Wielka Ucieczka [OSKARŻAM - odcinek 50]
Wiosną 2016 roku, w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych na terenie Sądu Okręgowego w Warszawie Piotr R. poznaje Rafała M. Ten drugi zwierza się nowemu znajomemu, że jego przygoda za kratkami dobiega końca. Cieszy się i martwi się, bo zewnątrz czekają na niego tylko ogromne długi, w które popadł przed odsiadką. Wtedy R. proponuje pomoc.
Gazeta.pl przedstawia Cykl kryminalny OSKARŻAM Hanna Dobrowolska Wielka Ucieczka Czyta Mariusz Bonaszewski Wiosną 2016 roku w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych na terenie Sądu Okręgowego w Warszawie Piotr R. poznaje Rafała M. Ten drugi zwierza się nowemu znajomemu, że jego przygoda za kratkami dobiega końca. Cieszy się i martwi, bo na zewnątrz czekają na niego tylko ogromne długi, w które popadł przed odsiadką. Wtedy R. proponuje pomoc.
Powiedział, że ma kilka firm i potrzebuje kogoś takiego ogarniętego jak ja. Mówił, że dzięki niemu wyjdę na prostą, spłacę długi. Dał mi numer do swojego obrońcy, z którym miałem się skontaktować jak wyjdę. Opowiada później M. Zdesperowany mężczyzna postępuje zgodnie ze wskazówkami. Wychodzi na wolność w styczniu i natychmiast dzwoni do mecenasa Daniela G. Dzięki łącznikowi Piotr R. zdobywa numer do Rafała i może swobodnie do niego dzwonić z oficjalnego telefonu stacjonarnego w areszcie śledczym. Piszą też do siebie liściki, które potajemnie przekazuje adwokat albo ówczesna partnerka R., Katarzyna. O tym, co do siebie piszą, prokuratura dowiaduje się niestety za późno.
Dziś jest pewne, że R. i M. miesiącami szczegółowo omawiali plan ucieczki. W 2016 roku Piotr R. odsiaduje karę, która ma się skończyć dopiero w 2029 roku. Nie ma szans wyjść przed czasem, był wcześniej siedmiokrotnie karany m.in. za oszustwa. W owijaniu sobie ludzi wokół palca ma wyjątkowy talent. Od początku udaje mu się przekonać Rafała M., że powinien zniknąć, bo jest prześladowany przez służby specjalne. Twierdzi, że ma pendrive z archiwami wojskowych służb informacyjnych, na którym są materiały mogące pogrążyć czołowych polityków. Dzięki temu miał sobie wyczyścić kartotekę. Uwierzyłem, że mógł mieć kontakt z takimi ludźmi, powie wiele miesięcy później M. Jest wkręcony tym bardziej, że za pomoc ma dostać niemałe pieniądze.
Już w czasie przygotowań przez jego kieszeń przewija się około 10 tysięcy złotych. Widzi, że R. jest słowny i dobrze sytuowany. M. kupuje atrapę pistoletu pneumatycznego, a od Katarzyny, z którą umawia się pod Galerią Łódzką, otrzymuje prawdziwą broń. Parabelum kaliber 9 mm oraz 58 sztuk naboi. Z kolei Piotr R. dostaje przemycony w listach lek rozszerzający źrenicę, który będzie ważnym elementem dywersji. W połowie maja 2017 roku partnerka przynosi mu jeszcze kartę SIM, którą on montuje w smartwatchu. Dziś już pewnie nikogo nie dziwi, że z zegarka można dzwonić, napisać SMS-a czy maila.
Rafał jest przygotowany. Melduje się w hotelu, umawia sobie dzień wcześniej taksówkę, którą będzie krążył po mieście, pojedzie między innymi pod prokuraturę. Jest godzina 10.50. Piotr R. zadzwonił do mnie, zapytał czy jestem. Powiedział, że wprowadza właśnie krople rozszerzające źrenice do oczu i będzie wzywana karetka. Opowie Rafał M. Przesłuchanie dobiega końca o 11.07. Gdy R. wraca z toalety uskarża się na ból głowy i problemy z widzeniem. Faktycznie oczy ma jakieś dziwne. Mecenas sugeruje by wezwać karetkę. Prokurator Natalia Zajc nie sprzeciwia się choć nie wydaje jej się by była podstawa do angażowania służb ratunkowych.
Piotr R. nie jest skuty. Już wcześniej w areszcie symuluje kontuzję nogi i porusza się o kulach. To idealne zagranie. Nikt kulawego i niedowidzącego mężczyzny w średnim wieku nie będzie podejrzewał o planowanie takiego numeru. Gdy pada hasło szpital, jego wspólnik zamawia kolejną taksówkę. Kierowcą jest Andrzej P. Ten przypadkowo wyznaczony przez korporację kierowca wkrótce okaże się darem losu. M i P jadą razem do szpitala na Banacha. Taksówkarz ma czekać pod wejściem na SOR, a Rafał idzie na zwiady. Widzi Piotra na wózku inwalidzkim w asyście dwóch policjantów. Znów wychodzi na zewnątrz. Takie instrukcje dostaje na bieżąco od R. Dzwoni z toalety, symulując przed policjantami problemy gastryczne.
