji z Ukrainą, natomiast jest to nierealne.
No i jednocześnie, że tutaj próbuje działać na rzecz pokoju. Ale podkreślę raz jeszcze, mowy nie ma o czymś takim jak Nie mówiąc, że nawet tutaj nie ma kwestii wznowienia jakichkolwiek rozmów rosyjsko-ukraińskich. Więc to nie ma znaczenia. To, że Trump ogłosił rozejm energetyczny, że zawarł jakąś umowę z Rosjanami, że wymusił na Ukrainie wstrzymanie na kilka dni ataków na rafinerie rosyjskie, to nie ma jakiegokolwiek znaczenia w kontekście właśnie wznowienia Potencjalnie rozmów pokojowych, bo Rosja ich nie chce. Władimir Putin wyraźnie w sierpniu już postawił na eskalację wojny i z Ukrainą i też zresztą z Zachodem, co widać chociażby po eskalacji ataków
Czyli się da, to już coś. Się da, natomiast są pewne granice, można powiedzieć. Tą granicą była ta umowa, bo powiem tak, patrząc na politykę Donalda Trumpa wobec, stanowisko wobec wojny rosyjsko-ukraińskiej, to można powiedzieć, że to jest To wygląda jak taka sinusoida. Raz Trump jest tak jakby bardziej przychylny Rosji, krytykuje Załęskiego, krytykuje Ukrainę, a innym razem później zmienia jakby nieco stanowisko i jest bardziej proukraiński, bardziej antyrosyjski. Co raczej też jest strategią, zgodzi się pan? Nie wiem, czy to jest strategia. To jest może próba szukania jakiegoś rozwiązania przez Donalda Trumpa, natomiast ona nie przynosi
Nie przynosi po prostu efektów, bo podejrzewam, że minął wybory w Stanach Zjednoczonych. Być może ten obecny kryzys w relacjach Waszyngtonu z Kijowem jeszcze bardziej się nasili, bo przypomnę, że strona ukraińska skarży się na to, że tak jakby zostały ograniczone Informacje wywiadowcze, które otrzymuje na przykład od Stanów Zjednoczonych jest druga kwestia, czyli problemy z działaniem sieci Starlink, bardzo ważnej w prowadzeniu działań wojennych przez Ukraińców. Być może ta sytuacja będzie jeszcze gorsza, natomiast wydaje mi się, że po wyborach połówkowych w Stanach Zjednoczonych Trump być może znowu zmieni podejście do tego konfliktu i nie będzie krytykował Ukrainy, nie będzie mówił, że Ukraina powinna zmienić prezydenta.
Tylko znowu zacznie krytykować Rosję. To nie jest moim zdaniem przemyślana strategia Donalda Trumpa. To są jakieś takie działania ad hoc dyktowane różnymi względami. Akurat obecna sytuacja, w której prezydent Stanów Zjednoczonych jest jakby bardziej przychylny Rosji, a krytykuje, atakuje Ukrainę i jak widać chyba wpływa też na Próbuję ją ukarać w pewnym sensie. Mam na myśli właśnie Starlink czy informacje wywiadowcze. Czyli tak pan interpretuje, bo właśnie miałam pytać o amerykańskie ustępstwa wobec Rosji. Jak pan to widzi? Jak pan by to interpretował? Znaczy ja bym nie nazywał tego ustępstwami wobec Rosji.
To jest raczej raczej raczej presja na Ukraina, a jednocześnie Jakby osłabienie presji na Rosję, bo te dostawy oleju napędowego, one w pewnym sensie mają służyć administracji amerykańskiej. Na pewno są korzystne też dla Rosji, bo to są dodatkowe pieniądze dla budżetu wojennego Władimira Putina i jest to jakiś taki sygnał, że jest wyłom w tym froncie zachodnim. W kwestii właśnie wojny rosyjsko rosyjsko ukraińskiej. Natomiast no to jest niewątpliwie zły sygnał generalnie nie tylko dla Ukrainy, ale też dla zachodu, ale bym jedną rzecz podkreślił.
Jak pan myśli, dlaczego? Dostosowuje się do tej linii politycznej Stanów Zjednoczonych, bo moim zdaniem też tak naprawdę duża część elit europejskich chciałaby normalizacji stosunków z Rosją i pewnie też część z nich chciałaby jakoś wrócić do biznesu z Rosjanami, tak jak on funkcjonował przed wybuchem pełnoskolowej wojny. Rosji z Ukrainą. Oczywiście jest to sygnał taki dość niepokojący dla Kijowa. Natomiast ja powtórzę. No bo tutaj w tym wypadku okazuje się, że też Europejczycy są skłonni tak naprawdę rozmawiać z Rosjanami w jakiejś perspektywie.
Na pewno nie do wiosny, lata przyszłego roku. Bo tutaj Rosja zdecydowała się na eskalację konfliktu. I to tak jakby na dwóch frontach, to znaczy jeden front to jest Ukraina, wojna z Ukrainą, czyli strategia barbarzyńskich ataków już na cele cywilne na Ukrainie, uderzanie w infrastrukturę, ale też po prostu jeśli przypomnimy sobie jak wyglądała sytuacja o tej porze roku, nie wiem, rok temu, dwa, trzy lata temu, no to były uderzenia w infrastrukturę energetyczną przede wszystkim, I ataki jakby rakietowo-dronowe przeprowadzane, takie zmasowane ataki przeprowadzane powiedzmy co kilka dni.
Natomiast obecnie jest to jakby stała presja na Ukrainę. Niemalże codziennie nadchodzą informacje z Ukrainy o uderzeniach, już nie tylko w elektrownie czy w jakieś sieci przesyłowe, ale też po prostu w cywilne budynki mieszkalne chociażby, czy w mosty, czy w szkoły. Więc to jest próba sterroryzowania Ukrainy i tutaj wydaje mi się, że Władimir Putin liczy na to, że tej zimy być może dokona tutaj jakiegoś przełomu. Wydaje mi się, że nie osiągnie tego celu, ale że będziemy mieli do czynienia z bardzo brutalną wojną przez najbliższe miesiące i też to jest ten drugi front wojny Putina z Ukrainą i z Zachodem, czyli tak zwana wojna hybrydowa
Oczywiście na dwa sposoby można to robić. Jedna rzecz to jest wsparcie Ukrainy. Oczywiście Polska zrobiła bardzo dużo w tym obszarze, zwłaszcza na początku wojny. Mam na myśli dostawy sprzętu wojskowego. Natomiast jest też druga ścieżka, to znaczy powinniśmy w tej sytuacji na forum europejskim, czy generalnie forum zachodnim, czy w ramach NATO być jednym z tych państw, które głośno sprzeciwiają się jakimkolwiek próbom potencjalnego dogadywania się z Rosją, Znaczy też powinniśmy się opowiadać wręcz za zaostrzeniem reakcji na to, co Rosja robi, zwłaszcza wobec krajów europejskich w ramach tzw. wojny hybrydowej, bo w tym momencie jednak NATO wydaje się troszkę takim papierowym tygrysem, bo jest bardzo dużo deklaracji, bardzo dużo mocnych słów.
Pokazano wszystkie 15 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Donald Trump zapowiadał szybkie zakończenie wojny Rosji z Ukrainą, ale droga do porozumienia wciąż pozostaje daleka. Grzegorz Kuczyński, dziennikarz portalu i.pl, ocenia, że działania Kremla wskazują na eskalację konfliktu, a zmienne stanowisko amerykańskiego prezydenta nie tworzy realnych warunków do rozpoczęcia negocjacji.