PIEKŁO JEST TU #146. Ten uczynił, kto miał korzyść
Nadal możesz kupić mi kawę: https://buycoffee.to/pieklojesttu Bardzo, bardzo dziękuję! _______________ W lutym 2011 roku w Legionowie po raz ostatni widziany był Dariusz, na co dzień mąż Jolanty, której pomagał prowadzić jej interesy. Kto stał za tym zniknięciem i jaki miał motyw? Prawda, która wyszła na jaw ponad miesiąc później zszokowała wszystkich. Źródła: https://docs.google.com/document/d/1eKryAZReUBXCmhpGe1FOj_2GsoMcCaK8OXyXhrYJF4g/edit?usp=sharing Zapraszam Cię na kanał Kryminalia, link do odcinka z moim udziałem: https://www.youtube.com/watch?v=MgYN4F6RZlo&t=3s
Szczególnie dlatego polecam wysłuchać całości tej historii, ponieważ do samego końca będą się w niej pojawiały ważne i interesujące szczegóły. Nieopodal Ciechanowa, czyli zamieszkiwanego przez ponad 40 tysięcy ludzi miasta położonego w województwie mazowieckim, mieszkało małżeństwo – Dariusz oraz Jolanta. Para była ze sobą ponad 10 lat, ale Jolanta nie była pierwszą żoną Dariusza. Mężczyzna w przeszłości był związany z inną kobietą, jednak małżeństwo to rozpadło się. Być może wpływ na to miał fakt, że Dariusz w tamtym okresie przechodził przez dość trudny czas w swoim życiu, a mianowicie był alkoholikiem, dodatkowo uzależnionym także od innych substancji psychoaktywnych, co z pewnością rzutowało na jakość życia nie tylko jego, ale również jego ówczesnej małżonki.
Mężczyzna nie poddawał się jednak w swojej walce o zdrowie i stosował się do zaleceń lekarza, wdrażając leczenie interferonem. Dariusz poznał Jolantę w 1998 roku. Para spotkała się na domówce organizowanej przez ich wspólną znajomą. Mimo, że przyjaźnili się z tą samą kobietą, było to wówczas ich pierwsze spotkanie. Wtedy też od razu przypadli sobie nawzajem do gustu i zaczęli się ze sobą regularnie spotykać, później snuli wspólne plany na przyszłość, a ostatecznie podjęli decyzję o ślubie. Przed ołtarzem stanęli w 2000 roku. Dariusz już wtedy przekroczył 40 rok życia, natomiast nie wiadomo nic o wieku jego małżonki.
Para najprawdopodobniej nie doczekała się wspólnych dzieci, a przynajmniej nic nie wspomniano o nich w źródłach. Być może fakt, że trafili na siebie dość późno, zaważył na tym, że nie zdecydowali się na potomstwo. Oboje byli zżyci ze swoimi rodzinami i utrzymywali z nimi regularne kontakty, choć niektóre źródła podają, że rodzina Jolanty była do Dariusza nieco zdystansowana. Być może chodziło o to, bo takie też znalazłam sugestie w nielicznych artykułach, Że kobieta była zdecydowanie lepiej sytuowana od swojego męża, podczas gdy on, gdy się poznali nie miał właściwie nic. Bliscy Jolanty obawiali się, że Dariusz będzie chciał ją wykorzystać i chyba nigdy się tych obaw nie pozbyli.
Właśnie dlatego, że żona Dariusza wniosła w to małżeństwo spory majątek, para nigdy nie musiała martwić się o dochody. Największą składową tego majątku była kamienica położona w Legionowie, w mieście oddalonym od Ciechanowa o prawie 80 kilometrów. Możliwe też, że to właśnie z tamtych stron pochodziła Jolanta, bo to właśnie do niej należała ta nieruchomość, a tę z kolei kobieta odziedziczyła po swoich rodzicach. Małżeństwo lokale usytuowane na dolnym piętrze nieruchomości wynajmowało osobom prywatnym, które zaś prowadziły tam swoje biznesy. Przez wiele lat była tam kawiarnia, ale również kilka sklepów odzieżowych. W budynku mieściło się również mieszkanie, które Jolanta i Dariusz także wynajmowali osobom trzecim.
