Paweł Kozioł - "Azard"
"Azard" to powieść opisująca mało znany wycinek międzywojennej historii Polski, ale przede wszystkim oryginalny głos w dyskusji o długim cieniu, jakim romantyzm kładzie się na – współczesności. Kiedy w październiku 1923 roku eksplozja niszczy warszawską Cytadelę, w ruch zostaje wprawiona policyjno-wojskowa maszyneria śledcza. Choć z braku dowodów trudno dociec przyczyny wybuchu - czy był to samozapłon, przypadkowe podpalenie, czy długo przygotowywany zamach? Niektórzy starają się obarczyć winą komunistów. Paweł Kozioł w swojej polifonicznej powieści, którą czyta się jak wciągający thriller polityczno-sądowy, zdarzenia z tamtego czasu uzupełnia jednak o wątek fantastyczny. Bohaterowie "Azardu" działają z podszeptu Słowackiego, który pokątnie zawiaduje polskimi dziejami z grobu na paryskim Montmartrze. Po co to robi? Bo pragnie Polski krwawej i okrutnej, państwa pogrążonego w nieprzemijającym stanie wyjątkowym, które bezwzględnie rozlicza się ze swoimi wrogami, tym samym torując sobie drogę do nowoczesności.
Ponieważ policjant Piontkiewicz, inspektor, jest trochę prowokatorem, trochę policjantem. Tak naprawdę cała książka jest o próbie zrozumienia przez różnych bohaterów, narratorów, co właściwie się wydarzyło. No więc zacznijmy właśnie od tego skąd ta różnica i czy rzeczywiście te zamachy bombowe wtedy na początku niepodległości były aż tak częste? Same dobre pytania. I to pytanie, skąd się, że tak powiem, ta różnica umiejętności wzięła jest najtrudniejsza i, prawdę mówiąc, nie bardzo umiem na nią odpowiedzieć. Może po prostu chodziło o upór jednej osoby, pana Piłsudskiego, który miał wszelkie dane, żeby być, prawda, kolejnym dowódcą przegranego powstania, natomiast
W jaki sposób wynaturzał się w pewnym sensie polski romantyzm? To znaczy na pewno polemizuje z jakąś jego częścią, z taką straszliwie krwawą wizją polskiej historii, w której celował Słowacki czy Krasiński, a na przykład u Mickiewicza prawie zupełnie tego nie ma. I ważne jest też, że akurat Słowacki był autorem, którym w tym czasie ludzie często mówili. No jest duża szansa, że się otworzy któryś z przemówień marszałka Piłsudskiego i się jakieś frazy ze Słowackiego usłyszy. Jest taki dziwny efekt, że jak się czyta poezję powiedzmy z samego końca XIX wieku i z samego początku wieku XX, To tam dużo rzeczy jest na Słowackich wzorowanych, więc chyba nie jest to taki najgorszy wybór przedstawiciela ducha epoki, nawet jak trzeba przerysować to, co on mówił, bo oczywiście
Ta cała perspektywa, którą Słowacki reprezentuje i dzięki której staje się on tutaj jakby takim antagonistą na poziomie filozoficznym, że skoro Piątkiewicz nie do końca nadaje się na czarny charakter powieści sensacyjnej, no to niech Pragier ma jakiegoś innego przeciwnika, choćby z tego widmowego poziomu. Więc myślę, że ten Słowacki jakoś siedzi w epoce, siedzi w tym, co się mówiło. Prosta rzecz, jeśli Gombrowicz tę swoją słynną lekcję z Ferdydurkę opiera na tekście Słowacki, wielkim poetą był, no to on wtedy żył, on wie, jak to wtedy działało. Tym bardziej, że Słowacki żył także w słynnym przemówieniu Piłsudskiego.
To teraz ja się na chwilę wcielę w marszałka. Są ludzie i prace ludzkie tak silne i tak potężne, że śmierć przezwyciężają, że żyją i obcują między nami. Przemówi wąsacz do zgromadzonego tłumu. I dalej. Słowacki żyje dlatego, że umrzeć nie może. Zda się, jak gdyby bramy przepastne za nim zamknęły się nieszczelnie. Dla niektórych ludzi zostają one otwarte, tak że życie i śmierć się nie rozdzielą. I rozumiem, że to jest oryginalne przemówienie. Tak, tak. To są cytaty z wawelskiego przemówienia Piłsudskiego. Które najpierw zostały sprowadzone wcześniej dużo, prawda?
Mickiewicz. Natomiast w ogóle pomysł sprowadzenia... Właśnie, bo czy to było ciało? Czy to było już tylko serce? To były prochy? Co w zasadzie sprowadzono? To było ciało. To było ciało. Tak. I ono płynęło taką osobliwą procesją po Wiśle, zawijając do kolejnych tam rzecznych portów. Na obwieszonym wieńcami są takie zdjęcia statku, które się nazywało Adam Mickiewicz. Czyli Słowacki przypłynął na Mickiewicza. Tak. Mickiewicza wcześniej chyba jeszcze sprowadzono. Tak, dużo wcześniej. Dużo wcześniej. To jeszcze w czasach zaborów było. Natomiast czy w ogóle idea ściągnięcia ciała Słowackiego i ponownego pochowania na Wawelu, czy ona w ogóle wyszła od marszałka Piłsudskiego?
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.