29.01.2026 Piórnik - Michał Napiórkowski
Dzisiejsza audycja poświęcona jest Sly'owi Dunbarowi, jednemu z najbardziej wpływowych muzyków i producentów w historii muzyki reggae
Kiedy kupujesz płytę reggae istnieje 90% szans, że perkusistą jest Sly Dunbar. Można odnieść wrażenie, że Sly Dunbar jest przykuty do krzesła w studiu gdzieś na Jamajce, ale jego partie perkusyjne są tak interesujące, że są wykorzystywane wielokrotnie. Tak o zmarłym w poniedziałek w wieku 73 lat najważniejszym bębniarzu w historii muzyki reggae i wizjonerskim producencie muzycznym powiedział Brian Eno. Michał Napiórkowski, witam. Dzisiejszy piórnik monograficznie poświęcony został wyłącznie postaci Lowella Fillmore'a Sly'a Dunbar'a, bo tak naprawdę nazywał się ten muzyk. Nie będzie to jednak wyłącznie godzina z reggae i brzmieniami z jamaiki.
Sly Dunbar wypracował sobie przez lata taką pozycję w świecie muzyki, że po... Jego umiejętności sięgali m.in. The Rolling Stones, Bob Dylan, Herbie Hancock, Grace Jones, Mick Hacknell z zespołu Simply Red i wielu, wielu innych. Część z nich usłyszymy w piórniku, ale większości nie, bo nie sposób nawet pobieżnie przedstawić dorobku obejmującego setki płyt, choć mówi się nawet o dwóch tysiącach. Na rozpoczęcie audycji piosenka Werta Reggae Out In The Street They Call It Murder. Jamajczyka Inika Moose z połowy lat 80. Autor klubowego przyboju Here Comes The Hot Stepper, wydanego na początku kolejnej dekady i łączącego rap z funkiem, danceholem.
Oczywiście musiał współpracować z Dan Barem, bo jakżeby inaczej. A Werta Reggae Out In The Street They Call It Murder Stało się punktem wyjścia do innego, współczesnego już hitu WELCOME TO JAM ROCK Damiana Marleya. Tak więc Sly Dunbar nawet jeżeli w jakimś przeboju nie grał, no to miał na niego ogromny wpływ jako perkusista tej pierwotnej wersji. To samo możemy powiedzieć chociażby o wielkim przeboju do BMTV z początku lat 80-tych Paz de Cuchi w wykonaniu Musical Youth. Być może słyszeliście ten utwór wielokrotnie w serialu Stranger Things. Oryginalnie został nagrany przez grupę The Mighty Diamonds. No i właśnie Paz de Cuchi było perkusyjnie stworzone przez Sly'a Dunbara.
To fundamentalne nagrania dla dancehallu. My jednak zostajemy przy wibracji roots reggae. Sly Dunbar nagrał kilka płyt z Peterem Toshem, a Equal Rights to jedna z najwybitniejszych płyt w historii gatunku. Wielkie dzięki i do zobaczenia!
Piosenka kojarzona przede wszystkim z Bobem Marleyem, ale jednak też utwór, który współtworzył Peter Tosh w tamtych czasach, gdy powstawała kompozycja Get Up, Stand Up. Jeden z członka tego tria The Wailers, tworzonego przez Boba Marleya, Petera Tosha i banego Wailera, banego Livingstone'a. Zresztą ten ostatni zaśpiewał w tym utworze już po rozpadzie oryginalnych The Wailers, no a na perkusji oczywiście Sly Dunbar, choć akurat na tej płycie Equal Rights bębni również ówczesny bębniarz Wailersów, czyli Carton Barret. No ale nie o nich dziś mówimy. W centrum przede wszystkim Sly Dunbar, wybitny jamaiczyk, którego śmierć wstrząsnęła fanami reggae, choć z drugiej strony fani reggae są już przyzwyczajeni do tego, że giganci muzyki odchodzą i tak naprawdę została ich już...
