Prawdziwe historie. Justyna
Według Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, w Polsce, co 10-ta kobieta, w wieku od 18-29 lat - pije "szkodliwie". To są oficjalne dane, a, jak wygląda rzeczywistość? Tego nie wiemy, zwłaszcza, że pijąca kobieta, to nadal temat tabu.. Gościem Dominiki Sygiet, w cyklu "Prawdziwe Historie" jest Justyna
To już było tak tragicznie, że ja już miałam dość siebie, dość bólu, bo mnie bolał cały organizm, bo ja musiałam oprócz tego, że piłam, musiałam się kryć, musiałam chodzić do roboty, więc dla mnie te ostatnie momenty tego picia to była tragedia. Ja faktycznie, ja już z tego chciałam wyleźć. Ja już sobie obiecywałam, to jest ostatni raz, to jest ostatni raz. To była tragedia. Ja byłam okropną osobą, taką nie powiem agresywną, ale no taką żadną. Żadno okrutno, niedobro, pyska to, taka bohaterka, wszystkich chciała ustawiać. Alkohol niestety tak działał, że człowiekowi się wyłączyło po prostu wszystko. Ja wiedziałam, że robię przykrość moim rodzicom, moim najbliższym, mojemu partnerowi, mojej córce.
To chyba było to, że ja jestem dalej taka, oni są do mnie tacy dobrzy, a ja jestem taka żadna. To było chyba takie oczyźwienie, żeby wyjść w końcu na piętro wyżej i się opamiętać. Co sprawiło, że postanowiłaś się leczyć, postanowiłaś pójść na terapię? Głównym takim czynnikiem, powodem, to tak teraz bym mogła powiedzieć, że się zawzięła i powiedziała, ja wam wszystkim pokorzę, że nie będę piła. Pokorzę to mojemu partnerowi, pokorzę to mojej córce, nie będę piła. Mój partner w końcu kiedyś mi powiedział, Justyna ty się na dowoz na leczenie i dobrze by było jakbyś zadzwoniła do zakładu, do ośrodka. Ja ci nie mogę pomóc, twoi rodzice ci nie mogą pomóc, nie ma wpływu na to twoja córka, więc dziołcha zrób coś z tym.
Ja chciałam jeszcze wrócić do tego momentu, kiedy podjęłaś decyzję. Kto wtedy wiedział o tym, że zamierzasz się leczyć? Pierwszą osobą, jaką wiedziała i to był mój partner, teraz już mąż, później była moja córka i moi rodzice oczywiście i koleżanka z pracy. A jeśli chodzi o znajomych, o ludzi, z jakimi się spotykasz na co dzień, wiedzą? Mówisz o tym? Że jestem w terapii, czy że jestem uzależniona od alkoholu, jeżeli nie ma takiej potrzeby, to nie godzę, bo myślę, że... Nie powiem żadnie, że to nie jest coś takiego, co idzie się łazić i chwolić, ale na pewno mówię bardzo energicznie, że nie piję, nie?
My się za to śmiali, że to jest taka pralnia czy rzeźnia ta jedynka, ale ona była potrzebna. Koleżanka mi kiedyś powiedziała, że ona mówiła, że kurde, na tej jedynce są takie ciężkie prace. My zamiast się cieszyć tym, że żyjemy, to wracamy do tych czasów, kiedy my właśnie były takie, żadnie powiem tak dosadnie, takie upodlone. A się okazuje, że to właśnie był ten moment i to jest potrzebne takiej osobie jak ja przynajmniej, żeby czyśćwo spojrzeć teraz na to wszystko i już raczej do tego nie wrócić. Nie wrócić, nie raczej, wycinam to. Jak długo trwa ten pierwszy etap terapii? No, jedynka to jest cztery miesiące. Dwójka jest bardzo fajna. Człowiek się właśnie dużo uczy o mechanizmach choroby, o sygnałach ostrzegawczych, kiedy może poznać, że coś się z organizmem dzieje i że może w jakimś momencie sztopnąć, że coś nad czym się zastanowić, żeby dalej się nie pogłębiać w tym.
A teraz faktycznie ja się cieszę życiem takim, jak teraz jest. Cieszę się każdym kolejnym trzeźwym dniem, wspaniałą pogodą, żadną pogodą. No ale są momenty też takie gorsze. Zdarzają się chyba każdemu, prawda? No oczywiście, że się zdarzają. No jak nie? Jak to życie nie jest usłane ani kwiatkami, ani różami? Przychodzą takie momenty, chociaż się tak kiedyś właśnie zastanawiałam. Kiedyś się prowadziłam z partnerem i poszłam do łóżka i mówię, kurde, teraz bym się kupiła setkę. I tak się przegryzałam z tym, ale potem mówię tak, o ty głupio babo, komu ty chcesz zrobić na złość? Pokazać chłopowi, że cię wpienił albo nie? Haha. Ale potem mówię, kobieto, no co ty, to jest niepoważne, masz takie piękne, czyźwe życie i trzeba sobie jakoś inaczej z tym poradzić.
A ja się lubię zawrzeć w kuchni, zrobić rodzinie jakiś dobry obiad. Oczywiście jak mam czas, bo w większości to mój mąż gotuje. Lubię piec ciasta. Puszcza się fajny jakiś serial, czy jakiś film w telewizji. Nawet zaczęła książki czytać. Nawet mam czas się spotkać z koleżankami. Nawet mam czas do teatru iść. W Tobie kiedyś pomyślał, że Justyna będzie w teatrze. A zdarza się to. Wakacje na przykład też wyglądają zupełnie inaczej na trzeźwo. O Boże, wakacje są przepiękne na trzeźwo. Ludzie, to jest niesamowite. Ja nie muszę kombinować. Wyobrażacie się to? Jeden pokój, trzy osoby, do tego pies i matka, która chce się coś napić. To moje kombinowanie to by musiało chyba być, nie wiem, medal za to, co ja musiałam wyprawiać, żeby się napić, żeby żaden się nie kapnął, nie?
Ja uwielbiam jeździć na wakacje, jak jest czyśćwo. Mnie nie przeraża żadna trasa dziewięciogodzinna, jak jedziemy nad morze, bo przeważnie jeździmy nad polskie morze. Mnie nie przeraża nic, ja jestem szczęśliwa, już się nie umiem doczekać w tym roku kolejnych. Teraz będą trzecie czyśćwe wakacje, no i to jest najlepsze na świecie. Czyli nie masz takiego poczucia, jestem gorsza, nie mogę tak jak inni normalnie się napić. Nie masz czegoś takiego? Nie, ja nie mam takiego poczucia, że jest gorszo, bo ja nie jest wcale gorszo. Ja się czuję bardzo dobrze, tak jak od mnie, żadnego nie oceniam. Ja sobie piję tę wodę i mi z tym dobrze jest. Nie potrzebuję mieć nic wyskokowego, żeby poczuć się lepiej, żeby pokazać, a ja też się mogę napić. Nie, po prostu jestem osobą niepijącą. Teraz byłam kiedyś u koleżanki na kawie.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.