Mentionsy Mentionsy
Radio MORS
Radio MORS

Radio MORS - Fala Krytyki - 24.05.2022

20.06.2022 ·42 min 40 s · 8 rozdziałów

W tym wyjątkowo MODERATywnym odcinku Mateusz i Kuba podejmują się recenzji nie byle kogo, tylko samego króla. Jego niskość Kendrick Lamar (haha bo wiecie chłop jest niski) powraca na scenę ze swoim nowym albumem, a chłopaki sprawdzają czy Pan Moralniak i Duży Tupacz sprostał oczekiwaniom. Żeby dopełnić (odcinek) odklejkę pełną MODERATywnych powrotów na tapetę wjeżdża pewne berlińskie trio (zgadnijcie jakie) (i tak nie zgadniecie), które wydało swój pierwszy album od 6 lat.

4:16 · Kwestia GOAT w Rapie 1

Kendricka Lamarra. Jo, wiadomo. Jo, jo. I oczywiście album, o którym mowa to Mr. Morale and the Big Stepper, który zrobił niemałe poruszenie w ostatnich dniach. No jak to Kendrick wchodzi z buta w scenę. On nawet się nie musi starać, szczerze mówiąc. To jest dla mnie też coś niesamowitego, bo jak tydzień temu rozmawialiśmy o miłym ATZ, albo groźnym, albo umiarkowanie spokojnym. Umiarkowany ATZ. No, mówiliśmy, że rap w ostatnim czasie jest wypuszczany hurtowo, że artyści wydają co roku przynajmniej coś, albo i częściej nawet. O wiele częściej jest tak, że raz na pół roku, raz na dziewięć miesięcy. No właśnie, a tu mamy gościa, który znika na pięć lat, patrząc na to, jak wysoko on jest, jak wysoko jest stawiany, a jak tak naprawdę mało wydał w porównaniu do, nie wiem, do Kanye'ego czy Drake'a, którzy są gdzieś tam

5:20 · Premiera Albumu Kendricka Lamarra 6

Na tym największym pułapie, że tych największych raperów ostatnich lat, ostatnich kilkunastu lat, właśnie obok Kendricka, to przy nich to on wydał tak naprawdę mało. W sumie ile Kendrick ma? Sześć? Pięć albumów? Pięć. Pięć albumów, no właśnie. Nie licząc Czarnej Pantery i tych innych. Bo właśnie wiesz, znika na 5 lat, ale proces twórczy też mu się nie zatrzymał absolutnie, bo do Czarnej Pantery robił soundtrack. I to było po wydaniu Dame, o ile dobrze mi się wydaje. Tak. No właśnie. Nie jestem pewien, czy Kendrick robił kiedykolwiek muzykę filmową wcześniej. Nie. No właśnie, więc jego debiut, no ja mówiłem, że Czarna Pantera w sumie jedyne, co miała ciekawe dla mnie do zaoferowania, to jest właśnie soundtrack bardzo dobry. Ale może teraz przejdźmy już do tego albumu.

Tak, Mr. Moral and the Big Steppers. Tak, bo w kulturze jest motyw teatrum mundi, czyli teatr jest światem, a ludzie i ich historie to są tylko aktorzy, marionetki na skali wielkiej sztuki. Ja uważam, że od lat, od długiego czasu nie słyszałem lepszego zobrazowania tego motywu niż właśnie najnowszy album Kendricka. Ogólnie to jest album dla miłośników wynajdywania niuansów, smaczków, różnych motywów, bo tego jest tak dużo, że naprawdę, ja nawet pisałem do Jakuba, jak sobie przygotowywaliśmy notatki do odcinka, że mam większy fan wynajdywania tych rzeczy gdzieś tam na Geniusie, niż zesłuchania tego albumu.

Przez co musiałem przejść, będąc po prostu człowiekiem, jakie błędy popełniałem, bo on się właśnie mierzy tu ze swoimi demonami, błędami przeszłości. Bardzo autobiograficzna płyta zdecydowanie. W sensie on się dystansuje w niektórych postaciach od tego, ale bardzo dużo elementów autobiograficznych pokazuje. Kendrick już bardzo dużo mówił o swoim środowisku, w którym się wychował i dawał takie jakby poniekąd porady dla młodych ludzi, którzy wychodzą z tego samego ogródka co on, czyli no z ciężkich terytoriów Compton. I stał się właśnie takim wyznacznikiem sukcesu dla wielu pewnie chłopaków i dziewczyn właśnie z tamtych okolic. Wiesz, bo to pokazuje, to jest ten archetyp biednego chłopca, który, no to tak jak Popek nawijał, to historia, czekaj, to historia jest wielka, zaczyna się tak od chłopaka z getta, który chciał zdobyć świat i to by się zgadzało tutaj, bo może Kendrick nie miał nigdy ambicji na zdobycie świata?