Garstka. Nie żyje również postać niezwykle ważna dla slaja, dla muzyki reggae, czyli Robbie Shakespeare. On zmarł w 2021 roku. No i nie sposób rozłączyć osoby slaja Dunbarra od jego wielkiego przyjaciela i partnera w muzycznym przemyśle, czyli właśnie Robię go z Szekspira. Rhythm Twins, tak nazywano tę ikoniczną sekcję rytmiczną, czyli rytmiczni bliźniacy i nie było to na wyrost, bo panowie po prostu byli w jakiś sposób ze sobą zrośnięci. Nazywano też czasem ich Rhythm Killers, to już od tytułu płyty Którą wspólnie nagrali i wydali w 1987 roku, gdzie w ogóle nie grali reggae i dziś usłyszymy fragment tego arcyważnego, choć dziś nieco zapomnianego krążka.
Skąd w ogóle w branży wziął się Sly Dunbar? Grę na perkusji zaczynał już jako nastolatek, czyli w drugiej połowie lat 60 XX wieku. No i jego ówczesnym wzorem był Leroy Neeb, bębniarz legendarnych The Scatolites jamańskiego zespołu wszechczasów, chyba można tak powiedzieć. Oczywiście, bardzo ważne były też inspiracje płynące z rozgłośni ze Stanów Zjednoczonych, bo tak jak wszyscy muzycy na Jamaice, czy generalnie większość Jamajczyków, Zasłuchani byli w tych dźwiękach, które płynęły przede wszystkim z rozgłośni znajdujących się w południowej części USA, a więc written blues rosnące w siłę soul, przede wszystkim Philly soul, czyli muzyka z Filadelfii, a także funk.
A już w 1972 roku, czyli w wieku 20 lat Sly Dunbar poznał wspominanego już dziś Robiego Shakespeare'a, który Zarekomendował go wiodącemu wówczas na Jamajce producentowi, banemu strajkelowi Lee. Sly więc dołączył do studyjnego zespołu The Agrovators, no i szybko wykazał się innowacyjnym podejściem do gry na perkusji, która charakteryzowała się odbieranymi wówczas jako zaskakujące przesunięciami akcentów, pauzami, synkopami, tym wszystkim z czym kojarzy się muzyka reggae W głównej mierze właśnie za sprawą geniuszu Sly'a Dunbara. Jego grę również słyszymy podczas wielu sesji w legendarnej czarnej arce, czyli Black Ark Lee Scratch Perego, czy w piosence punkie reggae party Boba Marleya.
Przez lata rytm Dunbara był fundamentem największej gwiazdy reggae lat 80-tych, czyli Black Uhuru. My już teraz słuchamy właśnie tych specyficznych brzmień z tego właśnie okresu. KONIEC!
Sly Dunbar pokonywał kolejne szczeble muzycznej kariery, no a blaku chóru na pewno przyczyniło się do tego, że stał się muzykiem znanym globalnie na całym świecie, przynajmniej w branży muzycznej, z którą na lata związał się Serge Gainsbourg, francuski bard, ale też filmowiec. Człowiek kontrowersyjny, który pod koniec lat siedemdziesiątych postanowił wyjechać na Jamajkę i nagrać tam płytę i na przykład nagrać Marsyliankę w rytmie reggae, a więc rzecz wówczas niezwykle kontrowersyjna, która wzbudziła wściekłość Francuzów. No i oto efekty tej współpracy Serge'a z Jamajczykami ze Slime Dunbarem na czele.
Dziękuje za oglądanie! Kolejnym białym artystą, który sięgnął po umiejętności Sly'a Dunbara, a jednocześnie jego muzycznego partnera, basisty Robbie'ego Shakespeare'a był Bob Dylan, który w 1983 roku w Bulach nagrywał płytę Infidels, dwudziestą trzecią, dwudziestą drugą w swoim dorobku. Producentem tego krążka był Mark Knopfler znany z Dire Straits.
