Mentionsy Mentionsy
Podkast Urbankowej
Podkast Urbankowej

Moja szczera reakcja na podkast o Neokatechumenacie

24.03.2025 ·24 min 28 s

To dzień mojego... Coming Out'u! Zapraszam do słuchania.

i tę drogę robi i osoba, która jakby odeszła z tej wspólnoty, która ma jakieś tam słowa krytyki i tą osobą właśnie jest Agata Ruiner, teolożka, doktor teologii właściwie, doktor teologii, która prowadzi kanał na Instagramie PrawieMorały, kanał, który bardzo polecam z tym spojrzeniem na wiarę, na Kościół, na świat się bardzo utożsamiam, też utożsamiam się w ogóle z jej perspektywą na kościół i właśnie między innymi też na drogę naukotochominalną, o tym też zaraz powiem. Tak od początku mówiąc, ja nie chcę tutaj się rozwlekać nad tym, czym jest droga naukotochominalna, bo o tym możecie sobie przeczytać. I zarówno słowa krytyki, jak i właśnie różnych zachęt.

Na samej Wikipedii jest artykuł o tym, czym to jest i to jest chyba nawet dobrze skrócone. Jest to po prostu tak zwane itinerarium formacji katolickiej. Jest to po prostu taka instytucja, w której w formie właśnie wspólnoty możemy uczestniczyć w życiu Kościoła. Wspólnoty są przy parafii. Nauka tuchomonalna. Dlaczego nauka tuchomonalna? Dlatego, że jest ideą właśnie tej drogi, jest to, żeby przypomnieć sobie, odnowić te przyrzeczenia chrzcielne, ale przede wszystkim przypomnieć, dlaczego jesteśmy w Kościele właśnie, dlaczego jesteśmy ochrzczeni. I dobrze ten ksiądz właśnie przypomniał w tym podcaście, że dorośli ludzie, którzy się przygotowują do chrztu,

ponieważ oni tego chcą, a nie ich rodzice czy rodzice chrzestnicy, gdy jesteśmy właśnie mali, muszą przejść pewne etapy. I te same etapy przechodzą się właśnie na drodze neokatechumenalnej, są rozłożone o wiele więcej w czasie. Więc ta droga to nie jest nic wymyślonego, nowego, to jest po prostu przypomnienia i troszeczkę też taka zmieniona forma tego wszystkiego. Uważam, że jest to bardzo, to jest to oczywiście efekt Soboru Watykańskiego II i jest to bardzo potrzebne kościołowi, myślę generalnie. Dzisiaj tak w ogóle tak sobie myślę, że trudno być w kościele, nie będąc w jakiejś wspólnocie, po prostu będąc w parafii. No trudno, z wielu względów. Myślę, że sami wiecie dlaczego. Trudno w ogóle żyć bez wspólnoty w dzisiejszym świecie, bez jakiejś takiej grupy ludzi.

A najlepiej żyć w grupie ludzi, którzy podzielają Twoje wartości i spojrzenie na wiarę, więc w tej wspólnocie po prostu żyje się najłatwiej i jest to chyba najlepsza taka droga do Boga, bo we wspólnocie, czyli w drugim człowieku najbardziej możemy chyba zobaczyć to odbicie miłości Pana Boga i to, jak spostrzegamy życie, już tak się nie rozwijając. Możecie oczywiście przeczytać w internecie, czym jest droga. Myślę, że wiecie, czym jest droga, bo na pewno Wam się obiło o uszy doświadczenia innych ludzi, pewnie też negatywne. I gdzieś tam to, jaka jest droga, narastało pewnym tabu przez wiele, wiele lat w Kościele, też głównie polskim. Ona powstała właśnie w Hiszpanii, dotarła tutaj właśnie po Soborze Watykańskim II także do Polski.

Pierwsze właśnie te wspólnoty były tutaj dopiero za jakiś czas, wiadomo. No więc właśnie, ta droga, tak, ja myślę, że to jest bardzo potrzebne miejsce w Kościele. Wiele jest naprawdę świadectw, ja też nie muszę szukać daleko ludzi, którzy mówili, że droga im uratowała życie, uratowała małżeństwo, uratowała wiele rzeczy. I bez tego nie byliby w kościele, w ogóle nieraz by po prostu też nie żyli, mówiąc dosłownie. Wiele osób dzieliło się właśnie takimi świadectwami i tak dalej. Myślę, że tutaj nie muszę tłumaczyć. No i ta dyskusja otworzyła właśnie pewną dyskusję.

