Rano często jeżdżę pociągiem na zajęcia. Jako student przyzwyczaiłem się do śmieciowego żarcia, choć nie za bardzo lubię jadać w maku, często po zajęciach zapierdalamy ze znajomymi zjeść jakieś komercyjne gówno. Moją ulubioną potrawą jest kebab. Wpierdalam kiedy wlezie i ile wlezie. Zamiast obiadu w niedzielę przy rodzinnym stole dzwonię, porycha, skepsa i dowozie mi porządną porcję mieszanej baraniny z kurczakiem i dodatkami. Matka się wkurwia, że nie chcę jeść jej obiadu, ale chuj tam, nie będę wpierdalał mielonego z surówką i jebanych grzybów w occie. Wracając do sedna sprawy. Niedziela jak niedziela, kebs zaliczony, a w poniedziałek na zajęcia. Jako, że zaczynam o ósmej, pociąg 6.24, a że napierdalałem do drugiej w nocy w Counter Strike'a, rano zaspany jak Han Solo po hibernacji, zwlekłem się z wyra, szybkie mycie, plecak w łapy, zajebany mułem i zapuchnięty jak kloszart po spotkaniu z chodnikiem, ruszam po przygodę mojego życia.
Pokazano wszystkie 1 dopasowanie. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.