Ziomkowanie przynosi mnie i moich anonę w czwarte gęstości rikczu. Jest to druga strona lustra ironicznego spierdolenia. Tak jak preparowanie Anusa Trynkiewiczowi i patrzenie w oczy jego ofiarom, mówiąc im ciepłym i charyzmatycznym głosem, że to jest wasza ofiara ku odkupieniu ich cierpienia. Stałym elementem Ziomkowania jest podśmiechujka z tej nazwy, no bo kurwa, nasze trio wie, że jest cringe niczym opasły, łysy, zdesperowany koleś na szybkich randkach dla dynamicznych samic. Zarazem jednak jest to coś, co sprawia, że chce nam się ruszać dupę od lurkowania i robić rzeczy, o jakich inni nawet nie śnią. Jednocześnie prowadzimy całkiem normalne życie. Mieliśmy albo mamy dziewczyny, ruchaliśmy, studiujemy, dbamy o siebie, jesteśmy bardziej odgarnięci o tych Polaken binarnych, co to widzą tylko PiS, PO i jedzą bigos na skoki narciarskie.
Nie jesteśmy normikami, jednocześnie gnijemy z truskulowych anonę, co to forsują i gloryfikują swoje spierdolenie i memiarstwo. No to kurwa, czym jest to ziomkowanie obie? Siadaj i słuchaj, kurwiu. Ziomkowanie to to, kiedy po dniu funkcjonowania wśród normików spotykasz się z mordami, jecie jakieś na przykład słodycze, ja preferuję Kinder Bueno i czajkole z żabki, ambrozja, bujacie po osiedlu śmieszkując z jakichś gównotekstów, na przykład papierze na kiju albo twój stary i gnijecie, że jest to jednocześnie najbardziej zjebany i zaraz złomujący tekst ever. I całkowicie absolutnie bez żadnego powodu ktoś z was mówi, ej, dawajcie powąchamy gówno Anonace. XD, nie no, no nie róbmy tego, błagam, to jest chore. Jednocześnie wiesz, że wyrok zapadł i to się odkurwi, ale dalej próbujesz protestować i czujesz jak twój Rikcz jest dotykany przez ducha papaja, ale jednocześnie pragniesz podniesienia inby na legendarny poziom.
Więc na przykład jedno ziomkowanie było takie, że kumpel w parku zesrał się na kamień, ja hardo popirałem czajkole, próbując nie płakać z rozpaczy i śmiechu, po czym drugi anony nabierał kawał jebiącej czarnej kaki na kij i oznajmiał niczym szaman wyrokujący zwycięski wynik dla swego plemienia. Mordy to taka inicjacja ziomkowania. Opracowujemy to dla naszych kolejnych mordeczek. I czując się jakby się brało udział w paradokumencie ala chłopaki z baraków, podchodzimy i wąchamy ba, inhalujemy się gównem naszego ziomka, po czym płacząc, krzycząc i gnijąc z pogwałcenia praw konwencji genewskiej i praw człowieka rzucamy jedno sensowne zaklęcie. Ale o co ci chodzi? To przecież ziomkowanie, mordo! Ziomkowanie! Lub to dla ziomkowania! Toggle cry mode on.
Z drugiej strony, gdyby do tego doszło, ktoś rzuciłby, ej, ale ziomkowanie jest w porze mordeczki, stay cool. Ziomkowanie. Nie mogliśmy uwierzyć, że to się odjebało i myśleliśmy, że to jest już górna granica ziomkowania, ale nie kurwa. Przechroczyliśmy granicę. Nie, nie ssaliśmy sobie chujków. No homo, only ziomkowanie. Nie ma pasywów ani aktywów. Ziomkowanie o kolano to równoleżna sprawa. Jesteście na równych prawach. Ostatnio podczas urbexu po opuszczonym budynku uczelniu odkryliśmy kiblę à la Trainspotting. Siedmioletnie szambo, albo i więcej, które zaczynało zmieniać się chyba kurwa w torf albo nutellę dla orków. No jebało przeokrutnie, ale stwierdziliśmy, że to dobra okazja do ziomkowania. Postanowiliśmy, że spróbujemy wytrzymać w tym okrutnicko jebiącym kiblu jak najwięcej czasu, a każdy z nas i tak otrzyma stopień starszego ziomka osiedlowego.
Nawet nie zaczęliśmy ziomkowania z gównem, a już ożygaliśmy posadzkę i linioleum korytarza, a nawet nie przekroczyliśmy progu tego zapachowego Nipton. Pozdro dla kumatych graczy Fallout New Vegas. Pierwszy Anony wziął berułowe kiblo i zamieszczał w jednym z kibli. O kurwa. Zapach można porównać do detonacji szambowej atomówki w centrum miasta. Zapach rozkładającego się gówna i atomowych siarczystych jajek krzyżował AW Cezar nasze kubki smakowe i nerwy węchowe. Ale kumpel dalej hardo miesza, po czym wychodzi z obsranym berłem i zaczyna tym chrzcić pomieszczenie toalety. Mrót intensifies w chuj. Wytrzymał tylko minutę. Wchodzę ja. Zanim doszedłem do kibla przeznaczenia, orzegałem wszystko wokół siebie z pięć razy.
Drugi sztach gównem, aż mnie zapiekło w zatokach od fetoru. Piszę dzielnie jakieś rzeczy, ale prawie się poślizgnąłem na czarnej brei kapiącej z berła. Naciąganie na wymioty brzmiało, jakby opętało mnie stado duchów Januszy czy innych koczkodanów. Kurwa, ktoś kto przechodziłby obok tego budynku wracając z kościółka wieczorową porą spierdoliłby szybciej niż Usain Bolt słysząc co się tam odpierdala. Wytrzymałem cztery minuty. Bohater Ziomkowania. Następny Anone zgięty wpół wszedł, klasycznie poobrzygiwał wszystko, po czym namazał swastykę z gówna i ponownie ochrzcił pomieszczenie. Tak było. Ziomkowanie to też dobra wymówka do teoretycznych imp. No, wyobraźcie sobie, że ruchacie jakąś małolatę, łapią was na tym bagiety, a ty patrząc im prosto w oczy oznajmiasz...
Ale to ziomkowanie. Po czym kończysz pieniężnym spustem w cipuszce dzienlatki. Innym razem, jak wąchaliśmy sobie dupy i dopadły mnie wątpliwości, mój ziomek dotknął mego ramienia i z pełnym spokoju, ciepła i charyzmy oznajmił mi, że spoko. Że wszystko jest git. Że to ludzkie rzeczy. Że to jest po prostu ziomkowanie.
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Pastolektor Reuploading