FAMA i jej fenomen - Nieregularnik literacki - 05.10.2025 r.
Skąd wziął się pomysł Festiwalu Artystycznego Młodzieży Akademickiej? Kogo ta impreza wypromowała? Na ile ingerowała w nią cenzura?Czy - i ewentualnie jak - FAMA rzutowała na wizerunek Świnoujścia? Na te - i inne - pytania odpowiada Jarosław Molenda, autor książki "Fama. Artystyczna legenda PRL-u"
Nieregularnik literacki. Dzień dobry. Kłaniają się radiosłuchaczkom i radiosłuchaczom. Krzysztof Baszul i Tomasz Zaper. To mamy honor gościć na antenę pana Jarosława Molendę. Dzień dobry. Porozmawiamy o jego najnowszej pracy zatytułowanej Fama. Artystyczna legenda PRL-u. Dla mnie jest to czytelny termin dla Krzysztofa też. Ale Jarku, czy nie sądzisz, że dla współczesnej generacji to fama może pewne wątpliwości budzić? Co ten termin znaczy? Tak, słuchaj, bo już się z pewną niewiedzą spotkałem w zeszłym roku na targach historycznych książki, gdzie...
Już tak rozmawiałem o ostatecznym kształcie książki, no i gdzieś taką wstępną sondę zrobiliśmy. Więc rzeczywiście, im przepytywany młodszy, tym robił większe oczy na nazwę Fama. I szukał, szukał, kurczę, i nie mógł dojść, cóż to takiego. Ale kto starszy, to Famę... powinien kojarzyć, bo nawet ludzie powiedzmy mniej wykształceni, ale którzy przyjeżdżali na wczasy do Świnoujścia, w tamtych czasach nie było sposób nie ujrzeć Fanny i w jakiś sposób z nią nie współgrać na ulicach miasta, czy w MDK-u, czy w amfiteatrze. Myślę, że nieznajomość Famy bierze się też z tego, że mamy do czynienia dzisiaj z pokoleniem już takim, które, co mówię, z przykrością, które na ogół twierdzi, że tego, czego nie widziało w telewizji albo, no nie wiem, gdzie indziej, to po prostu nie ma.
A tak to wyglądało, że była to impreza, w której więcej się słyszało, niż naprawdę widziało, było. Bo rzeczywiście z jednej strony była to impreza dla czasowiczów, którzy tam byli, z drugiej dla ludzi, którzy sobie w pewnym momencie nie wyobrażali wakacji bez pobytu na famie. Tak, to się wszystko zgadza. Trzeba też zaznaczyć, że przez trochę peryferyjne położenie Świnoujścia i powiedzmy tego festiwalu, praktycznie nie było żadnych relacji w telewizji. Jeżeli jak już, to w jakiejś krunice tylko wzmianka, że się odbył przegląd kabaretów, czy odbyła się fama i nic więcej. Więc w przeciwieństwie do krakowskiego festiwalu, ta fama była troszeczkę poszkodowana.
Ale z drugiej strony to chyba też dobrze, bo urósł mit, urosła legenda, która jest do dzisiaj żywa i oczywiście jak to z legendami bywa, no tam wiele rzeczy już jest dopowiedzianych, które nie miały miejsca, ale mimo wszystko siła Famy to było takie troszeczkę uczestnictwo właśnie i ten, jak to by dzisiaj można określić, marketing szeptany, tak? Te opowieści kto co widział i oczywiście to zawsze urostało, zawsze to było ubarwione, niż się w rzeczywistości odbywało, ale tak się kształtują legendy. Opowiadałem przed naszym spotkaniem koledze, że dla mnie, moja znajomość z Panem zaczęła się poprzez miesięcznik jazz.