Życie pary toczyło się głównie pomiędzy trzema lokalizacjami. Pomiędzy domem pod Ciechanowem, kamienicą w Legionowie i Warszawą. W Warszawie bowiem miała swoją siedzibę firma, której Jolanta i Dariusz sprzedawali środki czystości i artykuły papiernicze. Działalność z tym związana była ich drugim głównym interesem przynoszącym dobre zyski. I chociaż pieniędzy tam nie brakowało, to życie małżeństwa dalekie było od beztroskiego. Nie chodzi o relacje małżeńskie, które według źródeł były poprawne. Co prawda Jolanta była uległa w tym związku i to Dariusz miał ostatnie słowo w każdej sprawie, ale kobiecie widocznie to nie przeszkadzało, bo ostatecznie zawsze zgadzała się ze swoim mężem.
Sama zresztą przyjmowała bierną postawę życiową i było jej na rękę to, że to jej mąż zazwyczaj brał sprawy w swoje ręce. Otóż głównym powodem wielu trosk i zmartwień była choroba Jolanty. Kobieta leczyła się psychiatrycznie, ponieważ cierpiała na depresję. Czasami Jolanta czuła się dobrze, normalnie funkcjonowała w społeczeństwie i była nawet w stanie zajmować się obowiązkami zawodowymi. Ale przychodziły te trudniejsze momenty, gdy kobieta przechodziła załamanie nerwowe i nie miała wtedy siły wyjść z łóżka, nie mówiąc nawet o zarządzaniu firmą. Na szczęście otaczali ją ludzie życzliwi i wyrozumiali. Zawsze mogła liczyć na wsparcie nie tylko swojego męża, ale także jego rodziny czy swoich bliskich.
Gdy kobieta popadała w stany depresyjne, nie musiała martwić się o nic. Mogła wypoczywać i powoli dochodzić do siebie, ponieważ Dariusz był upoważniony do załatwiania wszystkich spraw związanych z ich firmami, które były na nazwisko jego żony, bo do tego upoważniła go sama Jolanta. Mógł właściwie podejmować wszystkie decyzje związane z ich działalnościami oraz nieruchomością poza jej sprzedażą. I robił to z powodzeniem. Para miała do siebie duże zaufanie, a przynajmniej miała je do męża Jolanta, która nie podejrzewała, że mógłby on kiedykolwiek działać na jej niekorzyść. Takie obawy mieli jednak bliscy kobiety, którzy martwili się o to, że Dariusz korzysta z majątku swojej żony, podczas gdy on właściwie nie wniósł do wspólnoty nic wartościowego.
Jolanta jednak puszczała takie uwagi mimo uszu. Doskonale zdawała sobie sprawę, że Dariusz miał głowę na karku i potrafił załatwić więcej spraw niż ona. Zdawała się całkowicie na jego analityczny umysł i miała też pewność, że Dariusz dobrze zarządzał firmami, jak i środkami, które zebrali na swoich kontach. Bo to głównie jej mąż zajmował się egzekwowaniem wpłat od najemców posiadanych przez nią lokali i zajmował się także księgowością firmy. Dariusz, pomimo błędów w przeszłości, uchodził za człowieka rozsądnego i bardzo ostrożnego. Miał praktyczne podejście do wielu spraw i nigdy nie ufał nikomu na tzw. słowo.
A mianowicie najemca miał prawo do spóźnienia, ale musiał później uregulować odsetki za zwłokę. Z innych warunków umowy to m.in. najemca nie mógł przeprowadzać prac inwazyjnych w lokalu bez wiedzy i zgody właścicielki oraz zobowiązany był dbać o czystość nie tylko w środku, ale również na położonym przed lokalem chodniku. Za ewentualne remonty, żeby na przykład dostosować to miejsce pod własną działalność, najemca musiał zapłacić z własnej kieszeni. Raczej rzadko zdarzały się jakieś problemy albo niestosujący się do zasad dzierżawcy, bo Jolanta z wieloma z nich współpracowała przez długie lata i bardzo chwaliła sobie tę współpracę.
Od jakiegoś czasu w legionowskiej kamienicy w lokalach należących do Jolanty i Dariusza swój biznes prowadziła kobieta o imieniu Teresa. Była ona żoną 41-letniego Mariusza, człowieka, którego Jolanta od jakiegoś czasu już znała. A to dlatego, że Mariusz był serdecznym przyjacielem mężczyzny, który wcześniej przez przynajmniej 7 lat wynajmował od Jolanty jeden z jej lokali i prowadził tam swój sklep. Mariusz wtedy regularnie zjawiał się w Legionowie, odwiedzał swojego znajomego i siłą rzeczy poznała go także właścicielka kamienicy, chociaż w tamtym czasie ich znajomość można było określić raczej jako taką z widzenia.
