Odcinek 133_Drifting bez ryzyk zasady które ratują życie kierowcom_gościni Karolina Pilarczyk
Pierwszy raz w życiu nie wiedziałem, czy wydobędę z siebie głos.Siedziałem w aucie z silnikiem V8, 6,2 litra, obok Karoliny Pilarczyk, dwukrotnej mistrzyni Europy i mistrzyni Polski w drifcie. Usłyszałem zdanie, które przewróciło moje myślenie o bezpieczeństwie. Motosport jest bezpieczniejszy niż zwykła jazda po ulicy.Brzmi jak żart. To nie żart. Trzy czwarte regulaminu w tym sporcie dotyczy jednego. Jak zbudować auto, żeby nie zabijało. Jak zabezpieczyć kierowcę. Jak przygotować otoczenie wokół niego.A na drodze? Wsiadamy do maszyny ważącej półtorej tony i myślimy o telefonie, mailach, kłótni z żoną. Ufamy systemom elektronicznym. Ratują do stu na godzinę. Nie do dwustu. Karolina powiedziała jeszcze jedno. Nie wystarczy pojechać raz na płytę poślizgową i uznać, że wszystko się umie. W ekstremalnej sytuacji głowa się wyłącza. Zostają tylko odruchy.Odruchy buduje się jednym sposobem. Powtarzaniem. Regularnie, nie od święta.Podmień auto na halę produkcyjną, a płytę poślizgową na trening BHP. Mechanizm zostaje ten sam. Ile razy szkolenie u Ciebie to jednorazowy checkpoint, a nie trening, który wchodzi w krew?
Podróżnicy słuchają muzyki podczas jazdy.
Piotr Gapys przedstawia Karolinę Pilarczyk, mistrzynię drifingu.
Karolina opowiada o swojej wizji driftingu od 2004 roku.
Karolina podkreśla znaczenie bezpieczeństwa na drodze i w motosporcie.
Diskusja o tym, czy bezpieczeństwo jest ważniejsze niż brawura kierowcy.
Rozmowa o treningu i wytrenowaniu umiejętności kierownictwa.
Porównanie zachowania kierowców samochodów i motocykli.
Opowieść o zdobyciu Camaro przez Karolinę Pilarczyk.
Rozmowa o przyszłości kierowców i życzenia bezpiecznej jazdy.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Siedziałem w aucie z silnikiem V8, 6,2 litra, obok Karoliny Pilarczyk, dwukrotnej mistrzyni Europy i mistrzyni Polski w drifcie.
Usłyszałem zdanie, które przewróciło moje myślenie o bezpieczeństwie.
Motosport jest bezpieczniejszy niż zwykła jazda po ulicy.
Brzmi jak żart. To nie żart.
Trzy czwarte regulaminu w tym sporcie dotyczy jednego. Jak zbudować auto, żeby nie zabijało. Jak zabezpieczyć kierowcę. Jak przygotować otoczenie wokół niego.
A na drodze? Wsiadamy do maszyny ważącej półtorej tony i myślimy o telefonie, mailach, kłótni z żoną. Ufamy systemom elektronicznym. Ratują do stu na godzinę. Nie do dwustu.
Karolina powiedziała jeszcze jedno. Nie wystarczy pojechać raz na płytę poślizgową i uznać, że wszystko się umie. W ekstremalnej sytuacji głowa się wyłącza. Zostają tylko odruchy.
Odruchy buduje się jednym sposobem. Powtarzaniem. Regularnie, nie od święta.
Podmień auto na halę produkcyjną, a płytę poślizgową na trening BHP. Mechanizm zostaje ten sam. Ile razy szkolenie u Ciebie to jednorazowy checkpoint, a nie trening, który wchodzi w krew?