w którym w pewnym momencie w latach 70. redakcja oddała kolumny salonowi niezależnych. W związku z tym wyglądało to w ten sposób, że salon robił famę, brylował na niej, następnie opowiadał o tym w piśmie. I powstawało taki obieg zamknięty. Lubisz salon? Uwielbiam. Aha, no to jedź na tabę, no bo inaczej go nie zobaczysz, na przykład. Takie myślenie. Taka prawda, bo przecież salon w pewnym momencie był bardzo represjonowany i gdzieś właśnie jedno z niewielu miejsc, gdzie oni mogli zaistnieć, to była fama. Bo już w klubach studenckich w Warszawie to już nie szło tak łatwo. A rzeczywiście, tak jak pan powiedział, przez trzy lata rządził salon, a potem jeszcze jego członkowie mieli dużo do powiedzenia, więc te lata siedemdziesiąte, to w dużej mierze właśnie zasługa
salonu, no i tego poziomu, tak, no bo salon był czymś niepowtarzalnym. To prawda i też charakterystyczne, że kiedy salon praktycznie zniknął, to był rok 1977, To się wiązało z podpisaniem przez Jacka Klejfa protestu, fatalnie odebranego przez władze, czego się nie można dziwić. I wtedy z jednej strony salonowcy znikli, z drugiej strony fama została zawieszona. Tak, to się tak zbiegło, ale też takie czasy nastały, więc coś takiego nastąpiło. Tak, ja w książce zamieszczam zresztą taką skróconą historię Jacka Klejfa, jak się borykał z tymi wszystkimi reperkusjami, konsekwencjami różnych swoich decyzji zresztą.
To wszystko, co się w lipcu 65 roku odbyło, to jeszcze była żenada. To był taki, jak to mówi młodzież, spontan, ale to odniosło taki sukces. Ludzie byli tak zgłodniali jakiejś rozrywki, to się tak spodobało, że właśnie Rada Miasta Świnoujścia zadecydowała, żeby w przyszłym roku jakby troszeczkę tę imprezę sformalizować. I w tym momencie dołączyła się do tego Grupa Szczecińska, która miała się jakby tą organizacją festiwalu zająć. Z tym, że w 1966 to jeszcze nadal nie była fama z nazwy. To był przegląd kabaretów studenckich w 1966 roku. Dopiero FAMA z nazwy tej adekwatnej do teraz, FAMA, znaczy Festiwal Artystyczny Młodzieży Akademickiej pojawia się w 67 roku.
To już jest taka stricte z nazwy FAMA, aczkolwiek też się nie odbyło bez lapsusów i błędów, ponieważ wydrukowano... banery reklamowe i plakaty z błędem. I w świat poszło określenie FAM jako Festiwal Akademicki Młodzieży Artystycznej. Więc to jest też dość charakterystyczne, że ta pierwsza FAMA też nie do końca była poprawnie zatytułowana. A jeszcze widziałem pewne dokumenty i przeglądając zdjęcia w dużym powiększeniu, to na dyplomach honorowych czy jakichś tam wyróżnieniach. Tam funkcjonuje jeszcze inna nazwa. Nie Fama, tylko jakiś tam przegląd, coś tam, coś tam, coś tam.
Już dokładnie nie pamiętam. Więc w zasadzie ta pierwsza Fama z nazwy to tak funkcjonowała i pod troszeczkę tą oficjalną, błędną nazwą i ciągle jeszcze troszeczkę jakby przegląd tych kabaretów studenckich. No a 68 rok, no to już jest tak stricte fama i tu się pomalutku zaczyna ten najlepszy okres famy. To jest związane też z wzięciem jakby po swoje skrzydła famy i nie tylko famy, bo wspomnianego przez fana festiwalu piosenki, przyglądów kabaretowych, po prostu kultura studencka wtedy. A jak kultura studencka? To zrzeszenie studentów polskich, późniejsze socjalistyczne zrzeszenie i związane z tym rozmaite problemy. Ważne było co? Że fama uczy, fama cieszy, fama nigdzie się nie spieszy.
I to zapamiętali wszyscy. Zapamiętali to, czyli wiedzieli również to, że w Świnoujściu można zobaczyć najlepsze kabarety studenckie, najlepszych piosenkarzy. Obejrzeć plastykę taką, jakiej się gdzie indziej nie widziało. To wszystko tam było. I to było wspaniałe. Tak, i to było na najwyższym poziomie, naprawdę. Ja już nie będę tej stampowej formuły powtarzał, że ile talentów czy się szlifowało na famie, czy wyszło z famy, czy choćby tylko w początkach kariery zaistniało, ale praktycznie niewiele jest nazwisk w tym panteonie artystycznej elity PRL-u, które w jakiś sposób na famie by nie było.