W tym samym czasie co Dylan swoją płytę niezwykle ważną dla rozwoju muzyki rozrywkowej, czyli Future Shock nagrywał guru muzyki jazzowej Herbie Hancock. On również poprosił Sly'a Dunbar'a o udział w tej płycie, która pełna jest sampli, syntezatorów, urządzeń programujących. Niemniej jednak wiele z tych brzmień uzyskanych na Future Shock to dzieło jak najbardziej żywych ludzi. Herbie Hancock, Bill Oswald Jako producenci, wizjonerzy sięgnęli również po wizjonerskiego muzyka z Jamajki, a sama płyta wielokrotnie była samplowana, wykorzystywana, przerabiana przez muzyków rapowych. Posłuchajmy wiodącej kompozycji z tego właśnie albumu Herbiego Hancocka.
Od razu słychać, że to lata 80. Herbie Hancock i jego ważne dla rozwoju muzyki dzieło Future Shock, gdzie pewną rolę, choć z tylniego siedzenia, pełnił bohater dzisiejszego piórnika, czyli Sly Dunbar. Przypomnę, pożegnaliśmy muzyka w miniony poniedziałek. Zmarł w wieku 73 lat, a przez ponad 50 nagrywał arcyważne płyty, liczone w setkach, a nawet tysiącach. Taką ważną płytą, choć dziś brzmieniowo trącącą myszką, jest krążek Rytm Killers duetu Sly & Robbie z 1987 roku. Która, no trzeba przyznać, wtedy mogła przypominać nieco eksperymenty Herbiego Hancocka z krążka Future Shock.
To teraz rzecz współczesna, bo przecież muzycy z Jamajki, których dziś wspominam, z akcentem na zmarłego w poniedziałek Slaja Dunbara, to nie tylko muzycy, którzy nagrywali przed laty rzeczy znakomite, bo kilkanaście lat temu pojawili się na płycie Nordab Wspólne dzieło łączące surowy, mroźny, skandynawski klimat, którego uosobieniem jest norweski trębacz i eksperymentator Nils Peter Mølver. No i łączenie tego z jamajskim, ciepłym, dabowym brzmieniem, za które odpowiadają panowie Sly & Robbie. Ich płyta Nordab już teraz.
Nie był to chyba najwybitniejszy występ tych panów, a może to po prostu moja forma dnia była niewłaściwa, ale nie przeszedł ten właśnie występ w Ostródzie duetu Sly & Robbie w moim rankingu do tego ścisłego topu, co nie umniejsza oczywiście panom, bynajmniej nie Taki miałem cel mówiąc o tym właśnie wydarzeniu sprzed 15 lat. Bez wątpienia w panteonie najlepszych płyt reggae zaś ma miejsce krążek Shineto Connor białej irlandki znanej z zupełnie nie regowej twórczości, która jednak miała muzykę korzenną głęboko w sercu i ze sprawą Sly'a Dunbar'a i Robbie'ego Shakespeare'a popełniła jeden z najwybitniejszych krążków
Kończąc dzisiejsze spotkanie z muzyką reggae i wspominanie postaci Slaya Dunbara przypomnę, że i Polacy mieli swój skromny udział w gigantycznym, płytowym dorobku legendy jamańskiej perkusji. W 2015 roku w Tavgong Studio, studio rodziny Marleyów Nagrywała grupa Rasta Size, czyli Dawid Portarz, znany z Jaffina Muel, producent Krystian Kejdza-Walczak czy Mateusz Pośpieszalski. Tworzyli ten właśnie skład uzupełniony o jamajczyków, między innymi oczywiście Slaja Dunbara. Ale dziś nie sięgam na koniec po krążek day by day. Pożegnam się skromnym dziełem duetu Sly & Robbie, Joined Up. Takich utworów panowie nagrali setki, ale myślę, że dobrze oddaje on charakter twórczości, istotę współdziałania tych dwóch panów, z których tego pierwszego basistę Robbie'ego Szekspira żegnaliśmy pięć lat temu.
Zaś Sly Dunbar odszedł w wieku 73 lat w miniony poniedziałek. Ich muzyka już teraz do godziny 20. Za dziś dziękuję. Michał Napiórkowski.
Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Dzisiejsza audycja poświęcona jest Sly'owi Dunbarowi, jednemu z najbardziej wpływowych muzyków i producentów w historii muzyki reggae