ANIMIZM W TAJLANDII. Czy duchy pomogły nam znaleźć mieszkanie?
Kiedy w Bangkoku nie możesz znaleźć mieszkania, w którym zgodzono by się na psa, trafiasz pod dach tradycyjnej tajskiej rodziny i ich niezwykłego hostelu. Tam stajesz się świadkiem animistycznych praktyk – i nie mówię o domkach duchów, codziennej wymianie wody czy składaniu kwiatów. Mówię o karmieniu lwów surowym mięsem.Jak te wierzenia pomogły nam w końcu znaleźć mieszkanie?Zapraszam do wysłuchania najnowszego odcinka Radio Lena.Mój przewodnik po Bangkoku:https://www.livedguides.plNajnowsze wydanie magazynu podróżniczego:https://www.livedguides.pl/products/lived_01
Radio to taki przyjaciel w domu, który siada przy stole i opowiada. Radio Lena. Twoje okno na świat. Nowy sezon. Prosto z Azji Południowo-Wschodniej. Good morning! Sabadika! I dzień dobry! Witam się z wami po krótkiej przerwie. Przepraszam za tą moją nieregularność, ale ten podcast jest po prostu przestrzenią mojego hobby, mojego nadawania do was. Kulisy mieszkania i życia w Thailandii.
No i w końcu podpytuje, co się dzieje? Czy to jakieś urodziny, jakieś święto? A mamcia mówi, że jutro ma wolne. O 6 rano ma samolot do Ubon Thani, gdzie leci z siostrami i przyjaciółkami modlić się w jednej z ważniejszych świątyń. Po czym wraca tego samego dnia wieczorem. I tak też było. O 23 tego samego dnia ujrzeliśmy ją w progu domu. I nie, że zmęczona, niewyspana, że dwa loty tego samego dnia, tylko uśmiechnięta od ucha do ucha, gotowa, aby pokazywać nam zdjęcia i opowiadać o tym, co się dzisiaj działo. Cioteczki zaczęły wyciągać telefony i pokazywać filmiki i zdjęcia, jak wszystkie panie tradycyjnie ubrane w koronkowe białe bluzki, granatowe sarongi, doklejone rzęsy i pomalowane oczy tańczyły wokół jednej ze świątyń, wokół chedi.
Takie, które jest dwie uliczki dalej od naszego Tiny Talat Noi, czyli naszego kochanego hostelu, do którego chodzimy co kilka dni witać się z mamcią do tego stopnia serdecznie, że dzisiaj widząc mnie przytula. Gdzie opowiadamy jej właśnie o tym jak nam smutno jest bez tych wszystkich członków rodziny, jak jesteśmy tylko we dwójkę i przychodzimy tam czasami żeby zjeść banana, którego mamcia oczywiście nam wpycha gdy tylko nas widzi. I oczywiście to nie są moje wierzenia, to nie jest moja religia, ale wierzę w jakąś taką siłę, energię. Wierzę też w to, że tego dnia akurat rano przed całym tym rytuałem animistycznym obudziłam się z jakąś taką lekkością i odpuszczeniem, że się nie wkurzam, że jesteśmy już tyle miesięcy w tym hostelu.
Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Kiedy w Bangkoku nie możesz znaleźć mieszkania, w którym zgodzono by się na psa, trafiasz pod dach tradycyjnej tajskiej rodziny i ich niezwykłego hostelu. Tam stajesz się świadkiem animistycznych praktyk – i nie mówię o domkach duchów, codziennej wymianie wody czy składaniu kwiatów. Mówię o karmieniu lwów surowym mięsem.
Jak te wierzenia pomogły nam w końcu znaleźć mieszkanie?
Zapraszam do wysłuchania najnowszego odcinka Radio Lena.
Mój przewodnik po Bangkoku:
https://www.livedguides.pl
Najnowsze wydanie magazynu podróżniczego:
https://www.livedguides.pl/products/lived_01