I to była też niesamowita kuźnia tych talentów, a jak się spotyka taka grupa talentów, to naprawdę wykluwają się przez wspaniałe rzeczy. Tutaj nie było takich rygorów programowych, tutaj były mile widziane wszelkie improwizacje i tak dalej. Młodzież miała swoje ujście i to było coś wspaniałego, coś niezwykłego, czego nam w całym obozie Demoludów zazdroszczono. Jeszcze bym wrócił do końca lat 60., bo tam jest dla mnie bardzo zaskakująca, bulwersująca, wręcz odkrywcza wiadomość o tym, o czym były programy kabaretów właśnie pod koniec lat 60., kabaretów, które miały premiery swoich programów podczas Famy.
ratowało nie tylko kabaret, ale i też famę, bo to był taki motor napędowy, bo te wszystkie formacje z Zielonej Góry przez trzy lata rządziły i przez trzy lata któraś z tych formacji zdobywała trójząb Neptuna, najcenniejszą nagrodę na famie. Potem to wszystko zaczęło już powoli schodzić na psy. Zaczął się inny kult rozrywki i ten inteligentny, dobry kabaret, coś świetnego po prostu, zniknął. Stracił rację bytu chyba, bo... Trudno to inaczej nazwać, a szkoda przecież. Ja miałem taką swoją osobistą historię, którą nie chcę się porównać z Piotrem Frączewskim, ale jakby podobne odczucie, kiedy trafiłem na pośmierci Woźnierza Wysockiego, zorganizowana w Koszalinie, tam mieszkała pani...
Pani Mariana Zimna prowadziła taki muzeum, Pamiątek Obywatelskiego. Mamy lato, mamy pełny amfiteatr ludzi, bo znani artyści z Warszawy występują. Marianopania, pamiętam, występował między innymi. Wiktor Smorowski. No i motyw przewodni, to są oczywiście piosenki z życia Włodzimierza Besockiego. No i występuje też postać z Famy, z tym, że na Famy trafił późno, Jacek Kaczmarski. Głos pokolenia, głos Solidarności. No mistrz w swoim gatunku, prawda? I ten, który szaleje przy każdym, przy każdej postaci znanej z telewizora, z klanu, czy z innego tasiemca, który się ciągnie, nie jest w stanie wytrzymać epitafium dla Wysockiego, bo jest za długie.
Kaczmarka, tak. On miał taką charakterystyczną dykcję przecież. No dobra, seplenie, ale z drugiej strony jaki to jest wulkan pomysłów i wulkan dowcipu, bo on nawet z bieżących sytuacji potrafił ukłuć powiedzonko czy żart. Więc tak, no elity nie doceniono. Chyba sama nawet Olga Lipińska określiła to mianem, że nazwać się elitą to trzeba mieć niezłe poczucie humoru, tak? No, więc te wyższe sfery kabaretowe jakoś jej nie ceniły. No i tak samo tej. No to jest też dla mnie zadziwiające. No bo ja nie wiem, wyobrazić sobie polski kabaret, a tu jeszcze trzeba dodać, że to fama właśnie wylansowała coś, co się potem nazywało kabaretonem.
Te maratony kabaretowe, to to się narodziło na famie i jakby rozpowszechniło potem na całą Polskę, więc to jest kolejny taki aspekt, taki twórczy famy. No, ale żeby jakoś rzeczywiście nie docenić Teja, no nie wiem, nie wiem. Z drugiej strony u Pana w książce i tutaj głęboki ukłon Pana stronę, że pisząc o Famie... wychodzi jakby poza Świnoujście, opowiada o różnych sprawach związanych z tymi artystami, z tymi zespołami, no między innymi bardzo ciekawe okoliczności rozstania się Smorzenia z Laskowikiem i co tam właściwie się stało. No i co tu dużo gadać.
