HORNA-CIEŚLAK I DRAMAT RODZINY. DYMISJA NATYCHMIAST!
Monika Horna-Cieślak – osoba sama nieposiadająca dzieci – swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem całkowicie straciła legitymację moralną i społeczną do sprawowania urzędu Rzecznika Praw Dziecka. Zamiast być tarczą dla najsłabszych, stworzyła opresyjny klimaty lęku wokół rodziny, która choć ma swoją trudną przeszłość, w dzisiejszych czasach jest w dużym stopniu rodziną typową. W każdym razie, nie aż tak nietypową jak może się wydawać.Niezależnie od tego, ile żalu i emocji kryje się w słowach napiętnowanych ludzi, odwołanie Moniki Hornej-Cieślak z funkcji RPD jest nieuniknione. Jest to niezbędny krok, by rządzący udowodnili, co jest dla nich naprawdę ważne: dobro polskich dzieci i rodzin czy pycha i bezkarność państwowych urzędników.Cały tekst na stronie https://prostyzprawej.pl/8809/niebieska-karta-pala-na-rodzicow-rozliczyc-nagonke/Zajrzyj na naszą stronę prostyzprawej.pl
Niebieska karta i dawne wyroki jako pała na rodziców? Kto odpowie za tę nagonkę? Urażona duma rzecznik praw dziecka i brutalna, nieproporcjonalna wręcz akcja policji doprowadziły do odebrania dzieci i utraty dachu nad głową przez rodzinę z Białołęki. Odsłaniając przerażający mechanizm państwowej opresji i sieciowej stygmatyzacji. Zapraszam, Marek Poniedziałek. Machina państwowa uderzyła w łamiący serce sposób w czteroosobową rodzinę z warszawskiej Białołęki. Po głośnym incydencie ulicznym z udziałem rzecznik praw dziecka Moniki Hornej-Cieślak rodzicom odebrano dzieci, eksmitowano ich z mieszkania i poddano brutalnej nagonce.
Amelia jest biologicznym dzieckiem mężczyzny, natomiast chłopiec pochodzi z jej poprzedniej relacji. Podczas drogi doszło do sytuacji nagłej i, jak mówi matka, niezwykle dla niej stresującej. Trzyletni chłopiec nie posłuchał i wbiegł na jezdnię w momencie, gdy stojące na skrzyżowaniu samochody dostały zielone światło i zaczęły ruszać. Kobieta twierdzi, że trzy razy prosiła syna o powrót, a za czwartym razem krzyknęła w przerażeniu, złapała go za rękę i ściągnęła z jezdni, ratując przed możliwym potrąceniem. W tym momencie podeszła do niej nieznana kobieta, jak się później okazało rzecznik praw dziecka Monika Horna-Cieślak. Zamiast zaoferować wsparcie, zaczęła krytykować matkę za krzyk, po czym wyciągnęła telefon i bez niczyjej zgody miała zacząć robić dzieciom zdjęcia z ukrycia, nie wyłączając przy tym dźwięku aparatu.
Kiedy wzburzona matka zażądała okazania legitymacji, Horna-Cieślak szukała jej, lecz niczego miała jej nie pokazać. Matka przyznaje, że w stresie puściły jej nerwy i użyła pod adresem obcej kobiety wulgarnych słów, tych na K i tych na S, za bezprawne fotografowanie jej dzieci. Kategorycznie jednak zaprzecza, jakoby kiedykolwiek wyzywała własnego syna. Gdy próbowała odejść do domu, rzecznik praw dziecka miała się z nią szarpać o drzwi klatki schodowej, usiłując wejść za nią do budynku. Czy tak wyglądają procedury Moniki Hornej-Cieślak? Mit niebieskiej karty i wyrok sprzed lat. Mechanizm publicznego linczu. W reakcji na interwencję Hornej-Cieślak w przestrzeni publicznej błyskawicznie uruchomiono narrację mającą przedstawić rodzinę jako niewydolną i przemocową.
