Mentionsy Mentionsy
Piekło jest tu
Piekło jest tu

PIEKŁO JEST TU#144. Odeszli wszyscy razem

16.10.2024 ·1 godz 16 min

Możesz mnie wesprzeć i kupić mi kawę pod tym linkiem: https://buycoffee.to/pieklojesttu Dziękuję! _____________ W samym centrum miasta swoje spokojne, uporządkowane życie prowadziło małżeństwo: Adam i Agnieszka. Mieli kilkunastomiesięczną córkę Ninę. Byli otoczeni kochającą rodziną i oddanymi przyjaciółmi. 14 marca 2013 roku miał być kolejnym, zwykłym, roboczym dniem w ich życiu. A jednak tego dnia nic nie było tak jak zwykle. __________ Źródła: https://docs.google.com/document/d/1V8GFsau7Y81_FuXT_mWMjiplRoT--dOCBiFMMwG8KSU/edit?usp=sharing

Zapraszam Was do wysłuchania historii niezwykłej tragedii, która naprawdę zasługuje na chwilę naszej uwagi. Agnieszka i Adam poznali się jako młodzi ludzie i od przeszło siedmiu lat tworzyli bardzo udaną i szczęśliwą parę. Znajomi tej pary mówili, że miłość między nimi wybuchła niemalże od pierwszego ich spotkania. Agnieszka była starsza od swojego partnera o dwa lata i pochodziła z Czułchowa. Ale na czas studiów przeprowadziła się do Gdańska, gdzie chciała również ułożyć sobie życie. Adam prawdopodobnie z tym miastem związany był od zawsze. Tam też mieszkali jego rodzice.

Zarówno Adam, jak i jego partnerka studiowali zarządzanie i marketing na Politechnice Gdańskiej i to właśnie tam rozpoczęła się ich znajomość. Druga wersja podaje, że para poznała się w innych okolicznościach, a mianowicie na imprezie. Trudno powiedzieć, która z nich jest właściwa. Adam oświadczył się Agnieszce, ta przyjęła pierścionek i wkrótce zakochani zaczęli planować ślub. Weselę było skromne. Uczestniczyła w nim tylko najbliższa rodzina i stałe grono przyjaciół, którym para od lat się otoczała. Agnieszka i Adam po przyjęciu sakramentu małżeństwa zaprosili swoich gości do eleganckiej restauracji mieszczącej się w Gdańsku. Ich bliscy wspominali tę uroczystość jako prawdziwe święto miłości.

Gdy Agnieszka i Adam byli już małżeństwem, niemal od razu przystąpili do starań o dziecko, którego oboje bardzo pragnęli. Mieli stabilną sytuację finansową i sprecyzowane plany na przyszłość. Do pełni szczęścia brakowało im już tylko potomstwa. Czas jednak mijał, a ich starania o dziecko długo nie przynosiły efektów. Udało się dopiero po kilku intensywnych latach, bowiem ich córeczka, której para nadała imiona Nina Sara, urodziła się w listopadzie 2011 roku. Dzień jej narodzin był najszczęśliwszym dniem w życiu pary, ale zwłaszcza w życiu Adama, którego Nina była oczkiem w głowie. Małżeństwo od trzech lat wynajmowało dwupokojowe mieszkanie mieszczące się w jednej z kamienic przy ulicy Długiej w Gdańsku, czyli w ścisłym centrum miasta, tuż przy fontannie Neptuna.

Mieszkanie było dość małe, bo był to zaledwie jeden pokój służący jako sypialnia i kuchnia połączona z salonem. Ale Puginina była jeszcze malutka i niesamodzielna, nie potrzebowali oni więcej przestrzeni, dzieląc sypialnię ze swoją córką, którą małżeństwo zawsze chciało mieć na oku. Po urodzeniu córeczki para bardzo dbała o to, aby dziecko rozwijało się prawidłowo. Pilnowała codziennej rutyny, która miała być jak najkorzystniejsza dla rozwoju tak małego dziecka. Dlatego, choć Agnieszka i Adam mieli oddane i stałe grono znajomych, które chętnie i w miarę często ich odwiedzało, to po godzinie 20 zazwyczaj nie można już było się z nimi skontaktować, ponieważ para wyciszała swoje telefony i nie przyjmowała gości.

