O ulotkarzu który obalił imperium Janusza-PASTOLEKTOR REUPLOAD
Pastolektor
Bądź mną level 19. W skrócie o sobie, człowiek czynu i sukcesu, ale przede wszystkim człowiek z zasadami. Nikogo to nie obchodzi. Niektórzy pewnie już zapomnieli, że tacy ludzie w ogóle istnieją. Cel na wakacje? Zarobić hajs. Tymczasem jeden z wielu okolicznych Januszy biznesu ma swój cel kolidujący z moim. Zarobić więcej pieniędzy na Mercedesa, dojąc jakichś frajerów, najlepiej gówniarzy ze szkoły, bo najłatwiej. Dzwoni do swojej januszowej, franczyzowej meliny zwanej telepizzą i pogania kasierkę, żeby... Zatrudniła więcej ulotkarzy. Tak narodził się końca początek. Dzień roboczy numer jeden. Oto tak właśnie pojawiam się w miejscu akcji, nawigowany do celu przez brzęczący na cały regulator głośniczyk z reklamami. Stary lokal o wystroju pozbawionym gustu i estetyki.
Typowa Januszowa moda byleby było. Polityka robienia pizzy oczywiście taka sama. Mówię, że ja w sprawie ogłoszenia donoszenia ulotek. Bez przedłużania pani kelnerka wyciąga ulotki na ladę. Zaczynam od zaraz, hehe. Mówi, że mam dużo do rozniesienia, bo od jakiegoś czasu nie mogli znaleźć ulotkarza po tym jak poprzedni zrezygnował. Ciekawe dlaczego? Ano tak, krótki wykład o zasadach pracy i wynagrodzeń nie pozostawia złudzeń. Bez umowy, czyli na czarno, 6 złotych za godzinę. Do tego jakieś dziwne techniki liczenia czasu pracy. Początkowo niewiele z tego ogarniam, ale po pierwszym powrocie z tak zwanej strefy oddalonej o kilka kilometrów spoglądam jak kasjerka z cynicznym uśmieszkiem wycina mi zanotowanego na kartce czasu pracy prawie połowę i tłumaczy jeszcze raz jak się sprawy mają. Dopiero po szkoleniu wyrównawczym zdaję sobie pełną sprawę co się od Janie Pawla w tym Januszowym przybytku.
W sumie powinienem to olać już wczoraj, przecież to kpina, a nie praca. Tak jak dzisiaj to zrobił nowy kandydat po zapoznaniu się pokrótce z realiami. W przeciwieństwie do większości biednych studentów zasmuconych kiepską jakością płacy i pracy, ja wyczułem na przekór wszystkim okazję do rozwoju w tej W firmie z beznadziei zrodził się pomysł na rewolucję przeciwko powszechnie tolerowanemu systemowi pogardy pracownika. Wiedziałem, że moje odejście nie zmieni niczego, jak to mówi stare Januszowe przysłowie, na twoje miejsce czeka sto następnych. Jak było widać w praktyce, taką polityką z drobnymi poślizgami byli w stanie znajdować odpowiednią ilość frajerów dla utrzymania ciągłości procederu roznoszenia ulotek za bezcen. Na myśl o umowie o pracę pani kelnerka reagowała z zawistnym uśmiechem.
Sama była na umowie o dzieło rzecz jasna. Nie mając aktualnie innych miejsc do zatrudnienia postanowiłem na jakiś czas pograć w ich grę. Jednocześnie opracowując plan utarcia nosa królowi Januszowi. Mój cel pracy i aspiracje były proste. Sprawić by polityka Janusza zwróciła się przeciwko niemu. Sprawić by każda w jego mniemaniu zaoszczędzona złotówka była w rzeczywistości złotówką straconą. Dzień roboczy numer 3. Czerpiąc inspiracje od możnych całego świata, wytoczyłem pierwsze działa na pole bitwy i wycelowałem je w stronę finansów wrogiego imperatora. Cel był prosty, obalić filary stabilności gospodarki telepiccy. Pierwsze działo, które miało wystrzelić nosiło poważną, enigmatyczną nazwę – luzowanie ilościowe.
Cały tydzień utrzymuję poziom luzowania ilościowego na poziomie 30%. Jakieś pozory roznoszenia trzeba zachować ze względu na to, że jacyś klienci ze strefy powinni dzwonić. Pomagam im w tym wkurwiając ich, dzięki czemu dzwonią do lokalu, ale ze skargami. Jednocześnie dając dowód solidności mojej pracy. Wiadomo, ulotkarz zawsze wkurwia, więc kasjerka ma na skargi wyjebane. Z obawy o to, że jakiś społeczniak zobaczy ulotki w śmietniku i zadzwoni do nadawcy, aby poinformować o tym fakcie, wszystkie ulotki zacząłem znosić do domu i składować w szafie. Będę miał dużo roboty z ich bezpieczną utylizacją. Na razie niech se leżą. Dzięki podziwianiu ich stosów mogę namacalnie podziwiać efekty swojego dzieła. Na realne rezultaty trzeba będzie jeszcze cierpliwie poczekać. Kropelka za kropelką drąży się skała Januszowego Imperium.
Tydzień 3 i 4. Mimo tego, iż mam wrażenie, że moja kompania sprawnie i regularnie przesuwa linię frontu coraz bliżej stolicy Januszowego Imperium Zła, kolejne tygodniowe wypłaty zdają się bardziej udowadniać impas na froncie. Moment rozwiązania i eskalacji przemocy jest jednak pewny. Prędzej lub później. Kierowany niecierpliwością powiększam kampanię luzowania ilościowego do 20%. To już trochę ryzykowne, ale obawa przegranej po tak długim czasie jest perspektywą zbyt poniżającą. Być może warunkiem sukcesu jest zwiększenie ryzyka. Moja nienawiść do tego miejsca sięga zenitu. Chyba nie jestem dobrym aktorem konflikt z kelnerką miasta, a nie dogadamy się. Moje zachowanie jest według niej niegrzeczne, chociaż ja staram się zachowywać wszelkie pozory grzeczności i udaję frajera jak tylko potrafię, przez co z pokorą znoszę jej komentarze i obiecuję popracować nad sobą.
