Mentionsy Mentionsy
Polityka Insight Podcast
Polityka Insight Podcast

Shutdown | Z dystansu

03.10.2025 ·40 min 53 s

W dzisiejszym odcinku Jan Jęcz, wyjaśnia, na czym polega zawieszenie prac amerykańskiej administracji, jak do niego doszło oraz jak Demokraci i Republikanie spróbują wykorzystać shutdown, by zwiększyć swoje poparcie. Rozmowę prowadzi Andrzej Bobiński. Zapraszamy!

Porozmawiamy też o tym, czy demokraci mają pomysł, jak pokonać Trumpa oraz czy są za mało, czy za bardzo radykalni. Zapraszam na rozmowę. Janku, co to jest shutdown, jak działa i kiedy ostatnio się zdarzył? Shutdown to w największym uproszczeniu zawieszenie działalności administracji. To jest taka sytuacja w amerykańskiej polityce, w której kongres nie może się dogadać co do budżetu. Jest to podstawowy powód takiego shutdownu i w poprzednich przypadkach właśnie z tego powodu rząd zawieszał pracę. że kongres nie mógł ustalić, jak dalej pracować, jak dalej działać z wydatkami budżetowymi i w związku z tym nie ma pieniędzy, to administracja musi zawiesić swoją pracę do czasu, aż kongres się dogada i jakieś nowe ustalenia przyjmie.

To jest o tyle istotne, że kongres ma w Stanach jedyną power of the force, czyli moc nad portfelem. To kongres decyduje, jakie pieniądze z budżetu na co są alokowane, więc bez jego zgody, bez zgody obu partii ostatecznie. Nie da się tych pieniędzy, które gdzieś zostały wcześniej w budżecie ustalone, faktycznie nie da się ich wydawać. I ostatni raz do takiego poważnego shutdownu doszło na przełomie 2018 i 2019 roku. To był też najdłuższy w historii Stanów Zjednoczonych shutdown. On trwał bodajże 35 dni. W ogóle z tego, co sprawdzałem, tych shutdownów w historii było 11. To jest trzeci shutdown za kadencji Donalda Trumpa, także rzeczywiście Donald Trump jest tutaj rekordzistą i fakt, że akurat dla jego kadencji już dwóch się dzieją te shutdowny jest związany z tym, jaki styl polityczny uprawia.

Ten rok się kończy 30 września. Do tego czasu kongres Miał za zadanie przyjąć te appropriation bills, nie zrobił tego. Już tak mniej więcej miesiąc temu było wiadomo, że pomimo, że część tych appropriation bills udało się przyjąć, to cały ten proces nie zostanie zrealizowany. Przede wszystkim ze względu na rosnący konflikt po prostu demokratów z Donaldem Trumpem. a w szczególności fakt, że Donald Trump przestał się przejmować tym, że kongres decyduje o tej power of the purse, o czym mówiłem, i zaczął po prostu blokować wydatkowanie niektórych pieniędzy, które kongres do tego wydatkowania przeznaczył. Zaczął po prostu blokować finansowanie niektórych części działania administracji, na przykład pomoc międzynarodową.

No i to sprawiło, że o ile wcześniej demokraci jeszcze chcieli się, powiem w cudzysłowie, bawić w dwupartyjność i w porozumienia i dbanie o wyższą sprawę, żeby państwo dalej funkcjonowało, o tyle sytuacja, w której tak naprawdę to, że oni by wspólnie przyjęli jakieś zasady wydatkowania budżetu, a później Donald Trump i tak by się do nich nie stosował, sprawiła, że to przestało mieć jakiś większy sens. Po prostu pewne fundamentalne zasady zostały naruszone. W związku z tym szukano jakiegoś krótkotrwałego porozumienia, które dałoby trochę więcej czasu na poważniejsze negocjacje albo na przykład na to, żeby sądy wkruszyły i zatrzymały działania Donalda Trumpa. I zamiast tych appropriation bills zaczęto negocjować tę continuing resolution.

