264. Poligamia: relikt barbarzyństwa czy fundament wiary? Historia mormonów, część 2
Po przerwie wracamy do historii mormonizmu - tym razem opowiemy o drugiej połowie XIX wieku, kiedy „święci” dotarłszy do Utah, znowu znaleźli się na kursie kolizyjnym ze Stanami Zjednoczonymi. Posłuchajcie o Brighamie Youngu, drugim proroku, który zreorganizował i wzmocnił Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, ale niejednokrotnie postępował przy tym w sposób daleki od świętości.Opowiemy o „wojnie w Utah” i walce z „tyrańskim rządem federalnym”, zwieńczonej straszliwą masakrą na Mountain Meadows w 1857 roku. O stosunku proroka do wojny secesyjnej i o tym, co wydarzyło się po niej, kiedy Republikanie zdobyli pełnię władzy i wyeliminowawszy niewolnictwo, zajęli się drugim z „bliźniaczych reliktów barbarzyństwa”: poligamią, którą mormoni z kolei uważali za absolutny fundament swojej religii.Czy jednak mormońskie kobiety rzeczywiście potrzebowały ochrony Waszyngtonu? Dlaczego amerykańskie sufrażystki po wizycie w Utah wracały skonfundowane? Jak to możliwe, że mormońskie kobiety jako pierwsze Amerykanki dostały prawo głosu? Na czym polegały intrygi „mormońskiego Richelieu” i dlaczego kościół ostatecznie ugiął się przed rządem federalnym i wyrzekł się wielożeństwa? I czy rzeczywiście się go wyrzekł?Posłuchajcie drugiej z trzech części naszej opowieści o tej ultramerykańskiej religii.
No i może także o tym się można było dowiedzieć, jak to mieszkańcy Warszawy najechali Kartaginę, żeby... wymierzyć sprawiedliwość, tak jak to postrzegali tę sprawiedliwość Josephowi Smithowi i co się później po tym, po zabójstwie Smitha stało z mormonami, a mianowicie władzę przejął Brigham Young i ten nowy przywódca poprowadził, niczym Mojżesz, mormonów do nowej ziemi obiecanej, do Utah, wówczas poza granicami Stanów Zjednoczonych, gdzie mieli... Nie dość, że przez te trudy mieli się zjednoczyć, no bo wiadomo jak człowiek przechodzi takiemu trudności w grupie to się jednoczy, a poza tym w tak trudnych warunkach na ziemi niczyjej musieli zbudować to swoje królestwo od nowa i to również miał być taki czynnik jednoczący, no ale poza tym mieli przede wszystkim mieć spokój, żeby im władza nie mówiła co im wolno, a czego im nie wolno, przede wszystkim dlaczego nie wolno im mieć wielu żon.
Publiczne ogłoszenie doktryny o poligamii, o wielożeństwie nastąpiło w 1852 roku. Wtedy dopiero Brigham Young głośno powiedział to, co już wszyscy wiedzieli po cichu, a na pewno wszyscy mieszkańcy Salt Lake czy Great Salt Lake City wówczas wióta, a mianowicie, że wielożeństwo jest jednym z objawień Josepha Smitha i że mężczyzna powinien mieć więcej niż jedną żonę. To w ogóle było trochę po cichu na początku o tym wielożeństwie. To nawet po cichu przed żoną. Przed żoną, nawet żonie tego nie mówił. Później w 1943 roku ogłosił. Ale też tylko nielicznym. Tak jest, to podyktował to objawienie. Musiał też przekonać samego Brigham Younga, który początkowo się opierał, ale jak już został przekonany, to wszedł.
Na całego, 27 żon. I 56, albo 57 dzieci, albo 6, to słyszałem dwie wersje. W każdym razie później ogłoszono to publicznie, tak jak Piotr wspomniał, w 1952, żeby jeszcze to umiejscowić państwu w tej wędrówce mormonów, to oni dotarli do Utah w 1947 roku. Tak, i w 1950 roku Utah zostało przyjęte do Stanów Zjednoczonych jako terytorium. Nie stan, ale właśnie terytorium i pierwszym gubernatorem, jak już mówiliśmy, został Brigham Young. No i dwa lata później Brigham Young ogłasza jednak doktrynę wielożeństwa publicznie, no i oczywiście... Musi to budzić kontrowersję. Zdaniem Younga wielożeństwo było odtrutką na współczesne bolączki Ameryki, czyli nieporządek, rozpuste, prostytucje.
