Mistrzowskie Finały cz. 2 (Seria Legia Mistrz)
To był najbardziej pasjonujący finał polskiej ligi od lat. Spotkały się Legia, czyli wielka marka czekająca na tytuł od 56 lat, oraz Start Lublin – underdog i największa niespodzianka rozgrywek. Jeszcze 105 sekund przed końcem decydującego, siódmego meczu nie było wiadomo, kto zgarnie złoto. Posłuchaj historii o tym, jak tytuł trafił w ręce zespołu z Warszawy. O wzlotach, upadkach i kulisach mistrzowskiego sezonu. Opowiadają koszykarze, właściciele klubu oraz uznani eksperci. Partnerem serii „Legia mistrz!” jest m.st. Warszawa. Sprawdź www.legiakosz.com, aby dowiedzieć się więcej.Produkcja oryginalna Earborne Media
Świetnie opowiada o tym Michał Kolenda. Mecz nr 6, nie wiem czy pamiętacie, ale tak naprawdę decydujący dla nas czy my wyrównujemy stawkę, czy przegrywamy, zaczął się tragicznie. Tam było chyba z 14-4 wynik się zaczął, pierwsza kwarta, pierwsze 5 minut. Ale to co Andrzej wspomniał, że trener Hejko umiał wprowadzić taką atmosferę. I na treningu i w czasie meczu, że nieważne czy my aktualnie przegrywamy 15, 7, 10. Wiedzieliśmy, że wrócimy po prostu. My to czuliśmy i my wiedzieliśmy, że my wrócimy konsekwentnie robiąc to, co chcemy robić. Wiedzieliśmy z jakich sytuacji ta przewaga się wytwarza. Wiedzieliśmy, że jesteśmy w stanie pewne rzeczy kontrolować. Ciężko jest to wytłumaczyć w słowach, po prostu to się siedzi na tej ławce, na tym time-oucie, widzi się wynik 15-4 i się jest spokojnym.
Tak, to był niesamowity rzut. Siódmy mecz przeciwko Lublinowi. Szczerze mówiąc cała zasługa należy się mojemu sztabowi trenerskiemu i kolegom z drużyny. Przez cały sezon wykonywali świetną robotę. Po prostu dawali mi pewność siebie i wierzyli we mnie. Kiedy masz wokół siebie grupę ludzi, która w ciebie wierzy, presja znika. Gra staje się łatwa, bo wiesz, że zawsze pomogą ci poczuć się pewnie. Poczuć, że możesz wszystko. Co jeszcze zdejmuje presję? Gra z takimi gośćmi jak Mate, Pluta, Michał, Aleksa, EJ Onu. Lista jest długa, ale to wszystko naprawdę świetni zawodnicy. Dzięki nim nigdy nie czułem zbyt dużej presji. Nawet jeśli sam zagrałbym słabszy mecz, czułem, że i tak możemy wygrać. Nawet jeśli ja nie trafię decydującego rzutu w kluczowym momencie, może zatrzymamy ich w obronie, a w kolejnej akcji trafi ktoś inny.
Mówiłem sobie, że dlaczego w sumie nie my i fajnie by było, jeżeli udałoby nam się właśnie taką ekipą. Zresztą Michała miałem za kapitana w Sopocie i pamiętam na jednym z pierwszych naszych wyjazdów powiedziałem, bo widzieliśmy, że mamy naprawdę fajne szanse na tego mistrza jeszcze na początku sezonu. I powiedziałem, Michał ja Cię tak szanuję, bo cieszyłem się jeszcze bardzo z tego pucharu, co zrobiliśmy w Treflu. Tak bardzo Cię szanuję i chciałbym, żeby Ty jako kapitan, żebyś nas poprowadził do czegoś fajnego. Nie mówiłem wtedy o Mistrzowskiej, po prostu żeby do czegoś fajnego, żebyśmy mogli się razem z tego cieszyć i żebyś Ty miał właśnie, jako kapitan to ma tak naprawdę najważniejsze zadanie w tej całej drużynie, żebyś Ty nas po prostu wziął na swoje barki i nas zaprowadził tam i udało mu się to rzeczywiście.
Dlatego z tego najbardziej się cieszę, że w takim gronie ludzi udało się to zrobić. Taki był cel Hajko Ranuli. Zbudować zespół, który nie będzie zależny tylko od jednego zawodnika. O głębi składu mówi także Maciej Jamrozik. Tak naprawdę do wyróżnienia był cały zespół. Myślę, że wygraliśmy to zespołem, jak i sztabem, jak i zawodnikami. Zawodnicy jako zespół grający, my jako gdzieś tam wspierający sztab. I myślę, że tą solidnością i tą pracą, którą wykonaliśmy przez cały sezon, gdzieś delikatnie przechyliliśmy szalę. Oraz Jarosław Jankowski. Wszyscy, na przykład Max Wilczek, znaczy on miał świetne momenty, też nawet jak wchodził na trzy minuty oddawał serce po prostu i wątrobę na tym boisku, więc tam, według mnie, nie było chyba kogoś takiego, nie wiem, jak na Eurobasket'zie był Andrzej Pluta, że wszystkich zaskoczył i nagle stał się tym ważnym gościem w rotacji i potrafił robić świetne rzeczy, to tutaj mi się wydaje, że cała drużyna, że każdy dał, oczywiście Andrzej, Michał, Ojarz, Aleksa, no każdy, można powiedzieć, że Aleksa z Ojarzem dobili ten start w siódmym meczu.