Jego wpływ w Waszyngtonie na demokratów można było zauważyć szczególnie w poprzednim roku w czasie kampanii prezydenckiej, ponieważ to on był jedną z tych osób, które naciskały na to, żeby Joe Biden ustąpił i nie ubiegał się kolejny raz o prezydenturę. I od tego czasu jego znaczenie, znaczenie jego publicystyki, znaczenie jego przemyśleń rośnie. I niedawno opublikował taki felieton, taki esej w New York Timesie, w którym zływa liderów partii demokratycznej Hakima Jeffreysa i Chaka Schumera, żeby właśnie doprowadzili do zawieszenia działań administracji. Znaczy on im postawił taką alternatywę. Albo pokażecie, że macie jakiś inny plan na przeciwstawianie się rosnącemu autorytaryzmowi rządów Donalda Trumpa, a on tam wprost mówi o autorytarnej konsolidacji władzy w tym tekście.

tą bitwę polityczną, to znaczy w jaki sposób republikanie, demokraci i Donald Trump chcą opowiedzieć społeczeństwu, że to nie oni są winni, tylko ci drudzy i wokół jakich tematów właśnie będą chcieli spróbować zdobyć jak najwięcej punktów politycznych, zwiększyć swoje poparcie, mając na uwadze, że już powoli zaczynamy myśleć o przyszłorocznych wyborach połówkowych, o midterms, które czekają nas w listopadzie 26 roku. Chodzimy w okres tak naprawdę wojny narracyjnej. To znaczy na razie jeszcze nie ma jakiejś wielkiej zewnętrznej presji ze strony czy to społeczeństwa, czy to gospodarki na to, żeby jak najszybciej przywrócić te wszystkie funkcje państwa. To jeszcze się nie stało aż tak uciążliwe, natomiast pewnie ta cierpliwość niedługo zacznie się kończyć.

I że koniec końców... Jedna strona będzie mówiła, że to oni, a druga strona będzie mówiła, że to tamci. Natomiast koniec końców to jest odpowiedzialność państwa, a na czele państwa stoi Donald Trump i stoją republikanie. Więc rozumiem, że trochę ta kalkulacja demokratów jest taka, że uciążliwość, którą ze sobą niesie shutdown, siło rzeczy obarcza jednak tą administrację i pokazuje jej brak sprawczości. I czy to nie jest tak, że to w pewnym sensie wystarcza? To znaczy, jeżeli ja jestem średnio zamożnym Amerykaninem, który nagle musi zapłacić olbrzymie pieniądze za to, żeby pójść do lekarza albo, nie wiem, wyleczyć swoje dziecko z czegoś, no to nie będę teraz siedział i się zastanawiał, czy to demokraci, czy republikani, kiedy kto zaczął, tylko ogólnie będę wściekły na państwo, a państwem jest Trump.

To jest ten domyślny scenariusz, na który demokraci z pewnością liczą. To o czym mówisz, to znaczy, że kiedy coś złego dzieje się w kraju, to obarczamy winą rządzących. Tylko przy tak dużej kontroli narracyjnej, którą republikanie sprawują jednak na dużą częścią społeczeństwa, ten domyślny scenariusz... Przestaje być tak bardzo domyślny. I ta oczywista logika, którą przedstawiłeś, to znaczy jak coś złego dzieje się w kraju, to na pewno jest to wina rządzących, ona przestaje być aż tak oczywista. To jest to ryzyko, z którym demokraci się mierzą i którym teoretycznie powinni próbować zażegnać, robiąc coś więcej. Jak sobie spojrzymy na wczesne sondaże opinii, na przykład z 1 października Washington Post, no to tam rzeczywiście widać, że 47% respondentów obwinia za shutdown Trumpa i republikanów, 30% obwinia demokratów.

