81. Grzybobranie po czesku
Dawno nie było odcinka PPSN, który byłby bardziej na czasie. Zapraszam na grzybobranie po czesku. Dla naszych południowych sąsiadów to sport narodowy, nawet więcej, to sport ekstremalny. Pytałem kiedyś: który naród jest większym grzybiarskim imperium? Czesi czy Polacy? Dziś, w kolejnym odcinku z cyklu "Fenomeny czeskiej kultury", porządnie zgłębimy to zjawisko. Grzybobranie jako obrzęd i tradycja, polowanie, bitwa, bezlitosne zawody. Skąd w naszych narodach się to wzięło? Cofam się aż do początków czeskiej historii. Opowiadam o tym, które grzyby były traktowane wyjątkowo; jak poznawano, które są jadalne, które trujące; w końcu dlaczego warto było chodzić na smardze. Bawiłem się świetnie przedstawiając Wielkiego Mykologa, ojca wszystkich entuzjastów grzybobrania, Františka Smotlachę. Bohaterowi narodowemu, który spróbował 1700 gatunków grzybów, Czesi do dziś stawiają na grób leśne dary. Na koniec dowiecie się, co łączy grzybobranie ze sztukami walki, jak wielki wpływ mają grzyby na czeską kulturę, film, teatr i inne sztuki. Pojawi się też grzybowy Václav Havel, z okazji zbliżającego się jubileuszu. Słowem odcinek mięsisty w informacje, jak muchomor różowy, aromatyczny jak gulasz z opieniek. Gdzie nie kopniesz grzyb i anegdota z nim związana. A przez całą Republikę Czeską niesie się zawołanie "Rostou!" ("Rosną!"), już są! Zielenią się interaktywne mapy grzybiarskie, media śledzą wyścigi do lasu niczym Wielką Pardubicką, dyskusjom nie ma końca. Co Czech, to mykolog. Nie ma na co czekać, bo nam wszystkie zbiorą! Zapraszam na ekstremalne grzybobranie po czesku. Dziękuję, że wspieracie PPSN na Patronite, buycoffee i innych platformach. Ahoj! PG
Przetestować na sobie. Tak, bo ci pierwsi mykologowie, kiedy się mykologia stała już nauką, stała się bardzo popularna, czy też sama zaczęła to Współczesne, naukowe podejście do grzybobrania popularyzować, to po prostu mówili come on, przynieście kosze i zaczniemy próbować. Byli i tacy, a największym z nich, tym budzicielem w zasadzie tego wielkiego pędu do leśnych podbojów był Franciszek Smotlacha. Franciszek Smotlacha z Hradca Kralowe.
Przedziwna, przewspaniała, Przeciekawa postać. To był taki następca jednego z wielkich mykologów Jana Bezdzieka, ale to Smotlacha, a potem jego rodzina. Synowie zyskali w Czechach największy szacunek, jeśli chodzi o dokonania, także często w oswobodzaniu grzybów, w sensie tych jadowitych. które były wypuszczane z więzienia jak gdyby prawda historii grzybiarskiej wypuszczane i nagle uznawane za jadalne. On miał to po prostu po babci podobno, która go nauczyła zbierania grzybów. Mówi się o tym, że mógł spróbować około 1700 różnych grzybów z terenu Czech.
Przeżył do 1956 roku, pół żartem, pół serio, tylko dzięki swojej gosposi, jak mawiają, która miała te grzyby trujące, o których wiedziała, że są trujące, po prostu ukradkiem wynosić czy ukradkiem wyrzucać ze smażenicy. Rodzina Smotlachów Bo potem syn Mirosław to również wszystko rozwijał. Prace ojca, publikacje, atlasy. Niezliczona ilość. A jak już mówiłem, syn się akurat skupił na grzybach niszczących drewno. Też ważna sprawa. Córka Zuzana, która się zainteresowała czym? No nie modą, nie motoryzacją, ale oczywiście grzybami. Tutaj konkretnie grzybami rekultywacyjnymi.
W rodzinie Smotlachów się zajmowano grzybami na jawie i w śnie. Wnuczka Franciszka Smotlachy uważa, że dzięki dziadkowi Czesi poznali taką wspaniałą potrawę jak gulasz z opieniek albo np. zupę z masaków. Masaki to nic innego jak muchomor. Muchomor czerwieniejący, po czesku muchomórka różowka. No właśnie, ona jest taka mięsista, przypomina ten grzyb mięso, stąd to maso masak, ale ja już może więcej nie będę mówił, bo zaczynam się obawiać, O skutki tego odcinka. Tu się ostrzega, że bardzo jest prawdopodobna możliwość pomyłki z toksycznym, prawie mi to nie przechodzi przez gardło, tak się zdenerwowałem, toksycznym muchomorem plamistym.