Dopiero w 2003 roku drogi Mariusza oraz jego żony Teresy i drugiej pary, Dariusza i Jolanty, przecięły się na dobre. Nie wiadomo, jak doszło do bliższego kontaktu obu par, ale i tak nie było między nimi zażyłej przyjaźni. Raczej zwykła znajomość, która później opierała się wyłącznie na kontaktach w sprawach służbowych. Przyjaciel Mariusza po kilku latach zamknął swój sklep, w którym handlował dotąd sprzętem RTV i AGD. Mariusz wiedząc, że lokal się zwolnił, dogadał się z Dariuszem i zajął miejsce swojego znajomego, a właściwie oficjalnie zrobiła to Teresa. Ale to głównie Mariusz zajmował się wszystkimi formalnościami, ustalał w porozumieniu z Dariuszem warunki i kontaktował się z nim w pilnych sprawach.
Jego żona natomiast widniała jako właścicielka tej firmy i składała podpisy na stosownych dokumentach. Zanim jednak na dobre stanął tam sklep odzieżowy, właściciele tej powierzchni, czyli Dariusz i Jolanta, przeprowadzili na niej generalny remont. Po ośmiu latach intensywnego użytkowania lokalu był to krok jak najbardziej zrozumiały. Ostatecznie sklep zaczął funkcjonować w listopadzie 2003 roku. I choć to nazwisko Teresy widniało na umowie najmu, Mariusz w równym stopniu angażował się w działalność tam prowadzoną. Bardzo często można było spotkać go w sklepie, ponieważ aktywnie wspierał żonę w prowadzeniu firmy. Jednak formalnie biznes ten należał wyłącznie do Teresy, ponieważ Mariusz pracował jako komendant policji i nie mógł prowadzić działalności bez zgody swoich przełożonych.
Po kolejnych ruchach pary można wywnioskować, że sklep przynosił Teresie i Mariuszowi dość znaczne dochody. Nie bez powodu w 2009, a później jeszcze w 2010 roku małżeństwo wynajęło dwa kolejne lokale i tym samym zajęło już wszystkie punkty należące do Jolanty. W jednym z pomieszczeń wcześniej swoją działalność handlowo-usługową prowadziła kuzynka właścicielki, ale wypowiedziała umowę najmu ze względu na to, że Dariusz znacznie podniósł jej czynsz. Zwyczajnie nie opłacało się jej już kontynuować umowy. Później okazało się, że Dariusz specjalnie przedstawił kuzynce żony wyższą cenę za czynsz, ponieważ miał nadzieję, że kobieta sama zrezygnuje z dalszego najmu.
Nie wiadomo jednak, czy rzeczywiście taki był plan, czy Mariusz po prostu grał na zwłokę. Sytuacja małżeństwa była po prostu nieciekawa. Obroty wszystkich trzech lokali wystarczały ledwie na opłacenie pracowników. Regularnie zaczęło brakować na czynsz i jej rachunki. Początkowo para spóźniała się z zapłatą, a w końcu Mariusz postanowił porozmawiać z Dariuszem o warunkach umowy. Chciał wynegocjować korzystniejsze dla siebie opłaty za najem. W tej kwestii Jolanta za namową Dariusza poszła znajomym na rękę i nieco obniżyła im czynsz za wszystkie lokale. Kwota łączna za cały wynajem wynosiła około 10 000 zł miesięcznie.
Wróćmy jednak na chwilę do Dariusza i Jolanty. Pod koniec 2010 roku samopoczucie kobiety pogorszyło się drastycznie i niestety targnęła się ona na własne życie. Na szczęście próba samobójcza nie była skuteczna. Jolanta natomiast została umieszczona w szpitalu psychiatrycznym w Ciechanowie, gdzie przez ponad półtora miesiąca dochodziła do siebie. Wypis otrzymała ostatniego dnia roku, czyli 31 grudnia. Po powrocie do domu znacznie odizolowała się od otoczenia. Najbezpieczniej czuła się w swoich czterech ścianach. Wówczas Dariusz działał w jej imieniu, choć sam także nie był w najlepszym stanie psychicznym. U niego zaś gorsze samopoczucie związane było nie tylko z chorobą żony, ale także z jego własnym zdrowiem.
Niebawem Dariusz miał stawić się na badaniach, które to miały wykazać, czy podjęte przez niego leczenie przyniosło efekty, czy nie. Znajomi, a zwłaszcza najbliższy przyjaciel Dariusza, który znał go niemal od zawsze , wspominał, że Darek bardzo martwił się stanem swojego zdrowia i obawiał się najgorszego. Ale Dariusz nie mógł pozwolić sobie na zaniedbanie obowiązków służbowych, bo ktoś z tej dwójki musiał pracować. Ze względu na chorobę Jolanty, małżeństwo rozważało zamknięcie swojej działalności. Chodzi o tę firmę, która zajmowała się handlem artykułami papierniczymi. Dariusz bowiem przez wzgląd na stan zdrowia swojej żony, która nie była zdolna do pracy, ale także dlatego, że sam chciał mieć dla niej więcej czasu, po prostu nie miał już głowy do prowadzenia tego interesu.