Wiele się nie zmieniło. Teraz by mogło być taką odtrutką. Znaczy i nadal jest zdaniem części radykalnych. Uważaj Łukaszu, co mówisz. Powiem twojej żonie. Ale ja oczywiście mówię to z pewną dosą. Z dystansem, mam nadzieję. Po prostu testuję reakcje społeczne. No i Young mówił też, że poligamia jest dobra dla kobiet, ponieważ kobiety zyskują w ten sposób opiekę mężczyzn, nie są narażone na przemoc mężów, na ich humory, na ich jakiś wyzysk domowy, ponieważ całe te obowiązki domowe są podzielone. Ja trochę tego nie rozumiem. Bo jednocześnie kobiety obowiązywały ich całkowite posłuszeństwo wobec mężów. Więc nie rozumiem, dlaczego jak masz więcej żon, to jesteś wobec nich lepszym mężem, niż jak masz jedną żonę.
Rozumiem, że dzielą się tymi obowiązkami między sobą. I opieką nad dziećmi i tak dalej. No tak, no to można, nie wiem, instytucje publiczne, jak przedszkola założyć, czy coś takiego. Ale wiele rodzin morskich funkcjonowało trochę jak przedszkola, o czym państwu jeszcze opowiemy. Sam Brigham Young w swojej posiadłości, bo był bardzo bogatym człowiekiem, stał się bardzo bogatym człowiekiem i miał dwa domy takie, w których mieszkał. Mieszkała jego rodzina, jego żona i dzieci. Jeden dom się nazywał Beehive, czyli Ulpszczele, a drugi się nazywał Lion, ponieważ Brigham Young był lwem pana. Ale miał też własną szkołę dla dzieci. Trzecim budynkiem na terenie posiadłości Brighama Younga była szkoła, bo te pięćdziesiąt kilka pociech Jednego nie rozumiem. Oni opowiadali, że wielorzeństwo jest właśnie tą otrutką na choroby społeczne, no bo nie ma kobiet porzuconych, nie ma kobiet w cudzysłowie upadłych, bo jest jakiś przedstawiciel społeczności, który ją weźmie za żonę i się nią zaopiekuje.
No tak, ale możesz się opiekować ludźmi, którzy mają jakieś kłopoty albo są starsi i potrzebują pomocy, niekoniecznie się z nimi żeniąc, rozumiesz? Tak, rozumiem. Są też takie społeczeństwa, które... Tak, zdarza mi się czasem kimś zaopiekować i pomóc komuś i od razu przed ołtarzem. To masz rację. Tak, ale Brigham Young, jak widzisz, miał inny pomysł. Być może w Utah w 1852 roku z pewnością wdałby się z nim w ciekawą debatę. Jedyną receptą na bolączki społeczne jest po prostu się ze wszystkimi orzeń. I wtedy z nikim nie masz konfliktu, bo wszyscy jesteście jedną wielką rodziną. A jak wiadomo, z rodziną zawsze człowiek nie ma... Zawsze dobrze, nigdy się człowiek nie kłóci, to jest super. Ale nie jest tak, proszę państwa, że każdy miał tak jak Brigham Young, to znaczy, że każdy miał po prostu 27 żon i 3 domy.
Tak naprawdę wiąże się z zamożnością. Bogatych na to stać, biednych niekoniecznie. Niemniej jednak pod koniec dekady, czyli w okolicach 1860 roku już mniej więcej połowa mieszkańców Juta żyła w jakichś poligamicznych rodzinach. tylko czasem były to rodziny, przeważnie były to właśnie rodziny mąż i dwie żony, rzadko był to mąż i 27 żony, jak w przypadku Brighama Younga. I tutaj pozwolę sobie na pewne porównanie, nie zupełnie bez kozery, trochę jak z niewolnictwem, to znaczy, że była bardzo wąska grupa najzamożniejszych Amerykanów z południa, którzy mieli oczywiście setki niewolników i wielkie plantacje, a większość, biedniejsza część nie miała w ogóle niewolników, lub jeśli miała, to jednego czy dwóch, ale wszyscy tego systemu bronili.
