HORNA-CIEŚLAK I DRAMAT RODZINY. DYMISJA NATYCHMIAST!
Monika Horna-Cieślak – osoba sama nieposiadająca dzieci – swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem całkowicie straciła legitymację moralną i społeczną do sprawowania urzędu Rzecznika Praw Dziecka. Zamiast być tarczą dla najsłabszych, stworzyła opresyjny klimaty lęku wokół rodziny, która choć ma swoją trudną przeszłość, w dzisiejszych czasach jest w dużym stopniu rodziną typową. W każdym razie, nie aż tak nietypową jak może się wydawać.Niezależnie od tego, ile żalu i emocji kryje się w słowach napiętnowanych ludzi, odwołanie Moniki Hornej-Cieślak z funkcji RPD jest nieuniknione. Jest to niezbędny krok, by rządzący udowodnili, co jest dla nich naprawdę ważne: dobro polskich dzieci i rodzin czy pycha i bezkarność państwowych urzędników.Cały tekst na stronie https://prostyzprawej.pl/8809/niebieska-karta-pala-na-rodzicow-rozliczyc-nagonke/Zajrzyj na naszą stronę prostyzprawej.pl
Niebieska karta i dawne wyroki jako pała na rodziców? Kto odpowie za tę nagonkę? Urażona duma rzecznik praw dziecka i brutalna, nieproporcjonalna wręcz akcja policji doprowadziły do odebrania dzieci i utraty dachu nad głową przez rodzinę z Białołęki. Odsłaniając przerażający mechanizm państwowej opresji i sieciowej stygmatyzacji. Zapraszam, Marek Poniedziałek. Machina państwowa uderzyła w łamiący serce sposób w czteroosobową rodzinę z warszawskiej Białołęki. Po głośnym incydencie ulicznym z udziałem rzecznik praw dziecka Moniki Hornej-Cieślak rodzicom odebrano dzieci, eksmitowano ich z mieszkania i poddano brutalnej nagonce.
Dziś, gdy Sąd Podruzgocącym dla Rzecznika Praw Dziecka wyroku nakazał natychmiastowy powrót maluchów, matka i ojciec przerywają milczenie w materiale kanału Zero. Ta historia to nie tylko opowieść o krzywdzie i stygmatyzacji, ale przede wszystkim o przerażającej odpowiedzialności za szkodę emocjonalną i moralną kompromitację Państwowego Urzędu. Dramat, o którym mówi dziś cała Polska rozpoczął się 14 sierpnia tego roku na warszawskiej Białołęce. Kobieta odprowadzała dwójkę swoich dzieci, trzyletniego syna oraz czteroletnią córkę Amelię, komunikacją miejską do przedszkola. Młoda matka wraz z partnerem od czterech lat tworzy nieformalny związek. Wychowują dwoje maluchów.
Amelia jest biologicznym dzieckiem mężczyzny, natomiast chłopiec pochodzi z jej poprzedniej relacji. Podczas drogi doszło do sytuacji nagłej i, jak mówi matka, niezwykle dla niej stresującej. Trzyletni chłopiec nie posłuchał i wbiegł na jezdnię w momencie, gdy stojące na skrzyżowaniu samochody dostały zielone światło i zaczęły ruszać. Kobieta twierdzi, że trzy razy prosiła syna o powrót, a za czwartym razem krzyknęła w przerażeniu, złapała go za rękę i ściągnęła z jezdni, ratując przed możliwym potrąceniem. W tym momencie podeszła do niej nieznana kobieta, jak się później okazało rzecznik praw dziecka Monika Horna-Cieślak. Zamiast zaoferować wsparcie, zaczęła krytykować matkę za krzyk, po czym wyciągnęła telefon i bez niczyjej zgody miała zacząć robić dzieciom zdjęcia z ukrycia, nie wyłączając przy tym dźwięku aparatu.
Kiedy wzburzona matka zażądała okazania legitymacji, Horna-Cieślak szukała jej, lecz niczego miała jej nie pokazać. Matka przyznaje, że w stresie puściły jej nerwy i użyła pod adresem obcej kobiety wulgarnych słów, tych na K i tych na S, za bezprawne fotografowanie jej dzieci. Kategorycznie jednak zaprzecza, jakoby kiedykolwiek wyzywała własnego syna. Gdy próbowała odejść do domu, rzecznik praw dziecka miała się z nią szarpać o drzwi klatki schodowej, usiłując wejść za nią do budynku. Czy tak wyglądają procedury Moniki Hornej-Cieślak? Mit niebieskiej karty i wyrok sprzed lat. Mechanizm publicznego linczu. W reakcji na interwencję Hornej-Cieślak w przestrzeni publicznej błyskawicznie uruchomiono narrację mającą przedstawić rodzinę jako niewydolną i przemocową.