Ojarz, który myślę, że mógłby z naszym trenerem startować w konkursie na największego introwertyka, który nie okazuje emocji, cieszył się, trochę bym nawiązał. Aron ma też taki ze swojej kariery, chyba z meczu w Zielonej Górze, dobrze pamiętam, czy w Zielonej Górze, taką ważną trafił trójkę i też tam taka była eksplozja radości, który, no nie, zawodnikiem, który tam jakoś mocno okazywał radość zawsze po porzutach, to dokładnie Ojarz miał tutaj to samo. Michał oczywiście jako kapitan ma to w ogóle w tych finałach urósł bym powiedział niebywale, więc jak miałbym szukać kogoś kto tak Naprawdę to dźwigno, to pewno najbliżej byłoby mi do Mate, który w tych finałach był nie do zatrzymania i to też jest ciekawy wątek z Mate, jest taki, że on tam dwa mecze był chory i o tym nikt nie wiedział, w tych meczach zagrał słabiej, przegrywał tam z dramę.
Piotr Czarny W tym momencie, to tak jak Michał mówi, bardziej na dniach. Każdego dnia jak się budziłem rano, mówię o, fajnie. I coraz bardziej to do mnie docierało, aż w pewnym momencie zdałem sobie z tego sprawę, jeszcze tym bardziej u nas, u koszykarzy, kończy się sezon i jest taka, bym powiedział, pustka, bo całe te 10 miesięcy się trenowało, miało jakiś tam cel, miało ten swój taki, że wstawało się rano, szło na trening i żyło się tym cały czas. To jest pierwszy raz zakończyłem sezon, gdzie byłem zadowolony.
Dla samego takiego doświadczenia też, teraz jak siedzę tutaj i opowiadam o tym, też się cieszę, że było tych meczy aż 7. W tamtym momencie wolałbym prawdopodobnie 4-1 zrobić i by było super, ale teraz jak się na to patrzy właśnie i możemy o tym porozmawiać, to też się cieszę, że wygraliśmy w meczu nr 7 jeszcze na wyjeździe. A tak o finałowym maratonie mówi Michał Kolenda. Generalnie bardzo dużo się działo po tych finałach prywatnie. Tydzień później miałem własne wesele, kurde, więc jakby narzeczona została z tym wszystkim sama tak naprawdę na cały miesiąc przed. Też duże podziękowania dla niej, bo wiedziała, że ja nie jestem w stanie w ogóle nic w tej materii, cokolwiek tam o czymś decydować, coś pomóc i tak dalej, więc ostatni miesiąc przed tym wydarzeniem no wzięła to na siebie i fajnie, że to wszystko się ułożyło.
To są trudne momenty, nie wiem czy tam Michał wam wspominał moje rozmowy, smsy z nim i tak dalej. Kiedyś się przeczytał tam na zakończeniu sezonu, to wszyscy się śmiali, jakie my wymienialiśmy wiadomości, moje do niego, jego do mnie, to kiedyś może to opublikuję, to będzie śmiesznie, ale nie zawsze jest miło, bo to też trzeba wiedzieć, jaka jest rola moja po przegranym meczu, jaka jest moja rola po wygranym meczu. Tu jest dużo, to co mówiłem, tu dużo się rozgrywa w strefie mentalnej, albo można komuś pomóc, I to trzeba naprawdę bardzo, bardzo umiejętnie to być dobrym psychologiem. Ja twierdzę, że mam zadatki na dobrego psychologa i zawsze to też mówię mojej żonie, że jestem świetnym psychologiem, bo rozumiem ludzi, czytam ludzi i tak dalej. I wydaje mi się, że to mi pomaga też w sporcie. To był sukces wyczekany. Legia zdobyła tytuł po 56 latach, ale bardziej na wyobraźnię wpływała inna perspektywa.
Ta historia nie kończy się na złocie. Ona w tym momencie dopiero się zaczyna. Udział wzięli Aron Cel, Robert Habelski, Maciej Jamrozik, Jarosław Jankowski, Renata Kaznowska, Michał Kolenda, Cameron McGusty, Andrzej Pluta, Tomasz Smokowski, Kosma Zatorski, lektor Krzysztof Korzeniowski. Montaż i realizacja Paweł Badura, Earborn Media. Szczególne podziękowania dla miasta stołecznego Warszawa za wsparcie i pomoc w realizacji serii. Sprawdź linki w opisie odcinka, aby dowiedzieć się więcej. Obserwuj i subskrybuj, aby nie przegapić kolejnych odcinków Placu Gry.
Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
partnerem Mistrzowskiego Podcastu jest miasto stołeczne Warszawa.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„partnerem Mistrzowskiego Podcastu jest miasto stołeczne Warszawa."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
To był najbardziej pasjonujący finał polskiej ligi od lat.
Spotkały się Legia, czyli wielka marka czekająca na tytuł od 56 lat, oraz Start Lublin – underdog i największa niespodzianka rozgrywek. Jeszcze 105 sekund przed końcem decydującego, siódmego meczu nie było wiadomo, kto zgarnie złoto.
Posłuchaj historii o tym, jak tytuł trafił w ręce zespołu z Warszawy. O wzlotach, upadkach i kulisach mistrzowskiego sezonu. Opowiadają koszykarze, właściciele klubu oraz uznani eksperci.
Partnerem serii „Legia mistrz!” jest m.st. Warszawa.
Sprawdź www.legiakosz.com, aby dowiedzieć się więcej.
Produkcja oryginalna Earborne Media