Mentionsy Mentionsy
Piąte: Nie zabijaj
Piąte: Nie zabijaj

204. Ani jednej więcej. Seryjny morderca Mariusz G.

26.09.2025 ·1 godz 2 min

Jak mogły dać się tak oszukać? Ten odcinek jest potrzebny każdemu i każdej z nas, by nie powtórzyć losów ofiar Mariusza G., ani losu ich bliskich i wszystkich tych, którym „coś” nie pasowało i zdusili w sobie tę niepewność.ResearchJustyna Mazur-KudelskaMontażJudyta GołębiowskaMasz dla mnie sprawę? Wyślij ją mailem: po[at]piateniezabijaj.plMożesz mnie spotkać:Grupa: http://www.facebook.com/groups/PiateNieZabijaj _______Słuchaj na:Spotify: https://spoti.fi/2WM488O Apple Podcasts: https://apple.co/3CELhCr Tidal: https://bit.ly/3tUkXAw Google : https://bit.ly/3I7v5L6 YouTube: http://bit.ly/2Ur9Cbw _______Muzyka wykorzystana w odcinku:Wstęp: Resolver - AmuletCzołówka: Doug Maxwell - Heartbeat of the HoodTło: Luke Atencio - CounselTyłówka: The Inner Sound - Jesse GallagherMusicbed SyncID:MB01TFL0BRK5AZQWybrane źródła:Katarzyna Bonda - Krew w piachhttps://www.youtube.com/watch?v=2vdT9xq94qUhttps://archiwum.tvn24.pl/magazyn-tvn24/245/tvn24.pl/magazyn-tvn24/czarny-wdowiec-z-kolobrzegu-polowal-na-kobietyktore-szukaly-milosci%2C245%2C4239.htmlhttps://plejada.pl/newsy/krwawy-tulipan-seryjny-morderca-z-kolobrzegu-zabil-trzy-kobiety/pr72hsthttps://kobieta.onet.pl/wiadomosci/katarzyna-bonda-narcyzi-karmia-sie-naszym-strachem-bolem-i-niskimi-emocjami/ mdr80xjhttps://szczecin.tvp.pl/45332033/zarzuty-rodzin-ofiar-mordercy-z-kolobrzegu-wobec-organow-sciganiahttps://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1585063%2Czabijal-dla-pieniedzy-krwawy-tulipan-z-kolobrzegu-skazany-nadozywociehttps://szczecin.wyborcza.pl/szczecin/7,34939,31641872,krwawy-tulipan-byl-skazany-na-dozywocie-za-zabjstwo-trzech.htmlhttps://wiadomosci.onet.pl/szczecin/krwawy-tulipan-mordowal-niewinne-kobiety-chce-milionow-odszkodowania/f1g6620https://www.rmf24.pl/regiony/szczecin/news-krwawy-tulipan-wroci-na-wokande-sad-uchylil-dozywocie-dla-mo,nId,7899302https://miastokolobrzeg.pl/wiadomosci/36273-krwawy-tulipan-bez-szans-na-kasacje-sad-najwyzszy-utrzymal-decyzjeszczecinskiego-sadu.htmlhttps://koszalin.wyborcza.pl/koszalin/7,179397,29872936,sad-w-koszalinie-skazal-seryjnego-zabojce-kobiet-mariusza-g.htmlhttps://prk24.pl/86555908/sprawa-skazanego-za-zabojstwo-trzech-kobiet-mariusza-g-z-kolobrzegu-trafila-do-sadunajwyzszegohttps://interwencja.polsatnews.pl/reportaz/2020-07-10/ile-wiedziala-narzeczona-seryjnego-mordercy-z-kolobrzegu-siostraprzerywa-milczenie/https://szczecin.tvp.pl/88001153/jestem-ofiara-nagonki-panstwa-pis-coraz-blizej-finalu-procesu-senatora-gawlowskiegowideo