Odwoływano się przy tym do procedury niebieskiej karty oraz do przeszłości karnej mężczyzny. Jak opisują to sami zainteresowani? Procedura niebieskiej karty została nałożona około 2 lata wcześniej z powodu trudnych warunków mieszkaniowych. Mieszkanie w zagęszczeniu z babcią i bratem kobiety. Sędzia postawił wówczas warunek zmiany lokalu. Zarówno matka jak i partner podkreślają, że w ich domu nigdy nie doszło do jakiejkolwiek przemocy domowej. Prosty z prawej Prawa strona w prosty sposób Co potwierdził sąd?
Partner kobiety w przeszłości został skazany za rozbój. No i tu zaczęła się jazda internetowych mądrali. Wyrok zapadł już 9 lat temu. Mężczyzna odsiedział karę w całości, a od 5 lat przebywa na wolności, nie wchodząc w konflikt z prawem. Nigdy nie dopuścił się przestępstwa przeciwko rodzinie, dzieciom czy zdrowiu. To także potwierdził sąd. Warto zestawić fakt skazania mężczyzny z twardą statystyką. Każdego roku w Polsce zapada około 290 tysięcy wyroków skazujących za różne przestępstwa, a w Krajowym Rejestrze Karnym znajdują się obecnie szacunkowo niezatarte wyroki aż kilku milionów obywateli. Czy odsiadka sprzed niemal dekady ma automatycznie skreślać człowieka jako ojca i odbierać mu prawo do wychowywania własnych dzieci?
Zderzenie narracji. Urażona duma. Rzecznik praw dziecka kontra druzgocąca ocena sądu. Monika Horna-Cieślak w mediach przedstawia się jako bohaterka ratująca maluchy twierdząc, że była świadkiem gwałtownej, agresywnej przemocy fizycznej i psychicznej. I zarzucając matce wyzywanie dziecka słowami TY KU. Porównywała tę sytuację nawet do tragicznej sprawy Kamilka z Częstochowy, a jako dowód na patologię policja i rzecznik podnosili znalezienie w mieszkaniu dwóch fabrycznie zamkniętych butelek piwa. Sąd opiekuńczy po zbadaniu sprawy i dokumentów zdemolował narrację rzecznika praw dziecka. Sąd uznał zachowanie matki na ulicy za w pełni zrozumiałą reakcję na strach o życie dziecka wbiegającego pod koła samochodów, a nie za celową agresję.
Argument o dwóch zamkniętych butelkach piwa z kolei nazwał całkowicie chybionym i wręcz absurdalnym. Zauważył też, że dawny wyrok ojca nie miał żadnego związku z życiem rodzinnym. Sąd wprost ocenił, że machina państwowa została uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny, stanowiący wręcz próbę, cytuję Wykorzystania autorytetu piastowanego urzędu do przeforsowania z góry założonej na podstawie osobistego poczucia obrażenia przez matkę małoletnich tezy o konieczności zabrania jej dzieci. Wreszcie sąd przypomniał fundamentalną zasadę. Dobro dzieci nie polega na wychowywaniu ich w sterylnych laboratoryjnych warunkach przez kryształowych ludzi, lecz na zapewnieniu im opieki i miłości ze strony rodziców.
Brutalne odebranie dzieci, zignorowana babcia i rozbity dom. Samo wykonanie decyzji o odebraniu dzieci według relacji mężczyzny przypominało pokazową obławę. Gdy początkowo ani policja, ani kurator nie widzieli przesłanek do zabrania maluchów, pracownik biura rzecznika praw dziecka miał naciskać telefonicznie na sędziego, by ten mimo to wydał nakaz. Gdy sędzia odmówił, doszło do nadzwyczajnego spotkania Hornej-Cieślak z komendantem stołecznym policji i funkcjonariuszką policji, po czym wydano nakaz opuszczenia mieszkania przez rodziców i zakaz zbliżania się do dzieci. Policja takiemu spotkaniu z komendantem w prawdzie zaprzecza, ale co innego wynika ze znanych fragmentów uzasadnienia sądu.