Zderzenie narracji. Urażona duma. Rzecznik praw dziecka kontra druzgocąca ocena sądu. Monika Horna-Cieślak w mediach przedstawia się jako bohaterka ratująca maluchy twierdząc, że była świadkiem gwałtownej, agresywnej przemocy fizycznej i psychicznej. I zarzucając matce wyzywanie dziecka słowami TY KU. Porównywała tę sytuację nawet do tragicznej sprawy Kamilka z Częstochowy, a jako dowód na patologię policja i rzecznik podnosili znalezienie w mieszkaniu dwóch fabrycznie zamkniętych butelek piwa. Sąd opiekuńczy po zbadaniu sprawy i dokumentów zdemolował narrację rzecznika praw dziecka. Sąd uznał zachowanie matki na ulicy za w pełni zrozumiałą reakcję na strach o życie dziecka wbiegającego pod koła samochodów, a nie za celową agresję.
Brutalne odebranie dzieci, zignorowana babcia i rozbity dom. Samo wykonanie decyzji o odebraniu dzieci według relacji mężczyzny przypominało pokazową obławę. Gdy początkowo ani policja, ani kurator nie widzieli przesłanek do zabrania maluchów, pracownik biura rzecznika praw dziecka miał naciskać telefonicznie na sędziego, by ten mimo to wydał nakaz. Gdy sędzia odmówił, doszło do nadzwyczajnego spotkania Hornej-Cieślak z komendantem stołecznym policji i funkcjonariuszką policji, po czym wydano nakaz opuszczenia mieszkania przez rodziców i zakaz zbliżania się do dzieci. Policja takiemu spotkaniu z komendantem w prawdzie zaprzecza, ale co innego wynika ze znanych fragmentów uzasadnienia sądu.
Czas na dymisję Hornej-Cieślak i odpowiedzialność za ludzkie cierpienie. Ta sprawa pokazuje przerażający obraz urzędniczej samowoli. Emocjonalna reakcja rzecznik praw dziecka, napędzana najprawdopodobniej chęcią zemsty za osobiste uchybienie jej godności na ulicy, w połączeniu z gorliwą i nieproporcjonalną siłą policji, wyrządziła tej rodzinie niepowetowaną szkodę emocjonalną i materialną, jak się okazuje. Monika Horna-Cieślak, osoba sama nieposiadająca dzieci, swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem całkowicie straciła legitymację moralną i społeczną do sprawowania urzędu rzecznika praw dziecka. Tak w każdym razie to oceniam. Zamiast być tarczą dla najsłabszych, stworzyła opresyjny klimat lęku wokół rodziny, która choć ma swoją trudną przeszłość, w dzisiejszych czasach jest w dużym stopniu rodziną typową.
W każdym razie nie aż tak nietypową, jak może się na pierwszy rzut oka wydawać. Niezależnie od tego, ile żalu i emocji kryje się w słowach napiętnowanych ludzi, odwołanie Moniki Hornej-Cieślak z funkcji rzecznika praw dziecka jest nieuniknione. Jest to niezbędny krok, by rządzący udowodnili, co jest dla nich naprawdę ważne – dobro polskich dzieci i rodzin, czy pycha i bezgarność państwowych urzędników.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Matka opisuje incydent na ulicy z synem, w którym zaczął się konflikt z rzecznikiem praw dziecka Moniką Hornej-Cieślak.
Rzecznik praw dziecka opisuje incydent jako przemoc i prosi o wsparcie.
Rodzice opisują swoje warunki mieszkaniowe i brak przemocy w domu.
Opisanie procedury niebieskiej karty i wyroku skazującego ojca na rozbój.
Sąd opiekuńczy opisuje zachowanie matki jako zrozumiałe, a narrację Hornej-Cieślak jako nieprawidłową i nieproporcjonalną.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Niezależnie od tego, ile żalu i emocji kryje się w słowach napiętnowanych ludzi, odwołanie Moniki Hornej-Cieślak z funkcji RPD jest nieuniknione. Jest to niezbędny krok, by rządzący udowodnili, co jest dla nich naprawdę ważne: dobro polskich dzieci i rodzin czy pycha i bezkarność państwowych urzędników.
Cały tekst na stronie https://prostyzprawej.pl/8809/niebieska-karta-pala-na-rodzicow-rozliczyc-nagonke/
Zajrzyj na naszą stronę prostyzprawej.pl