Puka do drzwi tego lokalu. a otwiera je starszy mężczyzna, nowy właściciel. To już dziennikarkę dziwi, bo to znaczy, że Aneta D. musiała to mieszkanie sprzedać, ale ten mężczyzna nie kupił mieszkania od Anety D. Mówi, że kupił to mieszkanie od jakiegoś mężczyzny. Tym mężczyzną jest Mariusz G., który sprzedał mu je kilka miesięcy wcześniej. Pokazuje kobiecie dokumenty sprzedaży tego mieszkania, a w tych dokumentach widnieje pełnomocnictwo od Anety D., na mocy którego jeszcze przed wyjazdem miała przekazać cały swój majątek właśnie Mariuszowi G., a ten, nie czekając długo, bo nie potrzebował takiego mieszkania, sprzedał je obcej osobie.

Kiedy dziennikarka odkrywa, że oprócz Anety D. i Bogusławy R. kilka lat wcześniej jeszcze zaginęła Iwona K., to postanawia ruszyć i tym tropem. I odkrywa, że w tym mieszkaniu, które uległo pożarowi, z którego kobieta zniknęła bez śladu, obecnie mieszka ten sam człowiek, który sprzedał komuś mieszkanie Anety D. W tym momencie raczej wie, że trafiła na niesamowity trop. Zgłasza to wszystko policji i sprawdza, czy Mariusz G. ma również powiązania z zaginięciem Bogusławy R., a właściwie to z Bogusławą.

No i jakie jest jej zdziwienie, gdy okazuje się, że tym tajemniczym kochankiem Bogusi był właśnie Mariusz. Informacja o tym zbiegu okoliczności, tutaj daję duży cudzysłów, uruchamia policję, rusza śledztwo, które bezsprzecznie sprawia, że obie, nie obie, tylko trzy te sprawy zostają połączone, a głównym podejrzanym staje się wówczas 43-letni Mariusz G., którego nazwisko, co ciekawe, pojawiało się w tle obu wcześniejszych zniknięć, ale nikt jakoś nie połączył kropek. To były trzy osobne postępowania.

No niestety nikt tego nie połączył. I 11 czerwca, czyli zaledwie 4 dni po zaginięciu Bogusi, czyli dzień po tym, jak jej rodzina wszczyna ten alarm, funkcjonariusze zatrzymują Mariusza G. Co ciekawe, jest to 4 dni po zaginięciu Bogusi, a 3 dni przed jego planowanym ślubem, bo 14 czerwca miał poślubić, słuchajcie, kolejną kobietę. Miała to być 35-letnia Dorota Eł, która była kołobrzyską bizneswoman. Byli krótko narzeczeństwem, bo około trzy miesiące. Została zatrzymana, bo okazało się, że pomagała Mariuszowi w przejmowaniu i ukrywaniu mienia należącego do Bogusi. Oczyszczała to mieszkanie, podawała się za Bogusię, namawiana przez Mariusza.

Razem z nimi w areszcie znalazł się też Sebastian T., który był kolegą Mariusza jeszcze ze szkoły. Z kolei jemu śledczy postawili zarzut paserstwa i niszczenia dowodów. No i teraz, co się tak naprawdę stało? Zatrzymany Mariusz G. był spokojny i pewny siebie. Gdy funkcjonariusze po niego przyjechali, był rozluźniony i uśmiechnięty, nawet z kajdankami na rękach szedł z podniesioną głową. Tak relacjonował to świadek zatrzymania. Mariusz G. sądził, że grozi mu co najwyżej oskarżenia o oszustwo i wyłudzenie pełnomocnictw majątkowych, czyli przestępstwa white collar, przestępstwa białych kołnierzyków. Przeczuwał, że policja nie ma absolutnie wystarczających dowodów, by postawić mu zarzuty zabójstwa, a właściwie zabójstw, dopóki nie znajdzie ciał.

