Ach, ech, och! Codziennik #24
El Palmar. Raj dla dla surferów, surferek, hipsterów, hipsterek i... fetyszystów😉
Mój fetysz na surferki został dzisiaj zaspokojony, dokarmiony, nakręcony i miał tyle powodów do radości i pozytywnego odbioru, jak chyba jeszcze nigdy. Fel Palmar, surferek, które wychodzą z wody i rozbierają się do połowy, opuszczając tą piankę tak do pasa, Wyglądając wtedy najseksowniej na świecie, nie brakuje. Jakie tu są zajebiste dziewczyny. Co one wyprawiają na falach i jak pięknie wyglądają po wyjściu na brzeg. Ja już mówiłem wiele razy, że nie jestem normalny i nie chcę nim być, ale dziewczyny bez żadnego make-upu, z mokrymi włosami, ociekające słoną wodą, które najpierw pokazują, jak potrafią ujarzmiać fale,
A potem wychodzą, rozpinają piankę, opuszczają ją do połowy, pozostając czasem w górze od stroju kąpielowego, czasem topless. To już nie ma w ogóle znaczenia, wbrew pozorom. Odrzucają do tyłu mokre od morskiej wody Włosy napawają się słońcem, które ogrzewa je w podziękowaniu za to, ile włożyły energii w ujarzmianie fal. To jest tak seksowny i tak piękny widok, że żadne przebieranki, make-upy, cuda niewidy, Seksowne bielizny, pozy, wydymanie ust, cokolwiek, co składa się na taką popkulturową erotykę, dla mnie nie mogą nawet się zbliżyć do seksowności surferki, która wyjdzie z wody i rozepnie tą piankę.
O matko, zaraz powiem co jedliśmy, ale najpierw o surferach, żeby zaspokoić też ciekawość słuchaczek. I przyszło kilku właśnie lokalnych surferów, ewidentnie oni byli z El Palmar, pewnie instruktorzy surfingu, Albo po prostu mieszkający tam kolesie, którzy urodzili się już z deską surfingową w rękach, przyszli sobie na piwko i tapasy i Gosia skomentowała, że właściwie każdy z nich mógłby spokojnie wygrać casting na reklamę jakichś męskich kosmetyków czy garniturów Hugo Bossa czy czegokolwiek tam innego. Rzeczywiście coś w tym jest, że ten styl surferski, to jakimi oni są gladiatorami na falach, w połączeniu z tymi twarzami wysmaganymi słońcem, włosami, które jakoś się układają pewnie dzięki połączeniu tej wilgoci, soli, słońca i wszystkiego w niepowtarzalny sposób, no to jestem w stanie zrozumieć, że dziewczyny jarają się surferami, a mi pozwólcie jarać się surferkami.
El Palmar to jest taka hipsterska miejscówka dla surferów. Wąski kawałek drogi, przy niej knajpki, kempingi i sklepy z akcesoriami surferskimi głównie. Jakieś tam 2-3 knajpki na plaży, ale nietypowe Chirinkito jak tutaj, tylko takie normalne murowane knajpy. I szeroka plaża, no i te fale, których surferzy potrzebują. Generalnie o niskiej zabudowie, malutka wioseczka, gdzie gdzieś są poukrywane domki. Coś jakbym powiedział jak, nie wiem, jak nasze dębki zanim nie zostały rozbudowane. No po prostu wioska przy plaży, która z racji fal nadających się
Rano jakoś nie chciało nam się odpalać kuchni i wszystkiego. Stwierdziliśmy, że ruszymy gdzieś na śniadanie. I oczywiście zanim dojechaliśmy do El Palmar, zanim znaleźliśmy miejscówkę Magdy, a potem udało nam się zaparkować, co jest tam ekstremalnie trudne, od razu mówię. Można szukać miejsca tylko na takich parkingach strzeżonych, wyznaczonych. A jako, że ja nie chciałem auta zostawiać gdzieś dalej, bo wciąż jeszcze nie wyzbyłem się lęku przed tym, żeby ktoś nam nie opędzował środka albo wprost całego auta, No to długo kombinowaliśmy, żeby zaparkować tak, by widzieć autostapasiarni. W końcu się udało i już z językami na wierzchu wpadliśmy, no i zamawialiśmy oczami. Skutkiem czego zjedliśmy tak, ensalada rusa, no to tradycyjna tutaj sałatka.
A my z tapasów to chyba by było na tyle, ale byłoby tego naprawdę dużo ilości. Pojedliśmy, no i potem był czas nacieszyć oko jeszcze tymi wszystkimi widokami, o jakich opowiadałem. A z El Palmar pojechaliśmy do Tarify, no bo to już blisko i oczywiście my sobie Tarify nie mogliśmy odmówić. W Tarifie, jak w Tarifie, to już Wam tyle opowiadałem w codziennikach, kiedy tam staliśmy parę dni, że wiecie wszystko. Ja nie mogę tylko przeżyć, bo minęliśmy się ze znajomymi, jednymi i drugimi. Robert Cichy z Olą, świetny muzyk, laureat Fryderyków dwukrotnych, podążał za nami, ale tak o dzień za późno.
Jak my wyjechaliśmy z Tarify, to oni dojechali do niej dzień później, a z kolei okazało się, że jak my spaliśmy w Conil de la Frontera, I byliśmy w El Palmar, to oni rano wyjechali z Tarify do Malagi. No kurczę, gdybym wiedział, to pojechalibyśmy na noc do Tarify i złapali się z nimi. A z kolei z ekipą z Opola na motorach mieliśmy się spotkać w Portugalii, ale chłopaki zmienili plany, bo zapowiadane były jakieś deszcze, które utrudniałyby im powrót w okolice Alicante. I jak my mijaliśmy Sewiję, to oni byli tam na noc, a następnego dnia nie dojechali już z kolei do nas, bo musieli przez Granadę wracać do siebie.
No dobrze, to tyle. Podsumowując, fetyszyści jarający się surferkami, wjeżdżajcie do El Palmar. Do tarify oczywiście też, ale w El Palmar jest więcej niż kitesurferek, windsurferek, jest więcej surferek i jakoś ten klimat tam powoduje, że one są jakby na wyciągnięcie ręki, jeśli chodzi o oglądanie tego co robią na Codziennik 24.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Autor opisuje swoje fascynacje surferkami, które wychodzą z wody i rozbierają się.
Autor opowiada o swoim doświadczeniu w El Palmar, gdzie spotkał lokalnych surferów.
Autor opisuje, co zjedli podczas śniadania w El Palmar, w tym sałatki i tapasów.
Autor opisuje swoją podróż do Tarify i spotkanie z znajomymi, takimi jak Robert Cichy z Olą.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.