Bardzo słuszną w mojej ocenie, bo o osobach, które się odeszły z neokatechumenatu, właśnie wewnątrz neokatechumenatu się patrzy trochę krzywo. Mam wrażenie, że się patrzy na nie, że one się pogubiły, że pewnie odejdą z kościoła. To są w ogóle grzesznicy. Nieraz słyszałam, że się o nich mówi też wprost na katechezach różnych itd. Bo właśnie droga neokatechumenalna ma taką strukturę właśnie, że są wspólnoty. Wspólnoty są prowadzone tak jakby duchowo przez ekipę katechistów. Są to zazwyczaj dwa małżeństwa, jakaś osoba świecka i oczywiście ksiądz katolicki, prezbiter, która spotyka się z tą wspólnotą co jakiś czas, zazwyczaj na konwiwencjach, czyli właśnie na takich rekolekcjach kilkudniowych.

Ja też nie mam, przecież zostałam uformowana przez to. Ja nie wyobrażam, nie mam obrazu innego kościoła niż tego właśnie we wspólnocie, na drodze. Ja też nie mam żadnego celu, żeby atakować Kościół, żeby atakować wspólnoty, bo mnie już tam nie ma, tak? I ja już teraz chcę dokopać tym, co tam byli. Moim byłym wspólnotom. Bo byłam w kilku. Nie, absolutnie nie. Ja nie jestem we wspólnocie ze swoich powodów. Tak jak powiedziałam, głównie organizacyjnych, życiowych i po prostu czasowych. Ale to nie oznacza, że nie uważam drogi za dobro w Kościele, coś potrzebnego. I dlatego zależy mi właśnie na dobru Kościoła, na dobru wspólnot.

I ja się cieszę bardzo na tą otwartą tutaj dyskusję na ten temat. Na temat rzeczy, które się dzieją w tych wspólnotach. Dlaczego się cieszę? Bo, tak jak już powiedziałam, podkreślę to jeszcze raz, zależy mi na dobru Kościoła. Nie chciałabym, żeby żadna osoba nie była, żeby nikt po prostu nie był skrzywdzony. Zwłaszcza w wspólnotach, które są tak naprawdę nadzieją dla Kościoła, który troszeczkę umiera, który się tak naprawdę, można lepiej powiedzieć, przekształca, zgodnie właśnie z słynnym proroctwem Benedykta XVI. To wspólnoty, te małe trzutki są właśnie nadzieją dla Kościoła. Bardzo bym nie chciała, żeby właśnie w tej ostatniej desce ratunku Kościoła działy się złe rzeczy.

Dlatego bardzo się cieszę na tę dyskusję i to, że ktoś opowiada na przykład o strasznej rzeczy, która się zdarzyła właśnie w ramach wspólnoty, to nie chodzi o to, żeby mówić, że wyjątek potwierdza regułę i zamykać na to oczy, tylko przeciwdziałać temu. Papież Franciszek na przykład sugerował, żeby liderzy wspólnot w ramach różnych struktur wspólnotowych się zmieniali. Żeby nie byli na tym stanowisku całe życie, czy większość swojego życia, czy w ogóle kilkanaście, kilkadziesiąt lat, żeby się zmieniali. Dla dobra Kościoła. Jest to oczywiste, że jest to dobre i zdrowe podejście. Tymczasem na przykład w mojej wspólnocie, w tych strukturach, w których ja byłam, tak nie było.

Obecnie Carmen nie żyje, ojciec Mario i Kiko już są bardzo, bardzo podeszłym wieku. No i praktycznie w każdej chwili tak naprawdę mogą umrzeć, bo już są bardzo, bardzo starzy i mam wrażenie, że dużo ludzi czeka na tą ich śmierć. Nie tylko, żeby wynieść ich na ołtarze, bo to jest raczej bardzo prawdopodobne, że tak się stanie. ale żeby troszeczkę wpuścić świeżego powietrza i zmienić pewne rzeczy i po prostu to zrobić. Ja też bardzo na to czekam i chciałabym, żeby ta droga oczywiście trwała i przynosiła jeszcze więcej dobrych owoców, bo to jest oczywiście niewątpliwe, że bardzo dużo tych dobrych owoców przynosi. I wchodzi, że tak powiem, jak kamyk w bucie zarówno tradycjonalistom, jak i modernistom w kościele.

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.