I początkowo faktycznie usłyszał jedynie zarzut przywłaszczenia mienia zaginionej Bogusławy R., w tym jej samochodu osobowego, który znajdował się na posesji tego Sebastianaty. Mariusz G. pozostał w areszcie tymczasowym, czekając na rozwój sytuacji i nie przypuszczał, że śledczy wpadli już na jego trop na serio i na dobre. Sprawę Mariusza przejmuje specjalna grupa dochodzeniowa Wydziału ds. Cyberprzestępczości i Nowoczesnych Technologii Wykrywczych w Prokuraturze Okręgowej w Szczecinie. Śledczy zaczynają metodycznie zbierać dowody przeciwko Mariuszowi, Mariuszowi G. Pierwszy przełom następuje przy badaniu samochodu, jego samochodu, w bagażniku jego samochodu natrafiono na siekierę oraz szpadel i na obu tych narzędziach biedli wykryli DNA należące do Bugusi.

To odkrycie oczywiście rozwiewa wszelkie wątpliwości, bo policjanci już wiedzą, że mają do czynienia z morderstwem, a nie z zaginięciem, bo jeszcze taka nadzieja się gdzieś tam tli. Analiza bilingów i monitoringów pozwoliła odtworzyć prawdopodobny przebieg ostatnich godzin życia Bogusławy. Wywnioskowano, że została zamordowana 7 czerwca 1919 roku, zaraz po tym jak zabrała Mariusza G. w umówioną podróż do mechanika. Posiadając te wszystkie informacje, ta grupa dochodzeniowo-śledcza wytypowała potencjalne miejsce ukrycia zwłok ofiary. Prawdopodobnie miał to być teren pomiędzy wioskami... Budzistowo i obroty pod Kołobrzegiem były to okolice dawnej żwirowni, nieopodal posesji znajomego Mariusza G., czyli tego Sebastiana T., gdzie kilka dni wcześniej odnaleziono porzucony samochód Bogusławy.

Rozpoczęto zakrojone na szeroką skalę poszukiwania terenowe, sprowadzono nawet specjalnie szkolone psy tropiące z Niemiec, użyto sonaru, georadaru. Po kilku dniach intensywnych prac na początku listopada 2019 roku w płytkim grobie w zagajniku natrafiono na ludzkie szczątki, a badania potwierdziły najgorsze. Było to ciało Bogusi R. Odnalezienie zwłok i zabezpieczone wcześniej dowody Przycisnęły Mariusza G. do muru i 6 listopada 1919 roku został doprowadzony na kolejne przesłuchanie, podczas którego oficjalnie przedstawiono mu zarzut zabójstwa Bogusławy R. No i skonfrontowany z dowodami,

Mariusz złamał się i poszedł na współpracę z organami ścigania. W trakcie jego przesłuchania nie tylko przyznał się do zamordowania Bogusławy, ale też ujawnił dwie wcześniejsze zbrodnie. Przyznał się do zabójstwa Iwony K. i Anety D. Wskazał policjantom dokładne lokalizacje, gdzie ukrył ich ciała. Zrobił to w lesie harzyńskim pod Kołobrzegiem. Jak się okazało, zwłoki Iwony i Anety były zakopane niedaleko siebie, na terenie dawnych wojskowych bunkrów, które zostały potem znowu zalesione. Następnego dnia po odnalezieniu ciał prokuratura postawiła Mariuszowi kolejne dwa zarzuty zabójstwa, wszystkie z motywacji zasługującej na szczególne potępienie, czyli z wyjątkowo niskich pobudek, chęci zysku.

Nie było też, jak mniemam, na jej ciele śladów takich charakterystycznych właśnie dla ran rąbanych, czy dla ciosów od właśnie rąbania. Mariusz G. zeznał, że udusił Iwonę. No i tę wersję wydarzeń eksperci uznali za wysoce prawdopodobną. Co też znamienne, Mariusz G. skutecznie zacierał ślady swoich zbrodni dzięki pomocy osób trzecich. I słuchajcie, w trakcie śledztwa ustalono, że co najmniej cztery inne osoby pomagały mu ukrywać zbrodnie i zacierać dowody. Oprócz tego Sebastiana T., który ukrywał auto i rzeczy Bogusławy oraz palił dokumenty i oprócz narzeczonej Doroty E., która czyściła mieszkanie Bogusi, wywiozła jej samochód, wysyłała z telefonu ofiary mylące smsy, bo ona za tym stoi.