W mieszkaniu panował półmrok i cisza, która działała korzystnie na sen niemowlęcia. Agnieszka i Adam wiedli bardzo uporządkowane życie. Byli dopasowaną parą, która nie miała żadnych osobistych problemów, żadnych powodów do kłótni czy nawet drobnych sprzeczek. Szanowali się, liczyli się ze swoim zdaniem, zawsze byli dla siebie wyrozumiali i troskliwi, ale nie tylko wobec siebie, ale także wobec swojego dziecka. Byli również bardzo lubiani przez swoich sąsiadów, choć utrzymywali z nimi raczej powierzchowne kontakty. To zawsze byli wobec nich uprzejmi i witali się z uśmiechem na ustach. Żaden z sąsiadów nigdy nie słyszał zza drzwi ich mieszkania jakichkolwiek niepokojących dźwięków.

Ten interes przynosił całkiem dobre dochody. Dlatego para podjęła decyzję o tym, że po narodzinach Niny Agnieszka wróci do pełnoletatowej pracy, zaś jej mąż będzie opiekował się dzieckiem, zostając z nim w domu. Podjęcie tej decyzji nie wymagało długotrwałych rozmów i negocjacji. Podział ról był właściwie jasny od samego początku. Adam co prawda nie pracował ani na etacie, ani nie prowadził zarejestrowanej działalności, ale on również dokładał niemałe pieniądze do domowego budżetu i miał zdecydowanie bardziej elastyczny grafik pracy. A mianowicie handlował militariami, które wcześniej samodzielnie pozyskiwał np. z ziemi, gdy spacerował po lasach z wykrywaczem metalu.

Jednak dbając o bezpieczeństwo swojej rodziny, a głównie córki, Adam nigdy nie umawiał się z potencjalnymi kupcami w mieszkaniu, w którym na co dzień mieszkał. Zazwyczaj spotykał się z nimi w domu swojej matki albo po prostu w domu swoich rodziców, bo nie wiem czy wciąż mieszkali oni razem. Źródła podają obie te wersje zamiennie. Adam głównie kolekcjonował militaria pochodzące z okresu II wojny światowej i były to np. emblematy, odzież, akcesoria takie jak hełm i wiele innych rzeczy. W swojej kolekcji posiadał także wiele sztuk amunicji oraz broni białej i trzymał to w garażu mieszczącym się w kamienicy, w której mieszkał. Garaż ten wykupił wcześniej na własność i choć był to garaż, to nigdy nie spełniał swojego przeznaczenia.

Samochód para zostawiała na otwartym parkingu. Środowisko pasjonatów militariów działających na terenie Trójmiasta było dość wąskie, a Adam był w nim doskonale znany. Działał powiem już od wielu lat i był w tym jednym z najbardziej doświadczonych kolekcjonerów. Dlatego miał wśród nich stałe grono znajomych i ci znajomi bardzo często prosili go o porady odnośnie do wartości czy autentyczności posiadanych przez siebie przedmiotów. I w tym celu przychodzili właśnie do Adama. Był on w ich oczach wiarygodny, bo swojej pasji oddawał całe serce i traktował ją bardzo poważnie. Był również uważany za bardzo uczciwego, nigdy nikogo nie oszukał, nie naciągał, nie wprowadzał celowo w błąd.

Często również mężczyzna pokazywał im swoją własną kolekcję, którą starannie poukładał za szklaną witryną, która stała w przedpokoju jego mieszkania. Wszystkie przedmioty, które tam przechowywał, miały ogromną wartość materialną. Niektóre z nich były warte nawet kilka tysięcy złotych, a wszystkie razem na pewno przeszło setki tysięcy. Myślę, że warto tutaj wspomnieć o sytuacji finansowej tej rodziny. Co prawda Adam mógłby zarabiać potężne pieniądze, sprzedając najcenniejsze przedmioty ze swojej kolekcji, ale tego nie robił. Pieniądze, które zarabiała Agnieszka i te, które jemu udało się pozyskać ze sprzedaży tych mniej wartościowych rzeczy, w zupełności wystarczały im na to, by wieść spokojne życie na normalnym poziomie.

Dlatego też remont, który para zaczęła w swoim domu, a prawdopodobnie dotyczył on kuchni, ciągnął się przez długie miesiące. Małżeństwo nie miało na ten remont odłożonej żadnej gotówki, a za materiały czy potrzebne usługi fachowców płaciło z pieniędzy zarabianych na bieżąco. I nie było problemem sprzedać coś, co byłoby w stanie z góry pokryć wszystkie koszty. Adam tego nie robił, bo właśnie te najcenniejsze przedmioty były jego inwestycją w przyszłość. Wiedział jaką mają wartość i jaką wartość mogą osiągnąć w przyszłości. Dlatego znacznie bardziej opłacało się ze sprzedażą tych przedmiotów poczekać dłuższy czas i zarobić na niej dużo, dużo więcej.