Laskowik zaczął się znanym, najbardziej znanym w Polsce listonoszem. to prowadził się fatalnie wręcz i to znajdowało swoje odbicie na tych występach. Po prostu koledzy odmawiali współpracy z nim. Taka by i sprawa i wtedy się rozstał z Bogdanem Smoleniem. A myślę sobie jeszcze o tym, że Tomek mówił o jurorach. jurorzy Famy, to to też było tak, że tam byli ludzie, którzy się świetnie czuli i latami przyjeżdżali do tego finału i ściana Famy. Taką postacią był Andrzej Ibis Wróblewski, znany dziennikarz życia Warszawy, który trochę różnił się wiekiem, bo był mocno starszy od... Pokolenie Kolumbów zdaje się to było.
Inne pokolenie zupełnie, więc tak patrzono na niego, może krzywo trochę. Niemniej przez zasiedzenie jakby tam... stał się postacią ważną Famy. W rezultacie sobie przywiózł z Famy żonę, czyli Elżbietę Wojnowską. Świetnie, chyba najpiękniejszą piosenkę, jako powstała na Famy kiedykolwiek zaśpiewała Zaproście nas do stołu. Tak, tak, to prawda. Co do, że tak powiem, przyczynku Famy do zwiększenia populacji, to nie tylko Ibis, bo wiele ludzi przywiozło żony albo dzieci z Famy. Więc to klimat... Z całą pewnością. No, do dzisiaj chodzą legendy, co się tam w koszach plażowych na naszej plaży odbywało, tak?
No, ale dziecko pocięte w tak zdrowych okolicznościach przyrody z dużą dawką jodu musiało się urodzić zdrowe. No, a co to pan wspomniał, że fama to taka rodzina była i rzeczywiście ludzie przyjeżdżali przez lata. I powiem panu, że to jest do dzisiaj. Bo jak ja zbierałem materiały do tej książki, to właśnie na przykład podczas zeszłorocznej Famy udało mi się z tymi... Jak to nazwać? Tymi legendami Famy, z niektórymi oczywiście spotkać, bo część już umarła, część jeszcze nie dojeżdża, ale bardzo dużo ludzi przyjeżdża właśnie w czasie Famy do Świnoujścia i gdzieś tam się zaczynają nasiadówki, zaczynają opowiadać, jak to było i tak dalej. Wspomnieniom nie ma końca, zabawa prześwietna, bo z czasem rzeczywiście te opowiastki nabierają jeszcze więcej kolorów.
Ale gdzieś ta famoska, ja byłem na początku tym zafascynowany, że to jest taka famoska rodzina i niezależnie od pokolenia, oczywiście są ci dziadkowie, którzy tam z pobłażaniem patrzą na tych młokosów, ale mimo wszystko ta rodzina Famy jest taka związana, tak jak w rodzinie też się w środku kłócą. Ale ta więź tych ludzi, którzy byli na famie, kto tam nie był, kto tego nie liznął, kto nie spał na podłodze i tak dalej, to on tego nie zrozumie. A warunki wtedy były przecież fatalne, fatalne. Dzisiejsze gwiazdki, które tu przyjeżdżają, to ja myślę, że chyba nawet na prąby nie wsiedli i już od razu by zawrócili, jakby zobaczyli to, gdzie gwiazdy przecież spały w takich warunkach. Umer, Grechuta. Można wymieniać na potęgę, ale liczył się klimat, liczyło się to, że takie spektrum indywidualności się tam pojawiało i to na każdego działało stymulująco.
Z takich spotkań można było coś także dla siebie wyciągnąć. I to była też siła Famy. Ale dokonał pan też nie lada odkrycia, penetrując dzieje tej imprezy. Mianowicie, no jeden z takich emblematycznych, jedna z takich emblematycznych figur Famy, animator, bratłator, bywalec tego, współorganizator, okazał się wieloletnim współpracownikiem Służby Ubezpieczeństwa, niestety. Tak, tak, Max Schotz, o nim jest mowa. Tak. No tak, człowiek wszechtalentów, bo i utalentowany malarz, który tworzył obrazy troszeczkę w stylu powiedzmy Salwadora Daliego czy naszego Beksińskiego.