Były jeszcze dwie inne kobiety. To była matka i córka, Lucja S. i Karolina S., którym Mariusz zapłacił za podszywanie się pod ofiary u notariusza. Karolina podszywała się pod młodsze kobiety, Lucja pod starsze. Prawdopodobnie właśnie Lucja S. podszywała się pod Bogusię, z kolei Karolina wcześniej pod Anetę i pod Iwonę. Z kolei Mariusz też związał się z Karoliną, mamił ją związkiem, miał być świetnym dla niej mężem. Pożyczał pieniądze Łucji, przywoził rzeczy, naprawiał im zlew, wymieniał uszczelki.

Po prostu człowiek złoto, nie? Z bałam ucił obie te kobiety i uśpił wszystkie ich takie wątpliwości, które miewały jeszcze w toku znajomości z nim. I tak samo do Karoliny przyjeżdżał, obsypywał ją prezentami, miłością, po czym znikał. Pojawiał się, znikał, pojawiał się i znikał. I właściwie z każdą kobietą postępował tak samo. Po kołobrzegu poniosła się informacja o tym, że Grasuje tam seryjny zabójca. Sam Mariusz próbował kreować się na takiego bardzo skruszonego grzesznika. W grudniu 2019 roku za pośrednictwem swojego adwokata przekazał rodzinom ofiar przeprosiny i kondolencje.

Jego adwokat, mecenas Edward Stępień mówił w ten sposób. Mój klient bardzo żałuje swoich czynów, zapewnia, że nie działał z premedytacją ani z chęci zysku. Do zabójstw dochodziło nagle w emocjach podczas kłótni, wtedy nie panował nad sobą i żadne z tych morderstw nie było zaplanowane, a zabijając kobiety nie chciał ich majątku, tylko chciał odzyskać własne pożyczone pieniądze. Te linie obrony przedstawiającą go jako desperata, działającego w afekcie, próbował potem forsować przed sądem, bo dojdzie oczywiście do procesu, jednak materiały dowodowe absolutnie zaprzeczały tej wersji. Przez kilka lat Mariusz G. konsekwentnie powtarzał ten sam schemat działania, czyli wyszukiwał samotne kobiety, zarówno młodsze, jak i starsze, zamożne, ale też takie, które są po przejściach, bo tu nie miał reguły.

No w afekcie nie planujesz komuś zabrać mieszkania, nie idziesz do notariusza, to nie jest afekt. Więc tutaj pan Mariusz chyba trochę pomylił. Pojęcia raczej wskazywały na coś zupełnie odwrotnego, czyli na staranne planowanie wszystkich tych zabójstw, oszustw dla osiągnięcia po prostu korzyści majątkowej. Dobra, kim jest tak naprawdę Mariusz G.? No bo tutaj powiedziałam o życiu tych kobiet, o tym jak działał, ale kim on tak naprawdę był, czy jest? Mariusz G. ma dzisiaj 48 lat, urodził się w 1977 roku. W Kołobrzegu z wykształcenia jest technikiem, mechanikiem okrętowym.

Mariusz G. się żeni, na świat przychodzi jego córka, ale te długie rejsy, rozłąki niszczą rodzinę i około 2014 roku dochodzi do rozwodu. Okoliczności finansowe tego rozstania też nie są najlepsze, bo choć zarabiał bardzo dużo, to małżeństwo popadło w długi. Według relacji matki Mariusza, Mariusz musiał sprzedać własne mieszkanie, żeby spłacić należności i wraz z żoną i córką wyprowadził się z tego, no sprzedał to mieszkanie na długi i musiał się wprowadzić do do tej kamienicy na ulicy Mariackiej, to jest na Starym Mieście.