W przeciwieństwie do kasjerki w końcu wszyscy zaczęli narzekać na spadki sprzedaży. Kelnerka patrzyła na mnie krzywym wzrokiem sugerującym, że jakby coś wiedziała i do tego czuła się w obowiązku zdekonspirować zdradę i ocalić ten Januszowy przybytek przed bankructwem. Strefę z rezydencją Janusza obnosiłem już nie dwa razy w miesiącu tylko dwa razy w tygodniu. Decyzja o dostarczeniu ulotki do każdego domu była podejmowana indywidualnie. Wytypowałem połowę domów na najbardziej prawdopodobnej drodze od domu Janusza w stronę głównej ulicy jakby próbował sprawdzać po sąsiadach. Solidność i uczciwość mojej pracy pozostawała nie do podważenia. Zwolnienie mnie prewencyjnie nie wchodziło w grę. Wiedzieli, że znalezienie drugiego frajera będzie tak pracowicie tyrał przez dłuższy okres może zająć sporo czasu, co wiązałoby się z przestojem w roznoszeniu ulotkowej propagandy w tak ciężkim dla firmy okresie.
Gra toczyła się dalej. Do tego momentu rządziłem zza kulis niczym Jarosław Kaczyński. Aż nadszedł nowy, niepozorny dzień. Imperium Januszowego Zła zorganizowało druzgocący kontratak. Gdy ja pełen entuzjazmu stawiłem się rano do pracy, a obok stawiła się ona, nowa współpracowniczka. Niby neutralna, niczego nieświadoma istota, weteranka roznoszenia ulotek z dawnych lat, nie było możliwości, że sobie pójdzie po kilku dniach. Będzie pracować cały czas. Pięsja jej niestraszna, bo utrzymuje ją chłopak. Jej wystarczy tylko parę złotych na nowy ciuszek z lumpeksu. Typowa bezmózga karyna. No szkurw, kobieto. Tymi słowami przysięgłaś w wierność imperium Januszowego zła. Twoja postawa czyni cię tym, czym Himmler był dla III Rzeszy.
Jesteś filarem, który podtrzyma imperium i zaprzepaści moje plany jego obalenia. Przewaga na polu bitwy zamieniła się w konieczność odwrotu ku kapitulacji. Dzień za dniem strefy sumiennie roznoszone przez wierną współpracowniczkę Januszowego Imperatora owocowały bogatym odzewem ze strony klientów. Kelnerka domyślała się coraz więcej na temat moich poczynań. Czas najwyższy był zdekonspirować się i opowiedzieć kelnerce prosto w twarz o tym co zrobiłem. Ona już zdążyła nieświadomie się pochwalić, że ostatnie miesiące działania lokalu przyniosły gigantyczne straty. Teraz wystarczyło przejąć oficjalną odpowiedzialność za zamach, którego dokonałem, rozkoszować sieminą kasjerki. Szkoda, że Janusza osobiście nie dam rady zobaczyć i napluć mu w twarz, chociaż od początku na to liczyłem.
Kasjerka czuła co się kręci, ale ciągle jeszcze miałem tę pracę. Finalne starcie było przesądzone jutro o świcie. Finalne starcie. Wstałem rano. Przygotowałem kamerę w telefonie. To pierwszy z dwóch elementów składowych mojego Wunderwaffe. Cud technologii nowoczesnej, który wykorzystam, by raz na zawsze rozprawić się z imperium Januszowego zła. Kamerka była schowana w specjalnie dopasowanym ubraniu i ustawiona na nagrywanie mojej finalnej intrygi. Czekam pod drzwiami. Punkt dziesiąta. Bębny biją w mojej głowie. Kelnerka otwiera lokal. Wchodzimy. Staję obok ulotek. Mówię, że zanim przystąpię do pracy mam pewną propozycję. W związku z tym, że pracuję tu regularnie od trzech miesięcy, wnoszę o przyznanie mi umowy o pracę na dalszy okres.
Ładunek inicjowany. Armia urzędników za nic mając fortyfikację Januszowego Imperium zwajmuje jego włości z gracją większą niż Niemcy zajęli Francję w roku 1939. Pogorzelisko. Kręcę się po okolicy i patrzę. Kłótnie. Głosy. Wszyscy wychodzą, lokal zamykają na klucz, plombują drzwi, plombują tylne drzwi, miesiąc później plomby nadal wiszą. Cisza. Pierdzący głośniczek emitujący reklamy po raz pierwszy od dekady nie zakłóca śpiewu ptaków w okolicznym parku. Imperium zła zostało unicestwione. Jesteście ciekawi co się stało? Karyna ulotkarka, wierna służebnica imperium zbiegła w nieznanym kierunku, uniknęła sądu w trybunale, resztę swojego życia spędziła jako wolny człowiek.
Pokazano wszystkie 11 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Opis pracy jako ulotkarz w telepizzie, opłaty i warunki pracy.
Wytwarzanie planu do obalenia systemu telepizzy, zaczynając od redukcji ilości roznoszonej ulotek.
Test redukcji ilości ulotek do 90% normy i reakcja pracownicy.
Zauważenie kontroli przez pracownice i planowanie dalszych działań, w tym zwiększenie redukcji ilości ulotek.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.