Adama znali również miłośnicy tego typu antyków z zagranicy, bo regularnie wyjeżdżał, oprócz do krajów, o których już wspomniałam, także do naszych sąsiadów, np. na Słowację, do Austrii, na Litwę czy do Czech. Na corocznym zlocie pojazdów historycznych w Darłowie pojawiał się po to, aby handlować swoimi zdobyczami. Ludzie często zatrzymywali się przy jego stoisku, zagadując Adama, który zawsze z uśmiechem na ustach odpowiadał na każde ich pytanie. Był przy tym cierpliwy, niezależnie czy ktoś był zainteresowany kupnem konkretnej rzeczy, czy chciał tylko po prostu porozmawiać. Miał ogromną wiedzę na temat wszystkich przedmiotów, które posiadał, czy to na sprzedaż, czy w swojej osobistej kolekcji.

Było czuć w jego głosie, gdy o tym opowiadał, wielką pasję do tego, czym się zajmował. Ale w ostatnim czasie Adam skupiał się bardziej na rodzinie niż na swojej pasji. To znaczy nie zaprzestał całkowicie swoich działań, ale na pewno je w pewnym stopniu ograniczył. Znajomi pary wspominali, że był bardzo zaangażowany w wychowywanie swojej córki i to głównie jej poświęcał swój czas. Wszystko inne było na tamten moment na drugim miejscu. Z Niną Adam miał pewnego rodzaju ustaloną rutynę i codziennie w godzinach około południowych można go było zobaczyć jak spacerował ze swoim dzieckiem. I nie były to krótkie spacery, czasami trwały nawet kilka godzin. I chociaż to, czym zajmował się Adam dla laika takiego, jakim na przykład jestem ja, może nie brzmieć poważnie, to jednak wszystko wskazuje na to, że to, co robił, nie było do końca legalne albo po prostu mogło budzić pewne podejrzenia.

Adam miał dwóch braci, starszego Bogdana i młodszego Michała. Ten młodszy mieszkał w Stanach Zjednoczonych i pasjonował się tym samym co Adam. Dodatkowo Michał nabywane przez siebie zabytkowe przedmioty wykorzystywał jako element charakteryzacji, gdy brał udział w różnych inscenizacjach czy rekonstrukcjach. Bracia często wzajemnie wyszukiwali dla siebie jakieś perełki, a później się nimi wymieniali albo dawali je sobie w prezencie. I właśnie taki prezent Adam postanowił zrobić Michałowi, wysyłając do niego paczkę, która zawierała elementy zabytkowej broni. Mężczyzna nabył je wcześniej na jednej z organizowanych w Polsce giełd. Ale paczka do Michała nie dotarła, bo została przechwycona przez celników z Pruszcza Gdańskiego, którzy zorientowali się, co zawiera przesyłka i sprawa trafiła do prokuratury.

A w listopadzie 2011 roku Adam stanął przed sądem, gdzie musiał się tłumaczyć z posiadanych przez siebie przedmiotów. Nie został wówczas aresztowany, ale zarzuty kierowane przeciwko niemu były dosyć poważne, ponieważ prokurator oskarżył go o nielegalny handel bronią, za co groziło nawet do 10 lat więzienia. Ale powołany w sprawie biegły ocenił, że na posiadanie broni tego typu, którą Adam wysłał do brata, pozwolenie nie było potrzebne. Za mężczyzną wstawiła się również Narodowa Federacja Strzelecka, do której należał. Piekło jednak uzupełnił swoją opinię i zaznaczył, że choć Adam wszedł w posiadanie tej broni legalnie, to już jej wysyłka wymagała dopełnienia pewnych procedur, o których zapewne mężczyzna nie miał pojęcia.

Adam podszedł do tego procesu bardzo poważnie i stawiał się na każdej wyznaczonej rozprawie oraz konsekwentnie powtarzał to, co mówił już wcześniej. Choć faktycznie przeciwko Adamowi toczyło się najpierw śledztwo, a później postawiono go w stan oskarżenia, to liczne źródła mówią o tym, że sprawa najpewniej skończyłaby się umorzeniem, a przykład Adama nie jest jednostkowy. Wiele osób, które zajmowały się kolekcjonowaniem np. tego typu broni, miało takie same doświadczenia już za sobą, a procesy, które się przeciwko nim toczyły, zawsze kończyły się na ich korzyść. Ale niestety, choć proces był w toku i miał niebawem mieć swój finał, a kolejną rozprawę wyznaczono na 21 marca 2013 roku, to Adam tego finału nie doczekał.