Po rozwodzie jego była żona z córką wyprowadziła się z tego mieszkania od teściów, od rodziców Mariusza i wyjechały na południe, w okolice skąd pochodziła żona Mariusza. Zresztą nie była chyba zbyt lubianą postacią. Rodzina Mariusza mówiła o niej z przekąsem góralka, a sam Mariusz po tym rozstaniu z żoną nie utrzymywał kontaktu z dorastającą córką. Sąsiedzi jej nie widywali, a on sam niechętnie o niej wspominał. Córka zresztą na sali sądowej potem powie, że był zawsze bardzo agresywny i był bardzo złym ojcem.

Rozwód Mariusza nie załamuje, wręcz przeciwnie, sprawia, że on chce zacząć jakieś nowe swoje życie, nowy etap z jeszcze większą energią i tak w okolicach 2015 roku, po zakończeniu morskiej kariery, z której wtedy rezygnuje, zaczyna udzielać się towarzysko i społecznie. Więc zaczyna od lokalnego klubu Morsów, gdzie został nawet wiceprezesem do spraw marketingu i mediów. Zaczyna być traktowany jako w ogóle osoba publiczna, to też z tym się spotkałam, że przez wiele mediów był określany jako osoba publiczna, przez wiele osób, które z nim miały do czynienia, właśnie przez to, że był takim społecznikiem. Rozmowny, pewny siebie, zawsze nienagannie ubrany i zadbany.

Ktoś nawet mówi o nim, że to był równy facet, że lubił jego towarzystwo, że lubił chodzić na imprezy, na sylwestry. Naprawdę taki bon vivant. Z kolei inna kobieta zapamiętuje jego nieskazitelne wypastowane buty, że w ogóle był zawsze ubrany jak nos pod igły, że miał zawsze wyprasowaną na sztywną koszulę, że właśnie te buty takie wypolerowane, niezależnie od tego w jakim wieku były kobiety, to wszystkie za nim szalały. A Mariusz G. Jak zobaczycie sobie jego zdjęcia, to to nie jest jakiś Brad Pitt. Jeżeli komuś się podoba Brad Pitt, mi się podoba bardzo.

Zawsze Mariusz pachniał drogimi perfumami, zawsze był pewny siebie, absolutnie miał w sobie to coś, miał gigantyczną charyzmę. Był przedstawiany jako biznesmen, społecznik. No właśnie, jaki biznesmen? Otóż nawet ta firma, którą on zakłada, słuchajcie, to jest w ogóle jak czapka niewidka niemalże, po prostu jak ktoś, kto ma manufakturę produkującą lizaki. może być seryjnym zabójcą. Jeszcze zrozumiałabym, gdyby to był człowiek, który zwabia dzieci i te dzieci znikają w jego fabryce cukierków, nie? Willy Wonka, ale... Pod tą fasadą właśnie słodziutkiego dosłownie i w przenośni mężczyzny krył się człowiek o dwóch twarzach.

Oczywiście najbardziej szokuje nas to, co robił z kobietami. Potrafił jednocześnie prowadzić kilkanaście romansów. I tutaj nie mogę nie odesłać Was do rozmowy, jaką przeprowadziłam ponad rok temu z Katarzyną Bondą, która napisała świetną książkę pod tytułem Krew w piach. I to jest właśnie książka o Mariuszu G., napisana na podstawie akt tej sprawy. I ta książka to jest moim zdaniem majstersztyk, żebyśmy my wszyscy mogli się poczuć jak ofiara gigantycznych manipulacji. W tej rozmowie, do której was serdecznie zachęcam, tam nie zdradzam żadnych spoilerów, raczej tutaj, ten odcinek jest spoilerem, ale tak jest w piąte, nie zabijaj, to tam są historie, takie wątki bliskich tych ofiar, tych kobiet, którzy są od początku bardzo sceptycznie nastawieni i do końca nie dają temu człowiekowi wiary, a mimo to