Wspólnie z Jolantą ustalił więc, że najlepiej gdyby skupili się jedynie na wynajmowaniu lokalów, bo dochód z tego tytułu zdecydowanie wystarczał na utrzymanie ich gospodarstwa domowego. Natomiast decyzja jeszcze nie została podjęta, a Dariusz planował jeszcze w tej sprawie skonsultować się z kilkoma osobami, między innymi z byłym księgowym. Z którym pomimo zerwania współpracy wiele lat wcześniej, małżeństwo wciąż było w kontakcie i z którego porad raz na jakiś czas korzystało. 8 lutego 2011 roku Dariusz przyjechał do Legionowa na umówione wcześniej spotkanie właśnie z tym księgowym. Po godzinie 10, gdy spotkanie dobiegło końca, pojawił się w sklepie, żeby zobaczyć się także z Teresą oraz obecnym tam Mariuszem.
Mimo wszystko uważała, że Dariuszowi w tym spotkaniu powinien towarzyszyć ktoś zaufany. Dlatego Jolanta w tajemnicy przed swoim mężem postanowiła o wszystkim powiadomić Marka, czyli długoletniego przyjaciela mężczyzny. I poprosić go o to, aby razem z Dariuszem 11 listopada 2011 roku pojechał do Skrzeszewa na to spotkanie i po prostu mu tam towarzyszył. Marek jako oddany przyjaciel był gotów to zrobić. Jednak kiedy sam skontaktował się z Dariuszem, żeby potwierdzić szczegóły tego spotkania, przyjaciel stanowczo zaprzeczył, że potrzebne jest mu jego wsparcie. Zapewnił, że sobie bez niego poradzi oraz dodał, że nie będzie tam sam, ponieważ ma w tym uczestniczyć także Mariusz.
Piątek zbliżał się już ku końcowi. Jolanta oczekiwała na powrót męża, ale ten się nie zjawiał. Nadeszła noc, a Dariusza nadal nie było w domu. Kobieta z tego powodu nie mogła zasnąć. Około godziny 1.30 w nocy zaczęła dzwonić do swojego męża, ale wówczas przekonała się, że to na nic, ponieważ jego telefon nie odpowiadał. Zdaje się, że był wyłączony lub poza zasięgiem. Próbowała skontaktować się z nim jeszcze kilka razy, ale zawsze słyszała w telefonie ten sam komunikat. Przeczekała do godziny prawie 5 rano, ponieważ jedyne co miała w głowie to to, że wraz z Dariuszem ten wieczór miał spędzić Mariusz. Dlatego był on pierwszą osobą, z którą Jolanta planowała się skontaktować.
Gdy wybiła godzina 5 rano, kobieta chwyciła za telefon i wybrała numer Mariusza. W słuchawce usłyszała głos Teresy, którą poprosiła o przekazanie telefonu mężowi. Jolanta zapytała Mariusza wprost, gdzie jest Dariusz? Mariusz wydawał się być zaskoczony tym pytaniem. Nie miał bowiem pojęcia, co się stało z mężczyzną. Jolanta poczuła, że coś jest nie tak, ponieważ Mariusz zdecydowanie zaprzeczył, że miał w planach dzień wcześniej pojechać gdzieś z Dariuszem. Wyparł się również tego, że niejaki Janusz Kamiński to jakiś jego znajomy i że pośredniczył pomiędzy nimi i że umawiał ich na jakieś spotkanie. Mariusz powiedział, że wprawdzie widział się z Dariuszem, ale tylko na moment, dosłownie na kilka minut, bo ten przyszedł do sklepu, żeby przekazać mu jakieś faktury.
Mariusz potrzebował ich, bo swoje zgubił, więc Darek przywiózł mu kopie. Mężczyzna widział go, jak odjeżdża swoim samochodem spod sklepu, ale nie interesował się wtedy, dokąd zmierza, nie był zatem w stanie pomóc Jolancie. Nie zapomniał jednak w tej samej rozmowie wspomnieć, że 8 lutego przekazał Dariuszowi zaległe pieniądze za czynsz w kwocie 10 tysięcy złotych, zaś 11 lutego dał mu brakującą kwotę 4 tysięcy złotych. Jolanta była zaskoczona tą informacją. Przecież mąż powiedział jej, że Mariusz w tym miesiącu spóźni się ze spłatą. Pamiętała to doskonale. A gdyby jednak okazało się, że najemca jakimś cudem zdobył potrzebne pieniądze i rzeczywiście uregulował swój dług, to mąż na pewno by jej o tym powiedział.