Były głosy, że I tak dalej. I on jakby też tutaj to wszystko przyjmuje na klatę. No tak. Ale to nie tylko właśnie jest lirycznie świetny album, ale też pod względem produkcji. Ile różnych wątków tu jest połączonych. Tak naprawdę Kendrick jest znany z tego, że jakby wielkimi garściami zbiera z czarnej kultury I nie tylko rapu, jazzu i tak dalej, ale wszystko. Wcześniej też, tak. I co album, to jest zupełnie inna produkcja. Każdy album, mimo że ma ten pierwiastek kendrickowy, to każdy jest inny. I to jest coś, co pokazuje, jak wielkim jesteś artystą, jak potrafisz swój własny styl przetworzyć na wiele innych. Powiedziałem na początku o tym, że album jest o tym Teatrum Mundi, no i właśnie to warto powiedzieć, on się kieruje przez cały czas, przez całą rozciągłość uwidocznionym schematem sztuki teatralnej.

Na interludach pojawiają się odgłosy stepowania, są przerywniki, gdzie słychać jak reżyser sztuki po prostu drze się absolutnie, wiesz, Miażdżąc wszystkich aktorów na scenie. W ogóle interludy Kendricka to jest coś niesamowitego. To jest inna bajka w ogóle. Na Too Big to Butterfly też było bardzo dużo interludów i one same w sobie były tak niesamowite, że to jest jeden z tych niewielu interludów, które ja sobie zapisuję potem na spotku. Tak, tak, tak. No i właśnie ja te interludy, praktycznie cały album w ogóle trafił do polubionych, włącznie z interludami. To, że faktycznie ma się wrażenie, że uczestniczy się w nagraniu radiowym próby ze sztuki teatralnej, to jest taka scena, że nie da się tego pomylić z niczym innym. Ty to po prostu widzisz od razu wszystko.

Mimo wszystko album, jak Dane był bardziej taki singlowy, odbił od Tupin do Butterfly, które było mało singlowe, znowu odbijamy piłeczkę, raczej Kendrick odbił piłeczkę w stronę mniej singlowej twórczości, to mamy też te takie zrywy właśnie eksperymentalne, jak w tych interludach i w tworze, którym jest We Cry Together, nie wiem jak to... Właśnie dobrze, że do tego przyszedłeś. To jest coś, czego na pewno nigdy nie słyszałem. We Cry Together to jest takie coś, że szczerze mówiąc jakiekolwiek próby opisania tego w ogóle spełzają na niczym. To trzeba doświadczyć samemu. Ja mam w ogóle strasznie mieszane uczucia do tego, bo z jednej strony ciekawy koncept i to, że on spróbował zrobić coś takiego i wpasowuje się to jak najbardziej w całą tematykę albumu i czy słucha się tego longiem, ale jest to część też poniekąd zbędna albumu.

14:50 · Ocena Albumu i Podsumowanie 6

Ja uważam, że ta płyta jest instant klasyczkiem. Od razu. Mimo, że w ogóle jak wyszła, to spotkała się z wieloma głosami właśnie, że jest słaba, że jest mit i coś takiego, ale to wydaje mi się, że takie oczekiwania były zbudowane i niektórzy naprawdę myśleli, że to... Będzie definicja w ogóle kompletnie inna. Tak, że muzyka przestaje istnieć, bo takim jak Kendrick wydaje album, ale to właśnie wydaje mi się, że ludzie trochę przesadzali, tak? To jest świetny album, to jest tak jak powiedzieliśmy, Zapewnię legendarny album, ale no bez przesady, tak? Nie można było się spodziewać, że on stworzy coś niesamowitego i on właśnie też o tym mówi na tym albumie, co zapełnia takie koło tutaj narracyjne. Wiesz, no to jest w ogóle pełna wybitnych frazesów, pełna wybitnych frazesów poezja dla mnie.