Znowu, tak jak powiedział Łukasz, nieliczni mormoni mieli niewolników, natomiast ustawodawstwo terytorium Juta na niewolnictwo zezwalało. No i ta sytuacja była taka dość dziwna, bo z jednej strony Mormoni przyjmowali w swoje szeregi czarnych, przynajmniej za czasów Josepha Smitha, ale Young miał już inne poglądy i Young był zdecydowanie bardziej rasistowski niż Joseph Smith, bo Joseph Smith też był rasistą, jak większość ówczesnych Amerykanów. Jak większość ówczesnych ludzi. Tak, ale Young zdecydowanie bardziej i nie tylko godził się na niewolnictwo czarnych, czy też jak ich nazywał, przeklętego plemienia Kanaanu, ale też ograniczał czarnym możliwość pełnienia posługi kapłańskiej w kościele mormońskim.
Ale byli jednak potomkami tych niegodziwców o ciemniejszym kolorze skóry, co dla mormonów było istotne. Więc można było ich ewangelizować, można było z nimi współpracować. Generalnie mieli z Indianami stosunki takie dwuznaczne. Z jednej strony zachowywali się jak typowi amerykańscy kolonizatorzy, z drugiej wszakże z nimi handlowali, czasami ich nawracali itd. I w 1857 roku, czyli pięć lat po tym, jak Brigham Young ogłosił publicznie doktrynę wielożeństwa, nowy prezydent Stanów Zjednoczonych, James Buchanan, demokrata, obiecał wreszcie coś zrobić z tymi mormonami. I wysłał tam armię. Wysłał armię do opieki nad nowym gubernatorem terytorialnym. Dlatego, że jak mówiliśmy wcześniej, gubernatorem terytorium mianowano Brighama Younga, ale Buchanan powiedział, dobra, dość już tego.
Odwołał Younga z funkcji gubernatora i wysłał swojego gubernatora, już nie Mormona, ale na wszelki wypadek wysłał z nim 2,5 tysiąca żołnierzy. I teraz jeszcze powinniśmy może przypomnieć z pierwszego odcinka doświadczenia Mormonów, bo to bardzo ważne, jak oni mogli taką informację odebrać. Otóż, jak wspominaliśmy, mieli doświadczenia prześladowań, wypędzeń, braku ochrony ze strony władz, czy to lokalnych, czy to federalnych, czy raczej... obojętności władz na ich prośby. Sama śmierć Josepha Smitha, kiedy tłum wtargnął do więzienia, gdzie był przetrzymywany i oczekiwał na proces i gwarantowano mu, gubernator przecież Illinois gwarantował mu bezpieczeństwo, a oczywiście tej obietnicy nie spełniono i strażnicy przyglądali się de facto, jak tłum wtargnął do więzienia i zabił Smitha oraz jego brata Hyruma.
No więc te wszystkie doświadczenia takiego męczeństwa, prześladowań, wypędzeń, no to mogli sobie pomyśleć mormoni, okej, ucięliśmy i przychodzą po nas znowu. W związku z tym będziemy się musieli bronić i Yang w odpowiedzi na to mamy taki okres wzmożenia i mobilizacji, formowania się lokalnych milicji w miejscowościach zamieszkiwanych przez mormonów, a wtedy... Wtedy to właściwie 100% mieszkańców Utah to byli Mormoni i przygotowują się na kolejną wojnę. Young wezwał do walki zbrojnej przeciwko tyjańskiemu rządowi i zapowiadał, że w razie konieczności Mormoni opuszczą Salt Lake City i przeniosą się jeszcze dalej, np. do Meksyku albo między Indian. Jak to powiedział, lepiej szukać schronienia między dzikimi niż w chrześcijańskiej Ameryce.
I taka była też oficjalna wersja kościoła mormońskiego. Twierdzono też, że kiedy już nie dało się tego dłużej bronić i wiadomo było, że jednak mormoni w tym uczestniczyli, no to wersja się zmieniła, że nie widzieli o tym nic liderzy kościoła mormońskiego, a na pewno nie widział o tym nic Brigham Young. To też zdaje się nie być prawdą. Przede wszystkim retoryka Brighama Younga była bardzo napastliwa i jakby to, co się wydarzyło, było zgodne z... z wezwaniami Brigham Younga do absolutnej konieczności walki za wszelką cenę z najeźdźcami, z napastnikami itd. Ale też wydaje się, że Brigham Young po prostu wiedział o tej masakrze i chronił jej sprawców przez bardzo, bardzo długo.
