Mentionsy Mentionsy
Piekło jest tu
Piekło jest tu

PIEKŁO JEST TU#144. Odeszli wszyscy razem

16.10.2024 ·1 godz 16 min

Możesz mnie wesprzeć i kupić mi kawę pod tym linkiem: https://buycoffee.to/pieklojesttu Dziękuję! _____________ W samym centrum miasta swoje spokojne, uporządkowane życie prowadziło małżeństwo: Adam i Agnieszka. Mieli kilkunastomiesięczną córkę Ninę. Byli otoczeni kochającą rodziną i oddanymi przyjaciółmi. 14 marca 2013 roku miał być kolejnym, zwykłym, roboczym dniem w ich życiu. A jednak tego dnia nic nie było tak jak zwykle. __________ Źródła: https://docs.google.com/document/d/1V8GFsau7Y81_FuXT_mWMjiplRoT--dOCBiFMMwG8KSU/edit?usp=sharing

A w listopadzie 2011 roku Adam stanął przed sądem, gdzie musiał się tłumaczyć z posiadanych przez siebie przedmiotów. Nie został wówczas aresztowany, ale zarzuty kierowane przeciwko niemu były dosyć poważne, ponieważ prokurator oskarżył go o nielegalny handel bronią, za co groziło nawet do 10 lat więzienia. Ale powołany w sprawie biegły ocenił, że na posiadanie broni tego typu, którą Adam wysłał do brata, pozwolenie nie było potrzebne. Za mężczyzną wstawiła się również Narodowa Federacja Strzelecka, do której należał. Piekło jednak uzupełnił swoją opinię i zaznaczył, że choć Adam wszedł w posiadanie tej broni legalnie, to już jej wysyłka wymagała dopełnienia pewnych procedur, o których zapewne mężczyzna nie miał pojęcia.

Na początku jednak były wątpliwości co do tego, czy Samir działał sam, bowiem niektóre zabezpieczone na miejscu zbrodnie łuski miały nie pasować do broni wskazanej przez podejrzanego, A z innego źródła wynika, że znaleziono tylko trzy łuski, a padło pięć strzałów. Spekulowano czy Samir mógł używać dwóch broni jednocześnie, jak jakiś wyszkolony zabójca. Ostatecznie zarzuty postawiono tylko Samirowi, który nigdy wcześniej nie wspomniał o tym, jakoby miał działać w porozumieniu z osobami trzecimi. I 27 lutego 2015 roku, czyli prawie dwa lata po zabójstwie, w końcu do Sądu Okręgowego w Gdańsku wpłynął przeciwko niemu liczący 134 strony akt oskarżenia, w którym prokurator zawarł trzy zarzuty.

Co do zarzutu zabójstwa, śledczy nie doszukali się w działaniach Samira szczególnego okruciaństwa. Wbrew wcześniejszym doniesieniom medialnym nie torturował on swoich ofiar. Ludzie natomiast mieli co do tego mieszane uczucia, bo ich zdaniem sam fakt zabicia maleńkiego, bezbronnego i niewinnego dziecka świadczył o działaniu ze szczególnym okrucieństwem. W świetle prawa, artykułów i przepisów jednak działania mężczyzny nie nosiły takich znamion. Proces rozpoczął się 20 maja 2015 roku i toczył się przed wspomnianym wcześniej Sądem Okręgowym w Gdańsku. Sąd zakazał jednak obecnym na sali sądowej dziennikarzom relacjonowania w mediach przebiegu rozpraw w momencie, w którym wyjaśnienia składał Samir albo zeznawali inni świadkowie, bo mogłoby to wpłynąć na to, co przed sądem zamierzały powiedzieć jeszcze inne wezwane na świadków osoby.