Potem są ludzie, którzy twierdzą, że obie strony są winne, albo tacy, którzy nie mają opinii. I generalnie ta sytuacja się powtarza też w innych sondażach, na które patrzyłem. To znaczy jest jakaś taka... różnica mniej więcej 10 punktów procentowych między tą grupą, która obwinia Trumpa i Republikanów, a tą, która obwinia Demokratów. No ale po pierwsze sam fakt, że jest ta grupa, która obwinia Demokratów, no to pokazuje, że jeszcze przynajmniej ten efekt, o którym mówisz, się nie zadział, a przynajmniej, że ta baza republikańska jest jeszcze wciąż mocna. A po drugie, to może być za mało dla Demokratów, że... ludzie będą zniechęceni do Trumpa, bo oni jednak też muszą zachęcić ludzi do siebie i pokazać, że to nie jest tylko tak, że państwo jest w kryzysie i winne za to ponoszą republikanie, ale powinni starać się teorii, żeby pokazać, że

To znaczy, że koniec końców przeciętny Amerykanin w miarę rosnącej uciążliwości tej sytuacji Będzie coraz bardziej zły i sfrustrowany. I jeżeli jest demokratą, to siłą rzeczy będzie obwiniał za to Trumpa. Jeżeli jest republikaninem, bliżej mu będzie do obwiniania za to demokratów. Ale jednak zakładam, że będzie oczekiwał, że ktoś z tym coś zrobi. I jednak tutaj większa sprawczość i ta opowieść o tej wszechmocy Trumpa powinna jednak ucierpieć chyba w tej sytuacji. Więc trochę ja mam z tym problem, bo ja też słuchałem jakichś podcastów amerykańskich i też mam takie poczucie, że jest. Taka opowieść o tym, że to jest pytanie kto wygra tą wojnę narracyjną oraz jak w miarę rosnącej uciążliwości tej sytuacji ten rozkład poparcia będzie się zmieniał.

Ale z drugiej strony są też różne wyniki badań, które sugerują, że jesteśmy w tak silnie spolaryzowanej sytuacji w amerykańskiej polityce, że tutaj ta linia frontu jest bardzo jasno wytyczona i że tak naprawdę ludzie nie zmieniają już w tym momencie, po wszystkim, co się wydarzyło przez ostatnie 8 miesięcy, specjalnie swoich sympatii czy poparcia. No zasadniczo albo kupujesz Trumpa, albo go nie kupujesz i jedyne moim zdaniem, co mogłoby to zmienić, to są takie efekty dnia codziennego, realnego życia, a nie opowieści politycznej. to ja może troszeczkę spróbuję obronić swój argument przeciwko demokratom, bo nie chodzi mi nawet o to, że oni muszą znaleźć jakieś koniecznie wykonujące argumenty i teraz zająć się edukowaniem społeczeństwa.

Sytuacja gospodarsza się pogarsza i ludzie niedługo odczują efekty ceł, kiedy one zostaną wprowadzone. My musimy po prostu stać z boku, czekać, nie narażać się za bardzo wyborcom. Ale to jest strategia, która od marca do września z jednej strony jasne nie odbiła się jakoś szczególnie negatywnie na demokratach, a to poparcie Donalda Trumpa nie jest za duże, no ale po drodze stało się po prostu bardzo dużo złych rzeczy, jeżeli chodzi o ten właśnie autorytarny marsz. I to jest rzecz, której Schumer wydawałoby się trochę nieprzewidział. To znaczy, że to nie będzie business as usual, że po prostu Trump będzie psuł gospodarkę, ludzie zaczną to zauważać, on będzie się wycofywać i będzie taki trochę taniec Donalda Trumpa, który obserwowaliśmy w pierwszej kadencji.

Teraz dzieją się rzeczy jednak dużo radykalniejsze. ICE wchodzi do miast, wojsko na ulicach, więc to był pierwszy test, że teraz rzeczywiście już musimy ten kij w szprychy włożyć. Ale ze względu na to, jak wzrosło wyzwanie, którym mierzą się demokraci między marcem a wrześniem, to też wzrosły oczekiwania wobec nich. I teraz ta strategia czekamy, obserwujemy, nie pozwalamy, ta mądrość nie przeszkadzać swojemu przeciwnikowi, kiedy sam się pokonuje, no już trochę przestaje mieć znaczenie w sytuacji, w której rosną obawy o to, że ten autorytarny marsz Donalda Trumpa będzie postępował, że być może nie będzie kolejnych w pełni wolnych wyborów, że ta erozja praworządności w Stanach...

