Piotr Wawrzyk (20.06.2022)
Gościem Rozmowy Dnia był Piotr Wawrzyk, wiceminister spraw zagranicznych i świętokrzyski poseł PiS. Rozmawialiśmy m.in. o tym jak wynik francuskich wyborów może wpłynąć na stosunki z Polską.
Trzeci wynik, jedna piąta można powiedzieć wyborców na niego głosowała i to trochę też ten wynik, no jego listy oddaje. Ten jego wynik wyborczy. Co to może oznaczać? Co może oznaczać ten wynik francuskich wyborów dla Polski i dla Ukrainy? Bo myślę, że trzeba łączyć w tej chwili te dwa nasze kraje w związku z wojną w Rosji. W zasadzie pewnie niewiele się zmieni w stosunku Francuzów do Putina, do Rosji, bo wszystkie te partie, poza Le Pen, które zdobyły wysokie poparcie, są de facto proputinowskie, prorosyjskie. Niewiele się zmieni z jednego prostego względu. Zgromadzenie Narodowe we francuskim systemie politycznym nie odgrywa wiodącej roli w kształtowaniu polityki zagranicznej.
Tutaj jednak ten ośrodek decyzyjny jest w Pałacu Elizejskim. Prezydent podejmuje najważniejsze decyzje. No i z tego względu też się, myślę, niewiele zmieni. No cóż, trudno powiedzieć, żeby to był z tego względu też tak naprawdę dobry wynik, bo Francuzi nie należą do krajów, które są entuzjastycznie nastawione do wsparcia Ukrainy. Wiemy z jednej strony, że Prezydent Francji kilka dni temu deklarował, że Ukraina sama zdecyduje na jakich warunkach zawrze pokój, ale następnego dnia już pojawiły się doniesienia medialne, że wraz z kanclerzem Scholzem namawiali prezydenta Żołyńskiego do jakiegoś kompromisu z Rosją. Widać, że ten rozdziew między słowami a czynami jest bardzo duży.
Z jednej strony, a z drugiej strony te doniesienia prasowe, medialne, o których mówiliśmy. Rzeczywiście mnie się też wydawało, że zobaczenie na własne oczy tego, co się wydarzyło w Wirpieniu, tych zbrodni rosyjskich, które tam miały miejsce w innych miejscowościach Ukrainy również, że będzie takim swego rodzaju katarzyzm i wstrząśnie sumieniem po prostu tych polityków. I tak to wyglądało przynajmniej na zdjęciach. Takie miliminy, jakby rzeczywiście byli wstrząśnięci. Ale w praktyce okazało się, że tak się nie stało. Niestety, to jest ogromne rozczarowanie. To, co później się pojawiło w mediach o tych naciskach na prezydenta Żołańskiego, żeby nie do końca był nieustępliwy, tak to enigmatycznie nazwijmy, to potwierdza to, co wcześniej ci politycy mówili, że z Putinem trzeba rozmawiać, że nie można Rosji upokarzać, że nie można doprowadzić do tego,
Platforma Obywatelska, przywódcy Platformy Obywatelskiej zarzucają premierowi Morawieckiemu, że nie było go właśnie z tymi przywódcami, ale to już w zasadzie to wyjaśniliśmy, dlaczego polski przedstawiciel się tam nie znalazł. Warto też zwrócić uwagę, że premier Morawiecki i że prezydent Duda bywali znacznie wcześniej i w znacznie gorszych okolicznościach w Kijowie. Wtedy, kiedy rzeczywiście nawet istniało zagrożenie dla ich bezpieczeństwa. Pojechali jako pierwsi na Ukrainę i nie miał wtedy nikt wątpliwości, że ta wizyta musi być. Być w towarzystwie polityków, którzy mówią o konieczności kompromisu i dogadania się z Rosją, czy ustępstw terytorialnych ze strony Ukrainy byłoby dla polskiej polityki zagranicznej kompromitujące, bo nie współgrałoby z tym, co prezentujemy i w oficjalnych, i w nieoficjalnych rozmowach na arenie międzynarodowej.
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.