Był 14 dzień marca 2013 roku. Normalny, zwyczajny, kolejny roboczy dzień. Agnieszka powinna była tego dnia stawić się w pracy, bo miała termin zabiegu wyznaczony dla jednej ze swoich klientek. Adam natomiast na ten dzień umówił się ze swoim starszym bratem Bogdanem. Ale czas mijał, a klientka Agnieszki coraz bardziej niecierpliwiła się jej, jak najpierw myślała, spóźnieniem, a później nieobecnością, bo kobieta tego dnia nie pojawiła się w ogóle w swoim salonie. Bogdan, który wykonał kilka połączeń do Adama nie spotkał się z żadną reakcją z jego strony. Również telefon Agnieszki milczał, bo do niej próbowała się dodzwonić, oprócz klientki, również mama Adama, a teściowa Agnieszki.

Początkowo może jeszcze można było to milczenie ze strony małżeństwa jakoś wytłumaczyć, ale kiedy nadeszło popołudnie, godzina 16, a para nadal nie odbierała telefonów ani nie próbowała oddzwaniać, rodzina Adama zaczęła się już naprawdę poważnie niepokoić. Dlatego jego brat, Bogdan, postanowił osobiście sprawdzić co dzieje się w mieszkaniu przy ulicy Długiej. Miał chyba jakieś złe przeczucia, bo nie chciał iść tam sam, a o towarzystwo poprosił zarówno swojego kolegę, jak i jednocześnie kolegę Adama. Mężczyźni około godziny 16 stanęli pod drzwiami rodziny i zaczęli dzwonić dzwonkiem do drzwi. Minęło kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt sekund, minuta dwie, nikt nie otworzył.

Bogdan dobiegł na miejsce, gdzie wcześniej dostrzegł leżącą Agnieszkę i przeraził się, gdy zobaczył, że tuż obok niej leżał też jej mąż Adam, a w poprzek ich ciał twarzą do podłogi spoczywała Nina. Już na pierwszy rzut oka widać było, że cała rodzina nie żyje. Głowy małżeństwa były dosłownie zmasakrowane, a ciała skąpane były we krwi, która pokrywała także całą podłogę. Bogdan chwycił w obie ręce ciałko maleńkiej dziewczynki i odwrócił je, żeby upewnić się, że i ona nie oddycha. Niestety Nina również miała obrażenia podobne do obrażeń, które odnieśli jej rodzice, skupione głównie w obrębie głowy i twarzy.

Ich ciała były równo ułożone. Na pewno sprawcy ich zabójstwa musieli je przenosić. Początkowo trudno było określić przyczynę zgonu Niny. Podejrzewano, że dziecko zostało z dużą siłą uderzone kolbą od pistoletu w głowę. Ostatecznie odpowiedź na pytanie przyszła po wykonanej sekcji zwłok. Cała rodzina zginęła od strzałów w głowę. Adam i Agnieszka otrzymali dwie kule. Nina 1. Adam miał 32 lata, Agnieszka 34 lata, zaś Nina Sara zaledwie rok i niespełna 4 miesiące. Cała rodzina zginęła w przeddzień odnalezienia jej zwłok. Szacowano, że zmarli między godziną 18 a 19, 13 marca 2013 roku.

Śledztwo prowadziła Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku we współpracy z Wydziałem Dochodzeniowo-Śledczym Komendy Wojewódzkiej Policji, również w Gdańsku. Ale dlaczego? Co się stało? Zanim zagadka się rozwiązała, media rozpisywały się o możliwych porachunkach gangsterskich, bo zabójstwo trzyosobowej rodziny wyglądało jakby było wykonaną na zlecenie egzekucją. Ich zdaniem Adam z racji wykonywanej przez siebie pasji i również pracy mógł wdać się w nieodpowiednie towarzystwo albo w jakiś sposób narazić się międzynarodowej mafii handlującej militariami podobnie jak on. Gdy na jaw wyszła informacja, że przeciwko Adamowi toczyła się sprawa w sądzie, zaczęto mówić o nim tak, jakby sam należał do jakiegoś gangu i świadomie zadawał się z niebezpiecznymi ludźmi,