rzeczywiście może się źle skończyć, szczególnie, że trochę zużywa się to narzędzie. Chodzi mi o to, że to są tak naprawdę dwa porządki. Jest jeden taki porządek ogólnego patrzenia na amerykańską politykę, gdzie w sposób oczywisty Donald Trump jest w uderzeniu narracyjnym i wychodzi z nowymi pomysłami, z nowym językiem. z niesamowitą umiejętnością zarządzania uwagą w polityce, która coraz bardziej jest o uwadze, a demokraci nie są w stanie się pozbierać, nie mają przywództwa, są podzieleni i jeszcze o tego trochę nie wiadomo, o co im chodzi. Zgoda. Natomiast patrząc trochę na sekwencję i na timing tego, co się dzieje przez ostatnie 8 miesięcy, to zwracam uwagę, że mówimy o 8 miesiącach czteroletniej kadencji. Więc też już założenie, że demokraci nic nie mogą, są słabi, nic nie wymyślili...

OK, przez pierwsze pół roku czekamy, co nowy prezydent zrobi. Później mamy mniej więcej półtora roku do midtermsów, żeby zrobić bunt i wymyślić się na nowo z propozycją. Później przychodzą midtermsy, jeżeli się nam uda w nich wypaść dobrze, no to mamy takie dwa lata po prostu jakiegoś przeciągania liny, ale jednak jesteśmy w coraz lepszej pozycji. No i przychodzą te wybory prezydenckie, do których wchodzimy w o wiele lepszej sytuacji niż cztery lata wcześniej. Kontrargument jest taki, że tak powinna funkcjonować demokracja, ale tak już Stany Zjednoczone nie będą funkcjonować. I republikanie, to jest to, czego oni najbardziej właśnie nie chcą, żeby tak to funkcjonowało, żeby to był taki business as usual. Pamiętam, jak jeszcze przed wyborami kiedyś rozmawialiśmy o tym, jak może wyglądać najgorszy scenariusz po dojściu Donalda Trumpa do władzy.

Za chwilę wybory na burmistrza. Eric Adams się wycofał niedawno z tych wyborów, prawdopodobnie za sugestią i jakimś obietnicą Donalda Trumpa. W tym momencie o to stanowisko będą konkurować Andrew Cuomo, właśnie Zoran Mandani, Curtis Sliwa, fantastyczna legenda republikanów. który kończy zawsze z jakimiś pojedynczymi punktami procentowymi. No może jakimś niskim, dwucyfrowym wynikiem. No ale wydaje się, że Mamdani spokojnie to wygra. I pomimo tego, że on jest tą nową twarzą Partii Demokratycznej, że tak po prostu znikąd się wziął i pokonał tego Andrew Cuomo, przedstawiciela establishmentu, to on wciąż nie dostał poparcia ze strony Jeffreysa i ze strony właśnie szefostwa partii.

I to były związane też z tym cyklem wydarzeń, które oni organizowali, późniejsze protesty, no były, z tego co ja czytałem, jednymi z największych w ogóle protestów w historii Stanów Zjednoczonych. Więc ewidentnie jakiś duch w społeczeństwie jest i pewnie można by robić dużo więcej, żeby go uwolnić. A tymczasem to się nie dzieje. Dobra, to moje ostatnie zdanie, a potem zostawię tobie ostatnie zdanie. Wydaje mi się, że tak na czuja to Zoran Mamdami jest... wymarzonym przeciwnikiem dla Donalda Trumpa. I ja mam taką intuicję, że sytuacja, w której teraz szatan by został wykorzystany do podkręcenia emocji społecznej po stronie demokratów, by zaogniło sytuację, zwiększyło polaryzację, ułatwiło życie Donaldowi Trumpowi i wytłumaczyło, dlaczego on musi teraz wysłać amerykańskie wojska na ulice największych miast.