Znajdą państwo historyków, którzy powiedzą, że jednoznacznie wiedział i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Też trudno uwierzyć, żeby takie wydarzenie miało miejsce w Utah, które kontrolował w pełni Young bez jego przynajmniej cichego pozwolenia. Nie może... jasnego rozkazu, macie iść i zabić, ale trudno sobie wyobrazić, żeby to było bez jego wiedzy. No, historycy mormońscy, tacy bardziej pro-kościołowi, twierdzą, że nigdzie nie ma żadnego rozkazu na papierze, no ale z drugiej strony, czy naprawdę wyobrażają sobie, że znajdzie się list, na którym Brigham Young mówi, proszę wymordować 120 osób? Myślę, że jeśli już to takie rozkazy wydawało się ustnie, a nie pisemnie... Faktem jest, że odpowiedzialność mormonów za masakrę na Mountain Meadows nie ulega wątpliwości, mimo że oni sami twierdzili, że zrobili to pajutowie.
W każdym razie nie byli w stanie zdobyć Salt Lake City, które wszakże podobno było już w większości opuszczone, dlatego że spodziewając się, że wojska tam dojdą, Brigham Young nakazał opuszczenie miasta. No ale tak się nie stało i była to sytuacja kompromitująca dla prezydenta Buchanana, który nie był w stanie zrobić tak prostej rzeczy. zdawałoby się, jak podporządkować sobie zbuntowane terytorium. No i ostatecznie doszło do kompromisu, to znaczy uznano, że mormoni w zamian za amnestię uznają tego nowego gubernatora. No i władza Brygama Yanga została ograniczona, ale głównie została ograniczona teoretycznie niż praktycznie. Obie strony ogłosiły się zwycięzcami tej potyczki. Oligamia jak miała miejsce.
Była, tak była. No właśnie, ale przychodzi kolejny zwrot historyczny, czyli wojna secesyjna, w której Mormoni nie uczestniczą. Liczą na to, że ich problem się rozwiąże, bo Amerykanie będą walczyli między sobą i dzięki temu ich pozycja wzrośnie. ale kończy się niedobrze, bo wygrywają ci republikanie, którzy chcą eliminować niewolnictwo i eliminować te inne relikty barbarzyństwa. Sam Young liczył na to, że w wojnie obie strony się wybiją, a mormonom zostaną wdowy. To jest nawet taki cytat Brigham Younga, który mówi pozwólmy im się wybić, a my będziemy mieli bardzo dużo wdów dla świętych, czyli dla nas, dla mormonów.
I przywieźć im nie mormonów, przez co oni znowu, jest zagrożenie, że znowu będą mniejszością we własnym kraju, w tym swoim otoczeniu, tak jak wcześniej bywało. Tymczasem o dziwą z koleją transkontynentalną mormoni nie mieli problemu. Wbrew temu, co wieszczyli niektórzy, że to będzie gwóźdź dla trumny dla Brygama Younga i dla mormonizmu, bo przyniesie też świeckość, cywilizację i tak dalej, to mormoni uznali, że przeciwnie, że kolej może być przydatna, bo przyniesie do Utah więcej pielgrzymów i więcej mormonów, ludzi, którzy chcą osiedlić się w Utah, a także ułatwi im samym na wracanie innych, znaczy podróże z Utah w celach misjonarskich, no ale też przyniesie dobrobyt terytorium Utah, a mormoni znani byli z ciężkiej pracy, z takiego etosu pracy, z przedsiębiorczości i tak dalej, więc uznali, że jeśli będą prowadzić interesy głównie sami ze sobą,
powiedzmy, i to była wielka uroczysta ceremonia, a Brigham Young wbił ostatni gwóźdź w stacji w Salt Lake City, która była odnogą właśnie kawałeczek na południe od tego Promontory Summit. No ale Utah się zmieniło pod wpływem kolei, struktura demograficzna, 1870 rok, 98% populacji to Mormoni, 20 lat później już tylko 56%. No więc oczywiście wiadomo było, że przyjadą też nie mormoni. No i oczywiście zmieniło to trochę strukturę terytorium, wciąż terytorium Utah, ale też faktycznie przyniosło mormonom dobrobyt. Rzeczywiście Utah rozwijało się ekonomicznie całkiem dobrze.
