FAMA i jej fenomen - Nieregularnik literacki - 05.10.2025 r.
Skąd wziął się pomysł Festiwalu Artystycznego Młodzieży Akademickiej? Kogo ta impreza wypromowała? Na ile ingerowała w nią cenzura?Czy - i ewentualnie jak - FAMA rzutowała na wizerunek Świnoujścia? Na te - i inne - pytania odpowiada Jarosław Molenda, autor książki "Fama. Artystyczna legenda PRL-u"
Ale gdzieś ta famoska, ja byłem na początku tym zafascynowany, że to jest taka famoska rodzina i niezależnie od pokolenia, oczywiście są ci dziadkowie, którzy tam z pobłażaniem patrzą na tych młokosów, ale mimo wszystko ta rodzina Famy jest taka związana, tak jak w rodzinie też się w środku kłócą. Ale ta więź tych ludzi, którzy byli na famie, kto tam nie był, kto tego nie liznął, kto nie spał na podłodze i tak dalej, to on tego nie zrozumie. A warunki wtedy były przecież fatalne, fatalne. Dzisiejsze gwiazdki, które tu przyjeżdżają, to ja myślę, że chyba nawet na prąby nie wsiedli i już od razu by zawrócili, jakby zobaczyli to, gdzie gwiazdy przecież spały w takich warunkach. Umer, Grechuta. Można wymieniać na potęgę, ale liczył się klimat, liczyło się to, że takie spektrum indywidualności się tam pojawiało i to na każdego działało stymulująco.
I w momencie, gdy jedna z tancerek zespołów folklorystycznych doznała kontuzji, bo jej noga w spuchniałą deskę na scenie wpadła. No więc gdzieś wreszcie władze się ruszyły i stwierdziły, że trzeba wybudować jakiś lepszy amfiteatr. No dzisiaj ten amfiteatr nosi imię Marka Grechuty. No okej, fajnie, ale mnie się wydaje, że w tej nazwie jeszcze powinien być amfiteatr Fama. Kogo sobie tam dadzą na drugiego, czy Marka Grechutę? Ja, zafascynowany Maksem Szocem, dałbym Matka Szoca. Bo to, co ten człowiek dla Famy zrobił oprócz jego tam działalności, to jest mistrzostwo świata. No ale ja na to nie mam... Z innych powodów byłaby to nie najlepsza. Tak.
Dzisiaj by nie przeszło. Ale ma pan rację, oczywiście, że... Ale ta fama mogłaby być. Marka Grechuta wszyscy kochamy, ale może świnoujściu byłby potrzebny. No fama, fama. Tak jest, tak jest. I tym akcentem kończymy audycję dzisiejszą, odsyłając słuchaczy i słuchaczki do książki naszego gościa, pana Jarosława Melendy, zatytułowanej Fama. Artystyczna legenda PRL-u, opublikowanej nakładem wydawnictwa Lira. Dziękuję pięknie autorowi. Krzysztof Basuń. Dziękuję. A kłaniają się. Krzysztof Basuń. I Tomasz Zapert jeszcze na koniec. Fragmenty tejże książki celem zachęty do jej lektury.
Zatrzymana w kadrze chwila, szeroka świnoujska plaża, złocisty piasek, wiklinowe białe kosze, przy nich Grechuta, Pawluśkiewiczowie, Wodecki. Wszyscy przystojni, promienni, mają po dwadzieścia parę lat. Zbigniew Wodecki trzymający w rękach skrzypce jeszcze mniej. Marek w pożyczonej od Oskara Abramskiego marynarce surdutowej ze stójką, a wokół niego krąg gapiów. Ludzie już mu się przyglądają, już wzbudza emocje. Bogdan Jankowski z Trybuny Ludu grymasił jednak, że na FAM-ie 68 pełno było piosenek różnych włastów i warsów, które trąciły tandetą i taniutkim trochę odpustowym blichtrem.
Wyróżnił tylko dwóch wykonawców, Tadeusza Woźniaka i Marka Grechutę, kompromitując się jednak swoją oceną, bo według niego ten ostatni wykonywał właściwie szlagiery ze złymi, wprawdzie banalnymi czy wręcz grafomańskimi tekstami, ale za to z prześliczną i znakomicie przez Jana Pabluśkiewicza aranżowaną muzyką. Inny znany dziennikarz nie mógł wyjść ze zdziwienia, co tak podoba się publiczności w Marku Grychucie, po czym zarzucał mu, że śpiewa za cicho. Trudno w tym miejscu o lepszą dykteryjkę niż ta, którą bardzo często przytaczał Bogdan Łazuka. Otóż podobno kiedyś odbywał się w Ameryce wielki charytatywny koncert, w którym brały udział największe sławy światowej piosenki, między innymi Frank Sinatra i Mick Jagger.
Za kulisami Jagger powiedzieć miał do Sinatry. Ja uważam, że pan nawet ładnie śpiewa, tylko dlaczego tak cicho? Bo umiem, odparł mistrz. Moment spotkania Jana Pawluśkiewicza z Markiem Grechutą był dla polskiej piosenki jak bomba z opóźnionym zapłonem. Powstała spółka kompozytorsko-autorska o niepowtarzalnym stylu. Te smyczki. i zalążek Anawy. Co ciekawe, choć kabaret pochodził z Krakowa, żaden z jego członków krakusem nie był. Kalinowski przybył z Przemyśla, Czuryło z Torunia, bracia Pawluśkiewicze z Nowego Targu, Grechuta z Zamościa, a Pasternakiewicz z Buzka.
A propos Wielkiej Tęczy, anawowskich talentów, maleńka anegdotka. Na Famie 68 znajdował się lokalik, gdzie wieczorami w luźnej atmosferze dochodziło do spontanicznych występów. Podczas jednego z nich artysta Grechuta śpiewał wymyślne ad hoc teksty do różnych melodii. Po latach znajomi stwierdzili, że tym samym Marek okazał się pierwszym krajowym, uwaga, raperem. W czasie tej famy Adam Pasternakiewicz spowodował niemałe zamieszanie, kiedy zaczął wchodzić wprost do morza z intencją wybrania się do Szwecji. Istotne w opisie jest przypomnienie wyglądu Adama, mającego na sobie swój klasyczny strój sceniczny.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Skąd wziął się pomysł Festiwalu Artystycznego Młodzieży Akademickiej? Kogo ta impreza wypromowała? Na ile ingerowała w nią cenzura?
Czy - i ewentualnie jak - FAMA rzutowała na wizerunek Świnoujścia? Na te - i inne - pytania odpowiada Jarosław Molenda, autor książki "Fama. Artystyczna legenda PRL-u"