żeby stłamsić protesty i mogłoby to być de facto samospełniającą się przepowiednią. Natomiast, i tu jednak jakoś podeprę się argumentem innym niż intuicja, czytałem niedawno taki pamflet, który się nazywa Project 2025, to nie sam program, tylko omówienie tego programu już napisane, z perspektywy pierwszych miesięcy prezydentury Donalda Trumpa. I abstrahując od jakości tej książki krótkiej, bo nie było tam jakoś bardzo wiele bardzo ciekawych i głębokich myśli, natomiast zasadniczo to się sprowadzało do tego, że opowieść jest o tym, że to nie jest tylko o hasłach, to nie jest tylko o narracji, to jest o głębokiej zmianie administracji i sposobu, w jaki funkcjonuje państwo. I teraz, jeżeli taka jest realna emocja w trzewie Białego Domu i tej administracji,

Więc też bym spojrzał na ten szatan trochę od tej strony, od strony ludzi, którzy sprawują władzę i tą władzę jest im ciężko sprawować i mierzą się z codziennymi problemami rządzenia, a nie tylko właśnie z tą narracją, emocją i tą potrzebą, żeby wyjść i podpalić Amerykę, bo dzieje się źle. Dwa zdania na koniec. Pierwsze, wydaje mi się, że to mogło nie wybrzmieć, a warto, żeby jednak wybrzmiało. Chyba zgadzamy się obaj, że ten shutdown był potrzebny Stanom Zjednoczonym. To znaczy, ja absolutnie nie twierdzę, że była jakaś inna droga niż shutdown. Wydaje mi się, że do tego znów wrócę, do tego przesilenia musiało dojść w końcu. Bardziej chodzi mi o to, co będzie z nim dalej i czy to będzie tak jak przy poprzednich shutdownach, które rzeczywiście osłabiały Donalda Trumpa, czy jednak jesteśmy już w nowej rzeczywistości, w której on ma większe możliwości wykorzystania shutdownu.

No i tutaj przechodzę do tej drugiej kwestii, o której ty przed chwilą mówiłeś. Czy rzeczywiście jest tak, że ten kij w szprych administracji jest w stanie zatrzymać ten rozpędzony, skoro już mówię o szprychach, to pewnie rower Donalda Trumpa? Być może to jest blef, ale w ostatnich dniach sygnały, które płyną ze strony Donalda Trumpa, przede wszystkim w postaci wpisów na Truth Social, są takie, że wraz z Russellem Wottem, czyli szefem Office of Management and Budget, a oprócz tego jednym z autorów tej strategii Project 2025, że oni chcą wykorzystać tę okazję do tego, żeby dokonać... głębokiego przeglądu całej administracji i już nie tylko zwalniać tysiące pracowników, ale żeby likwidować całe, jak to nazwał Donald Trump, demokratyczne agencje.

niż z tym, że oni nie będą mogli realizować dalej swojej agendy, że nie będą mogli właśnie w tych wieżowcach waszyngtońskich wypełnionych dzieciakami zatrudnionymi jeszcze przez Doł, o czym może nie wszyscy wiedzą, wciąż funkcjonuje, chociaż Ilona Muska już w ruchu Donalda Trumpa nie ma. że oni wciąż będą działać, że oni wciąż będą przetwarzać te bazy danych, wciąż będą tworzyć listy pracowników do zwolnienia, wciąż będą szukać dalszych cięć budżetowych. No i to jest realne zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych, więc wydaje mi się, że to nie do końca jest tak, że to jest problem dla tej machiny republikanów, które z jakichś względów, bo to w mojej metaforze jest rowerem. To ja na koniec bym zacytował jeszcze z reklamy, który wydaje mi się, że mówił na początku tej prezydentury i dosyć często to powtarzał, to znaczy w sytuacji, w której bardzo dużo rzeczy się dzieje, to my demokraci musimy wiedzieć tak naprawdę o co to się gra, skąd mogą przyjść rzeczywiste, realne zagrożenia i nie dać się rozproszyć i nie dać się pogubić tej właśnie takiej emocjonalnej, kapitalikowej polityce truth socialowej.

Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.