Mentionsy Mentionsy
Piekło jest tu
Piekło jest tu

PIEKŁO JEST TU#223. Miejsce dwóch tragedii

12.06.2026 ·53 min 55 s · 4 rozdziały

Dzisiaj opowiem obszerniej o jednej, zwięźle o drugiej sprawie, które wydarzyły się w tej samej miejscowości, we wsi, w której każdy zna każdego. Na pozór są to dwie różne historie, ale w moim odczuciu łączy je wiele. Zapraszam dzisiaj do Korytowa, do województwa zachodniopomorskiego.________Źrodła:https://docs.google.com/document/d/1X8zpoivJ-a2LNg6VtRcs3BJB1zJima4rodbJO-yi7Lk/edit?usp=sharing_______Możesz kupić mi kawę:https://buycoffee.to/pieklojesttuDziękuję!

0:12 · Wprowadzenie i opowieść o Adrianie 1

Ale Monika w ostatnim czasie również podjęła pracę. Wcześniej zrobiła prawo jazdy, żeby bez problemu móc dojeżdżać do tej pracy te 10 km, bo pracę miała w Choszcznie. No i Adrian, on również był zatrudniony na stałe, a pracował w piekarni w Wardyniu, we wsi położonej w odległości około 5 km od Korytowa. Piekarnia to było nieprzypadkowe miejsce pracy. Wcześniej Adrian odbywał tam praktyki szkolne. Mimo, że był już dorosły, sam się utrzymywał, a więc był też samodzielny, to wciąż mieszkał z rodzicami i nie zapowiadało się na zmiany. Raczej nikomu taka sytuacja nie przeszkadzała, choć dwudziestolatek czasami wspominał o tym, że chciałby wyrwać się do większego miasta, ponieważ, tak jak i reszta młodych ludzi, zauważał, że w Korytowie nie było większych możliwości rozwoju.

6:00 · Zabójstwo Darii 1

Kiedy był na etapie nauki w szkole podstawowej, to uczestniczył także w zajęciach organizowanych przez miejscową parafię. Chodził do przykościelnej świetlicy prowadzonej przez lokalny ośrodek wspierania rodziny, gdzie m.in. uczył się gry w szachy i brał udział w turniejach. Jednak wraz z ukończeniem podstawówki skończyły się także jego wizyty na świetlicy. Jak już wiemy, Adrian ostatecznie etap edukacji ukończył. Po gimnazjum wybrał szkołę zawodową, uczył się tam na cukiernika, a później zatrudniono go na stałe w piekarni, w której odbywał praktyki zawodowe. Był dobrym, a nawet cenionym pracownikiem. I właśnie dlatego, że był dobry, po ukończonych praktykach zaproponowano mu pracę na stałe.

20:00 · Badania i hipotezy 5

Daria we wrześniu 2016 roku rozpoczęła naukę w pierwszej klasie szkoły podstawowej, która mieściła się na miejscu, w Korytowie. Czasami, kiedy rodzice akurat nie mogli ze względu na inne obowiązki, to Adrian odbierał dziewczynkę ze szkoły. Jako że pracował w piekarni, to jego czas pracy był zmianowy. Często chodził do niej na nocki, więc popołudnia miał wolne. Żadnego obowiązku, który wiązał się z opieką nad siostrami, nie traktował jak problemu. Zawsze chętnie pomagał, nigdy na to nie narzekał, nie bronił się przed tym. Pewnie dlatego, że bardzo kochał swoje siostry, a o Darii mówił w taki sposób, że naprawdę wiele osób mogłoby pozazdrościć tak oddanego i kochającego brata.

Po powrocie z kościoła nie wiadomo co Adrian robił, najpewniej spędzał czas w domu, a przed pracą planował jeszcze spotkać się z kolegą. Pojechał do niego. Mężczyźni wypili razem herbatę, chwilę porozmawiali, po czym Adrian około godziny 18.30 wsiadł na swój motocykl i ruszył do Wardynia, do piekarni, w której pracował. Do pracy dotarł punktualnie, tak jak zawsze. Przywitał się ze wszystkimi współpracownikami bardzo serdecznie. Zamienił też kilka ciepłych słów z jedną z pracownic, której nie widział już od dłuższego czasu, a z którą miał bardzo dobre stosunki. Wszystko w jego życiu w tamtym momencie zdawało się układać dobrze.

Inne źródło podaje jednak, że nikogo o tym nie poinformował i po prostu wyszedł bez uprzedzenia. Jeśli prawdziwa jest ta pierwsza wersja, to i tak rzeczywistość potoczyła się inaczej niż Adrian zapowiadał, ponieważ mężczyzna opuścił piekarnię znacznie wcześniej. Właściwie nie zdążył nawet dobrze wejść w rytm pracy, ponieważ już około godziny 19, czyli dosłownie chwilę po rozpoczęciu swojej zmiany, zaczął się przebierać do wyjścia. Następnie wsiadł na swój motocykl i ruszył w stronę Korytowa. Nie wiadomo dokładnie, jak długo go nie było w pracy, ale wszystko wskazuje na to, że nie dłużej niż godzinę.

Po powrocie do piekarni nadal zachowywał się w miarę normalnie albo stwarzał takie pozory. Parę rzeczy w jego wyglądzie jednak mogło budzić pewne zastrzeżenia. Adrian miał mokre spodnie. Szef zmiany zapytał się go co się stało, na co Adrian spokojnie odparł, że przewrócił się na motocyklu. Widać było jednak, że nie był chętny, aby kontynuować rozmowę. Szybko skierował się w stronę szatni, gdzie ponownie zaczął przygotowywać się do pracy. Zdążył jeszcze się umyć, później przebrał się w robocze ubrania i wrócił na swoje stanowisko. I mimo, że ze wszystkimi rozmawiał normalnie, wypowiadał się też dość logicznie, to jednak coś wyraźnie było nie tak.

Adrian nie był w stanie skupić się na wykonywanej czynności. Nie mógł zrobić poprawnie tego, co zazwyczaj był w stanie wykonać nawet z zamkniętymi oczami. Nie brał do siebie także rad współpracowników, którzy chcieli, aby poprawił to, co zaczął. To było do niego zupełnie niepodobne. Wszystko wyjaśniło się około godziny 20.30, kiedy do piekarni w Wardyniu przyjechali policjanci. Przyjechali aresztować Adriana, ponieważ kilkadziesiąt minut wcześniej dopuścił się najgorszego z możliwych czynów. Pozbawił życia swoją 6-letnią siostrę i to była ta sprawa, którą pilnie musiał załatwić, zrywając się z pracy na około godzinę.

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.