Znano, że koleje nie są zagrożeniem, ale wciąż pozostał ten drugi relikt barbarzyństwa, z którym chcieli walczyć republikanie, mianowicie poligamia. I tutaj już problem wydawał się nierozwiązywalny, dlatego że dla Brigama Younga, dla kościoła mormońskiego wielorzeństwo było czymś absolutnie kluczowym dla tożsamości mormońskiej. W jednym z dokumentów dobre porównanie to tak jakby chrześcijanom zakazać chrztu. Jakby władza stwierdziła, że moczenie dzieci w wodzie to jest barbarzyństwo, nie godzi się, bo to w ogóle obrzydliwa sprawa, albo groźna, albo cokolwiek i nie wolno wam tego robić. No to co byś zrobił? Broniłbyś tego? Ja nie. ale jakby zakazali, to praktykowałbyś po cichu.
No i wszystko to odbywało się oczywiście w imię praw... kobiet. A te kobiety wcale tak tych praw nie chciały, a przynajmniej te mormońskie kobiety, bo miały inne prawa i rzeczywiście wierzyły w to, czy jak gdyby były przekonane, że ten system im sprzyja, bo odciąża, a poza tym miały... inne możliwości rozwoju. To znaczy paradoksalnie ci konserwatyści, mormoni w pewnych elementach praw kobiet byli bardziej liberalni niż społeczeństwo amerykańskie jako takie. Mogło się kształcić. To jest bardzo dziwne, bo w takim powszechnym przekonaniu to Utah pod rządami Brigham Younga i mormonów to jest taki jakiś gilead trochę z opowieści podręcznej, gdzie te żony są bezwzględnie posłuszne mężom i panuje po prostu patriarchat taki w... Patriarchat na pewno zawsze patologiczny, ale w takiej wersji naprawdę ekstremalnej.
Tymczasem... mormonki na przykład mogły się swobodnie rozwodzić, mogły występować o rozwód i co więcej, robiły to. Utah było potem względem liberalniejsze od większości innych części Stanów Zjednoczonych, jeśli chodzi o prawo rozwodowe. Nawet jedna z żon Brygama Younga się z nim rozwiodła. A ja nawet wiem, który miała numer. Tak, bo napisała później taki pamflet. 19. Żona numer 19, tak. I oczywiście pisała złe rzeczy o Brighamie Youngu i o poligamii. Natomiast mamy świadectwa wielu mormonek, które chwaliły te instytucje, instytucje wielożeństwa, które jak twierdziły dawały im więcej swobody, więcej wolnego czasu, bo siostry, żony opiekowały się dziećmi. Ale tu możesz powiedzieć, że po prostu wyprano im mózgi i w związku z tym chwalą system opresyjny?
Co to w ogóle za pomysł? No to w tym samym czasie, co Dr. Queen tam na tym dzikim zachodzie jest traktowana... w taki sposób. Wióta, kawałek dalej. Mormonki normalnie są lekarkami. No ale doktor Quinn też sobie dobrze radziła. Ja wiem, na operację na otwartym sercu robiła, pamiętam. Także ostatecznie wszystkich oczywiście przekonała do siebie. To prawda, ale... Ale wiele odcinków to zajęło. Tak, a mormonek było więcej, studiowały w najlepsze, jak właśnie mówi Łukasz, na koszt kościoła. To oczywiście nie znaczy, że Brigham Young był feministą, proszę państwa. To nie, oczywiście, że nie. Był mizoginem i pod jego przywództwem kościół mormoński skręcił w różne nieprzyjemne strony. To znaczy, jak już mówiliśmy, zaostrzył restrykcje rasowe i dyskryminacja czarnych za jego rządów
wzrosła. Zdecydowanie opowiadał się za bezwarunkowym posłuszeństwem kobiet mężom i władzom kościoła. No to właśnie z tymi głosami jest, ja się pytam. To znaczy mogą głosować, ale jednocześnie są bezwzględnie posłuszne, więc mi się wydaje, że to może być po prostu element utrzymywania twojej przewagi jako mormonów, no bo masz też żony, które zagłosują tak się, jak się im karze, no i w związku z tym masz... Twój blok wyborczy rośnie. Dlaczego godzisz się na rozwody na przykład? Dlaczego pozwalasz, żeby własna żona się z tobą rozwiodła? No właśnie, więc gdzieś przeczytałem, że rozwód był takim wentylem bezpieczeństwa, który umożliwiał działanie mormonizmu. To znaczy mormoni rozumieli, i Young też rozumiał, że to nie może być dyktatura. Taka kompletna, bo większość się nie zmontuje, ale jak już taka czarna owca się już bardzo nie godzi na tę poligamię, to żeby ją tam wypchnąć.