Poza tym do zbrodni doszło w mieszkaniu Adama i Agnieszki, a mafia czy gangsterzy raczej postaraliby się o to, aby swój cel wywabić w jakieś ustronne miejsce i działać bez świadków, a nie w otoczeniu licznych sąsiadów, którzy mogliby przecież zauważyć coś podejrzanego. Drugą hipotezą, którą wysnuły media po tym, jak rzecznik prasowy policji udostępnił jakieś wstępne informacje po oględzinach miejsca zbrodni, było to, że do zabójstwa doszło na tle rabunkowym. Gablota, którą Adam skrupulatnie zapełniał kolekcjonowanymi przez siebie wartościowymi przedmiotami, była otwarta, a znaczna część jej wyposażenia zniknęła. Ta półka umiejscowiona w przedpokoju była pełna najcenniejszych zbiorów mężczyzny.

Nie były to przedmioty na sprzedaż, ale Adam bardzo chętnie chwalił się nimi wśród swoich znajomych. Podobnie jak niektóre cenne pamiątki mężczyzny, zniknął także jego telefon oraz różne sprzęty elektroniczne, których nie znaleziono na miejscu. Ale ta hipoteza, że było to zabójstwo na tle rałbunkowym, również nie była do końca słuszna. Bo o ile rzeczywiście sprawcy bądź sprawca zabrał z miejsca zbrodni kilkanaście wartościowych rzeczy, to na przykład nie skusił się na gotówkę, którą śledczy znaleźli w kieszeniach Adama. A była to spora kwota, bo około 2000 złotych. Pieniądze również nie zniknęły z torebki Agnieszki, która przechowywała tam kilkaset złotych. Został jej portfel i karty bankomatowe, a także cenne akcesoria, takie jak na przykład biżuteria.

Po na stole stały kubki z niedobitą kawą oraz czekoladki, którymi rodzina najprawdopodobniej częstowała sprawcę tuż przed śmiercią. A za faktem, że wszystko rozegrało się błyskawicznie przemawia fakt, że w dłoni Adama ujawniono małą łyżeczkę. Najprawdopodobniej sprawca zaatakował go, gdy ten mieszał swoją kawę, której nie zdążył wypić. Zaświecone w łazience światło wskazywało na to, że ktoś musiał z niej korzystać w momencie, gdy rozgrywała się tragedia. Najprawdopodobniej była to Agnieszka. Adam został zaatakowany pierwszy, ona zginęła jako druga, a ich córka jako ostatnia. Możliwe, że dziecko zostało zastrzelone tylko dlatego, że zaczęło płakać, a sprawca bał się, że ktoś z sąsiadów zaniepokoi się jego krzykiem i nakryje go na gorącym uczynku.

Prawda jednak jest taka, że nikt z sąsiedztwa Agnieszki i Adama nie zauważył tego wieczoru niczego niepokojącego. Nie widział podejrzanych osób kręcących się w okolicy, nikogo, kto wchodził do mieszkania pary. Nie słyszano też ani strzałów ani płaczu dziecka. Możliwe, że niektórzy mogli coś widzieć, ale nie przywiązywali do tego większej wagi, bo do mieszkania Agnieszki i Adama dość często ktoś przyjeżdżał. Mówiono nawet, że widywano pod kamienicą samochody na rosyjskich blachach. Z czasem stało się to tak powszechne, że ludzie to po prostu ignorowali. Dlatego też nikt nie zapamiętał niczego szczególnego z wieczoru, gdy cała rodzina straciła życie.

Z wywiadu przeprowadzonego wśród mieszkańców sąsiedztwa wynikało, że Adam posiadał garaż, w którym jednak nie trzymał samochodu. Śledczy postanowili dostać się do tego pomieszczenia. I to co tam odkryli zszokowało może nie ich, bo pewnie widzieli w swojej zawodowej karierze wiele podobnych rzeczy, ale przede wszystkim mieszkańców tej samej kamienicy. W garażu należącym do Adama ujawniono mnóstwo przedmiotów pochodzących z okresu II wojny światowej, ale przede wszystkim ogromną kolekcję broni i amunicji. Zachodziły obawy, że w garażu mogą znajdować się także materiały wybuchowe. Dlatego na miejsce wezwano pirotechników i rozważano nawet możliwość ewakuacji mieszkańców tej kamienicy, jak również okolicznych budynków.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.