Komu zatem wierzyć? Podczas interwencji w kawalerce pojawia się babcia dzieci, mama partnera, gotowa natychmiast przejąć nad nimi pełną opiekę. Jeden z funkcjonariuszy będący na miejscu zadzwonił do przełożonego, jednak z góry wydano kategoryczny zakaz przekazania dzieci babci. Gdy kobieta ta próbowała zatrzymać odjeżdżający radiowóz z wnukami, policja zagroziła jej użyciem siły fizycznej. Do małego mieszkania wprowadzono 12 funkcjonariuszy, w tym psa tropiącego. Sama policjantka zeznała później w sądzie, że pierwszy raz w karierze spotkała się z tak drastycznymi krokami i podejmowała decyzję o odebraniu dzieci, nie widząc wcześniej ani dzieci, ani rodziców.
Obecny dramat rodziny. Eksmisja, stygmatyzacja i pobyt w ośrodku interwencji kryzysowej. Efekt działania rzecznika praw dziecka i służb jest dla rodziny na tym etapie druzgocący i oby udało jej się z tej traumy szybko pozbierać. Chociaż sąd nakazał natychmiastowy powrót dzieci do domu, rodzina nie miała już dokąd wracać. W wyniku nagonki medialnej i policyjnego nalotu, właścicielka mieszkania wypowiedziała im umowę najmu w trybie natychmiastowym. Nawet pomimo braku jakichkolwiek zaległości płatniczych. Dziś matka z dwojgiem maluchów przebywa w ośrodku interwencji kryzysowej, podczas gdy ojciec szuka dla nich nowego lokum. Jako reprezentantka dzieci Rzecznik Praw Dziecka złożyła dodatkowe doniesienie do prokuratury inicjując postępowanie w sprawie o rzekome znęcanie się.
Czas na dymisję Hornej-Cieślak i odpowiedzialność za ludzkie cierpienie. Ta sprawa pokazuje przerażający obraz urzędniczej samowoli. Emocjonalna reakcja rzecznik praw dziecka, napędzana najprawdopodobniej chęcią zemsty za osobiste uchybienie jej godności na ulicy, w połączeniu z gorliwą i nieproporcjonalną siłą policji, wyrządziła tej rodzinie niepowetowaną szkodę emocjonalną i materialną, jak się okazuje. Monika Horna-Cieślak, osoba sama nieposiadająca dzieci, swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem całkowicie straciła legitymację moralną i społeczną do sprawowania urzędu rzecznika praw dziecka. Tak w każdym razie to oceniam. Zamiast być tarczą dla najsłabszych, stworzyła opresyjny klimat lęku wokół rodziny, która choć ma swoją trudną przeszłość, w dzisiejszych czasach jest w dużym stopniu rodziną typową.
W każdym razie nie aż tak nietypową, jak może się na pierwszy rzut oka wydawać. Niezależnie od tego, ile żalu i emocji kryje się w słowach napiętnowanych ludzi, odwołanie Moniki Hornej-Cieślak z funkcji rzecznika praw dziecka jest nieuniknione. Jest to niezbędny krok, by rządzący udowodnili, co jest dla nich naprawdę ważne – dobro polskich dzieci i rodzin, czy pycha i bezgarność państwowych urzędników.
Pokazano wszystkie 13 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Matka opisuje incydent na ulicy z synem, w którym zaczął się konflikt z rzecznikiem praw dziecka Moniką Hornej-Cieślak.
Rzecznik praw dziecka opisuje incydent jako przemoc i prosi o wsparcie.
Rodzice opisują swoje warunki mieszkaniowe i brak przemocy w domu.
Opisanie procedury niebieskiej karty i wyroku skazującego ojca na rozbój.
Sąd opiekuńczy opisuje zachowanie matki jako zrozumiałe, a narrację Hornej-Cieślak jako nieprawidłową i nieproporcjonalną.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Niezależnie od tego, ile żalu i emocji kryje się w słowach napiętnowanych ludzi, odwołanie Moniki Hornej-Cieślak z funkcji RPD jest nieuniknione. Jest to niezbędny krok, by rządzący udowodnili, co jest dla nich naprawdę ważne: dobro polskich dzieci i rodzin czy pycha i bezkarność państwowych urzędników.
Cały tekst na stronie https://prostyzprawej.pl/8809/niebieska-karta-pala-na-rodzicow-rozliczyc-nagonke/
Zajrzyj na naszą stronę prostyzprawej.pl