Także uważajcie na to, patrzcie do atlasów, patrzcie oczywiście do Artificial Intelligence, prawda teraz. A najlepiej zapytajcie kogoś starszego, babcię, dziadka. Lub jeśli macie taką możliwość, jak prażanie. Jak prażanie na malej stranie, pójdźcie do swojego instytutu mykologicznego. Do tego samego instytutu chodzą prażanie. Do Instytutu Smotlachy, można powiedzieć, od lat dwudziestych. Jest tam przy wejściu, przy bramie, specjalna, no, nazwijmy to, schowek taki, budka, gdzie można po prostu zostawić tego grzyba, którego się znalazło, o którym się nie wie, czy jadalny, czy nie, co to w ogóle właściwie jest i oni, specjaliści, to opiszą i z powrotem tego grzyba z adnotacją do zainteresowanego wyślą, tak?
No i podobno Żarciki takie praskie są tam robione, że ktoś podrzuci pieczarki. Ja bym z mykologami nie zaczynał biorąc pod uwagę historię Franciszka Smotlachy, ojca mykologii, no bo na koniec tego fragmentu muszę dodać jeszcze informację, że Franciszek Smotlacha był również mistrzem jiu-jitsu. On się nauczył tej sztuki walki z jakichś niemieckich publikacji i również Oprócz grzybobrania jiu-jitsu proponował i propagował, no nie ma chyba lepszego połączenia właśnie spaceru, ruchu na świeżym powietrzu, grzybobrania i jeszcze dodatkowo sztuki ustępliwości, łagodności, miękkości, giętkości, elastyczności, jak mówi się o tej japońskiej tradycyjnej sztuce walki wręcz.
Mimo, że z Havlem się nie lubił i w ogóle go strasznie krytykował. I wystarczy spojrzeć, prawda? Na jego realizację, realizację kniżaka z początku lat 90., gdzie właśnie na głowie kolorowego Wacława Hawla stawia grzyby albo te grzyby kładzie, otacza po pierwsze Hawla grzybami kolorowymi, jakimiś krasnoludkami w dziele pt. Czeska kraina. Także te grzyby są wszędzie, inspirują, przenikają wszystko. Bo taka jest ich natura, a ja dzięki tym grzybom załatwiłem smotlachę, załatwiłem kniżaka, opowiedziałem o 90. urodzinach Vaclava. Hawla także mam z głowy. Mam nadzieję, że też zbliżyliśmy się jeszcze bardziej do czeskiej duszy.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Dawno nie było odcinka PPSN, który byłby bardziej na czasie. Zapraszam na grzybobranie po czesku. Dla naszych południowych sąsiadów to sport narodowy, nawet więcej, to sport ekstremalny. Pytałem kiedyś: który naród jest większym grzybiarskim imperium? Czesi czy Polacy? Dziś, w kolejnym odcinku z cyklu "Fenomeny czeskiej kultury", porządnie zgłębimy to zjawisko.
Grzybobranie jako obrzęd i tradycja, polowanie, bitwa, bezlitosne zawody. Skąd w naszych narodach się to wzięło? Cofam się aż do początków czeskiej historii. Opowiadam o tym, które grzyby były traktowane wyjątkowo; jak poznawano, które są jadalne, które trujące; w końcu dlaczego warto było chodzić na smardze. Bawiłem się świetnie przedstawiając Wielkiego Mykologa, ojca wszystkich entuzjastów grzybobrania, Františka Smotlachę. Bohaterowi narodowemu, który spróbował 1700 gatunków grzybów, Czesi do dziś stawiają na grób leśne dary. Na koniec dowiecie się, co łączy grzybobranie ze sztukami walki, jak wielki wpływ mają grzyby na czeską kulturę, film, teatr i inne sztuki. Pojawi się też grzybowy Václav Havel, z okazji zbliżającego się jubileuszu.
Słowem odcinek mięsisty w informacje, jak muchomor różowy, aromatyczny jak gulasz z opieniek. Gdzie nie kopniesz grzyb i anegdota z nim związana. A przez całą Republikę Czeską niesie się zawołanie "Rostou!" ("Rosną!"), już są! Zielenią się interaktywne mapy grzybiarskie, media śledzą wyścigi do lasu niczym Wielką Pardubicką, dyskusjom nie ma końca. Co Czech, to mykolog. Nie ma na co czekać, bo nam wszystkie zbiorą! Zapraszam na ekstremalne grzybobranie po czesku.
Dziękuję, że wspieracie PPSN na Patronite, buycoffee i innych platformach. Ahoj! PG