To świadczy o tym, że profesor Poprawa miał fantastyczne możliwości. Chociaż może on przesadził, nie wiem. W każdym razie kapitalne są te anegdoty, bo i tak się to dzisiaj już czyta i charakterystyczny jest tytuł jednego z rozdziałów, który pan poświęcił jakby szerszy... widząc tę całą sprawę szerzej, mianowicie o tym, jaką rolę pełnił alkohol na famie, no w ogóle w tego rodzaju działaniach i ten tytuł jest po prostu powalający. Bo to wcale nie było takie wielkie picie. Nie. Dwa kieliszki wystarczą. Najpierw jeden, a potem kilkanaście drugich. Tak, tak, dlatego poświęciłem cały rozdział, bo ja w zasadzie mógłbym zrobić historię Famy w trzech tomach, a poszedł tylko jeden.
Wspomnieliśmy tutaj o czasowym zawieszeniu famy uschółku lat 70., wynikającego z niepoprawności politycznej, jakby wykonawców coraz bardziej swobody twórczej, no i sytuacji tutaj też ekonomicznej, pewnych niepokojów społecznych, narastającego niezadowolenia od roku 76., ale... Też przypomina pan też bardzo mało znany fakt, że próbowano famę reaktywować zupełnie gdzie indziej, w innym miejscu i zamieszano był to znany potem polityk i w III RP i jeszcze w końcu PRL-u. Tak, Stanisław Ciosek, wtedy pierwszy sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Jeleniej Górze. Przepraszam, że ptające się.
Fama była zawieszona, I stworzono coś podobnego, czyli Festiwal Akademicki Konfrontacje Twórcze, w skrócie FACT. Ale niestety to się nie za bardzo przyjęło, chociaż odbyły się trzy edycje. O, no właśnie, z 78 do 80 roku. Czyli to były takie trzy lata i ten temat nie chwycił, bo jednak Świnoujście miało swój klimat. Czasy były chyba jeszcze też cięższe, więcej tej odpowiedzialności za słowo. No nie było takiego klimatu. I druga taka próba, chociaż to nie była reaktywacji, bo dokopałem się do informacji, że oficjalnie FAME po pięcioletniej karencji wznowiono w 1983 roku.
Ale wstępnie... uzyskano zgodę na reaktywację już w 1982 roku. Tylko w ostatniej chwili cofnięto tę zgodę. I przez to, że część wykonawców już była nastawiona, przygotowana, były programy przygotowane, tam chyba z dwie trzecie ekipy, która miała przyjechać na tę famę w 1982 roku, miało gotowe programy i szkoda było tego zmarnować. I gdzieś swoimi kanałami uruchomiono kontakty. I doszło jakby do nieoficjalnej famy, ale w Ińsku, nie w Świnoujściu. W Ińsku, gdzie się odbywa Ińskie Lato Filmowe, tam był niezły klimat. Więc tam jakby taka fama bis się odbyła, gdzie część znamienitych twórców też się pojawiła, był podobny nastrój.
No a dzięki temu, że powoli władza chciała troszeczkę odpuszczać temat tych represji, tego stanu wojennego, więc w 1983 roku Fama wróciła do swojego domu i zaczęła się jakby... Nowy rozdział. Zaczęło się drugie życie Famy, tak? Cały rozdział poświęcił Panica, to też jestem wdzięczny Panu, artyście, który łączył swoją twórczością malarstwo i piosenkę. Bart tamtego czasu. Jasiu Wołek. To postać też w pewnym czasie emblematyczna właśnie dla Famy.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Skąd wziął się pomysł Festiwalu Artystycznego Młodzieży Akademickiej? Kogo ta impreza wypromowała? Na ile ingerowała w nią cenzura?
Czy - i ewentualnie jak - FAMA rzutowała na wizerunek Świnoujścia? Na te - i inne - pytania odpowiada Jarosław Molenda, autor książki "Fama. Artystyczna legenda PRL-u"