Zbliża się godzina 17. Lekarze diagnozujący Piotra R. stwierdzają, że nic mu nie jest i może wracać do celi. Wtedy jeden z policjantów idzie po radiowóz, a do akcji wkracza Rafał M. Wbiegłem na pierwsze piętro, zobaczyłem, że R. stoi na korytarzu około 2 metry ode mnie, a korytarz jest pusty. Pokazał mi głową, że to teraz. Wyjąłem z torby broń, podałem mu ją, a on w tym czasie odrzucił kulę, wymierzył w stronę policjanta i krzyczał coś o akcji Polski Podziemnej. Powie M. rok później przed sądem. Świadkowie zapamiętają, że R. krzyczy do policjanta – oddaj broń psie. Funkcjonariusz chowa się w rejestracji na oddziale.
Piotr R. i Rafał M. uciekają z budynku i wsiadają do taksówki. Są gotowi grozić Andrzejowi P., żeby tylko wywiózł ich jak najdalej. Ale grozić nie muszą. Co zajebiście chłopaki? pyta ich rozbawiony kierowca. Milczą przerażeni. Wtedy słyszą od P., że nie takie rzeczy w życiu robił i mogą liczyć na jego pomoc. Dla byłego członka gangu Ożarowskiego ucieczka z miejsca przestępstwa nie była pierwszyzną. Rozstają się na ulicy Ustrzyckiej w Warszawie. R. i M. kolejną taksówką uciekają do Poznania, zostają tam kilka dni. Rafał M. jest tak pomocny, że angażuje swojego ojca, by przywiózł im ubrania i pieniądze. Piotr obiecywał, że jak wszystko pójdzie dobrze, to zapłaci mi 500 tysięcy złotych.
Już wtedy do Poznania jego adwokat miał nam przywieźć 200 tysięcy złotych. Oczywiście nie przyjechał, a R. uciekł. Zabrał też pieniądze od mojego ojca. Wyjaśni w prokuraturze M., który dopiero 1 czerwca 2017 roku orientuje się, że był tylko pionkiem w nieuczciwej grze Piotra R. Jego zleceniodawca ucieka z hotelu o świcie, zabierając ze sobą parabelum. Policja zatrzymuje go później w hotelu oliwskim w Gdańsku. Przy łóżku ma przeładowaną broń, w reklamówce naboje. Gdy wchodzą mu do pokoju, leży na łóżku i ogląda telewizję, w której bez przerwy pokazywana jest jego twarz.
Prokurator zarzuca mu między innymi dokonanie samouwolnienia, czynną napaść na funkcjonariusza policji z użyciem broni palnej i nielegalne posiadanie broni i amunicji. W toku śledztwa jest ośmiokrotnie przesłuchiwany. Początkowo nie przyznaje się do czynnej napaści ani do korzystania z broni palnej. Mówi, że w szpitalu korzystał wyłącznie z atrapy pistoletu zakupionej przez Rafała M., a pistolet Parabellum, który miał przy sobie w Gdańsku, znalazł na cmentarzu wraz z dyskiem zawierającym archiwa WSI. Zmienia wyjaśnienia dopiero gdy orientuje się, że prokurator ma zeznania świadków, opinie biegłych, logowania telefonów wszystkich podejrzanych. Wbrew zebranemu materiałowi dowodowemu R. zapewnia, że ani jego partnerka Katarzyna, ani Andrzej P. nie są niczemu winni.
Nie wiedzieli o planie ucieczki. Był tylko on, Rafał M. i jakiś Robert, prawdopodobnie postać zmyślona. Początkowo zarzuty ułatwienia ucieczki przedstawiono również adwokatowi Danielowi G. i aplikantowi adwokackiemu Jackowi W. Ostatecznie ten wątek umorzono. Proces ma ruszyć wiosną 2018 roku. Ale łapie spore opóźnienie jeszcze na samym początku. Oskarżony Piotr R. jeszcze przed jego rozpoczęciem składa wniosek o wyłączenie ze sprawy oskarżyciela publicznego. Twierdzi, że prokurator Przemysław Nowak z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, dziś rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej, sfałszował obciążające go dowody. Nie udaje się, więc R. walczy o wyłączenie jawności procesu.
Piotr R. zostaje skazany na 7 lat bezwzględnego pozbawienia wolności, a jego wspólnik Rafał M. na 2 lata. Była partnerka Piotra R. ma przez dwa lata wykonywać prace społeczne, a Andrzej P. powinien odbyć ośmiomiesięczną odsiadkę. Dla tego ostatniego to najmniejszy problem, bo w międzyczasie w innym procesie został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności za zlecenie zabójstwa ciotki. Czytał Mariusz Bonaszewski.
Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Wiosną 2016 roku, w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych na terenie Sądu Okręgowego w Warszawie Piotr R. poznaje Rafała M. Ten drugi zwierza się nowemu znajomemu, że jego przygoda za kratkami dobiega końca. Cieszy się i martwi się, bo zewnątrz czekają na niego tylko ogromne długi, w które popadł przed odsiadką. Wtedy R. proponuje pomoc.