Kobiety w Powstaniu Warszawskim
Szacuje się, że w Powstaniu Warszawskim wzięło udział nawet 12 tysięcy kobiet, co stanowiło ok. 20 proc. wszystkich powstańców. Kobiety w powstaniu to nie tylko sanitariuszki i emisariuszki. Wiele z nich przeprowadzało powstańców przez ciemne i wilgotne kanały, podkładało miny, a nawet chwytało za karabiny na równi z mężczyznami. Jaka była więc rola kobiet w Powstaniu Warszawskim? W czym się specjalizowały? Czemu zdecydowały się walczyć? Tego wszystkiego dowiecie się z podcastu historycznego "1000 lat. Prześwietlenie", w którym Łukasz Starowieyski rozmawia z Sebastianem Pawliną, historykiem, pisarzem i pracownikiem Muzeum Historii Polski. Podcastu Muzuem Historii Polski wysłuchasz na YouTube, Spotify, Google Podcasts, Audiotece, a także na innych platformach podcastowych. Zachęcamy do subskrypcji naszego kanału. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Podcast zrealizowano w ramach zadania: kontynuacja i rozbudowa multimedialnego projektu informacyjno-edukacyjnego - Portal Historyczny Dzieje.pl
To ona zdobywała m.in. dokumenty, zdjęcia świadczące o tym, w którym miejscu znajduje się niemiecki pancernik Tirpitz. Ona zdobywała dokumenty niemieckich fabryk. Ona zdobywała niemieckie zdjęcia umocnień lotniczych w Berlinie. Tak więc materiały, które nie tylko dla Armii Krajowej, ale w ogóle dla aliantów miały kapitalne znaczenie. Kobieta o tyle niesamowita, że w momencie, kiedy została aresztowana przez Niemców, to była końcówka 1943 roku, razem ze swoim mężem zostali aresztowani we Lwowie, gdzie akurat pełnili służbę. Ona będąc w dziewiątym miesiącu ciąży uciekła gestapo ze szpitala i z tego Lwowa przejechała do Warszawy w zasadzie sama. dopiero na tym ostatnim etapie otrzymała jakąkolwiek pomoc, więc to pokazuje niesamowity hart i ducha, niesamowitą odwagę, spryt, bo rzeczywiście, kiedy przyjrzymy się tej historii bliżej, okazuje się, że potrafiła tych Niemców w momentach absolutnie najbardziej przerażających po prostu wodzić za nos.
Jest historia Wandy Ossowskiej, kierowniczki łączności Wydziału Ofensywnego Oddziału II Komendy Głównej Armii Krajowej, która aresztowana w połowie 1942 roku trafiła do gestapo i przeszła tam rekordowe 57 przesłuchań. Nikt więcej w historii Armii Krajowej Polskiego Państwa Podziemnego więcej razy nie był przesłuchiwany przez gestapo, ona to tylko wytrzymała. Oczywiście podjęła w pewnym momencie próbę samobójczą, nieudaną, bo następnie w obozach koncentracyjnych dotrwała do końca wojny. Więc to są takie historie, które pokazują, że te kobiety w takich momentach, w których można by się spodziewać, nie wiem, to myślimy o Jamesie Bondzie, który w takich sytuacjach sobie radzi, a to się okazuje, że kobiety, które przed wojną w zasadzie w ogóle o takich rzeczach nie myślały, znakomicie się w tym odnajdowały. Mamy też postać Elżbiety Zawadzkiej-Zo. To jest jedna z najsławniejszych postaci symboli wojennych.
U Zofii Garlickiej i Zosienkowskiej ukrywali się Żydzi, którzy uciekli z getta, więc absolutnie dwie kobiety, które ściągały sobie na głowę wszelkie możliwe zagrożenia, jakich tylko można było sobie wtedy w okupacji Warszawy pomyśleć, wykazywały niesamowitą odwagę. Za tą odwagę niestety zapłaciły cenę najwyższą. W połowie 1942 roku zostały złapane przez gestapo. Gestapo urządziło nalot na mieszkanie przy Topolowej 4. Najpierw trafiły na Pawiaka, z Pawiaka trafiły do obozu koncentracyjnego i niestety ani jedna, ani druga tej wojny już nie przeżyła. Jest nawet takie opowiadanie Marii Dąbrowskiej, które właśnie relacjonuje ten dzień ich aresztowania. Tak mi się przypomina inna historia, konspiracyjna w pewnym sensie, Zofia Kostak-Szczucka, która opowiadała o takiej historii, kiedy mieli przyprowadzić do mieszkania Żydów i uciekających chyba z getta, jeśli dobrze pamiętam.
W każdej chwili belka mogła na nią zlecieć, mogła ją zabić. A ona jednak chodziła, ratowała te zabytki polskiej kultury, a jednocześnie robiła właśnie te zdjęcia, które są trochę takim niemym zapisem tej tragedii, która działa się wtedy na Starym Mieście. No niestety Ewa Fariaszewska Powstania Warszawskiego nie przeżyła, zginęła pod koniec walk na Starym Mieście. Inna historia, Anna Różkiewicz-Litwinowiczowa, która już w konspiracji, jeszcze przed Powstaniem Warszawskim była zaangażowana w działalność kontrwywiadu. W czasie Powstania Warszawskiego wykonywała pracę, która nie była być może bardzo niebezpieczna, jeżeli chodzi o takie bezpośrednie zagrożenie życia, ale była niesamowicie obciążająca, ponieważ ona brała udział chociażby w procesach osób, które były oskarżone o współpracę z Niemcami, Volksdeutschów. Ona brała udział w przesłuchaniach Niemców, często esesmanów, gestapowców, którzy po przesłuchaniu byli wyprowadzani na podwórko i tam rozstrzeliwani.
akcji cygara, która miała miejsce w marcu 1943 roku w Warszawie, kiedy właśnie kobiety związane z tym biurem badań technicznych wysyłały do najwyżej postawionych urzędników niemieckiego paratu terroru w Warszawie, w Krakowie także paczki. Wyglądające właśnie jak takie paczki, paczki zawierające w sobie cygara, a tak naprawdę w środku były bomby, które wybuchały w momencie otworzenia ich. Żadna z tych bomb nie trafiła do adresata. Wcześniej były otwierane gdzieś tam w sekretariatach, potem nagle jak SS i Gestapo się zorientowały, że takie paczki trafiają też do tych wysokich oficjeli, oficerowie Gestapo czy SS otwierali te paczki. Paru Niemców wtedy zginęło, ale żaden z tych najwyżej postawionych. Tak więc to ich doświadczenie było takim doświadczeniem rzeczywiście zbieranym już przez lata konspiracji, w momencie kiedy to powstanie warszawskie wybuchło, kiedy trwały te walki o pastę, czyli ten taki niesamowicie ważny obiekt w Warszawie, w Śródmieściu, obiekt, z którego Niemcy przez długi czas prowadzili ostrzał okolicznych ulic.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.