Mentionsy Mentionsy
Radio Wnet
Radio Wnet

17 września 1939. Dwa oblicza agresji

25.09.2026 ·33 min 8 s · 3 rozdziały

 W audycji poświęconej 17 września 1939 roku prowadzący przypomina okoliczności sowieckiej agresji na Polskę i jej konsekwencje dla mieszkańców Kresów. Opowiada o pakcie Ribbentrop–Mołotow, bierności zachodnich sojuszników, walkach Wojska Polskiego z Armią Czerwoną oraz losach polskiego rządu i naczelnego dowództwa, które przez Kuty ewakuowały się do Rumunii. W audycji pojawiają się także historie związane z obroną Tynnego, Pińska i Kut oraz refleksje nad losem Litwy, Łotwy i Estonii pod sowiecką presją. 

4:18 · Drugi oblicze agresji - zdrada sojuszników 7

Wiemy to już dokładnie. Nagle postanawiają, że właściwie to się Polsce pomóc nie da. Zostawiamy i wykorzystujemy czas na przygotowanie się do zniszczenia Niemiec. Oczywiście dzisiaj wiemy, że gdyby nawet Półpoważne przedsięwzięcia podjęła Francja. Gdyby uderzyła chociażby jednym zmasowanym korpusem, a wystarczyło zebrać to, co już było na granicy i tak walnąć w dowolnym miejscu, Niemców by to sparaliżowało. Natychmiast by odwołało. Oni mieli tam 15% swoich sił. 85% atakowało Polskę z wszystkich możliwych stron, z wyjątkiem Wschodu, które miało za chwilę zastąpić Armia Czerwona i stać się armią współ...

Transportowce z bronią do Konstancy. No ale one dopłynęły już właściwie po fakcie. I tutaj mamy kilka istotnych momentów tejże wojny. Rzeczywiście Abbeville przekreśla sprawę. Oczywiście pierwszym teleksem jaki można było wtedy wysłać, oczywiście morsem zakodowanym jaki poleciał z agentury francuskiej do Moskwy było Abbeville zdradziło Polskę. Można atakować. No i oczywiście od 14 do 17 pełna gotowość wszystkich armii. Potężną ilością sześciuset pięćdziesięciu tysięcy, no drugie tyle w odwodzie, ruszyło w sześciu kolumnach na Polskę.

Jest taka książeczka jednej z bardzo ciekawych naszych pisarek. Zaraz sobie przypomnę nazwisko. Grażyna, no i tu nie pamiętam. Ale za chwilę wróci, które opisuje moje spotkanie z Armią Czerwoną. I tam jest jedna wstrząsająca rzecz. Mianowicie dywersja. Przywieziono około stu chłopców z Zagłębia Dąbrowskiego, czystych Polaków, do Pińska. I tam bez żadnych dystynkcji, bez żadnych tych, ale w uniformach wojskowych sformowano z nich oddział. Dowódca po polsku im wyjaśnił, że teraz czekają na nadejście bratniej armii i staną się Polską Armią Czerwoną. I nagle na plac wjechał

Otóż, jak wiemy, Piłsudski wyznaczył dwóch swoich bardzo ważnych wyższych oficerów, generała i pułkownika, Stachiewicza i Kutrzebę, później generała, którzy opracowali w ciągu 10 lat 7 tomów tzw. Wojskowej Ukraińskiej Armii Powstańczej, WUPA, Powstańska Armia. I on był wydrukowany zarówno po ukraińsku, Pięknym przekładem zresztą, podobno na dobrym papierze i po polsku. Ukraińcy swoją część wzięli i zniknęli. Podpisano to z generałem Szandrukiem, który potem stał się bohaterem polskim. Dostał za bitwę pod Tomaszowem Lubelskim od Andersa Virtuti Militari, który twardo stał przy Polsce, nawet gdy potem go poproszono, żeby pokierował armię ukraińską u boku Niemców.

No to on się zgodził pod warunkiem, że wyprowadzi ich spod ręki Niemców i rzeczywiście to zrobił. Wielu Ukraińców o przyzwoitej w miarę biografii mogło zakończyć wojnę jako kombatanci aliantów. To był taki bardzo wyjątkowy przypadek. I cały ten projekt był po to, że gdyby Polska była najpierw napadnięta od wschodu, to miała natychmiast powstać Ukraińska Armia Narodowa u boku Polaków, uzbrojona przez Polaków. To była ta wojskowa część tego korpusu, a druga miała powstać na terenie sowieckim i to miała być Ukraińska Powstańcza. Tu miała być wojskowa, tam miała być Powstańcza Armia, które by zdekomponowały państwo sowieckie u samej podstawy. Jednym z elementów było właśnie wydanie broni i podobno w jednym miejscu, to jest do zbadania, postulat tu stawiam wszystkim badaczom, zróbcie coś, dotrzyjcie do materiałów, no pewnie wszystkie są w Moskwie lub Podolsku pod Moskwą, gdzie Armia Czerwona chroniła swoje archiwa, mianowicie rozdano broń Ukraińcom.

Oczywiście był, ale rok później zabrano im właśnie na wszelki wypadek pół Bukowiny i całą Besarabię. Natomiast zostawiony został wódz naczelny, który próbował w pierwszym momencie przejść, ale zawiadomiono go, że trzeba jeszcze jakieś tam depesze wysłać, więc on wrócił i z takiego posterunku granicznego, wybetonowanego, który się pięknie zachował do dziś, nadał jeszcze podstawowe telegramy do wszystkich możliwych armii, które jeszcze odbierały cokolwiek, żeby wycofywać się na Węgry, W tym również na Rumunię. Ale Rumunia była mniej uwzględniana, zwłaszcza, że te Zaleszczyki były zatłoczone.

I rzeczywiście Zaleszczyki doznały bardzo kompromitującej sytuacji, bo tam jedni przez drugich się przepychali. W Rumunii to wszystko jakoś kierowali. Rzeczywiście tam otworzyli granice, już nic nie sprawdzali, ale tam był most po prostu graniczny. No i w pewnym momencie czołg rosyjski wjeżdża w tą kolejkę i rozdziela ją na dwie części, jak potem żartowano, na tych, którzy jedli biały chleb nad Morzem Czarnym i na tych, którzy jedli czarny chleb nad Morzem Białym. I rzeczywiście oni się nie zajmowali tymi, którzy tam byli po lewej stronie, tylko od razu łapali tych po prawej. No już ci nie byli w stanie przekroczyć. Ale w Kutach nie było problemu. Tam wszyscy, którzy byli, stał na wzgórzu ksiądz Manugiewicz ormieńskiego obrządku i błogosławił całą armię.

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.