O tym, że Samir miał coś do ukrycia, świadczyło jego zachowanie podczas trwającego postępowania przygotowawczego. Mężczyzna próbował wtedy negocjować wyrok, ale także otwarcie mówił, że śledczy nie uzyskają jego przyznania się do winy, bo dopóki on będzie upierał się przy swojej niewinności, istnieje szansa, że za zabójstwo nie będzie skazany. Zdawał sobie zatem sprawę z tego, że przeciwko niemu jest niewiele dowodów, a zaledwie poszlaki, które mogą zarówno doprowadzić do jego skazania, ale równie dobrze mogą zostać uznane za niewystarczające w procesie o tak poważne przestępstwo. Oznajmił również, że w najgorszym wypadku, jeśli sąd uzna go winnym, to w więzieniu odbierze sobie życie.

I to wszystko mówił we wcześniejszych przesłuchaniach. Linią obrony Samira było nieprzyznawanie się do zabójstwa i twierdzenie, że nie było go na miejscu zbrodni, bo nie wiedział nawet, gdzie ofiary mieszkały. Spotykał się z Adamem jedynie w mieszkaniu jego matki. To natomiast jest zaprzeczenie tego, co mówił wcześniej, na etapie postępowania przygotowawczego, bo wówczas twierdził, że owszem był na miejscu zbrodni, ale jedynie okradł ofiary korzystając z tego, że drzwi do ich mieszkania były otwarte. Nawet nie zaskoczyło go to, że Agnieszka i Adam nie zamknęli mieszkania, bo uważał, że w Polsce jest to dość często spotykane. Przed sądem jednak te słowa odwołał.

Powiedział, że ten proces jest jak ser szwajcarski. Jego zdaniem prokurator oparł swoje oskarżenia jedynie na złożonych przez dwóch policjantów zeznaniach, mimo że trzeci policjant, również obecny w momencie, gdy Samir rzekomo przyznał się do winy, zeznań swoich kolegów nie potwierdził. Obrońca Samira próbował przekonać sąd do tego, że jego klient stał się tylko kozłem ofiarnym, a za egzekucją trzyosobowej rodziny stali ludzie znacznie bardziej niebezpieczni. Za główny dowód świadczący na korzyść oskarżonego, obrońca uznał fakt, że na miejscu zbrodni nie odnaleziono żadnego śladu biologicznego mężczyzny. Żadnego odcisku palca, kropli krwi, potu, śliny, niczego co mogłoby potwierdzić, że 13 marca 2013 roku był na miejscu zbrodni.

Nawet jeśli nie znaleziono śladów biologicznych Samira w mieszkaniu ofiar, to wystarczającym dowodem na jego udział w zabójstwie był ślad biologiczny na narzędziu zbrodni, z którym po odnalezieniu oskarżony już nie miał kontaktu. Musiał zatem używać go jeszcze przed zatrzymaniem. Ponadto, gdyby nie miał nic wspólnego ze zbrodnią, dlaczego wyjeżdżałby z kraju dwa dni po zbrodni? I przede wszystkim, skąd znałby miejsce ukrycia broni, z której strzelano? Oraz co robiłyby tam także jego spalone ubrania? I po co w ogóle miałby je spalać? Prokurator wnioskował o wymierzenie mu kary dożywotniego pozbawienia wolności. Wyrok zapadł pod koniec marca 2016 roku, niecały rok po rozpoczęciu się procesu.

Sąd uznał, że wina oskarżonego nie budziła żadnych wątpliwości, a przedstawiona przez prokuratora wersja wydarzeń była spójna z zebranym przeciwko Samirowi materiałem dowodowym i z ekspertyzami biegłych. Sąd skazał mężczyznę na karę dożywotniego pozbawienia wolności i 10 lat pozbawienia praw publicznych. O przedterminowe warunkowe zwolnienie będzie mógł się starać dopiero po odbyciu 35 lat kary. Został on także zobowiązany do wypłacania odszkodowania na ręce rodziny ofiar. Łącznie to zadośćuczynienie miało wynosić 200 tysięcy złotych po 50 tysięcy dla każdego poszczególnego członka rodziny.