To, co dodatkowo wydało się Jolancie dziwne i podejrzane, to że Mariusz przekazał Dariuszowi gotówkę. Zawsze rozliczali się przelewami. Dlaczego tym razem było inaczej, Jolanta zakończyła rozmowy z Mariuszem, ale nie wiedziała, co ma o niej myśleć. Postanowiła zatem skonsultować się z przyjacielem rodziny, czyli z Markiem. Opowiedziała mu o tej dziwnej rozmowie z Mariuszem i oczywiście poinformowała też o tym, że Darek nie wrócił do domu na noc. Marek również nie krył swojego zaskoczenia. Dariusz raczej nie ukrywał przed bliskimi tego, że Mariusz załatwił mu jakiegoś dobrego klienta i był tym naprawdę przez te wszystkie dni oczekiwania na spotkanie bardzo podekscytowany.
Nie dość, że opowiedział o planach Janusza Kamińskiego swojej żonie i przyjacielowi, to mówił o tym również innym zaufanym osobom. Wokół było naprawdę wielu ludzi, którzy przekonani byli, że 11 lutego 2011 roku Dariusz wraz z Mariuszem pojechali do Skrzeszowa na spotkanie z Januszem Kamińskim. Dlaczego zatem Mariusz wyparł się tego, że w ogóle odbył z Dariuszem rozmowę na ten temat? Dlaczego powiedział, że nie zna takiego człowieka i że nigdy nie składał do Arkowi takiej propozycji? Wszystko to było bardzo podejrzane. Ale wówczas Jolanta nie miała przestrzeni i czasu na to, aby nad tym rozmyślać. Zależało jej na tym, żeby ustalić miejsce pobytu męża.
Dlatego zrobiła co mogła, a mianowicie obdzwoniła wszystkie osoby, z którymi Dariusz był w regularnym kontakcie. Nigdzie jednak go nie było. Samopoczucie Jolanty po tym, jak jej mąż nie wrócił do domu, a ona nie miała pojęcia, co się z nim stało, jeszcze bardziej się pogorszyło. Kobieta nie chciała albo bała się przebywać sama w domu, dlatego po rozmowie ze swoją kuzynką postanowiła na jakiś czas, a przynajmniej do spodziewanego powrotu męża, zatrzymać się właśnie u niej. Rodzina starała się ją wspierać tak jak mogła, jednak wydaje mi się, że pewne rzeczy mogli zachować dla siebie. Ponieważ kuzynki Jolanty, które co prawda oferowały jej swoją obecność dla otuchy, to jednak mówiły jej rzeczy, które najpewniej jej nie pomagały.
Sugerowały bowiem, że Dariusz mógł odejść od Jolanty, po prostu mógł ją porzucić, ponieważ nie wytrzymał życia z kobietą, która chorowała na depresję. Finalnie 12 lutego 2011 roku w sobotę około godziny 19.30 Jolanta namówiona wcześniej przez męża swojej kuzynki razem z tą kuzynką pojechała na komisariat policji w Ciechanowie i złożyła zawiadomienie o zaginięciu męża. Powiedziała wszystko, co wiedziała. To, że ostatnią wiadomą osobą, która widziała Dariusza był komendant policji na Białą Łęce, Mariusz. Wspomniała także o pieniądzach, które rzekomo Mariusz miał tego dnia przekazać jej mężowi, przy czym zaznaczyła, że jest to dziwna i podejrzana sytuacja, bo pary nigdy nie rozliczały się ze sobą w ten sposób.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Nadal możesz kupić mi kawę:
https://buycoffee.to/pieklojesttu
Bardzo, bardzo dziękuję!
_______________
W lutym 2011 roku w Legionowie po raz ostatni widziany był Dariusz, na co dzień mąż Jolanty, której pomagał prowadzić jej interesy. Kto stał za tym zniknięciem i jaki miał motyw? Prawda, która wyszła na jaw ponad miesiąc później zszokowała wszystkich.
Źródła:
https://docs.google.com/document/d/1eKryAZReUBXCmhpGe1FOj_2GsoMcCaK8OXyXhrYJF4g/edit?usp=sharing
Zapraszam Cię na kanał Kryminalia, link do odcinka z moim udziałem:
https://www.youtube.com/watch?v=MgYN4F6RZlo&t=3s