Na przykład wejście do jednego trucka to I come from a generation of home invasions. Nie wiem, to tak mnie hitnęło, że od razu aż Ło! Ale wszedłem w ten trakt. No ogólnie jakby zbierać cytaty z tego albumu, to byśmy mogli tu siedzieć i wymieniać je dłużej niż nasza audycja trwa. To prawda. I ja bym się świetnie bawił, szczerze mówiąc. I dodać jeszcze interpretacje z Geniusa obok. Bo jak wejdziecie w jakąkolwiek nutę tam, to są takie prostokąty wobec wersów na Geniusie, że... Każda linijka żółta będzie. Tak, to każda linijka jest oznaczona. To prawda. Jak u Belmondo. Belmondo, Kendrick, ten sam poziom. Nic dziwnego, że jak było pytanie o Goata na początku, no to wymieniłeś właśnie Kazza, Belmondo, a potem przeszliśmy do Kendricka.

No to, ale jeszcze tak już o samej melodyce krótko wspomnę. To jest płyta pełna deklamowanej i śpiewanej poezji, okraszonej boombapem i takim future vibe'em. Więc tego jest naprawdę dużo i myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. No bo na przykład zaraz obok siebie jest track taki jak Purple Hearts i N95, które dla mnie są kompletnie z innych wymiarów. Te intra w N95, że hello world itd. To jest tak niesamowite, jak to narzuca narrację całego albumu. I strasznie wprowadza vibe'ik. Tak, to prawda. Ale ogólnie i fity na tym albumie też są świetne. Są też nietypowe w ogóle dla Kendricka, bo on wcześniej najczęściej brał ludzi z TDA, z Top Dog Entertainment, czyli jego labelu, w sensie do którego należał.

Teraz już to jest chyba jego ostatni album do tego labelu. I on przechodzi na swój, już nie pamiętam, P.G. Lang się będzie nazywał. No i nie ma właśnie ani tutaj J. Rocka, Skull Boya, Abbey Soul'a, czyli ludzi, z którymi najczęściej ze swoimi ziomkami właśnie nagrywam, którzy często się pojawiali, ale są takie postacie jak Sampa na przykład, który robi świetny refren, więc naprawdę... Ale z drugiej strony powiedzieć, że Kendrick używa nieoczywistych fitów. Ten gość bardzo czerpał właśnie, tak jak mówiłeś, z jazzowej czarnej kultury. Też często angażował na przykład właśnie takich ludzi jak Thundercat albo z funk'u też czarnoskórych. Bardzo u niego mówienie o czymś takim, że zrobił coś nieoczywistego względem poprzednich lat jest Trudne, bo on robił bardzo wiele różnych rzeczy wcześniej. Cały album też jest strasznie emocjonalny.

Po prostu z każdego utworu wylewają się inne emocje i one wręcz zalewają uszy wtedy. Polecamy przesłuchać kilkukrotnie i nawet spojrzeć w tekst, jak macie taką zajawkę, bo naprawdę... Warto. Warto, dużo z tego wyciągniecie, ale musimy podsumować, jak już wylizaliśmy elegancko... Wiadomo co, wiadomo komu. To no, jaką byś ocenę rzucił tutaj? Dla mnie to jest album perfekcyjny. To jest album perfekcyjny w stu procentach, szczerze mówiąc. Ma wszystko. Więc ja przyznaję drugą w historii Fali Krytyki dziesiątkę. Dla mnie to jest album na dychę i jest must listen. Jest wybitny. Jak dawałem kiedyś oceny na Rymie, to chyba miałem pięć dziesiątek, czy coś takiego, czy cztery i dwie należały do Kendricka.

No ale no, tak jest, jak się jest jakąś tam mierną redakcją. Chat Fala Krytyki, Virgin Pitchfork. No co tu dużo mówić, no. Zostawimy was z intrem do tego albumu. Zostawimy was właśnie z United in Grief, który ma intro w intrze. I to jest... Niesamowite, cudo. Tylko Kendrick robi takie rzeczy. Także posłuchajcie. Słyszymy się za chwilę. A my zamykamy łeb. I hope you find some peace of mind in this lifetime. Tell them. Tell them the truth. I hope you find some paradise.

20:51 · Powrót Moderatu 1

Dziękuje za oglądanie! Dzisiaj jest swoją drogą odcinek wielkich powrotów na scenę muzyczną. Zgodzę się, tak. Wyprzedzam pytanie. Wcale nie reżyserowany. No bo Kendrick pięć lat hiatusu, a teraz kolejny twórca, w sumie kolejnych trzech twórców. Sześć lat, tak. Tak, sześć lat, dokładnie. I oni mieli nawet ogłoszoną przerwę, jak w 2017 roku się oddalili na hejtus, żeby zająć się swoimi projektami.

Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.