Do sądu apelacyjnego w Gdańsku w grudniu 2016 roku wpłynął wniosek obrońcy Samira, który przekonywał sąd apelacyjny, że wyrok jaki zapadł był krzywdzący, a wina skazanego nieprawomocnym wyrokiem niedostatecznie udowodniona. Przede wszystkim na niewinność Samira miało wskazywać to o czym już mówiłam, ale również logowania telefonów zarówno ofiary jak i rzekomego sprawcy. W momencie, gdy na komórkę Adama przyszło ostatnie tego dnia nieodebrane połączenie, logowała się ona do innej stacji BTS niż komórka Samira w tym samym czasie. Obie stacje znajdowały się w odległości około 20 km od siebie. Jak więc obrońca mężczyzny tłumaczył fakt, że jego klient był w posiadaniu telefonu ofiary?

Po prostu ktoś mu ten telefon już po zbrodni dostarczył, tak samo jak zrabowane przedmioty. Poza tym, gdyby Samir ukradł tak wiele przedmiotów, rzucałby się w oczy, czy to przechodniom, czy na przykład kierowcy autobusu, który to jednak nie potwierdził, że w wieczór zbrodni, wioząc tego pasażera z Gdańska do Elbląga, widział u niego jakiś wielki bagaż. Żadne kamery znajdujące się w pobliżu mieszkania ofiar również nie zarejestrowały wizerunku domniemanego sprawcy w wieczór zabójstwa. Niektórzy świadkowie, którzy zeznawali przed sądem obalali wiarygodność przyjętej w śledztwie wersji wydarzeń. Oczywiście to wszystko zdaniem obrońcy. Ponieważ według prokuratora do zabójstwa doszło 13 marca 2013 roku w godzinach między 18 a 19.

I żeby było jasne, prokurator nie zakładał, że Samir przyszedł do mieszkania Adama i Agnieszki z zamiarem ich zabójstwa. To zabójstwo, zdaniem prokuratora, było wynikiem kłótni, sprzeczki czy też awantury, która doprowadziła do tego wszystkiego. Wyrok sądu apelacyjnego zapadł w styczniu 2017 roku i sąd zdecydował się podtrzymać wyrok pierwszej instancji, powtarzając za sądem pierwszej instancji, że nie ma wątpliwości co do winy Samira. Uznał go za osobę niebezpieczną dla otoczenia oraz dodał, że uznać go jako człowieka zezwierzęconego to jakby nic nie powiedzieć o stopniu jego demoralizacji. Sąd apelacyjny w uzasadnieniu wyroku wspomniał także o fragmencie rozmowy, którą podczas składania zeznań przytoczył jeden z policjantów.

Na jego pytanie do wówczas podejrzanego, dlaczego zabił dziecko, ten odpowiedział, bo wyło. Do Sądu Najwyższego ze strony obrońcy prawomocnie skazanego za zabójstwo trzyosobowej rodziny Samira wpłynął wniosek o kasację wyroku i prośba o ponowne rozpatrzenie sprawy. Sąd Najwyższy uznał tę kasację za, cytuję, oczywiście bezzasadną. Adam, Agnieszka i ich córeczka Nina spoczęli na jednym z gdańskich cmentarzy we wspólnym grobie. Żegnała ich pogrążona w ogromnej żałobie rodzina, oddani przyjaciele, ale również osoby niezwiązane z ofiarami w żaden sposób, ale za to bardzo poruszone ich losem.

Była to zwyczajna rodzina, która bardzo się kochała, która miała mnóstwo planów na przyszłość i która dopiero zaczynała swoją wspólną drogę. Najbardziej jednak w tej sprawie boli fakt, że zginęło dziecko kilkunastomiesięczne, które nie miało prawa nawet czymkolwiek zawinić. A jednak bezwzględność sprawcy zakończyła to krótkie życie. I wydaje mi się, że to przeważyło na wyroku, bo jest on niewątpliwie bardzo surowy. Sąd patrząc na zdjęcia, na których uwieczniono ciała wszystkich ofiar i patrząc szczególnie na tę najmniejszą ofiarę, nie potrafił ani zrozumieć postępowania zabójcy, ani pogodzić się z faktem, że dziecko zginęło z tak błahego powodu, choć mogło przecież pozostać przy życiu.

Pokazano wszystkie 13 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.