Jeszcze tam mam inne włosy, jeszcze jestem w ciąży, więc ta rozmowa już ma trochę, no ale ta książka wtedy właśnie wychodziła. No więc, też w tej książce zobaczycie właśnie te romanse. Jest taka scena autentyczna, którą Kasia mówiła, że kiedy ją przeczytała w aktach, to sama się łapała za głowę. I gdyby ją wymyślała do swojej książki fikcyjnej, to by pomyślała, że to by się po prostu nigdy nie wydarzyło. A takie rzeczy się działy. Były walentynki i Mariusz G. musiał objeździć kilkanaście kobiet. Wyobraźcie sobie, nie pomylić się. Tu się spóźniał, tam mnie odebrał, tu zadzwonił i tak dalej, i tak dalej. Co więcej, relacje z większością z tych kobiet trwały po kilka lat.

Zdaniem psychologów i kryminologów Mariusz G. to klasyczny przykład osobowości psychopatycznej, narcystycznej, pozbawionej empatii. W jednym ze źródeł, które tutaj Wam podaję, już nie pamiętam, bo mam to w notatkach, ale chyba był to wywiad czy rozmowa w TVN24, profesor Monika Całkiewicz mówi takie zdanie. Seryjni zabójcy często nie wykazują choroby psychicznej. A głębokie zaburzenia osobowości są pozbawieni uczuć wyższych, a innych traktują instrumentalnie. Ich potrzeby są najważniejsze do tego stopnia, że potrafią zabić, żeby osiągnąć swój cel. Więc Mariusz idealnie wpisuje się w ten profil.

Jest to wysoko inteligentny manipulator, pozbawiony skrupułów. pełen zimnej, lodowatej wręcz determinacji. Biegli psychiatrzy stwierdzają jednoznacznie, że w chwili popełniania zbrodni Mariusz G. był w pełni poczytalny, a więc też świadomy swoich czynów, nie działał w psychozie, ani pod wpływem żadnej choroby umysłowej. Innymi słowy, doskonale wiedział, co robi. I choć brzmi to niewiarygodnie, to tuż po aresztowaniu Mariusz G. próbował jeszcze zrobić z siebie ofiarę nagonki. W 2020 roku skarżył się mediom na hejt i szkalowanie jego dobrego imienia. Posunął się nawet do tego, że z celi napisał list, sorry, że ja się śmieję, przepraszam.

No i tak skończyły się rozpaczliwe próby wybielania swojej postaci przez krwawego tulipana. Na ławie oskarżonych zasiadł Mariusz G. Był to proces, który odbył się w 2021 roku w Koszalinie. Postawiono mu aż 19 zarzutów. Akt oskarżenia tyle obejmował. w tym trzy zabójstwa oraz szereg przestępstw finansowych i fałszerstw. Proces ruszył przed sądem 28 października 2021 roku, no oczywiście wzbudzając ogromne zainteresowanie mediów lokalnych i też ogólnopolskich. Bardzo rzadko zdarza się seryjnie jak w Polsce, więc tym bardziej.

Na ławie oskarżonych zasiadło łącznie pięć osób. Mariusz G., jako oczywiście główny oskarżony, oraz jego rzekomi pomocnicy, czyli Sebastian T., Dorota E., Karolina S. i Łucja S. W toku trwającej ponad półtora roku rozprawy ujawniono wszystkie szczegóły tego zbrodniczego procederu. Prokuratura przedstawiła dowody na to, że motywem zabójstw była jedynie chęć przejęcia bajątku ofiar, bo każda z zamordowanych kobiet była jego kochanką, każdą nakłonił do przypisania dorobku, po czym pozbawiał każdą z nich z życia. Na rozprawie ujawniono m.in., że Mariusz G. sfałszował dokumenty i wprowadził notariuszy w błąd, by móc sprzedać mieszkanie Anety D. oraz zdobyć szerokie pełnomocnictwo majątkowe Bogusławy R. Biegła grafolog potwierdziła, że podpisy na tych aktach nie należały do pokrzywdzonych kobiet, a do podstawionych osób.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.