Żeby już wypchnąć, ona potem pewnie będzie pisała jakieś nieprzyjemne rzeczy, tak jak żona numer 19. ale że w ten sposób to może działać. Natomiast sprzeciw wobec poligami przyszedł też z nieoczekiwanej strony, mianowicie ze strony rodziny Smithów. No ale nie Józefa Smitha samego, tylko Józefa Smitha trzeciego, czyli syna, który wychowywał się z matką Emma. A mówiliśmy, że Emma nie była fanką tej instytucji, dowiedziała się o wielożeństwie jako ostatnia. jak to czasami bywa. I została w Illinois i nie poszła za Brigham Youngem do Utah. Mimo objawienia, które jej kazało wspierać Josepha Smitha i jak to było? Że jeśli nie posłucha, to będzie zniszczona.
i tam było jakieś takie ładne słowo, którego użyłaś. Nie szemrzyj. Nie szemrzyj, żeby nie szemrzyła. No właśnie, ona szemrzyła, nie godziła się na poligamie i jak mówimy, po śmierci Józefa Smitha próbowała swojego syna, Józefa III, zainstalować jako nowego proroka. On nie został z automatu, bo był wtedy za mały. A z kolei nie poszła też za Brigham Youngiem do Utah, została w Illinois i poparła przywództwo Jamesa Stranga. który był przeciwnikiem poligami, ale jak to często bywa, bardziej w teorii niż w praktyce. Ale Young oczywiście tego nigdy Emmie Smith nie wybaczył. I tutaj mała dygresja na temat tych mormonów z Illinois, mormonów od Stranga, tak zwanych Strangitów.
Oni oczywiście byli dużo mniejszą grupką niż ci mormoni z Utah. Co moim zdaniem też świadczy jak najpozytywniej o Youngu jako organizatorze i gościu, który umiał ocalić ten kościół. Z jednej strony masz kogoś, kto mówi zostańmy tutaj i nie będzie poligamii, a z drugiej masz kogoś, kto mówi, wiecie co, ale ja mam lepszy pomysł, będzie poligamia i jeszcze będziemy szli półtora roku przez pustynię. I tam zaczniemy wszystko od nowa. A oni mówią, to brzmi lepiej. I jeszcze po tej stronie tych, którzy mówią, zostańcie, tu masz żonę i syna twojego proroka. No więc tak jakby też mają dość mocny mandat do tego, żeby tym kościołem zarządzać. Także sukces naprawdę niezły organizacyjny i taki swego rodzaju charyzma, bo to nie była taka charyzma jak Josepha Smitha, ale takiego charyzma dobrego organizatora, który panuje nad sytuacją.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Po przerwie wracamy do historii mormonizmu - tym razem opowiemy o drugiej połowie XIX wieku, kiedy „święci” dotarłszy do Utah, znowu znaleźli się na kursie kolizyjnym ze Stanami Zjednoczonymi. Posłuchajcie o Brighamie Youngu, drugim proroku, który zreorganizował i wzmocnił Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, ale niejednokrotnie postępował przy tym w sposób daleki od świętości.
Opowiemy o „wojnie w Utah” i walce z „tyrańskim rządem federalnym”, zwieńczonej straszliwą masakrą na Mountain Meadows w 1857 roku. O stosunku proroka do wojny secesyjnej i o tym, co wydarzyło się po niej, kiedy Republikanie zdobyli pełnię władzy i wyeliminowawszy niewolnictwo, zajęli się drugim z „bliźniaczych reliktów barbarzyństwa”: poligamią, którą mormoni z kolei uważali za absolutny fundament swojej religii.
Czy jednak mormońskie kobiety rzeczywiście potrzebowały ochrony Waszyngtonu? Dlaczego amerykańskie sufrażystki po wizycie w Utah wracały skonfundowane? Jak to możliwe, że mormońskie kobiety jako pierwsze Amerykanki dostały prawo głosu? Na czym polegały intrygi „mormońskiego Richelieu” i dlaczego kościół ostatecznie ugiął się przed rządem federalnym i wyrzekł się wielożeństwa? I czy rzeczywiście się go wyrzekł?
Posłuchajcie drugiej z trzech części naszej opowieści o tej ultramerykańskiej religii.